W tym roku przeżywam coś co nigdy nie chcialam aby sie wydarzyło.
10 marca powiedziałam stop przemocy nad dzieckiem.
Córka od pewnego momentu skarżyła sie mi, ze tata czesto na nią krzyczy podczas odrabiania lekcji.
Ja sama bardzo czesto uspokajałam męża aby nie krzyczał na córkę nie rzucał książkami, zeszytami tylko znalazł inny sposób na naukę. Nie pomagały prośby, tłumaczenia.
Kiedy córka powiedziała mi abym coś z tym zrobiła bo sie boi taty boi sie wracac do domu, czy w jakiś sposób zacząć rozmawiac z tatem. Przed 10 marca byłam przy tym jak mąż pomagał córce w lekcjach. Wchodząc do corki do pokoju zszokowało mnie to co zobaczyłam.
Mąż silnie chwycił córkę za kark i przyciągnął do książki. Zaniepokoiło mnie takie zachowanie męża i wkroczyłam bronić córkę. Widzialam jej strach w oczach, jak musiała w tym momencie czuć. Nie patrzyłam sie na nic tylko wzięłam telefon i do końca siedząc przy córce jako wsparcie nagrywałam w jaki sposób mąż uczył córkę. Nie podaruję mu tego co zrobił. Ale żeby nic nie podejrzewał dalej siedziałam i obserwowałam męża. Pora kiedy trzeba było robić obiad przerwał obserwacje całej tej chorej sytuacji. Poszłam dosłownie na jakieś 15 minut do sklepu aby zakupić składniki na obiad. Kiedy wrocilam do domu corka przyleciała szybko do mnie do kuchni i powiedziała,że kiedy próbowała odpowiedzieć na pytanie ojca i jak za długo nie słyszał odpowiedzi,zaczął sie denerwować i uderzył ją centymetrem krawieckim. Normalnie szok przeżyłam, przytuliłam mocno córkę i powiedziałam, że wiecej jej nie ruszy.
I właśnie 10 marca poszłam do szkoły i powiedzialam o wszystkich sytuacjach jakie mąż stosuje wobec mojego dziecka.
Pisze z komórki bo nie mam innej możliwości, o tym co sie dalej stało napisze później bo nie za dużo mam Internetu w komórce bo dopiero teraz Znalazłam takie forum a do końca miesiąca zostało mi nie wiele Internetu w komórce