Witam.Tydzień temu dokładnie 23.06 po 8 latach zostawił mnie mój facet.Dosłownie z godziny na godzinę.Ale może od początku.....Poznaliśmy się bardzo,bardzo dawno temu.Ja pracowałam w sklepie do którego on chodził.Po kilku latach mojej pracy tam on wyszedł na prostą z bagna w jakie wpadł przez alkohol.Picie poszło całkowicie w odstawkę,wziął sie w garść i w czerwcu 2007 zaczął przejawiać zainteresowanie moją osobą.Najpierw całe godziny gadalismy w sklepie,ponieważ był żonaty nie traktowałam tego jako wstęp do romansu ani jakiegoś związku.Jednak tak doskonale się rozumieliśmy ,że wreszcie umówilismy się na spotkanie poza sklepem.Uwierzcie żaden seks nic z tych rzeczy,kilka pocałunków.Po wielu takich spotkaniach byłam "ugotowana"-motyle w brzuchu i te sprawy.Ja też byłam mężatką,jakos niezbyt szczęśliwą.Wiem teraz posypią się gromy ale chcę byc szczera.Spotykaliśmy się bardzo,długo zanim doszlo do zbliżenia.Mówił że chce sobie poukładać życie od nowa,zamknąć tamten rozdział,że to małżeństwo juz dawno nie istnieje tylko nie miał żadnego powodu żeby odchodzić z domu,teraz ma i że naprawdę sie zakochał.Jak mówił tak zrobił...........Rozwiódł się z żoną,wynajął mieszkanie i tam pare razy w miesiącu stwarzaliśmy coś co miało trwać wiecznie.Ja po niecałym roku ,kiedy uznałam że jest tego wart też odeszłam od męża.Mój syn został z moją mamą,ponieważ był z nią bardzo zżyty,a to mieszkanko a raczej pokoik nie pozwalało na wprowadzenie jeszcze dosyć dużego już wtedy syna (14lat).Zapomniałam napisać że on ma 2 córki.Starsza 28 lat i młodsza 22 lata.
Po jakimś czasie zaczęły się problemy,zaczął za wszelką cenę odbudowywać relacje z tą młodszą.Zrobiłam się jak jakaś idiotka zazdrosna.Pierwsze poważne kłotnie,płacz,wulgaryzmy itd.W jednej takiej kłótni nazwałam jego córkę ku........Argumentowałam to tym,że skoro ja też poświęciłam w pewnym sensie swoja relację z dzieckiem to on tym bardziej powinien.Jeździłam do syna kilka razy w tygodniu w odwiedziny,na ile pozwalała mi praca.Zaczął podpijać nie dużo ale piwko,dwa nie dziennie ale zdarzało się.Wreszcie kryzys.Oznajmił mi 4 lata temu,że mam sie wyprowadzić,bo on nie może tak żyć i nikt nie będzie go rozdzielał z dzieckiem.Wróciłam na dwa dni do mamy i syna.Dzwoniłam,prosiłam obiecywałam,że się zmienię.Ustąpił i powiedział,żebym wróciła.
Było w miarę dobrze.To piwko czy dwa pozostały ale pilnował się,pracował w swojej pracy i dodatkowo.Naprawiłam trochę relacje z tą dziewczyną.Pojechalismy nawet latem razem na kilka dni w górytzn.ona z chłopakiem i my dwoje.Najszczęśliwsza nie byłam ale robiłam co mogłam.
