netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

miłość to rezygnacja z samego siebie?

17 odpowiedzi4 277 wyświetleńzałożony przez herbata_różana, 04.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » miłość to rezygnacja z samego siebie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Witajcie.
Od ponad 10 miesięcy jestem we wspaniałym związku. Patrzymy na siebie tak samo, chcemy razem wziąć ślub, mieć dzieci, po prostu planujemy razem wspólną przyszłość. Potrafimy otwarcie rozmawiać na każde tematy, o tym co czujemy, myślimy czy pragniemy. No i dlatego mój eM wie o mnie wszystko, zna moje dobre i złe strony, zna moją przeszłość i na bieżąco budujemy teraźniejszość razem.
Jestem osobą niezwykle towarzyską, odnajduję się w każdym miejscu, uwielbiam być otaczana ludźmi, adorowana, zauważona. Ale wszystko w granicach rozsądku, nie zapominam o moim M, nie daje mu powodów do podejrzeń, do jakichkolwiek myśli, że mogłabym go zdradzić czy oszukać. Jednak w całym swoim życiu mam zaledwie dwójkę dobrych znajomych, którzy otaczali mnie od lat. Natomiast M ma mnóstwo kolegów z dawnych lat i zawsze gdy chce, może się z nimi spotkać. Problem polega przede wszystkim na tym, że jednym z moich znajomych jest mężczyzna, z którym kiedyś spałam. I chociaż to było zanim poznałam eM, dobre kilka lat temu, to  moja znajomość z panem Ka strasznie eM nie odpowiada. I chociaż nie raz rozmawialiśmy na ten temat, i eM wie, że moja relacja z Ka się zmieniła, że jesteśmy tylko znajomymi i raz w miesiącu czasem się spotkamy, to i tak robi mi z tego powodu wyrzuty. Uważa, że on zrezygnował z relacji z "dawnymi" i "niedoszłymi" dziewczynami, ale to kategorycznie, nawet z nimi nie rozmawia ani nic. I oczekuje tego samego ode mnie, zerwania kontaktu z całą "przeszłością", z panem Ka. eM nie jest zaborczy, ale niemiła atmosfera jaka stwarza po spotkaniu z Ka, jest dla mnie nie do zniesienia. Mówi mi, że pozbawiam go pewności siebie i chociaż wie, że nic nie robię, to wcale nie jest siebie ani mnie pewny przez takie coś. Powtórzę, z Ka spotykam się czasami na kawę czy piwo, jak z dobrym znajomym i tyle, na godzinkę, czy dwie, raz w miesiącu! I to nie zawsze. Ja jestem typem człowieka, któremu zależy na kontakcie z ludźmi, z tymi z dawnych lat, ale przede wszystkim z takimi, z którymi łączy mnie jakaś dłuższa relacja. Em jest inny, eM, nie lubi patrzeć i mieć kontaktu damsko-męskiego z kobietami, do których "zarywał" lub, z którymi spał. Tylko, że takie jego relacji z kobietami były krótkotrwałe i wydaje mi się, że wcale nie głębokie i też nei potrafiłby tak normalnie z nimi rozmawiać. Pytał mnie, a co Ty byś zrobiła gdybym ja się z nimi spotykał, na jakieś piwo czy coś? Ja mówię, że nie wiem, zależy to od charakteru spotkania i celu takiego spotkania. Raz nie powiedziałam eM o spotkaniu z Ka i znów awantura. Boję się, że przez takie ograniczenia nie wytrzymam w tym związku. Em jest wspaniały, ale boję się, że pewne decyzje wymusza na mnie przez współczucie, litość, czy po prostu powoduje u mnie wyrzuty sumienia, że coś co wydaje mi się w porządku, jest krzywdzące dla niego.
Ja z Ka nie muszę się spotykać bo mi na tym bardzo nie zależy. Ale boję się tego, że zazdrość i nieufność eM doprowadzi do czegoś złego. Bo ja mogę teraz zrezygnować z takiego czegoś, ale jak znów coś będzie nie tak dla niego, a ja nie będę widziała problemów to co? Znów mam zrobić coś dla niego, by czuł się pewny jako facet? Ja uważam, że jeżeli mówię mu o wszystkim, troszczę się o niego, tłumacze mu jak ja pewne rzeczy widzę to zasługuję na zaufanie. Ale on raz mówi, że nie ma podstaw by mi nie ufać, a potem mówi, że to co robie (te spotkania) odbiera mu pewność siebie. Ja chciałbym ze spokojem móc spotykać się i z facetami i z kobietami, jeżeli nie robię nic złego i spotykam się bez podtekstów.

