netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

24 odpowiedzi2 786 wyświetleńzałożony przez ida89, 31.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Witam Was. Znalazłam się w krytycznej sytuacji, na zakręcie i po raz pierwszy w życiu wiem, że sama sobie nie poradzę. Nie mam się do kogo zwrócić, jestem obecnie praktycznie sama we Włoszech, bez rodziny, przyjaciele nie pomogą - ich lekarstwo na wszystko to olej to, żyj ile wlezie, korzystaj i nie patrz na innych.. a ja na prawdę mam problem. A w zasadzie kilka. Proszę zanim zaczniecie mnie oceniać czy będziecie chciały powiedzieć same przykrości - najpierw postawcie się w mojej sytuacji. Ja i tak już jestem na skraju wytrzymałości psychicznej i potrzebuję pomocy. Proszę o jakieś słowo.. co mam robić.. co będzie najlepszym wyborem.. jak mam wyjść z tej sytuacji.. Poniżej postaram się wszystko jasno i jak najkrócej opisać.

Mam 25 lat. Mieszkam w Polsce z tatą, którego często nie ma w domu - sam zarabia na cały duży dom na wsi, gdzie wydajemy bardzo dużo na ogrzewanie, bo dom wymaga wymiany okien, remontu itd, ciepło ucieka. W górach, zimy są srogie, do miasta dojazd praktycznie tylko samochodem, to wszystko generuje koszty. Z nami mieszka moja młodsza siostra, która ma 17 lat, uczy się i nie pracuje, jest bardzo mądra i rozgarnięta. Na dole domu - osobno mieszka moja mama, która odkąd pamiętam jest alkoholiczką. Nie umiemy zliczyć ośrodków, w których się leczyła, ilości spotkań oraz odwyków. Podobnie jak nie umiemy policzyć ile razy przywoziła ją policja czy ile razy była na izbie. Raz o mało nie zabiła mojej siostry gdy ta miała 5 latek, upuszczając na nią okno. Moją siostrę wychowałam samodzielnie. Teraz o sobie.

W zeszłym roku obroniłam licencjat i zapisałam się na studia magisterskie, gdzie zaliczyłam pierwszy semestr. Odkąd skończyłam liceum cały czas pracowałam - jako pilotka, w sekretariacie gimnazjum, w bufecie a ostatnie 1,5 roku w agencji ubezpieczeń, gdzie skończyłam pracę w marcu tego roku ze względu na przeniesienie firmy, zwolnienia. W wieku 22 lat wyszłam za mąż za chłopaka, którego znałam od podstawówki. Niestety zamieszkaliśmy razem- u niego - dopiero po ślubie (co zasmuciło mojego tatę i siostrę gdyż jesteśmy bardzo związani). Małżeństwo rozpadło się po roku. Po ślubie mąż zaczął nadużywać alkoholu, na nic moje i teściów błagania. Codzienne balangi z kolegami, w końcu zaczął wracać nad ranem lub rano. Ze mną nie spędzał czasu wcale, powiedział że nigdy nie będziemy mieć dzieci. W końcu narobił głupot na wyjeździe służbowym i wyprowadziłam się. Do dziś nie odzyskałam większości wspólnie zakupionych rzeczy agd i rtv, ledwo odzyskałam swoje ubrania, bo wymienił nawet zamki. Wróciłam więc do domu rodzinnego, ku uciesze rodziny która znienawidziła mojego kata (tak, dochodziło do rękoczynów gdy był pijany), szczęśliwie się rozwiodłam i pracowałam dalej.

