Niedawno poznałam faceta - inteligentny, otwarty, z poczuciem humoru, lat 30. Umówiliśmy się na randkę, od razu zorientowałam się, że jest bardzo zestresowany tym spotkaniem co próbował zamaskować nadmierną gadatliwością i lekką nadpobudliwością. Nie przeszkadzało mi to w ogóle, pomyślałam, że może nie ma zbytniego doświadczenia z kobietami. Bardzo miło spędziliśmy 4 godziny, po spotkaniu utrzymywał kontakt. Następnego dnia umówiliśmy się znowu - w kinie. Ponieważ znów widziałam u niego duże zdenerwowanie postanowiłam zachowywać się spokojnie tak, żeby mu pokazać, że nie musi się denerwować. Niestety on to chyba odczytał jako spadek zaintererowania z mojej strony i sam też stracił entuzjazm mimo tego, ze to ja poźniej pisałam pierwsza i pokazywałam, ze chcę podtrzymać znajomość. Napisałam mu wprost ale sympatycznie, że jeśli nie chce dalej tego ciągnąć to ja rozumiem. Wtedy on właśnie zwrócił mi uwagę na to, ze ja tez nie wykazywałam zainteresowania. Napisałam mu, że to absolutnie nieprawda i ze zależy mi na tej znajomości, nawet dzwoniłam do niego, ale było poźno i nie chciałam go nękać. Napisał, że rozumie to i zadzwoni dziś. Czy można jakoś to uratować?
Podobne tematy
Nie bardzo wiem jak się mam zachować jeśli w ogóle zadzwoni. On chyba naprawdę nie ma doświadczenia w relacjach damsko-męskich i nie chciałabym go przestraszyć. Co mam mu powiedzieć?
Nie wiem o czego ratowanie pytasz, ale ja tu nie widze niczego niepokojacego. Wedlug mnie z niczyjej strony nie doszlo do nietaktu, a to ze nie siedzisz w jego glowie i nie wiesz co go peszy - nie jest powodem do doglebnych dociekan. Zakladam ze na spotkanie nie poszlas w czerwonym lateksie i z pejczem ![]()
Rozmawialiscie 4 godziny wiec to chyba dobrze rokuje. Pomysl sobie ze pewnie teraz chlopina siedzi nad telefonem i cwiczy dykcje. On to dopiero ma stres ![]()
Hmm, nie. Ja myślę, że on nie zadzwoni. Chyba się ostatecznie wycofał, myślę, że się przestraszył a jego wczorajszy sms o tym, że zadzwoni to raczej kurtuazja. Nie wzbudzę w nim już raczej zainteresowania. Chyba nie powinnam się już z nim kontaktować, prawda? To tylko pogorszy sytuację...?
5 2014-08-01 15:56:09 Ostatnio edytowany przez Lancacter (2014-08-01 15:59:17)
Sama najlepiej ?czujesz? atmosferę tych spotkań i kontaktów, więc prawdopodobnym jest, że intuicja Cię nie zawodzi. Naprawdę myślisz, że tak się wystraszył? Siedzieliście w końcu kilka godzin i było naprawdę miło. Nie był to wystarczający czas by poczuł się swobodnie? Wiesz. Szczerze Ci powiem, że gdyby mi babka nie pasowała to czterech godzin bym z nią nie wytrzymał na pierwszym (i ostatnim) spotkaniu. Może ? jeśli to prawda co czujesz ? on rozważa odpuszczenie sobie bo boi się kompromitacji siebie jako samca przed kobietą. Zastanawiam się, czy będąc na Twoim miejscu wykonałbym jakiś ruch. Myślę, że tak. Poruszasz się w końcu na gruncie neutralnym, a tego że się peszy przecież MOGŁAŚ NIE ZAUWAŻYĆ
Chyba, a raczej na pewno nie dzwoniłbym dzisiaj. Jutro skontaktowałbym się natomiast z nim w sprawie czegoś neutralnego jednocześnie z delikatną sugestią, że można to zrealizować wspólnie. I po tym dopiero uznać, że mam odpowiedź na pytanie, czy sobie odpuścił, czy też nie.
