naprawdę tego się nie spodziewałam że będę musiała dokonać takiego wyboru...zacznę od początku.
B. poznałam dokładnie 1 maja. zaczepił mnie o północy na gg chcąc pogadać z kimś kto nie śpi
no i tak się nawiązała fajna znajomość, po dwóch tygodniach spotkaliśmy się. Ja od razu chciałam związku bo naprawdę się z nim dogadywałam. Ale on nie chciał bo woli zaczynać od przyjaźni, bo to wcześnie, że jeszcze się nie poznaliśmy. spotykamy się od czasu do czasu, gdy mamy czas i możliwość. Codziennie rozmawiamy, piszemy do siebie, dzielimy się zdjęciami itd, jak to przyjaciele. Mamy lipiec, i odezwał się stary znajomy, J.
I tu zaczęły się schody.
Poznałam J. wcześniej, jakiś miesiąc przed B. ale kontakt się urwał. J. odezwał się jakieś półtora tygodnia temu, mówiąc że nie mógł o mnie zapomnieć, że bardzo mu się ze mną miło rozmawiało, że nie zna drugiej takiej jak ja, że wiele mu daję od siebie. Po kilku dniach powiedział mi że się we mnie zakochał. Dla mnie bomba bo B. nie chciał związku. i B i J to wspaniali mężczyźni, choć zupełnie odmienni. Problem polega na tym że gdy B dowiedział się że pojawił się J, nagle powiedział że żałuje że wcześniej nie docenił mnie, że byłam przy nim na dobre i na złe, że teraz chce ze mną być. I teraz nie wiem którego z nich wybrać. Kocham ich obu. Z oboma byłabym szczęśliwa. Nie chcę żadnemu z nich łamać serca a znowu też nie chcę "grać na dwa fronty" bo to nie fair i nie chciałabym żeby ktoś zachował się w ten sposób wobec mnie...
jak kiedyś narzekałam że nikogo nie mogłam znaleźć, że nikt nie chciał ze mną być tak teraz mam adoratorów na pęczki...
komplikacja jeszcze jest taka że oba związki byłyby na odległość bo B we wrześni wyjeżdża do rzeszowa na studia i do pracy a J. mieszka i pracuje w Łęcznej (ja i B jesteśmy spod Zamościa.)
Proszę was o radę bo już mi głowa pęka od myślenia o tym, nie znalazłam rozwiązania...