Tu zaczyna się nowy rozdział.. Latem 2013, a więc rok temu przy okazji spotkania ze znajomymi poznałam pewnego chłopaka. Zarzekałam się, że nie będę się pakować w żaden związek, aczkolwiek jestem osobą rodzinną i moim marzeniem zawsze był dom z gromadką dzieci, gdzie wszyscy siadamy przy wspólnym stole. Może dlatego, że moje dzieciństwo było pełne pijaństwa, awantur a oczy mojego taty wciąż napływają łzami, bo też chciał mieć dobrą rodzinę. W każdym razie.. Chłopak ten jak się okazało był Polakiem, jednak od 7 lat mieszkającym we Włoszech, wraz z rodzicami i małą siostrzyczką. Pierwsze wrażenie - dżentelmen, bardzo miły, inteligentny. Niestety nazajutrz już wylatywał z powrotem do Włoch. Spotkaliśmy się więc ponownie aby wymienić kontakty i pogadać. Opowiedział mi bardzo dużo o swoim życiu, m in to, że ma żonę i małego synka... (teraz jego synek ma 3,5 roku). Opowiedział, że są w trakcie rozwodu, bo pobrali się ze względu na dziecko, później ona zabrała mu dziecko i wyjechała do Polski. Nie chciałam wtedy się wypowiadać i mieszać w to, wiedziałam że to skomplikowane, ale nie można człowieka skreślać na początku, chciałam więc go poznać. Po jego wylocie codziennie rozmawialiśmy na skypie. Poznawaliśmy się coraz bardziej i bardziej. Ciągle pisał, ciągle dzwonił - bardzo mu zależało. Wkrótce mój dzień bez rozmowy też stał się niemożliwy, zwierzaliśmy się ze wszystkiego.. tak zaiskrzyło mimo problemów. Mimo odległości 1300 km.. Po jakimś czasie dowiedziałam się od niego, że zanim wyjechał do Włoch prowadził w Polsce bardzo złe życie. To znaczy.. Pił, brał narkotyki.. Pracował w klubie, kręcił się w bardzo złym towarzystwie, okradał kioski z grupami itd. W końcu wylądował w szpitalu na odwyku, stamtąd w sądzie i w więzieniu na 3,5 roku. Po wyjściu postanowił odmienić swoje życie, wyjechał do surowych rodziców (świadków Jehowy) do Włoch i tu zaczął pracę. Tutaj też był z żoną, z synem dopóki nie wyjechali. Po rozstaniu z nią a przed poznaniem mnie jego zachowanie też nie było godne pochwały - zaczął umawiać się z 17 letnimi dziewczynami w celu..wiadomo jakim. To wszystko jednak nie zaważyło na tym, że postanowiłam dać mu szansę. Zamknęłam oczy na jego przeszłość, stwierdziłam że każdy popełnia błędy a sądzić może tylko Bóg. Zaczęliśmy do siebie latać samolotami - ja do niego na weekend, on do mnie.. Spędziliśmy razem sylwestra. W lutym okazało się, że prawdopodobnie stracę pracę a nie mogłam znaleźć innej. On zaproponował więc, że mogę przyjechać tutaj do Włoch. Ze wynajmiemy razem mieszkanie i rozpoczniemy pracę na owocach - 5 euro na godzinę. Po długich namysłach i rozważaniach z tatą zgodziłam się. Warunek był jeden - w sierpniu po zakończeniu sezonu wracamy razem do Polski, tutaj będziemy pracować i mieszkać w moim domu. On bardzo tego chciał, wszystkim się tym chwalił, cieszyłam się bo ja nie mogłabym zostawić mojej rodziny i domu na rzecz pozostania w Italii na stałe. Tak więc do czerwca pracowaliśmy razem ciężko na truskawkach. W pocie czoła, ale za to własny kącik, wspólne jedzenie, czas - bardzo miło i dobrze nam się razem mieszkało. Później po skończeniu truskawek on musiał wrócić do fabryki, a ja znalazłam pracę przy malinach i jeżynach. Radziliśmy sobie świetnie, mając skuter i pracę. Niestety zaczęły się schody.