Czy miłość polega na tym, by cały czas być z tą drugą osobą i już nawet z innymi ludźmi się nie można widzieć? Z innymi mężczyznami? Czy widzicie coś złego w moim zachowaniu?

2 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-07-04 07:29:36)

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?
herbata_różana napisał/a:

Czy miłość polega na tym, by cały czas być z tą drugą osobą i już nawet z innymi ludźmi się nie można widzieć?

nie, nie na tym to polega, polega przede wszystkim na zaufaniu a twój EM ci widocznie nie ufa.

herbata_różana napisał/a:

Czy widzicie coś złego w moim zachowaniu?

nic złego nie robisz, nie romansujesz nie flirtujesz z nim, więc co złego miałabyś robić. ??

Twój em powinien to zrozumieć i dać ci luzu w spotykaniu się z innymi, a nie być przywiązana tylko do niego bo nie na tym rzecz polega.

może podświadomie dajesz mu jakieś powody do zazdrości, typu opowiadasz em jaki ten ka był dobry w łóżku, albo jaki jest wspaniały?... w jakim świetle przedstawiasz em- owi tego ka. ? Rozmawiasz w ogóle z M o Ka. ?

3 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-04 13:52:42)

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Całą miłość i związek przekreślać z powodu jednej osoby? I to ma chodzić tylko o nią? Nie wierze w to. To by było za proste. To troche wygląda na przygotowanie gruntu do odejścia (wymówka) i potwierdzenia tego u innych...

Ja np nie chciałbym by moja dziewczyna spotykała się z byłymi, bo jednak zostaje ten sentyment, cokolwiek.

4

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Nie, miłość to nie rezygnacja z siebie. Ale autorko, postaw się też na miejscu swojego faceta. Nie miałabyś nic przeciwko, by on się spotykał z innymi dziewczynami? A gdyby Ci o tym raz nie powiedział?

Wiesz, autorko może Twojemu facetowi brakuje potwierdzenia tego, że jest dla Ciebie tym jedynym. Podkreślasz to? Mówisz mu co Ci się w nim podoba, co w nim podziwiasz, cenisz etc? smile

5

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

powoduje u mnie wyrzuty sumienia, że coś co wydaje mi się w porządku, jest krzywdzące dla niego.

Cóż... twoja wolność się kończy, a twoją wolną i radosną duszę oblewa taka smoła, co cię całkowicie unieruchomi. W końcu nie będziesz mogła oddychać i zdradzisz... za 10 lat...

Ja z Ka nie muszę się spotykać bo mi na tym bardzo nie zależy. Ale boję się tego, że zazdrość i nieufność eM doprowadzi do czegoś złego.

Będziesz się dusić. NIe ma najmniejszych szans, aby się od tego uwolnić. Milion rozmów, psychologów co najwyżej spowolnią tempo tracenia twojej wolności.


Bo ja mogę teraz zrezygnować z takiego czegoś, ale jak znów coś będzie nie tak dla niego, a ja nie będę widziała problemów to co? Znów mam zrobić coś dla niego, by czuł się pewny jako facet?

To jest ciągły proces. Rezygnujesz z czegoś, a on dalej bedzie nieszczęśliwy. Znowu zrezygnujesz, to pojawi się kolejny cel.


Ja uważam, że jeżeli mówię mu o wszystkim, troszczę się o niego, tłumacze mu jak ja pewne rzeczy widzę to zasługuję na zaufanie. Ale on raz mówi, że nie ma podstaw by mi nie ufać, a potem mówi, że to co robie (te spotkania) odbiera mu pewność siebie.