Edit: a tak odnosnie strachu przed komromitacja to nie wygladasz na silniejsza od niego prawda? ![]()
Hmm gdybym wiedzial jak pisaliscie ,w jakich stosunkach ,czy to miala byc przyjazn czy wkoncu nie ? bo ciezko teraz wypatrzyc o co wam chodzilo , pewnie jemu o cos wiecej no a tobie o co ? chcesz tylko utrzymac znajomosc nic wiecej tak ? jesli mu zalezalo na tobie a nie na znajomosci to nie zadzwoni .
Dzięki Lancacter za odpowiedź, dobrze jest poznać choć trochę męski punkt widzenia.
Wiesz, ja widziałam w nim zainteresowanie na pierwszym spotkaniu, nasze drugie w kinie też wyszło od niego, rozmawialiśmy przed seansem, rzeczywiście był już mniej zestresowany ale ciągle dało się wyczuć w nim spore napięcie. Zestresował się też tym, że wybór filmu nie był trafiony (wg niego, ja niczego takiego nie dałam po sobie poznać) i miałam wrażenie, że chciał wyjść w trakcie seansu. Mam w ogóle wrażenie, że on się zniechęcił tym, że mało rozmawialiśmy podczas seansu, ale jak tu rozmawiać w kinie przy głośnym filmie i innych ludziach?
Później przespacerowaliśmy się przez chwilę i odwiózł mnie do domu. Miło się z nim pożegnałam i napisałam wiadomość na dobranoc. Już wtedy wyczułam, że jakoś odpisuje mi przez grzeczność. Potem to ja pierwsza się z nim kontaktowałam i upewniłam się, że moja intuicja mnie nie zawiodła - stracił entuzjazm. Ja też się boję kompromitacji - owszem. Poza tym jednak lubię jasne sytuacje - gdy ktoś mi się nie podoba po prostu dziękuję mu za spędzony czas i jasno daję znać, ze nic więcej nie będzie z tego. I chciałabym żeby ta sprawa też jakoś jasno się zakończyła.
jak dzis nie zadzwoni bedziesz miala dowod konieczny. Jak jutro sie wykreci - bedzie to dowod wystarczajacy. Jak w matematyce
wiesz. Ja wczesniej (bylo to juz dawno) zauwazylem u swojej zony podobna tendencje do nadinterpretacji co u Twojego nowego znajomego. To na dluzsza mete okazalo sie meczace ale dosc szybko sobie z tym poradzilismy. Napalila sie na cos a ja podczas oglaszania tego nie usmiechalem sie z takim entuzjazmem jaki sobie wyobrazila na przyklad. No i stwarzala sobie problem. U mnie 220V i terapia kijem bejsbolowym przyniosla efekty
A tak powazne to troche sie narozmawialismy zanim zmiana zaczela byc widoczna. Tak sie teraz zastanawiam, ze to moze doprowadzic do samozadreczenia i z drugiej strony jak ten facet sobie odpusci Ciebie, to faktycznie moze miec problem.
Ech, zadzwonił godzinę temu, ale mój telefon się rozłączył. Oddzwoniłam, ale nie odebrał, napisał, że zadzwoni około 20... Nie mam dobrego przeczucia, ale może chociaż ta sprawa się ostatecznie wyjaśni. Czuję, że na moją niekorzyść...
I jak udala sie rozmowa?
