Witam Was. Znalazłam się w krytycznej sytuacji, na zakręcie i po raz pierwszy w życiu wiem, że sama sobie nie poradzę. Nie mam się do kogo zwrócić, jestem obecnie praktycznie sama we Włoszech, bez rodziny, przyjaciele nie pomogą - ich lekarstwo na wszystko to olej to, żyj ile wlezie, korzystaj i nie patrz na innych.. a ja na prawdę mam problem. A w zasadzie kilka. Proszę zanim zaczniecie mnie oceniać czy będziecie chciały powiedzieć same przykrości - najpierw postawcie się w mojej sytuacji. Ja i tak już jestem na skraju wytrzymałości psychicznej i potrzebuję pomocy. Proszę o jakieś słowo.. co mam robić.. co będzie najlepszym wyborem.. jak mam wyjść z tej sytuacji.. Poniżej postaram się wszystko jasno i jak najkrócej opisać.
Mam 25 lat. Mieszkam w Polsce z tatą, którego często nie ma w domu - sam zarabia na cały duży dom na wsi, gdzie wydajemy bardzo dużo na ogrzewanie, bo dom wymaga wymiany okien, remontu itd, ciepło ucieka. W górach, zimy są srogie, do miasta dojazd praktycznie tylko samochodem, to wszystko generuje koszty. Z nami mieszka moja młodsza siostra, która ma 17 lat, uczy się i nie pracuje, jest bardzo mądra i rozgarnięta. Na dole domu - osobno mieszka moja mama, która odkąd pamiętam jest alkoholiczką. Nie umiemy zliczyć ośrodków, w których się leczyła, ilości spotkań oraz odwyków. Podobnie jak nie umiemy policzyć ile razy przywoziła ją policja czy ile razy była na izbie. Raz o mało nie zabiła mojej siostry gdy ta miała 5 latek, upuszczając na nią okno. Moją siostrę wychowałam samodzielnie. Teraz o sobie.
W zeszłym roku obroniłam licencjat i zapisałam się na studia magisterskie, gdzie zaliczyłam pierwszy semestr. Odkąd skończyłam liceum cały czas pracowałam - jako pilotka, w sekretariacie gimnazjum, w bufecie a ostatnie 1,5 roku w agencji ubezpieczeń, gdzie skończyłam pracę w marcu tego roku ze względu na przeniesienie firmy, zwolnienia. W wieku 22 lat wyszłam za mąż za chłopaka, którego znałam od podstawówki. Niestety zamieszkaliśmy razem- u niego - dopiero po ślubie (co zasmuciło mojego tatę i siostrę gdyż jesteśmy bardzo związani). Małżeństwo rozpadło się po roku. Po ślubie mąż zaczął nadużywać alkoholu, na nic moje i teściów błagania. Codzienne balangi z kolegami, w końcu zaczął wracać nad ranem lub rano. Ze mną nie spędzał czasu wcale, powiedział że nigdy nie będziemy mieć dzieci. W końcu narobił głupot na wyjeździe służbowym i wyprowadziłam się. Do dziś nie odzyskałam większości wspólnie zakupionych rzeczy agd i rtv, ledwo odzyskałam swoje ubrania, bo wymienił nawet zamki. Wróciłam więc do domu rodzinnego, ku uciesze rodziny która znienawidziła mojego kata (tak, dochodziło do rękoczynów gdy był pijany), szczęśliwie się rozwiodłam i pracowałam dalej.