Mój chłopak był coraz bardziej agresywny. Pieniądze wydawał na gry, przy których spędzał wiele czasu - nie ograniczałam go, w końcu relaks się należy. Zaczął bardzo kłócić się przez telefon z żoną. Okazało się że od 4 miesięcy powinien płacić jej alimenty - 350 euro miesięcznie! Zaczęły się kłotnie na temat Polski. W Polsce żeby tyle płacić musiałby zarobić z 3000 zł żeby utrzymać 2 rodziny, więc przestał brać pod uwagę powrót, tylko pozostanie we Włoszech. Okazało się, że nawet na lotnisku mogą go zgarnąć do więzienia bo leci w kulki z rozwodem i alimentami. Później okazało się coś strasznego.. z jednej strony największe moje marzenie - z drugiej - nie do realizacji w tej sytuacji.. zaszłam w ciążę. W tym momencie jestem w 14 tygodniu. Poza moją siostrą nie wie nikt. Tacie nie mogę na razie powiedzieć, bo on nie jest za bardzo za moim chłopakiem. Przeszkadza mu, że ma żonę i dziecko, że nie ma domu, że nie ma prawa jazdy ani nawet malucha.. nie wie, że tyle przesiedział w więzieniu, że nie skończył żadnej szkoły - byłby jeszcze bardziej zawiedziony.. Wiem, że gdy mu powiem usłyszę, że popełniłam kolejny błąd. Bo teraz nie będę mogła pracować ani wrócić na studia, za które płacę 500 zł za miesiąc.. sad W każdym razie.. ja zaczęłam się martwić, gdzie będzie on w Polsce pracował, czy starczy na alimenty dla jego syna i żony (tak, na żonę też płaci), czy będę miała na łóżeczko i wózek, czy damy radę.. on bierze pod uwagę tylko zostanie tutaj. Wiem, że wtedy stracę ojca i siostrę, dom. Już mam to zagwarantowane. A dwa - boje się jak między nami będzie.. Bo widzę z jaką nienawiścią odnosi się do żony, a do syna wogóle nie dzwoni nawet. Ja musiałam chodzić na owoce o 4 nad ranem w pierwszych miesiącach ciąży. Kiedy mu powiedziałam, że dziś mi bardzo niedobrze i zwymiotowałam, stwierdził że nie chce mi się pracować.. zero szacunku dla mnie.. Kilka razy już usłyszałam, że jak mi się coś nie podoba mam wypier..... Kilka razy też po kłótniach powiedział, że to nie ma sensu i czas to skończyć. Cały czas rozchodzi się tylko i wyłącznie o pieniądze. Bo np teraz musimy na 2 tygodnie jechać do Polski na 2 wesela. Plus ja mam kolejną wizytę u ginekologa i badania, które kosztują. Jest jeszcze jedna rzecz która mnie dobija. Będę musiała iść na obserwację kardiologiczną i dostać orzeczenie, ponieważ będę musiała mieć cesarkę. W moim sercu jest tętniak wielkości 2m5 centymetra i lekarka powiedziała mi, że rodząc naturalnie osierocę dziecko. Być może ostatnie miesiące będę musiała bardzo uważać bo serce zmienia pozycję. To wszystko mnie dobija bo nie wiem co robić.. z nim zupełnie się nie układa. Jak tylko widzi że jestem smutna czy źle się czuje od razu jest obrażony. Nie chce słyszeć o powrocie do Polski, a moi codziennie dzwonią że odliczają dni, bo w końcu im powiedzieliśmy w czerwcu że we wrześniu wracamy.. W dodatku martwie się, jak zapewnić dziecku jak najlepsze życie. Bardzo je kocham i chcę być jak najlepszą matką. Boję się, że jak dalej tak będzie to sama będę musiała wrócić do kraju. Nie wiem skąd wezmę pieniądze, czy należą mi się jakieś dotacje? Czy jakieś ubezpieczenie? Wreszcie boje się odrzucenia rodziny, szczególnie taty.. Jedyna osoba, którą teraz mam to siostra. Tutaj boję się każdego dnia. Nie mogę poprosić go o kupienie jedzenia, on teraz rządzi kasą, bo musiał zapłacić alimenty.. oszczędzamy na wszystkim, ciężko tak żyć. Moja praca się skończyła, była bardzo ciężka, w dodatku wymiotowałam nawet w polu.. Pod foliami, gdzie jest 60 stopniowy upał, praca po 10 godzin.. Teraz aby dorobić idę do fabryki, nawet w sobotę i niedzielę, gdzie wykładam maszyny watą szklaną. Też nienajlepsza praca dla kobiety w ciąży, ale dziewczyny ja już nie wiem co robić.. najgorsze że jak on wraca do domu ja się go boję. Jedyne czego ode mnie chce to żebym brała joysticka i z nim grała, ewentualnie absolutnie nie odmawiała mu seksu.. A ja.. gdy tylko jestem sama zanosze się łzami, nie chcę się denerwować bo boje się o maluszka. Nie wiem zupełnie co robic. Zostać tu? Zero przyszłości, nie wiadomo jak się utrzymamy, stracę rodzinę a on nie ma do mnie żadnego szacunku... nie jesteśmy nawet zaręczeni, nie dostałam żadnej gwarancji a rozwód może potrwać jeszcze dobre kilka lat.. Wrócę do domu to wiem że będę spokojnie spała, ale za to boje się jak dam radę finansowo jako samotna matka, boje się odrzucenia rodziny i tego że moje dziecko będę wychowywała bez ojca... Wszystko to smutne i tragiczne, nie wiem jak z tej sytuacji wyjść.. aby było najlepiej.

PRZEPRASZAM ZA DŁUGOŚĆ, nie wiem co obciąć wszystko wydaje się ważne.. może jakaś dobra dusza coś mi podpowie, proszę z całego serca sad

2

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Ja na twoim miejscu wracałabym jak najszybciej do taty i siostry. Ten facet jest nieobliczalny, a będzie coraz gorzej. Pomyśl sobie jakie akcje będzie odwalał jak dziecko się urodzi i będzie trzeba wydawać dużo pieniędzy na pieluszki, ciuszki i inne takie. Zrozumiałe jest to, że boisz się biedy, ale w Polsce będziesz miała wsparcie rodziny (myślę, że twój tata będzie cię wspierał) i na pewno nie będziesz żyła skromniej niż z takim egoistą (i to jeszcze agresywnym). Nie wiem tylko jak dokładnie wygląda to od strony prawnej, ale jedno jest pewne: należą ci się alimenty i powinnać o nie zawalczyć.