Tak jak myślałam - nic chyba z tego nie będzie. Wytłumaczyłam mu dlaczego mógł moje zachowanie zinterpretować jako brak entuzjazmu. On po chwili stwierdził, że potrzebuje czasu, żeby to przemyśleć i że może to nie najgorszy pomysł, żeby zweryfikować nasze odczucia na kolejnym spotkaniu. Spytał czy jestem ewentualnie jutro wolna, ja potwierdziłam gotowość do spotkania ale tez zaznaczyłam, że jak najbardziej zrozumiem jeśli on nie będzie miał ochoty. Dziś nie był już w ogóle zestresowany, wręcz bardzo spokojny. Ja też mówiłam ze spokojem, myślę, że wszystko co miałam mu przekazać przekazałam a on zrozumiał. Nie nastawiam się jednak pozytywnie, bo gdyby naprawdę był mną zainteresowany to pewnie nie inaczej to wszystko by się potoczyło. Na pewno jednak czuję się lepiej, bo wyjaśniliśmy sobie wszystko ![]()
Ale co sobie wyjasniliscie ze nic z tego nie bedzie czy co bo jakos nioe zrozumialem a jestem ciekawe jak to sie dalej potoczy. A mowilas mu ze bylas spokojniejsza na spotkaniach bo wydawalo ci sie ze on sie stresuje jakos troche i dlatego tak sie ty zachowywalas ? moze to by mu dalo cos do myslenia.
Dokładnie tak mu to powiedziałam. Że zauważyłam, że był zestresowany i że dlatego zachowywałam się spokojniej. On powiedział, że nie było chemii (a na pierwszej randce jak najbardziej była),ale dodał po moich wyjaśnieniach, że może rzeczywiście damy sobie jeszcze jedną szansę. Powiedział, że musi się z tym przespać i jeśli będzie chciał się spotkać jeszcze raz to zadzwoni. I nie zadzwonił ani wczoraj ani dzisiaj, więc nic już z tego nie będzie. Ta cała sytuacja mnie po prostu dziwi, gdyby nie było chemii po pierwszej randce to zrozumiałabym to bez problemu - tak bywa. Ale nie bardzo mogę pojąć, że ktoś jest wyraźnie zainteresowany na pierwszym spotkaniu, potem wysyła wiadomości i podtrzymuje kontakt, proponuje następną randkę dzień później i po drugiej randce się wycofuje choć moje zachowanie było obiektywnie normanle, nic złego nie powiedziałam ani nie zrobiłam, byliśmy w kinie.
Jak dla mnie on jest jakimś palantem, który nie wie czego chce. Nie zastanawiaj się nad nim bo to nie ma sensu. Nie wiem ale może on czeka na jakaś miłość od pierwszego wejrzenia, że go coś pradem porazi i takie tam pierdoły. Albo jest mało pewny siebie i chciałby wydzieć, że bardzo na niego lecisz, że w podskokac do niego biegniesz, a skoro byłas spokojna to uznał, że ze swoimi kompleksami nie podoła i sobie odpuścił.
Wiesz enya, możesz mieć rację. Ten facet miał naprawdę dużo kompleksów, często w rozmowie odnosił się do tego, co mu się nie podoba w jego wyglądzie itp. Mnie to naprawdę nie przeszkadzało, gdyby mi się nie podobał to nie poszłabym z nim na randkę. Ale widać było, że nie akceptuje siebie w dużej mierze. Chyba nie miał też dużego doświadczenia z kobietami, jego stres był ogromny. Ja oczywiście dałam sobie już z tym spokój, ale nie ukrywam, że szkoda mi tej znajomości bo poza tym to bardzo inteligentny, otwarty i sympatyczny człowiek. Dziwię się tylko, bo z takim zachowaniem się nie spotkałam.
Ogladalem taki program (ponad 40 odcinkow) pod tytulem 'Chlopaki do wziecia'. Przy calym szacunku dla ich uczciwosci to podejscie do kobiet mnie zdumialo. Zdumialo tak bardzo, ze uczynilem sobie z tego taka swoista atrakcje. Bo te chlopy ani uroda nie powalajace, ani wygadaniem nie urzekajace ale jakie WYMAGANIA odnosnie kobiet maja!
Zadnych bys nie spelnila
Moze ten pan to podobny podgatunek.