Tu zaczyna się nowy rozdział.. Latem 2013, a więc rok temu przy okazji spotkania ze znajomymi poznałam pewnego chłopaka. Zarzekałam się, że nie będę się pakować w żaden związek, aczkolwiek jestem osobą rodzinną i moim marzeniem zawsze był dom z gromadką dzieci, gdzie wszyscy siadamy przy wspólnym stole. Może dlatego, że moje dzieciństwo było pełne pijaństwa, awantur a oczy mojego taty wciąż napływają łzami, bo też chciał mieć dobrą rodzinę. W każdym razie.. Chłopak ten jak się okazało był Polakiem, jednak od 7 lat mieszkającym we Włoszech, wraz z rodzicami i małą siostrzyczką. Pierwsze wrażenie - dżentelmen, bardzo miły, inteligentny. Niestety nazajutrz już wylatywał z powrotem do Włoch. Spotkaliśmy się więc ponownie aby wymienić kontakty i pogadać. Opowiedział mi bardzo dużo o swoim życiu, m in to, że ma żonę i małego synka... (teraz jego synek ma 3,5 roku). Opowiedział, że są w trakcie rozwodu, bo pobrali się ze względu na dziecko, później ona zabrała mu dziecko i wyjechała do Polski. Nie chciałam wtedy się wypowiadać i mieszać w to, wiedziałam że to skomplikowane, ale nie można człowieka skreślać na początku, chciałam więc go poznać. Po jego wylocie codziennie rozmawialiśmy na skypie. Poznawaliśmy się coraz bardziej i bardziej. Ciągle pisał, ciągle dzwonił - bardzo mu zależało. Wkrótce mój dzień bez rozmowy też stał się niemożliwy, zwierzaliśmy się ze wszystkiego.. tak zaiskrzyło mimo problemów. Mimo odległości 1300 km.. Po jakimś czasie dowiedziałam się od niego, że zanim wyjechał do Włoch prowadził w Polsce bardzo złe życie. To znaczy.. Pił, brał narkotyki.. Pracował w klubie, kręcił się w bardzo złym towarzystwie, okradał kioski z grupami itd. W końcu wylądował w szpitalu na odwyku, stamtąd w sądzie i w więzieniu na 3,5 roku. Po wyjściu postanowił odmienić swoje życie, wyjechał do surowych rodziców (świadków Jehowy) do Włoch i tu zaczął pracę. Tutaj też był z żoną, z synem dopóki nie wyjechali. Po rozstaniu z nią a przed poznaniem mnie jego zachowanie też nie było godne pochwały - zaczął umawiać się z 17 letnimi dziewczynami w celu..wiadomo jakim. To wszystko jednak nie zaważyło na tym, że postanowiłam dać mu szansę. Zamknęłam oczy na jego przeszłość, stwierdziłam że każdy popełnia błędy a sądzić może tylko Bóg. Zaczęliśmy do siebie latać samolotami - ja do niego na weekend, on do mnie.. Spędziliśmy razem sylwestra. W lutym okazało się, że prawdopodobnie stracę pracę a nie mogłam znaleźć innej. On zaproponował więc, że mogę przyjechać tutaj do Włoch. Ze wynajmiemy razem mieszkanie i rozpoczniemy pracę na owocach - 5 euro na godzinę. Po długich namysłach i rozważaniach z tatą zgodziłam się. Warunek był jeden - w sierpniu po zakończeniu sezonu wracamy razem do Polski, tutaj będziemy pracować i mieszkać w moim domu. On bardzo tego chciał, wszystkim się tym chwalił, cieszyłam się bo ja nie mogłabym zostawić mojej rodziny i domu na rzecz pozostania w Italii na stałe. Tak więc do czerwca pracowaliśmy razem ciężko na truskawkach. W pocie czoła, ale za to własny kącik, wspólne jedzenie, czas - bardzo miło i dobrze nam się razem mieszkało. Później po skończeniu truskawek on musiał wrócić do fabryki, a ja znalazłam pracę przy malinach i jeżynach. Radziliśmy sobie świetnie, mając skuter i pracę. Niestety zaczęły się schody.
Mój chłopak był coraz bardziej agresywny. Pieniądze wydawał na gry, przy których spędzał wiele czasu - nie ograniczałam go, w końcu relaks się należy. Zaczął bardzo kłócić się przez telefon z żoną. Okazało się że od 4 miesięcy powinien płacić jej alimenty - 350 euro miesięcznie! Zaczęły się kłotnie na temat Polski. W Polsce żeby tyle płacić musiałby zarobić z 3000 zł żeby utrzymać 2 rodziny, więc przestał brać pod uwagę powrót, tylko pozostanie we Włoszech. Okazało się, że nawet na lotnisku mogą go zgarnąć do więzienia bo leci w kulki z rozwodem i alimentami. Później okazało się coś strasznego.. z jednej strony największe moje marzenie - z drugiej - nie do realizacji w tej sytuacji.. zaszłam w ciążę. W tym momencie jestem w 14 tygodniu. Poza moją siostrą nie wie nikt. Tacie nie mogę na razie powiedzieć, bo on nie jest za bardzo za moim chłopakiem. Przeszkadza mu, że ma żonę i dziecko, że nie ma domu, że nie ma prawa jazdy ani nawet malucha.. nie wie, że tyle przesiedział w więzieniu, że nie skończył żadnej szkoły - byłby jeszcze bardziej zawiedziony.. Wiem, że gdy mu powiem usłyszę, że popełniłam kolejny błąd. Bo teraz nie będę mogła pracować ani wrócić na studia, za które płacę 500 zł za miesiąc..