3

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

kochana jestes w ciezkiej sytuacji, popelnilas blad zadajac sie z tym chlopakiem. od poczatku bylo wiadomo ze to nie zle ziolko i od takich trzeba z dala.
co ja bym zorbila na twoim miejscu?
na pewno od niego odeszła. on nie bedzie ani dobrym ojcem,ani mezem. poza tym bedzie tylko gorzej, on juz ma Cie w dupie, tu nie ma sie co łudzic lepij nie będzie.

zostajac tam tez nie masz raczej przyszlosci jesli mialabys byc sama.
jedyna chyba sensowna opcja to powrot do domu... tylko co dalej? mozesz poszukac pracy zanim nie urodzisz zeby odlozyc troche kaski na dziecko,jak dziecko podrosnie to znow powrot do pracy i pomalu sie wszystko ulozy.

jedyne co jest pewne na niego nie masz co liczyć.

4

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Oceniając kobiecym okiem, widzę, że czujesz się tak, jakbyś była w sytuacji bez wyjścia, a tak na pewno nie jest. Przede wszystkim uspokój się i zacznij myśleć racjonalnie- sytuacja jest trudna, ale musisz wiedzieć co jest priorytetem. Myślę, że dziecko, prawda?
Opis mężczyzny,który tu przedstawiłaś jest dość jasny- facet ma ogromne problemy ze sobą, zniszczył życie jednej kobiecie i dziecku i teraz pragnie zrobić to samo. Nie czekaj na zmiany,one nie nadejdą. Miałaś znaki ostrzegawcze, szkoda, że wówczas patrzyłaś na niego przychylnym okiem. Przemoc psychiczna i fizyczna zawsze jest dobrym powodem do odejścia,i to jak najdalej. Pomyśl np., że się kłócicie, on Cię popycha i tracisz dziecko...
Musisz, KONIECZNIE, zadbać o swoje zdrowie, bezpieczeństwo. Myślę, że skoro masz rodzinę, ojca, siostrę-to już bardzo dużo. Nie czeka Cię dom samotnej matki. Sama jestem samotna mamą, bardzo często nie miałam żadnego wsparcia, ani psychicznego ani materialnego, ale jakoś dawałam radę, będąc sama w dużym mieście, z dala od rodziców, w trakcie studiów zaszłam w ciążę, miałam problemy z pracą, ale uwierz- wszystko jest lepsze od tkwienia w patologii, to Ci powie każdy psycholog, samotność jest lepsza od strachu.
Przede wszystkim- będą Ci przysługiwały alimenty i rozwód Twojego faceta nie ma nic do tego, nie ma również to, czy jest za granicą czy nie. Dla niego i Ciebie lepiej, aby tam pozostał. Jeśli nie będzie płacił, będzie płaciło państwo, takie jest prawo.

Pomyśl o syndromie DDA i terapii.Uwikłałaś się w bardzo toksyczny związek, co zapewne było skutkiem wielu cierpień zadanych przez mamę i wykształcenia się w Tobie powyższego syndromu. Czytaj dużo, może skonsultuj się z dobrym i poleconym psychologiem- warto nawet na 1  raz, to może diametralnie zmienić Twoje postrzeganie. Zatem- wracaj do Polski i zapomnij o tym typie spod ciemnej gwiazdy, zniszczysz sobie życie jeśli z nim zostaniesz. I kontynuuj studia- to ważne, ważniejsze od pracy.

Życzę Ci powodzenia. Kobiety są bardzo silne. Ty na pewno też tę siłę w sobie znajdziesz, tylko przestań się bać. I jeszcze jedno- na jednym facecie świat się nie kończy.

5

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Ja na Twoim miejscu bym uciekła od niego sama widzisz jak on cie traktuje lepiej nie bedzie.  A tata i siostra kochaja cie i ci pomoga napewno. Wiadomo na początku bedzie ci cieżko ale masz super rodzinę ktorzy ci pomogą  zawsze. Możesz sie postarać o alimenty na twoje dziecko. Życzę ci powodzenia i trzymam kciuki ZA ciebie żeby się wszystko dobrze ulozylo.

6

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Kobieto uciekaj póki możesz i masz jak i za co... To nie jest zdrowa relacja... nie mów ze kochasz, czy nie myśl czy da się go zmienić... nie da się... Gdyby chciał się zmienić to by to zrobił, ale jemu jest wygodnie... Jesteś młoda... masz przed sobą życie... nie zmarnuj go...

Gościu nawet jak wygra w lotka i nie będzie już problemów z kasą nie jest materiałem na męża... nie jest materiałem na partnera.. i na pewno nie jest materiałem na ojca... Wyjedź... rodzina zrozumie... Nie odtrąci... jak będziesz to ciągnąć będzie tylko gorzej...