W końcu przestaniesz mówić, bo cokolwiek powiesz, może zostać użyte przeciw Tobie -- nawet w sensie, że jego twoje słowa będą ranić, czyli wyrzyuty sumienia, i ten sam mechanizm co już znasz.


Ja chciałbym ze spokojem móc spotykać się i z facetami i z kobietami, jeżeli nie robię nic złego i spotykam się bez podtekstów.

Jest to absolutnie wykluczone. O facetach zapomnij. O spotykaniu się zkobietami też... w końcu masz "swojego misia", więc na co Ci inni ludzie? Czyż twój ukochany Ci nie wystarczaaaa? ... wybacz sarkazm...


Czy miłość polega na tym, by cały czas być z tą drugą osobą i już nawet z innymi ludźmi się nie można widzieć? Z innymi mężczyznami?

Prawdziwa miłość daje wolność. Związek wolność zabiera. Dodatkowo będziesz jeszcze ślubować... Takie bagno się z tego czasem robi.

6

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Na wstępie zaznaczę, że nie mam nic przeciwko spotykaniu się z byłymi. Ani w ogóle wszelkim kontaktom damsko-męskim osób będących w związku. Jestem zwolenniczką pełnego zaufania, braku zazdrości i kontroli.

ALE w tej opowieści coś mi się mocno nie zgadza. Z jednej strony wspaniały związek z planami założenia rodziny, z drugiej kolega, z którym kiedyś się przespałaś, ale tak w zasadzie to wcale Ci nie zależy na kontakcie z nim. Więc w czym problem? Po co ryzykować zniszczenie miłości dla kumpla, z którym, jak sama piszesz, wcale byś nie musiała się spotykać? Tym bardziej, że Twój partner nie jest zaborczy, nie ogranicza Cię, możesz spotykać się z ludźmi, tylko z tym jednym, jedynym chłopakiem, z którym byłaś kiedyś w łóżku, eM ma problem (słusznie czy nie, wszystko jedno). To mi wygląda na jakąś próbę sił, Twoją wręcz obsesyjną chęć pokazania, kto tu rządzi, że żaden facet nie będzie Cię ustawiał... I mocno przesadzasz, robiąc z powodu JEDNEGO chłopaka aferę: "Boooże, teraz to już nie mogę spotykać się Z NIKIM i muszę być 24 H NA DOBĘ z partnerem".

7 Ostatnio edytowany przez deep_paradise (2014-07-06 01:12:48)

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Mam problem na zasadzie Twojego problemu. Mam znajomych, mam przyjaciół, mam jednego przyjaciela - faceta. Z innymi facetami znajomymi z którymi kiedyś się spotykałam zerwałam kontakt z powodu próśb mojego chłopaka. Ale z moim przyjacielem nie umiem... Mój chłopak teraz tego ode mnie wymaga, bo byłam na urodzinach przyjaciela (o które się wykłócaliśmy godzinami) i zatańczyłam z przyjacielem raz, a obiecałam, że nie będę tańczyła (jeden z warunków) i mój chłopak dowiedział się o tym ze zdjęć... Bałam się mu o tym powiedzieć i wiem, że źle zrobiłam, ale już nie mogę znieść tych wyrzutów przed i po spotkaniach ze znajomymi. Niby nie robię nic złego, ale nie mogę robić mnóstwa rzeczy, bo jego to boli, a jak już gdzieś chcę pójść to zawsze mam opory przed powiedzeniem mu tego, bo wiem, że dla niego to będzie problem. Sorry, że opisałam swój problem zamiast odpowiadać na Twój, ale powiem Ci, że czasem z czegoś można zrezygnować, ale jak już raz się poświęcisz to prawdopodobnie na tym się nie skończy, a on będzie wymagał więcej... Jeszcze nie jest za późno, więc jeśli zdecydujesz się zrezygnować ze spotkań z przyjacielem to bardzo jasno postaw sprawę, że już z niczego więcej nigdy nie rezygnujesz dla niego, bo inaczej on może wymagać więcej, a Ty będziesz ulegała i tak będzie zawsze.

