Witam wszystkich użytkowników
Chciałabym poprosić o pomoc i radę w najtrudniejszym momencie mojego życia. Nie wiem, co zrobić, a do głowy przychodzą mi same najgorsze myśli.
Zacznę od początku. Mam dwadzieścia sześć lat. Od czterech lat byłam w związku z chłopakiem w moim wieku. Dla obojga z nas to był pierwszy poważny związek, razem przeżyliśmy swój pierwszy raz i ogólnie mówiąc wchodziliśmy w dorosłość. Dużo podróżowaliśmy i poznawaliśmy ludzi z całego świata. Początki były strasznie romantyczne, ale później wszystko zaczęło się sypać. To co zainteresowało mnie w chłopaku najbardziej, zaczęło nas niszczyć. Chodzi o medytację i jego wyjazdy na obozy tzw "retreaty" do Indii i Mistrza, który nazywa się Anadi (Polak swoją drogą).
Chłopakowi odwaliło na tym punkcie totalnie. Kiedy wyjeżdżał na dwa miesiące, nie było z nim żadnego kontaktu, nawet mailowego. Przestał się o mnie troszczyć, nawet interesować, co u mnie. Potem zaczął mnie obrażać np. że nie potrafię pracować nad niższą stroną swojej natury, nie chcę się rozwijać duchowo (ciężko wydawać 10 tys. zł na takie wyjazdy, kiedy się ledwo wiąże koniec z końcem), że osobie, która kieruje się "Ego" nie można zaufać. Zaczął też mówić, że nie wie, co będzie za dwa-trzy miesiące, nie miałam żadnego poczucia bezpieczeństwa z nim.
Pojawiły się także inne kobiety w jego życiu - z jedną pracował w sklepie i była 15 lat od niego starsza (pisał jej, że ją kocha, ale twierdził, że to tylko duchowa miłość i jestem za głupia, żeby to zrozumieć), potem poznał jakąś Hinduskę na obozie, która była "czysta i niewinna jak anioł", ( w domyśle: zupełnie inna ode mnie). Zrobiłam się strasznie zazdrosna, zupełnie straciłam zaufanie, zaczęłam sprawdzać mu maila i Facebooka.
Przez dłuższy czas mu wybaczałam i próbowałam odbudować ten związek, bo naprawdę go kochałam, starałam się ze wszystkich sił. On cały czas mnie odtrącał. W końcu postanowiłam dać sobie spokój, bo czułam, że mnie to wyniszcza, a relacja, która na początku dawała mi tyle radości, przynosi tylko łzy i ogromne cierpienie.
Patrząc na to wszystko, wydaje się to głupie i absurdalne, ale nie potrafię się od niego uwolnić i zapomnieć. Cierpię straszliwie, zwłaszcza, że on jest jedyną osobą w tym mieście mi bliską, poza nim nie mam tu nikogo innego. Wpadam w coraz gorszą depresję, poddałam się całkowicie. Chcę walczyć o siebie, ale nie widzę żadnego sensu w moim życiu. Pomóżcie, proszę.