cześć ,pierwszy raz tu piszę, bo mam kłopot sama ze sobą. A może i nie ... nie wiem.
Wychodzę za mąż i ciężko znoszę przedślubne zamieszanie. Byle co wyprowadza mnie z równowagi, złoszczę się na narzeczonego, który mnie zwyczajnie irytuje.
Irytuje mnie ,że zamiast rozwiązywać problemy chodzi i skupia się na bzdetach np. czepił się typu materiału w ślubnej koszuli i mimo ,że w tej kupionej wszystko pasuje, to NIE pasuje ten materiał i choćby w ten weekend się ostro wkurzyłam na niego. Chciałam wybrać walizki na podróż , a on ciągle chciał włazić do kolejnych sklepów z modą męską oglądać koszule. A złościł mnie tym bardziej, że głównie je "macał" więc ilekroć podeszła ekspedientka to wyjaśniał, że właściwie nic nie chcemy. Nie chcemy ale leziemy do kolejnego sklepu w poszukiwaniu egipskiej bawełny ! No myślałam, że zwariuję ! A przy walizkach wszystko źle szło - on wybrał sobie walizkę, natomiast ja miałam wątpliwości co do mojej , a on tylko "no jak uważasz" i tyle było porady.
Drugi przykład - chcemy rozdać gościom małe woreczki z herbatką jako podziękowanie za przybycie. Rozsypuję tą herbatę już 2dni i wiem jak to szybko robić i nie rozwalać za dużo. Ledwo on się wziął nabrał sobie łyżek, talerzy i ani myśli robić to moim sposobem, sypał w żółwim tempie i znowu się zagotowałam. Rzuciłam kilka uwag ,że to bez sensu ,ale się nie wściekłam, po jakimś czasie odstawił to swoje małe laboratorium i sypał jak mu wskazałam, ale co się przy tym nagadał !
Nie chodzi mi konkretnie o tą sytuację, ale o całokształt.
Potrafię całe popołudnie gotować dla niego, a jak przyjdzie i pada na twarz po pracy i 2h dojeździe to się wkurzam ,że nie zachwyca się tym co zrobiłam ,albo ,że nie ma wielkiego uśmiechu na twarzy czy entuzjazmu.
Próbuję go zrozumieć, ale jednocześnie złości mnie tyle spraw ... wiem ,że jestem zbyt nerwowa.
Wiem też ,że go kocham i chcę z nim być, ale czasem nie umiem się opanować i się wściekam.
Niestety ostatnio powiedział mi ,że co weekend się na niego złoszczę a potem przepraszam...
Głupio mi było , bo wiem że ma rację, ale nie wiem czy to tylko o mnie chodzi czy on też nie powinien zmienić podejścia ? Jak sądzicie ?