Ciezko jest mi ogarnac emocje i mysli, zeby wszystko opisac. Jestesmy ze soba 2,5 roku... to byla milosc od pierwszej chwili gdy go zobaczylam. Swietnie sie dogadywalismy, czulam ze jest moja bratnia dusza. Razem spedzalismy mozliwie kazda wolna chwile. Czulam sie najszczesliwsza na swiecie. To on pomogl mi pozbierac sie po stracie rodzica. Po ponad roku (kiedy on przeprowadzil sie do mojego miasta i zamieszkaliy razem) zaczely sie nawarstwiac problemy... klamstwa, nie spelnione obietnice i co zaczelo mi przeszkadzac jego niezaradnosc, czas poswiecal na granie w gry. Kiedy on szukal pracy, a ja zmeczona wracalam do domu i jedyne co zastalam to jego lezacego na kanapie, oraz zlew pelen brudnych naczyn przestalo byc tak rozowo. Kiedy powiem mu zeby cos zrobil to zrobi, ale dlaczego sam z siebie nie moze np. posprzatac? Zaczelam byc zazdrosna o inne kobiety. Teraz wiem, ze przesadzalam, ale on stwarzal takie sytuacje.
Pierwszy sylwester gdy zatanczyl z nasza kolezanka, ale to nie byl zwykly taniec... namietny, ocierali sie o siebie. Jak odkrylam, ze mial kiedys romans ze swoja przyjaciolka (nie bylismy wtedy razem, ale chyba powinnam wiedziec skoro sie spotykali).
Zdjecia dziewczyn na komputrze, wiadomosci od bylej kochanki, ktora posieszal komplementujac (przeciez to mnie powinien komplementowac).
I smsy od dziewczyny do ktorej jak napisalam probowala mi zasugerowac ze cos miedzy nimi jest.
To wszystko sprawilo, ze stalam sie chorobliwie zazdrosna. Nie sledzilam go, ale wszystko regularnie sprawdzalam i zatracilam sie w obsesji. W pewnym momencie sama ze soba nie moglam wytrzymac. Kiedy nie odbieral telefonu juz widzialam go z inna.
Musialam cos zmienic, bo niszczylam tym jego i siebie!
Powinnam dodac, ze oboje jestesmy atrakcyjni. Mamy wielu adoratorow/adoratorek, ale dla mnie on byl jedyny zawsze. Nie dawalam mu powodow do zazdrosci.
W zeszlym roku postanowil, ze wyjedzie do Anglii. Milalam dojechac do niego jak znajdzie prace i wynajmie mieszkanie. Mimo, ze bylo miedzy nami zle pelna nadzieji i wiary w to, ze wszystko sie zmieni polecialam do niego, zostawiajac rodzine, przyjaciol, dobra prace, ktora lubilam. W imie czego? Milosci w ktora tak slepo wierzylam.
W pierwsza noc po przylocie poszed do kolezanki (ktora z nami mieszkala) napic sie drinka. Ja bylam zmeczona podroza i tym, ze cala noc nie spalam bijac sie z myslami. Oczywiscie nic w nim sie nie zmienilo... nasz zwiazek sie nie rozwija. Doszly do tego czeste stosowanie uzywk i wiecej klamstw, brak szacunku, ktory juz wczesniej mial miejsce. "Bede robil to na co mam ochote" Oczywiscie pewnie nadal flirtuje, ale ja nie chce tego sprawdzac. Zachrowalam na grype, mialam bardzo wysoka goraczke to mnie zostawil. Wiem, ze to nie ma przyszlosci... Zatrzymalam sie tu w miejscu czuje, ze on mnie ogranicza. Bylam juz na dnie z najgorszymi myslami. A przeciez taka nie jestem! Zawsze pozytywna, usmiechnieta, zabawna! Zminilam sie z jednej strony na lepsze, bo bardziej dbam o dom, o niego mimo wszystko, odkrylam w sobie talent kulinarny, a na gorsze bo czesto czuje sie przytloczona. Aktualnie stracilam prace, nie mam gdzie i za co sie wyprowadzic. Ekonomicznie pomaga mi tutaj niczego mi nie brakuje, ale... przeciez to nie jest najwazniejsze. Daje mu kolejna i kolejna szanse, bo kiedy probuje odejsc on mnie prosi, obiecuje... ale ja juz nie mam sily. Dusze sie!
Kiedys naiwnie myslalam, ze bedac szczera, rozmawiajac ze swoim partnerem o wszystkim. Dajac z siebie wszystko to on mnie nie zrani, bedzie chcial dawac jeszcze wiecej. Moze ja za duzo oczekuje? Wiem, ze nie jestem idealna... no, ale staram sie.
Chcialabym byc kochana mimo wszystko... najwaznijsza, a nie na mijscu 10tym... by ktos docenil moje wnetrze, bo przeciez kiedys sie zestarzeje i zostanie mi to co w srodku. By ktos podniosl mnie kiedy upadne, a nie dodatkowo kopal. Lojalnosc, szczerosc, zaufanie, szacunek... dlaczego tak trudno jest byc z kims w normalnej relacj? Nie macie wrazenia, ze czesto zwiazek to wojna? Mam nadzieje, ze kiedys znajde kogos kto nie bedzie tylko moim partnerem, ale i moim najlepszym przyjacielem i tego zycze wszystkim.