Ten sam rok 4 lata temu październik grom z jasnego nieba.Nagle i niespodziewanie zmarła moja mama-na zawał.Myślałam że zwariuję ale ponieważ miałam jego uniosłam to.Przeprowadziliśmy się do tego mieszkania.Miał bardzo dobre relacje z moim synem.Tu pojawił się nastepny problem.Jego bałaganiarstwo,zawsze były na tym tle zgrzyty ale tutaj na tym mieszkaniu jakoś wszystko sie pogłebiało.Jednak jakoś żyliśmy.Finansowo nam się poprawiało.Dwa lata temu byliśmy za granicą na wczasach,mój syn z nami-on zapłacił za niego.Do córki jeździł raz w miesiącu i wracał czasem dziwny,nerwowy i niemiły.Uznałam jednak że ten jeden raz w miesiącu wytrzymam,zaciskałam zęby i jakos to było.Kłotnie pojawiały się o moje niby zbytnie dbanie o prządek,że się ciągle czepiam(teraz mogę przyznać żę miał dużo racji)i nie pozwalam mu być naturalnym w tym mieszkaniu-tak je nazywał.Czas płynął.W tym roku byliśmy na zabawie Sylwestrowej pierwszy raz)
W lutym tego roku wyremontowaliśmy kuchnię oczywiście wszystko za jego pieniądze,bo ja zarabiam bardzo,bardzo mało.A w zeszłym roku kupił mi samochód,tylko dla mnie on nie chciał go wogóle.I zaczeło sie po tym remoncie,córcia zwietrzyła kasę i najpierw zafundował jej odświeżenie pokoju,później kilka rzeczy do mieszkania a wreszcie poinformował mnie że trzeba im pomóż bo mają bardzo ciężko finansowo(my w tym roku jakos też nie do końca dobrze z z finansami staliśmy przez ten remont)Postawiłam sie okoniem.Wszystko było dobrze do tych dwóch tygodni które tak jeździł na ten remont.Nic już nie mówił na temat tych pieniędzy i nagle w zeszła niedzielę pojechał do kolegi tak twierdził,a w drodze powrotnej zadźwonił z autobusu i poinformowal mnie że odchodzi.Wrócił zabrała najpotrzebniejsze rzeczy do pracy,dokumenty itd i odszedł.................Przypuszczam że mieszka chwilowo u matki.Bo tam mu odwoziłam dwa dni temu rzeczy.Wylałam morze łez do słuchawki,sms-y i nic nie pomaga
Słysze tylko jeden tekst pomogę Ci finansowo przez jakis czas(zostałam bez środków do życia a wypłata pozwala mi na przeżycie góra 2 tygodni bez opłat) ale nie wrócę.Wszystko mi zostawił nowy telewizor ,ten samochód i jeszcze chce mi pomagać finansowo.
Kocham go nad życie,nie potrafie tu bez niego wytrzymać,świat mi sie zawalił.Nie moge spać,jeść-totalnie się załamałam.Nie zależy mi na tych pieniądzach,chodzi mi tylko o jego obecność,ale żadne argumenty do niego nie przemawiają.
Sorry że sie tak rozpisałam ale chciałam naświetlić sprawę i nie ukrywam wygadać się.Nie mogę uwierzyć w to że jak twierdzi już mnie nie kocha,nie wierzy w moje słowa i nie chce tak żyć.A jeszcze dzień przed ta niedzielą robił plany na przyszłość.....BŁAGAM pomózcie zrozumieć,przeżyć,wytłumaczcie ,napiszcie czy to jest możliwe.Nic z tego nie rozumię.Do tego dnia zachowywał się całkowicie normalnie..
Ide do pracy ale wieczorem zajrzę może ktoś coś mi naświetli,wytłumaczy...................
Podobne tematy
Witam,
jak najbardziej jest to możliwe.
Swoim zachowaniem doprowadziłaś do takiej sytuacji.
Jak można ojcu zabraniać kontaktowania się z własnym dzieckiem?
Poza tym, skoro Tobie remontuje mieszkanie, kupuje prezenty, to jak możesz być wściekła, że chce pomóc własnej, rodzonej córce????
Skrajny egoizm.
A co do sprzątania...
Z tym tez można przesadzić (znam to z autopsji), chyba, że w porę zorientujesz się, ze przesadzasz.
Niestety, zapracowałaś na taki stan rzeczy i czy to się jeszcze da naprawić?
To pytanie nie do nas raczej...
Pozdrawiam
Dziękuję za szczerość,wiem że sama sobie to zrobiłam ale czy mogłam zniszczyć całkowicie tę miłość?Czy mam walczyc błagać,prosić czy ustapić?wychodzę,wpadne wieczorem.
Dziękuję za szczerość,wiem że sama sobie to zrobiłam ale czy mogłam zniszczyć całkowicie tę miłość?Czy mam walczyc błagać,prosić czy ustapić?wychodzę,wpadne wieczorem.
Raz obiecywałaś i co?
I odszedł...
Ale próbować zawsze można.