7

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Masz prawo mu założyć alimenty jak jesteś w ciąży. Sąd przyzna Ci je odręki. Może nawet zrobić to we Włsoszech, ale musisz chyba iść do konsulatu. Nie wiem, ale z pewnością tak, Nawet, jeśli nie masz pieniędzy na powrót, to konsulat może ci kupić bilet powrotny i rozłozyć na raty. A ten czlowiek od początku był zły, trzeba było zapytać jego żony jaki jest, a nie jego słuchać, jaki on milutki. Zresztą ten co siedział w pierdlu, brał narkotyki rzadko jest milutki.

8

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Kochajacy ojciec, ktory - jak piszesz - martwi sie o Ciebie, lzy w oczach i tym podobne wydziedziczy Cie jak zostaniesz we Wloszech? Dobrze przeczytalem? Druga sprawa - latam co nieco samolotem wiec zapytam sie, czy wiesz ile kosztuje coweekendowe latanie samolotem do Wloch? Mialas az tak dobra prace? Cos mi tu nie gra.

9

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Dziękuję Wam za liczne odpowiedzi i porady. Postaram sie odpowiedziec więcej po południu. Na prawdę dobrze jest przeczytać zdanie innych na ten temat. To jest ważna decyzja i być może nie powinnam sugerować się tylko forum, ale przynajmniej Wy na to patrzycie z dystansem, bez emocji które mam ja a ktore zaburzaja wlasciwy tok myslenia.licze sie z tym i dziekuje Wam.

Lancacter - spodziewałam się, że znajdzie się ktoś taki jak Ty. Ta historia nie jest zmyślona, uwierz że na świecie w każdej chwili ktoś przeżywa tragedię. Ale skoro chcesz szczegółów.. nie lataliśmy do siebie co weekend. Napisałam, że spotykaliśmy się w weekendy- raz we wrześniu, raz w listopadzie, potem grudzień i luty. Daty tych spotkań były zależne wyłącznie od cen biletów tanich linii lotniczych Ryanair. Uwierz, ze jak kupujesz bilet wczesniej i codziennie sprawdzasz ceny udaje sie podrozowac tanio. My latalismy za max 40 euro. Nie jestem rozrzutna osoba i z wyplaty potrafilam raz na te 2 miesiace odlozyc 150  zl- a dwa - on tez latal wiec ten wydatek byl ponoszony na zmiane przez 2 osoby. Poza stala praca w Polsce zajmowalam sie manicurem i dawalam korepetycje, trzeba sobie jakos radzic. Co do taty, nie wydziedziczylby mnie. Chodzilo mi o to, ze zlamie mu serce- zawiode go, przez co moze wytworzyc sie miedzy nami dystans. Tego sie boje, a chyba jak kazsy- chce zyc w zgodzie z moja rodzina. Mam nadzieje ze wyjasnilam Ci mniej wiecej. Prosze nie atakuj mnie, ja tylko prosze o porade, jestem z Wami szczera w 100 %.

10

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

o tatę bym się nie martwiła , każdy kochający rodzic wybacza  to jest najmniejszy problem , to facet z którym jesteś jest to wrzód i będzie coraz gorzej , kiedyś pęknie ................. moje zdanie : wracaj !

11

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Piszesz, że spodziewałaś się, iż znajdzie się taki ktoś jak ja. Czyli? Taki głupi, mądry, brzydki, śliczny? Nie atakowałem Cię, a po prostu pytałem bo mi coś nie pasowało. Napisałaś: ?Zaczęliśmy do siebie latać samolotami - ja do niego na weekend, on do mnie? i jest to jasny komunikat, że lataliście do siebie często. To, że miałaś na myśli tylko 4 razy w ciągu pół roku ? trzeba było bardziej wyraźnie napisać i wtedy nie byłoby niedomówień.
Nie będę Ci tu nic moralizował ? jesteś pełnoletnia (w dorosłość nie wnikam), ale Ty tu widzę oczekujesz porady jak tu wyplątać się z tej sytuacji bezstratnie. Tak aby i tatuś nie wiedział i kasa była i trauma się zresetowała. Nie moja droga. Takiego rozwiązania nie ma. Tu nie ma już co kombinować, medytować i użalać się. Co już miałaś napieprzyć w swoim życiu ? napieprzyłaś i tak jak Ty pijesz to, co nawarzyłaś, to dziecka żal. Jeśli instynkt (tak! Instynkt) podpowiada Ci, by w jednej chwili zapakować się i wrócić do rodziny ? to jest to dobry ruch. Nieważne czy ojciec się obrazi, popłacze, czy cokolwiek. Wracaj do rodziny bo tylko tam masz szansę ?stanąć na nogi? i w relatywnie najmniejszym stresie donosić ciążę. Sercem, rozumem, filozofią, czy czym tam to nazwiesz nie kieruj się ? Ci ?przewodnicy? już Cię doprowadzili tu gdzie jesteś.
Zdumiewa mnie to, że Ty nie masz żadnej refleksji nad sobą. Nie masz żadnego krytycyzmu wobec siebie i wobec swoich wspaniałych wyborów, jakich dokonałaś w ostatnich latach. Lekką ręką poszłaś za skazańcem i dziwkarzem, który nie może nawet wrócić do Polski bo go zwiną. Oczywiście wcześniej tego nie wiedziałaś, bo po jaką cholerę zawracać sobie głowę takimi pierdołami. Gdzie są teraz jego bogobojni rodzice? Zaklepują sobie miejsce by znaleźć się wśród tych 144 tysięcy, którzy po bestii będą rządzić ziemią? Toż to jest ich syn, który krzywdzi matkę ich wnuczki!
Nie moja droga, ja nie będę tu rozczulał się biadolił i pierd*lił w kółku wzajemnej adoracji jaka Ty nieszczęśliwa i skrzywdzona przez życie. Wracaj do domu ? tam jest jedzenie i spanie.

