Z góry przepraszam Was, ale muszę gdzieś napisać to co mnie męczy a mam już dość.
Mam 21 lat, chłopak starszy o 10 lat, pracujący, mieszka z rodzicami, jesteśmy razem od 7 miesięcy. Studiuję w jego miejscowości, ale że są wakacje to moim miejscem przebywania zawsze bywał dom. W tym roku jednak postanowiłam znaleźć pracę na ten okres w akademickim mieście by móc być z nim na co dzień. Niestety nie do końca wyszło jak powinno
Od prawie miesiąca jestem sama całymi dniami, bo pracodawca ciągle przedłużał termin (od początku sierpnia miałam iść do pracy na umowę zlecenie, praca była załatwiana po znajomości, umowa podpisana) rozpoczęcia pracy z powodu braku pozwolenia na miejsce pracy. Ja naiwna ciągle łudziłam się że jego powtarzane co tydzien "w tym tygodniu" w końcu zadziała. Wynajmuje pokój, znajomi wszyscy powyjeżdżali do swoich miejscowości, a chłopak wpada tylko wieczorami po 20 na 2 godziny.
Wiem, sama sobie zgotowałam ten los, ale trochę boli mnie postawa mojego chłopaka - jakby w ogóle nie interesował się tym co u mnie. Ot, jestem, moze wpasc wieczorem, więc jest fajnie. Niby mówi że docenia to co robię dla niego (gdyby nie on już dawno bym wróciła do domu) ale nie wiem co o tym mysleć. Przez ten cały okres nawet nie zapytał się zdziwiony czemu jeszcze nie pracuje, czy szukam czegoś innego (dopiero jak ja coś zacznę to skwituje to "przykro mi" i tyle, albo że bał się pytać), nie zapyta co robię w ciągu dnia, czy mi sie nie przykrzy że tak sama siedzę. Rano napisze że mnie kocha i tyle. Nie zapyta jak się czuje itp. Dopiero jak ja to zrobię to odwzajemni pytaniem i tez nie zawsze. W weekendy też spotykamy się tylko późnymi popołudniami, nawet nie zaproponuje czy mógłby zostać np. na noc czy do tej 2 w nocy - zawsze po 23 wychodzi. Mówi że musi odpocząć, coś porobić, potem ma obiad itp.
Gdy przychodzi do mnie wieczorami opowiada jak ciężko w pracy itp., zero zapytania o mnie, a to może mu wymasuje plecy itp. Wiem że ma ciężki ostatni tydzień, więc chcę by się odprężył, ale zaczynam mieć dość wszystkiego. Mam spore problemy rodzinne, gdy dzwonię do Mamy (jest w depresji, mieszka sama, Ojciec za granicą) słyszę jak jest ciężko, jakie ma problemy z Tatą, gdy dzwonię do taty w jest w drugą stronę. Martwie się też o brata który całkowicie się odciął i zamknął w sobie, nie ma pracy, studiów, widać że też ma doła - jedynie ze mną rozmawia tak w miarę normalnie. Nie mam komu o tym powiedzieć, robię do wszystkich dobrą minę. Czuję się kompletnie sama - nie chciałam wracać do domu, bo chciałam być przy chłopaku - ale po takim miesiącu moja psychika leży.
Mój chłopak od początku mówił że nie pije (jedynie okazjonalnie) i nie lubi klubów itp. Zależało mi by być z kimś kto nie pije, więc gdy to usłyszałam nie miałam problemów by wejść w związek. Niestety nie umiem stolerować alkoholu przy mnie, wiem że wiedząc że mój chłopak się upił nie umiałabym nie mieć żalu i być przy kimś takim, dlatego stwierdziłam że nie mogę być z kimś kto pije. Ale po paru miesiącach związku (gdy jest się już zakochanym i być może nawet się kocha) teraz widzę że lubi wypić piwo, zwykle gdy nie jest u mnie to wiem że wypije z Ojcem, ale mi i tak tego nie powie. Jeszcze do tego teraz ma być kawalerski na który mój chłopak ma iść - najpierw mówił że niby striptizerki itp, ale że pan młody nie chciał, że w ten dzień mam go nie widzieć lepiej (odebrałam to na żarty). Potem mówił że miało być zorganizowane w domu u jednego z zaproszonych, ale pan młody dość mocno zachorował. Ok, pomyślałam że po ptakach, nie ma co rozstrząsać tematu i mówić o swoich obawach. Tak teraz się dowiaduje że jednak wieczór jest i to w sobotę i że idą do klubu. Mówi że wolałby ze mną, ale nie zrobi tego panu młodemu... A ja znowu zostaje sama i to w weekend.. i Będę się zastanawiać czy nie skończą przy striptizerkach i czy się nie upije... bo po tym już nie umiałabym być z nim w związku.. On mówi że przecież go znam, że on nie z takich... ale z drugiej strony nigdy mi nie mówi czegoś gdy wie że się będę złościć lub martwić...
Nie wiem co mam robić, mam dość wszystkiego. Przepraszam, ale musiałam się wygadać. Mam ochotę rzucić wszystko i wrócić do domu, ale wtedy zastanie mnie smutna mina chłopaka że jak go mogę zostawić samego.. teraz zostaje nawet sam na cały tydzień (pytał się nawet czy może wpadać do mnie na obiady (niby żartem), a potem że Ojciec jego się pytał czy bym nie wprowadziła się do niego na tydzień bo na pewno patelni się nie boję.. a on gotować nie umie)