To Ty niezła numerantka jesteś. Złapałaś faceta, to nawet dziecka się pozbyłaś do matki, żeby sobie z facetem mieszkać. Awantury o jego córkę, roszczeniowa postawa, ciągłe wymagania, brawo
Moja droga, Twoim problemem NIE jest fakt, że Cię "miłość życia" zostawiła, a to z czego TY będziesz żyć? Jak masz się zamiar utrzymać? Dlaczego do tej pory nie znalazłaś sobie lepszej pracy, nie podniosłaś kwalifikacji jeśli miałaś zapewnione stabilne warunki? Brałaś od niego i chciałaś więcej i krew Cię zalewała, że jeszcze pieniądze na córkę wydaje, no jak on śmie?! TWOJE ma być wszystko i koniec!
Wcale się nie dziwię, że facet Cię kopnął w 4 litery i żadne błagania, smsy czy inne farmazony tu nie pomogą.
6 2014-06-28 22:24:08 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-28 22:29:09)
facet już po prostu nie wytrzymal,
to ze ty zostawilas syna nie znaczy ze inni ludzie sa beznadziejnymi rodzicami jak ty
i zona tez dobra nie jesteś:)
,,Ja po niecałym roku ,kiedy uznałam że jest tego wart też odeszłam od męża.Mój syn został z moją mamą,ponieważ był z nią bardzo zżyty,a to mieszkanko a raczej pokoik nie pozwalało na wprowadzenie jeszcze dosyć dużego już wtedy syna (14lat).,, itd.
zamiast zajmować się facetem, to zobacz jakie relacje masz z synem, na pewno dobre?
To Ty niezła numerantka jesteś. Złapałaś faceta, to nawet dziecka się pozbyłaś do matki, żeby sobie z facetem mieszkać. Awantury o jego córkę, roszczeniowa postawa, ciągłe wymagania, brawo
![]()
Moja droga, Twoim problemem NIE jest fakt, że Cię "miłość życia" zostawiła, a to z czego TY będziesz żyć? Jak masz się zamiar utrzymać? Dlaczego do tej pory nie znalazłaś sobie lepszej pracy, nie podniosłaś kwalifikacji jeśli miałaś zapewnione stabilne warunki? Brałaś od niego i chciałaś więcej i krew Cię zalewała, że jeszcze pieniądze na córkę wydaje, no jak on śmie?! TWOJE ma być wszystko i koniec!
Wcale się nie dziwię, że facet Cię kopnął w 4 litery i żadne błagania, smsy czy inne farmazony tu nie pomogą.
Boskie to co Teo pisze.
Krew mnie zalała jak czytałam że zostawiłaś matce dzieciaka dla kawałka fiu#ta.
Nie zmieniłaś w swoim życiu nic, nie czułaś potrzeby.
Kontakty z córką mimo że dorosła doprowadzały cie do furii - ech... a co to dziecko czuło jak się z nim wiązałaś pamiętasz czy już zapomniałaś.
Teo - Nic dodać nic ująć.
Nie zostawiła bym dzieci dla faceta, kariery czy spełnienia marzeń.
Moja matka mi to zafundowała a teraz się dziwi ze nie mamy ze sobą kontaktu.
Ech...
Nie pisz, nie dzwoń, nie poniżaj się, zachowaj godność!!!! Jeśli chce pomóc ci finansowo to miło z jego strony, wykorzystaj ten czas żeby znaleźć lepiej płatną pracę i stanąć na nogi. Zamiast marnować energię na próby odzyskania faceta skup się na poprawie perspektyw dla siebie i swojego dziecka.
NNie zależy mi na tych pieniądzach,chodzi mi tylko o jego obecność,ale żadne argumenty do niego nie przemawiają.
A z opowieści wysnułam co innego.. lubisz kasę.