12

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Wracaj jak najszybciej do Polski i zakładaj sprawę o alimenty.
Tata na pewno na początku będzie w szoku , ale zaakceptuje to , bo Cię kocha.
Popełnisz wielki błąd , jeśli zostaniesz z tym człowiekiem, będzie Cię zapewne traktował tak jak swoją byłą żonę...

13

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Lancacter Zgadzam się z tobą w 100%, jednak można było delikatniej...

Popełniła błędy... strasznie głupie błędy... związała się z gościem, z którym nie powinna... ba wydaje się to irracjonalne... ale kobiety w jej wieku często popełniają ten błąd... Zamiast uciekać, to im to imponuje... narkotyki, alkohol, problemy z prawem... Lubią niebezpiecznych facetów i nawet nie zdają sobie z tego sprawy... Dlatego tak wielu jest pseudo samców alfa co krzykiem i pozerstwem zasłaniają brak pewności siebie... To działa... Jest popyt jest i podaż...

Jednak doszła do momentu w którym sama musi zdecydować co dalej... Będzie ciężko i nieprzyjemnie, niezależnie co wybierze... Ona zdaje sobie z tego sprawę, dlatego kombinuje... takie rozpaczliwe szukanie wyjścia z sytuacji bez wyjścia...

Jeżeli będziesz zbyt brutalny to jej nie pomożesz, opierdalania na czym świat stoi powoduje tylko bunt... Każdy tutaj myśli podobnie jak Ty, ale raczej chcemy jej pomóc, a nie sprawić że pójdzie w przeciwnym kierunku... Sama nie jest spokojna, tylko roztrzęsiona, dlatego odpowiadając trzeba zachować spokój, ale i rzeczowość, bo wszystko co napisałeś jest prawdą...

Tak więc powinnaś zastanowić się nad sobą... To że tutaj piszesz już dowodzi że coś do Ciebie dotarło, ale szukasz lepszego wyjścia... Dotarło do Ciebie że tak na prawdę popełniłaś ogromny błąd, że nigdy nie powinnaś się z nim wiązać i że nie chcesz z nim być... Przed rozstaniem powstrzymuje Cię strach przed konsekwencjami... Strach przed odrzuceniem przez rodzinę... boisz się bo zaszłaś w ciążę... zastanawiasz się czy można zostać z rozsądku i go jakoś zmienić... Odpowiedź brzmi nie...

Zrobiłaś to co zrobiłaś, już tego nie zmienisz, nie ma sensu do tego wracać, jednak możesz wykorzystać to jako lekcje na przyszłość... Masz szansę postąpić właściwie, więc zastanów się dlaczego jesteś w takim położeniu... Sama się zastanów czego chcesz... Jeżeli zostaniesz bo my tak mówimy to głupota... jeżeli wyjedziesz bo my tak mówimy to też głupota... Wybierz własną drogę... zrób to co sama chcesz... To musi być twoja decyzja...

Pamiętaj jednak, że mimo tego że przeszłości nie zmienisz, to poniesiesz jej konsekwencje... i tego wyboru też poniesiesz konsekwencje... czym dłużej będziesz odkładać decyzję, tym konsekwencje będą większe... Odwlekając to w czasie pogarszasz swoją sytuację...

14

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Masz rację Rysiu. Trochę mi głupio bo faktycznie trochę przesadziłem z ?delikatnością?. Jakoś tak podskórnie czuję, że dziewczyna jest prawie pod ścianą. Energię, którą jeszcze ma można spożytkować na wiele sposobów, ale wydaje mi się, że najbardziej pożądanym dla niej i dziecka rozwiązaniem będzie jak to wszystko przetnie jednym zamachem i wróci do Polski. Nie czas biadolić i czekać na współ-biadolenie. Tu chodzi o życie. Tętniak serca to bomba zegarowa. Człowiek ma instynkt przetrwania więc uważam, że do niego powinna się teraz odwołać. Alimenty i tym podobne potem. Teraz jak najszybciej do domu.