W każdym razie.. ja zaczęłam się martwić, gdzie będzie on w Polsce pracował, czy starczy na alimenty dla jego syna i żony (tak, na żonę też płaci), czy będę miała na łóżeczko i wózek, czy damy radę.. on bierze pod uwagę tylko zostanie tutaj. Wiem, że wtedy stracę ojca i siostrę, dom. Już mam to zagwarantowane. A dwa - boje się jak między nami będzie.. Bo widzę z jaką nienawiścią odnosi się do żony, a do syna wogóle nie dzwoni nawet. Ja musiałam chodzić na owoce o 4 nad ranem w pierwszych miesiącach ciąży. Kiedy mu powiedziałam, że dziś mi bardzo niedobrze i zwymiotowałam, stwierdził że nie chce mi się pracować.. zero szacunku dla mnie.. Kilka razy już usłyszałam, że jak mi się coś nie podoba mam wypier..... Kilka razy też po kłótniach powiedział, że to nie ma sensu i czas to skończyć. Cały czas rozchodzi się tylko i wyłącznie o pieniądze. Bo np teraz musimy na 2 tygodnie jechać do Polski na 2 wesela. Plus ja mam kolejną wizytę u ginekologa i badania, które kosztują. Jest jeszcze jedna rzecz która mnie dobija. Będę musiała iść na obserwację kardiologiczną i dostać orzeczenie, ponieważ będę musiała mieć cesarkę. W moim sercu jest tętniak wielkości 2m5 centymetra i lekarka powiedziała mi, że rodząc naturalnie osierocę dziecko. Być może ostatnie miesiące będę musiała bardzo uważać bo serce zmienia pozycję. To wszystko mnie dobija bo nie wiem co robić.. z nim zupełnie się nie układa. Jak tylko widzi że jestem smutna czy źle się czuje od razu jest obrażony. Nie chce słyszeć o powrocie do Polski, a moi codziennie dzwonią że odliczają dni, bo w końcu im powiedzieliśmy w czerwcu że we wrześniu wracamy.. W dodatku martwie się, jak zapewnić dziecku jak najlepsze życie. Bardzo je kocham i chcę być jak najlepszą matką. Boję się, że jak dalej tak będzie to sama będę musiała wrócić do kraju. Nie wiem skąd wezmę pieniądze, czy należą mi się jakieś dotacje? Czy jakieś ubezpieczenie? Wreszcie boje się odrzucenia rodziny, szczególnie taty.. Jedyna osoba, którą teraz mam to siostra. Tutaj boję się każdego dnia. Nie mogę poprosić go o kupienie jedzenia, on teraz rządzi kasą, bo musiał zapłacić alimenty.. oszczędzamy na wszystkim, ciężko tak żyć. Moja praca się skończyła, była bardzo ciężka, w dodatku wymiotowałam nawet w polu.. Pod foliami, gdzie jest 60 stopniowy upał, praca po 10 godzin.. Teraz aby dorobić idę do fabryki, nawet w sobotę i niedzielę, gdzie wykładam maszyny watą szklaną. Też nienajlepsza praca dla kobiety w ciąży, ale dziewczyny ja już nie wiem co robić.. najgorsze że jak on wraca do domu ja się go boję. Jedyne czego ode mnie chce to żebym brała joysticka i z nim grała, ewentualnie absolutnie nie odmawiała mu seksu.. A ja.. gdy tylko jestem sama zanosze się łzami, nie chcę się denerwować bo boje się o maluszka. Nie wiem zupełnie co robic. Zostać tu? Zero przyszłości, nie wiadomo jak się utrzymamy, stracę rodzinę a on nie ma do mnie żadnego szacunku... nie jesteśmy nawet zaręczeni, nie dostałam żadnej gwarancji a rozwód może potrwać jeszcze dobre kilka lat.. Wrócę do domu to wiem że będę spokojnie spała, ale za to boje się jak dam radę finansowo jako samotna matka, boje się odrzucenia rodziny i tego że moje dziecko będę wychowywała bez ojca... Wszystko to smutne i tragiczne, nie wiem jak z tej sytuacji wyjść.. aby było najlepiej.
PRZEPRASZAM ZA DŁUGOŚĆ, nie wiem co obciąć wszystko wydaje się ważne.. może jakaś dobra dusza coś mi podpowie, proszę z całego serca ![]()