córcia zwietrzyła kasę i najpierw zafundował jej odświeżenie pokoju,później kilka rzeczy do mieszkania a wreszcie poinformował mnie że trzeba im pomóż bo mają bardzo ciężko finansowo
Byłaś wkurzona, bo chciał pomóc dziecku? wow
Nie dziwię się, że nie wytrzymał
Właśnie wróciłam z pracy.Odpowiedzi brutalne ale przynajmniej szczere.Tak naprawdę nie wiele wiecie o tym związku.Nie mam zamiaru sie wybielać ,ale on też święty nie był.W kilkunastu zdaniach nie da sie streścić 8 lat.Fakt byłam wredna chcąc go odsunąć od dziecka.Jak sie poznaliśmy to był goły jak święty Turecki z masą długów i komornikiem i nie macie racji twierząc ,że chodziło mi tylko o jego pieniądze.Wtedy lepiej zarabiałam i to ja wspomagałam go finansowo.Nie miał nic.Ja zafundowałam mu jego pierwsza komórkę,opłacałam abonament i wiele innych rzeczy.Wyszedł z domu w jednych dosłownie spodniach i dosyć długo ten stan sie utrzymywał.To ja go dokarmiałam,żeby nie robił wiekszych długów.Pokochałam go za to jaki był a nie dla pieniędzy.Według Was jak zaczął wychodzić na prostą i mieć pieniądze miałam go rzucić,czy chodzić po ulicach i rozdawac pieniądze?Co do opini na temat mojego podejścia do córki to oczywiście macie rację i fakt że odszedł pozwolił mi to zrozumieć.To on mnie namówił,żebym rzuciła tą pracę,znalazła sobie lżejsząi częściej bywała w domu a on na wszystko zapracuje.Zamieniłam prace na 1/2 etatu i siedziałam w domu,czekałam,sprzątałam,gotowałam....ale teraz to wszystko jakby obróciło sie przeciwko mnie.O tym że od poczatku opłacał czynsz w mieszkaniu ,w którym mieszkała jego była żona tez nie wiecie.Do dziś dokłada jej kasę do czynszu i zaakceptowałam to.Najlepiej obrzucić kogos błotem, a czy chociaż przez moment zastanowiliście się dlaczego chciałam by kochał tylko i wyłącznie mnie........?To nie tylko egoizm,ale tłumaczyć się niebęde bo to akurat nie ma tutaj nic do rzeczy.Do Marioli856 o tym jaka była żoną nie masz bladego pojęcia więc sie nie wypowiadaj na ten temat.To ,że odeszłam od męża nic nie znaczy,nie wiesz jak było i co było powodem.Mimo wszystko dziękuję za te opinie.Teraz chociaż dokładnie wiem,że zasłuzyłam sobie na to i nie mam żadnych szans odbudować tego związku.Żałuje tylko że wczesniej nie poprosiłam Was o radę jak postępować.Może teraz siedzałby,ze mna w domu.Gdyby jeszcze ktoś chciał sobie poużyważ na mojej osobie to piszcie,będe tutaj zaglądać.
11 2014-06-29 06:46:37 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-29 06:55:29)
no bardzo cie przepraszam ale sama napisalas ze rok mialas romans z nim i dopiero jak wiedzials ze to pewne to zostawilas bylego meza,
a w tym obecnym malzenstwie dla niego zostawilas syna matce, oraz zabranials mezowi pomagać corkom i bylej zonie
to ze ty odcielilas przeszlosc gruba kreska, opuscilas meza i co gorsze syna! to nie znaczy ze inni ludzie sa bez uczuc wyższych i egoistami
to sa fakty sama to napisalas a ja mam prawo ocenic, przepraszam jeśli zabolała cie moja ocena
a tez mysle ze dla ciebie liczy się tylko kasa, bo nie ma zdania w którym o niej bys nie pisala
a twój syn majac lat 14 nie jest dorosły by mieszkac bez ciebie, wiesz co ty mu zrobilas?
znam to z autopsji, ale nie będę o tym pisać
Pytasz ,,czy chociaż przez moment zastanowiliście się dlaczego chciałam by kochał tylko i wyłącznie mnie........?,, no wiesz to jest egoizm, nie można zawladnac kogos tylko dla siebie, tym bardziej ze oboje mieliście dzieci z poprzednich zwiazkow,
tak mogą mowic niedojrzali nastolatkowie, a nie rzekomo dojrzali ludzie
,,Żałuje tylko że wczesniej nie poprosiłam Was o radę jak postępować.Może teraz siedzałby,ze mna w domu.Gdyby jeszcze ktoś chciał sobie poużyważ na mojej osobie to piszcie,będe tutaj zaglądać.,,
a po co ta ironia, zakładając temat chyba liczyłaś się z negatywnymi opiniami
ok ja już się wypowiedziałam i nie będę tu pisać bo sobie nie życzysz
O matko. Współczuję facetowi. Na miejscu jego córki też nie darzyłabym Cię sympatią. Robi remont Tobie, zabiera TWOJE dziecko na wakacje, a Ty mu w nagrodę fundujesz pretensje, że własnej córce pomógł finansowo. I jeszcze że swoje dziecko zostawiłaś u matki, żeby zamieszkać sobie z kochankiem. Zdarzyło Ci się kiedykolwiek myśleć o czymś, poza sobą samą? Nie, nie odpowiadaj.