15

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Wasz w 100%  rację, ale Ona musi to zrozumieć smile Sama dojść do tego wniosku smile jak zrobi to bo jej tak mówimy niczego  się nie nauczy i zrobi powtórkę z rozrywki smile

16

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Wracaj do kraju.Ojciec na pewno będzie zły,ale mu przejdzie.Tu masz swoją rodzinę i tu bęziesz bezpieczna.Nie myśl co ludzie powiedzą tylko ratuj siebie i dziecko.ms.

17

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Przeczytałam wszystko dokładnie i dziękuję za wszystkie opinie, również te ujęte w ostrych słowach. Chciałam tylko coś wyjaśnić.. nie chodziło mi o założenie kółka wzajemnej adoracji czy biadolenia, nie potrzebuję aby ktoś mnie żałował, chciałam tylko porady i znikam.. sad. Sama uważam się za żałosną i całe moje życie takie było. Jest mi jednak bardzo przykro, że zostało mi zarzucone, że nie dorosłam.. to przykre, bo dzieciństwa nie miałam wcale, kiedy inni imprezowali ja byłam na wywiadówce u siostry, kiedy inni jeździli na nartach ja wrzucałam po 2 tony węgla do piwnicy, moja siostra urodziła się gdy miałam 7 lat i dałam radę. Ktoś pisał o DDA - przy okazji jednej z wizyt z Centrum Leczenia Uzależnień gdzie sama woziłam moją mamę lekarz ostrzegał mnie, że w dorosłym życiu będę miała problemy z przystosowaniem się do życia w społeczeństwie, z odróżnianiem dobra od zła i będę miała tendencję do pakowania się z toksyczne, patologiczne związki. Nie usprawiedliwiam się, nie wiem czy ma to coś wspólnego z moją sytuacją. Wiem jedno - czy ktoś zarzuca mi głupotę, czy dziecinadę czy nie wiem co jeszcze - JA CHCIAŁAM DOBRZE. Ok, rozumiem doskonale swój błąd, tylko ja jestem temu winna. Owszem, może byłam ślepa. Wierzyłam z całego serca w jego odmianę. Szczególnie że osoby z naszego otoczenia tutaj wmawiały mi, że zmienił się nie do poznania - na lepsze - odkąd mnie poznał. Na prawdę starałam się, żeby było dobrze, chciałam tylko ułożyć sobie życie z osobą, którą pokochałam, której zaufałam. Przykro mi, że byłam być może naiwna i musiałam z czasem się przekonać jak to będzie na prawdę, że wcale nie tak dobrze i że moje dobre chęci i starania nic nie zmienią.

Moja prośba o Waszą pomoc to nie była prośba o podjęcie za mnie decyzji. Jak wspominałam - jestem tu sama. Nie mam z kim porozmawiać. Długo byłam twarda, teraz po prostu siadam i nie chcę tego- ale dosłownie mnie rozrywa a łzy leją się strumieniami. Jest mi przykro, że popełniłam tak wielki błąd. Jestem gotowa ponieść karę - już ją ponoszę. Cierpię, zamartwiam się. Jedyne na czym mi teraz najbardziej zależy - wychować moje dziecko na porządnego człowieka, zapewnić mu szczęście, modlę się o jego zdrowie by nie musiało jak ja włóczyć się po szpitalach.

Pisząc tutaj rozważałam już wyjazd do Polski - dlatego skierowałam pytanie co o tym myślicie. Wiem, że jest to jedyne rozsądne rozwiązanie. Tam mam dom, rodzinę i możliwość zarobienia. Teraz rozmyślam nad tym wszystkim bardzo intensywnie i w zasadzie decyzja została podjęta. Chcę zacząć myśleć racjonalnie.. później również muszę zainteresować się tym od strony prawnej. Nie szukam sytuacji idealnej - rozwiązania gdzie będzie wszystko świetnie bo wiem, że każda decyzja niesie z sobą dobre i złe strony. Nie oczekuję od życia niczego dobrego, ani żadnych bonusów. Liczę że mi się uda, będę miała teraz dla kogo żyć. Widocznie tak ma być, widocznie mam być sama i tak będzie najlepiej. Dam przynajmniej z siebie 100 % mojemu maleństwu. Przy okazji będę najbliżej osób, które bardzo kocham.