8 Ostatnio edytowany przez kejter (2014-07-07 15:32:21)

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Dziewczyny, ja was nie rozumiem. Z jednej strony piszecie, super związek, z drugiej- panikujecie, że facet was ogranicza. Gdzie same jesteście nie w porządku- jedna zataja spotkanie z byłym, druga tańcowanie z nim. Czyli co, wasze kłamstwa są ok a ich zazdrość już nie? I może takim kręceniem nie wystawiacie zaufania na próbę?
Ja nie widzę w zazdrości o byłego nic dziwnego, sama nie utrzymuję tego typu kontaktu i mój facet też nie. I żyjemy. Można? Można.

9

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Ja wiem, że jestem nie w porządku i bardzo tego żałuję, jednak duszę się już w tej klatce... Mój przyjaciel nigdy nie był moim chłopakiem, to po prostu bardzo dobry kolega. Dużo popsułam moimi niedomówieniami i kłamstwami, ale trudno mówić komuś kompletnie wszystko kiedy na dodatek drobiazgami możesz sprawić ból. Trudno też być między młotem a kowadłem, kiedy chłopak każe mi wybierać "albo on albo przyjaciele", a przyjaciele po prostu potrzebują czasem się ze mną spotkać i ja z nimi. Poza tym mój chłopak zawsze wie gdzie jestem i z kim jestem. I czas na te spotkania mam dość ograniczony.

10

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Na każdym kroku podkreślam wyjątkowość eM, na każdym kroku powtarzam, że jestem jego i to mu pokazuje, tylko em boi się, że mnie straci. Ka, to mój dawny kolega przyjaciel, nie facet, ale z nim spałam. To jest przeszłość moja niewygodna, ale już tego nie cofnę. eM wie, że ja nic złego nie zrobię, ale nie może znieść samego faktu, że ja mogę się widzieć z tym facetem. Ja nie wiem jak bym zareagowała. Spotkałam dziewczynę, do której eM kiedyś zarywał i strasznie fajna i sympatyczna według mnie była. Jeżeli byłaby tylko jego kumpelą to nic przeciwko bym nie miała. Chodzi przede wszystkim chyba o zaufanie prawda? Ale też interesowanie się i zazdrość również nie jest taka zła. Tylko trzeba wiedzieć i czuć gdzie jest ta granica, kiedy ktoś coś wymusza.
Deep_paradise - rozumiem Cię doskonale, ja nie powiedziałam eM o tym, bo wiedziałam, że będzie zły, a samo spotkanie wtedy z Ka było mało ważne, na godzinkę, miałam chwilę wolną, on był na mieście i na chwilę siedliśmy. Więc nie widziałam sensu o mówieniu tego.

Baba osiadła - nie panikuję, absolutnie nie panikuję i nie pisałam nigdzie o tym, że  "Boooże, teraz to już nie mogę spotykać się Z NIKIM i muszę być 24 H NA DOBĘ z partnerem" choć wiem, że to koloryzujesz. Ale taka prawda, że eM często ma ochotę mieć mnie tylko dla siebie, a ja jestem człowiekiem dla innych ludzi. To nie jest próba sił, ale obawa o to, że mogę zrezygnować z tych spotkań dla niego, bo go kocham i jest dla mnei najważniejszy. Ale załóżmy, że inny kolega jakiś będzie, albo ktoś inny i znów będzie czuł się zazdrosny, albo coś mu nie będzie odpowiadało. Tego się obawiam strasznie, że nie zrozumiem jego postawy, bo nie ma podstaw do zazdrości. On nie jest zazdrosnyo Ka, tylko boi się strasznie. Boi się.

Gary, ja nie zdradzę, prędzej ucieknę w swój świat, ale nie zdradzę, bo bym na siebie nie spojrzała. Rzygać mi się chce jak pomyślę o zdradzie. Na szczęście z eM potrafię rozmawiać jak z nikim innym i dobrze wie, ze jak będzie mnie trzymał przy sobie, to w ten sposób nic nie zdziała, sam mi to powiedział. Tylko problem w tym, że czasem człowiek wie jak powinien robić, a robi i myśli zupełnie inaczej

Może ja przesadzam? Dzisiaj jak o tym myślę, to problem wydaje mi się błahy. Może do czasu, następnej takiej albo jakiejś podobnej sytuacji. Pozdrawiam

11

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

a rozmawiałaś kiedyś z EM na temat K. ? Co mu mówiłaś na jego temat?