Właśnie wróciłam z pracy.Odpowiedzi brutalne ale przynajmniej szczere.Tak naprawdę nie wiele wiecie o tym związku.Nie mam zamiaru sie wybielać ,ale on też święty nie był.W kilkunastu zdaniach nie da sie streścić 8 lat.Fakt byłam wredna chcąc go odsunąć od dziecka.Jak sie poznaliśmy to był goły jak święty Turecki z masą długów i komornikiem i nie macie racji twierząc ,że chodziło mi tylko o jego pieniądze.Wtedy lepiej zarabiałam i to ja wspomagałam go finansowo.Nie miał nic.Ja zafundowałam mu jego pierwsza komórkę,opłacałam abonament i wiele innych rzeczy.Wyszedł z domu w jednych dosłownie spodniach i dosyć długo ten stan sie utrzymywał.To ja go dokarmiałam,żeby nie robił wiekszych długów.Pokochałam go za to jaki był a nie dla pieniędzy.Według Was jak zaczął wychodzić na prostą i mieć pieniądze miałam go rzucić,czy chodzić po ulicach i rozdawac pieniądze?Co do opini na temat mojego podejścia do córki to oczywiście macie rację i fakt że odszedł pozwolił mi to zrozumieć.To on mnie namówił,żebym rzuciła tą pracę,znalazła sobie lżejsząi częściej bywała w domu a on na wszystko zapracuje.Zamieniłam prace na 1/2 etatu i siedziałam w domu,czekałam,sprzątałam,gotowałam....ale teraz to wszystko jakby obróciło sie przeciwko mnie.O tym że od poczatku opłacał czynsz w mieszkaniu ,w którym mieszkała jego była żona tez nie wiecie.Do dziś dokłada jej kasę do czynszu i zaakceptowałam to.Najlepiej obrzucić kogos błotem, a czy chociaż przez moment zastanowiliście się dlaczego chciałam by kochał tylko i wyłącznie mnie........?To nie tylko egoizm,ale tłumaczyć się niebęde bo to akurat nie ma tutaj nic do rzeczy.Do Marioli856 o tym jaka była żoną nie masz bladego pojęcia więc sie nie wypowiadaj na ten temat.To ,że odeszłam od męża nic nie znaczy,nie wiesz jak było i co było powodem.Mimo wszystko dziękuję za te opinie.Teraz chociaż dokładnie wiem,że zasłuzyłam sobie na to i nie mam żadnych szans odbudować tego związku.Żałuje tylko że wczesniej nie poprosiłam Was o radę jak postępować.Może teraz siedzałby,ze mna w domu.Gdyby jeszcze ktoś chciał sobie poużyważ na mojej osobie to piszcie,będe tutaj zaglądać.
Och tak tak
Jak to jest, że zawsze jak się posypią gromy na jakąkolwiek Autorkę, to zaraz jest kolejny post, jaka ta druga strona była zła i jak ta pierwsza najpierw się starała...
Moja droga! Jasnowidzem nie jestem, więc nie wiem jak to było u Was, bo tego nie napisałaś, więc pretensje "nie wiecie jak było" zostaw sobie dla siebie, bo NIKT tego nie wie po za Tobą.
Sama sobie zgotowałaś ten los wieszając się na nim i żądając coraz więcej. Jak mówi mądre, szkolne przysłowie "Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr".
O ile jestem w stanie zrozumieć fakt, że odeszłaś od męża (to znaczy jestem w stanie założyć, że były jakieś czynniki o których nie wiemy, a które mogłyby Cię jakoś tłumaczyć), to nie jestem w stanie zrozumieć porzucenia dziecka. Jest jakieś logiczne wytłumaczenie?
Że było związane z Twoją matką? Pomyślmy... A czemu, powiedz, Twoje jedyne dziecko było bardziej związane z Twoją matką niż z Tobą? Gdzie byłaś Ty? Czemu to nie Ty jesteś tą, z którą Twoje dziecko miało tą niezwykłą, niepowtarzalną, nierozerwalną więź?
I co powiedziałaś dziecku?
Mama musi się wyprowadzić, ale w nowym mieszkaniu nie będzie miejsca dla Ciebie. ???
Dla dziecka, Twojego dziecka, nie było miejsca??