Tak więc podsumowując bardzo pomogły mi Wasze komentarze, teraz mój czas na przemyślenie tego od A do Z i doprowadzenie do końca. Nie chcę tego odwlekać w czasie. W sumie.. tak myślę że bardzo to mi było pomocne nie że pisaliście wracaj lub zrób to i to, tylko fakt że obcy ludzie mogą poświęcić chwilę dla mnie, która jeszcze kilka dni temu zastanawiałam się, po co żyję.. Uwierzcie mi jak czytam to wszystko co napisaliście to nie widzę na oczy, tak zanoszę się płaczem. Każde dobre słowo było dla mnie wielką podporą, a każde złe jest bolesne, liczę się z każdym i dzięki. życzę Wam wszystkim dużo szczęścia. Proszę trzymajcie za mnie bardzo mocno kciuki, jestem teraz bardzo słaba ale muszę dać radę.. sad żałuję, że nie mogę teraz wejść do komputera i napić się z Wami herbaty, uśmiechnąć.. sad
dziękuję Wam

18 Ostatnio edytowany przez Lancacter (2014-08-01 16:26:39)

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Ida... A masz jak wrocic do domu?

Edit: chodzi mi o powrot w jakichs w miare normalnych warunkach, bez miliona przesiadek, czekania na tani samolot, etc.

19

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.
Lancacter napisał/a:

Ida... A masz jak wrocic do domu?

Edit: chodzi mi o powrot w jakichs w miare normalnych warunkach, bez miliona przesiadek, czekania na tani samolot, etc.

Nie mogę czekać na samolot, znalazłam bezpośrednie połączenie autobusem. Wkrótce dostanę wypłatę. Mam tu 1 walizkę, torbę.. 18h i będę na miejscu, gdzie zacznę na nowo..

20 Ostatnio edytowany przez Lancacter (2014-08-01 16:55:13)

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Dobrze ze podroz uplynie w przyzwoitych warunkach. A daleko masz do domu z miejsca gdzie autobus Cie wysadzi? Planujesz zorganizowac to tak, by ktos bliski na Ciebie czekal i przywiozl do domu?

21

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Mam 20 km z miasta do domu, drogę tę pokonam busem albo jeśli wtedy tato będzie w Polsce to mnie odbierze. Stresuje mnie rozmowa z nim. Myślę też nad psychologiem w Polsce, bo wiem że będę potrzebowała z kimś pogadać, wolałabym przyjaciółkę, jedno jest pewne - nie mogę zostać sama bo ja siebie nie poznaje, w takim dołku jestem. A potem załatwienia prawne i czeka mnie szpital w związku z sercem w sprawie cesarki.. tak bardzo się boję ;(
proszę trzymajcie kciuki..

22

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Trzymam za Ciebie kciuki dziewczyno! Psycholog jest dobrym rozwiazaniem. Ba! Bardzo dobrym. Na pewno pomoze Ci uporzadkowac siebie. Odnosnie ojca... Rozmowa moze najprostsza nie bedzie ale pamietaj ze to wlasnie jego wnuk/wnuczka jest w drodze na swiat. W Tobie zyje kawal jego krwi i z pewnoscia o tym nie zapomni.
I jestes przeciez jeszcze Ty. Madra, niemadra ale JEGO corka. Ja mam jeszcze male dzieci ale juz na wiele rzeczy patrze inaczej. Kocham je bezwzglednie. Nie wyobrazam sobie odrzucenia swojej corki gdyby przyszla do mnie w takim stane jak Twoj.

23

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Ojciec zrozumie smile Tym martwić się nie musisz smile Może będzie zawiedziony, ale zrozumie i da Ci wsparcie smile

Mnie jednak martwi coś innego... Twoja samoocena... Czytając twoje wypowiedzi widzie bardzo wiele niepokojących sygnałów... Piszesz że będziesz miała dla kogo żyć, ale martwię się czy dasz sobie radę... Powinnaś pójść do psychologa... nie wiem skąd jesteś, wiec miejsca nie wskażę, ale powinnaś zajrzeć na terapię DDA, przydało by Ci się na przyszłość (sam jestem DDA)... Trzeba nad tobą popracować smile Bo jest z Ciebie materiał na świetną matkę, ale musisz poradzić sobie sama z sobą smile Inaczej przekażesz swoje wątpliwości i niską samoocenę dziecku... Nauczysz je jak sobie nabruździć w życiu...

Zawsze możesz napisać tutaj jak będziesz chciała pogadać, nikt Cię nie skreśli i nie odtrąci smile Czasem możemy napisać coś nieprzyjemnego, ale dla Twojego dobra smile Jeżeli taką decyzję podjęłaś to wracaj do rodziny smile i nie wahaj się zasięgnąć pomocy specjalistów smile

24

Odp: Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

DZIEWCZYNO WRACAJ DO KRAJU!!!!!!!!!!!!

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Potrzebuję porady i wsparcia.. sama nie dam już rady.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026