12

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?
BabaOsiadła napisał/a:

ALE w tej opowieści coś mi się mocno nie zgadza. Z jednej strony wspaniały związek z planami założenia rodziny, z drugiej kolega, z którym kiedyś się przespałaś, ale tak w zasadzie to wcale Ci nie zależy na kontakcie z nim. Więc w czym problem?

Mnie też tu zgrzyta.
Przyznaję, że mój mąż nie lubi kiedy spotykam się (bardzo rzadko) z jednym z moich byłych (bezpośrednio przed nim). Wie, że się czasem spotykamy na luźnej stopie, ale tego nie lubi. Gdyby powiedział wprost, że nie chce abym się z nim nie spotykała, to przestałabym. Bo mąż jest dla mnie ważniejszy niż stare sentymenty.

Jeżeli nie ma innych ograniczeń, to nie widzę problemu.
Nie ma co od razu snuć scenariuszy, że jak chłopak Autorki jest przeciwny spotkaniom z tym jednym, to później będzie ją ograniczał w kontaktach z przyjaciółmi, znajomymi etc.

13

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Przed rozstaniem kobiety u mnie też stosowały takie argumenty: bo boja sie, ze w przyszlosci bedzie gorzej. Przewiduja przyszlosc na niekorzysc, by moc zerwac ze spokojem, choc wcale nic się nie dzieje złego.

14

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

thepass i luc- zgadzam się z Wami w 100%.
Autorka pisze, że poznała dziewczynę, do której zarywał jej facet- tak, tylko zarywać, a uprawiać sex (jak ona  z tym K) to chyba jest trochę różnicy, nie?

15 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2014-07-08 15:56:17)

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Miłość nie wymaga rezygnacji z siebie w żadnym wypadku, polega na zaufaniu, wsparciu itd. Zaufania twojemu partnerowi zdecydowanie brakuje. Człowiek który kocha i ufa nie oczekuje poświęcenia starych przyjaźni. Wogóle kochający człowiek nie oczekuje od drugiej strony poświęceń. Twój partner moim zdaniem jest bardzo egoistyczny i zaborczy a to źle wróży na przyszłość

16 Ostatnio edytowany przez kejter (2014-07-08 16:07:46)

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

A moim zdaniem to autorka tematu jest egoistyczna. Sama napisała, że dla niej ta znajomość z byłym niewiele znaczy, ale nie utnie jej 'bo nie'. Chce być taka wolna to niech z nim zerwie albo poszuka sobie faceta, z którym będzie miała takie same poglądy i problemu nie będzie. Jeżeli ona twierdzi, że kocha tego chłopaka to co za problem ograniczyć kontakt, który domniemanej miłości sprawia ból? Tylko z zasady, że ona chce i nikt jej nie będzie wchodził na głowę?
Miłość polega na zaufaniu- tak, ale skąd jej chłopak ma mieć do niej zaufanie, skoro ona go okłamuje? Zaufanie nie spada z nieba, na nie się pracuje i jak raz się straci, ciężko je odzyskać- o ile w ogóle się da. A ja widzę, że autorce nie w głowie odzyskiwanie zaufania tylko panika nad straconą wolnością (?).

17

Odp: miłość to rezygnacja z samego siebie?

Miłość to ciężka praca przepełniona kompromisami, poświęceniem. Czasami trzeba wnieść powyżej własnych zachcianek i tak zwanego widzi mi się.
Nie możesz zachowywać się egoistycznie w związku, bo związek to dwie osoby. Egoizm rani tą drugą. Jeśli ktoś myśli że miłość to dobry sex i trzymanie się za rączkę na spacerze to powinien jeszcze raz się zastanowić czy jest na tyle dojrzały aby Kochać.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » miłość to rezygnacja z samego siebie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026