Jeśli nie było go to nie było go dla faceta.
Poświęciłaś własne dziecko dla tej pożal się boże miłości, a teraz nadal jedyne czym się martwisz to, że facet zmądrzał.
Karma? W tym wypadku to nawet chyba nie to. Finał był prosty do przewidzenia. Chcieliście się odciąć od wszystkiego i wszystkich, poświęciliście wszystkich...by być razem, ale ileż tak można? Ileż można tak patrzeć się sobie w oczy? Ileż można nie dostrzegać ile cierpienia się spowodowało?
Dobrze że choć Twój mężczyzna przejawia jakieś ludzkie odruchy, że chce odzyskać miłość córki.
Egoizm. Ja widzę tu tylko egoizm. Zbierasz co posiałaś.
Jakie cholerne oburzenie, że kobieta zostawiła 14 letniego syna z matką.
Ludzie .... a gdzie był tatuś tego chłopca. Przecież autorka wątku odwiedzała syna, zabierała na wakacje, mieszka z nim.
Strasznie mnie wkurza ta niesprawiedliwość. Jak faceci notorycznie porzucają swoje dzieci to teksty: oni już tak mają, trzeba to zaakceptować itp bzdety. A jeśli kobieta myśli o sobie to sypią się na nią gromy.
A.D. 79 namieszałaś sobie. Dobrze, że chce ci pomóc finansowo jeszcze przez jakiś czas. Chociaż tyle. To chyba w miarę przyzwoity człowiek. Szkoda, że tego nie doceniłaś. Dobry człowiek nie będzie chciał żyć z kobietą, która nie szanuje jego prawa o dbanie o swoją rodzinę. Dobrze o nim świadczy, że pomaga żonie, córce.
Nie wiem, co możesz zrobić. Ja bym chyba próbowała z nim porozmawiać. Powiedziałabym, że żałuję, że go zawiodłam. Powiedziałabym o tym co czuję, co uważam, że źle zrobiłam. Przyznałabym się do błędów.
Być może wybaczy ci i da szansę. Trudno, stało się. Zastanawiam się tylko, że chyba już dojrzały człowiek woli być sam. Rezygnuje z życia z kobietą dla której między innymi się rozwiódł.
Nie wiem, jakoś takie wydaje mi się to dziwne.
Czy on miał z żoną ślub kościelny, czy jest wierzący?
Być może nie ma to znaczenia i wpływu na jego decyzję. Tylko tak pytam.
Jakie cholerne oburzenie, że kobieta zostawiła 14 letniego syna z matką.
Ludzie .... a gdzie był tatuś tego chłopca. Przecież autorka wątku odwiedzała syna, zabierała na wakacje, mieszka z nim.
Strasznie mnie wkurza ta niesprawiedliwość. Jak faceci notorycznie porzucają swoje dzieci to teksty: oni już tak mają, trzeba to zaakceptować itp bzdety. A jeśli kobieta myśli o sobie to sypią się na nią gromy.
No tatuś dziecka jak widać też je zostawił i matka na dodatek również.
Teo ja się nie wybielam i nie oczerniam go.Napisałam tylko że aniołem nie był.Co do dziecka to fakt opuściłam go aż wstyd sie przyznać ale było chyba dokładnie tak jak napisała KajkaKa
"Chcieliście się odciąć od wszystkiego i wszystkich, poświęciliście wszystkich...by być razem, ale ileż tak można? Ileż można tak patrzeć się sobie w oczy? Ileż można nie dostrzegać ile cierpienia się spowodowało?"
Dziękuję bet że troszeczkę spokojniej spojrzała na moją postawę i właśnie to co napisała
"Zastanawiam się tylko, że chyba już dojrzały człowiek woli być sam. Rezygnuje z życia z kobietą dla której między innymi się rozwiódł.
Nie wiem, jakoś takie wydaje mi się to dziwne. "
nie daje mi spokoju.Tego nie mogę zrozumieć,dlatego tutaj załozyłam ten wątek.Nie jest wierzący a ślub kościelny miał.
Wiem jak wiele źle zrobiłam i mimo że uważacie wszyscy że dobrze mi tak to mam trochę do życie żal.A tak na marginesie to jakby Was to cieszyło,że dostałam takiego kopa.Uważacie że skrajna egoista nie może kochać i tęsknić?Że nie może mi brakować jego obecności ,żartów i bliskości?bo taki właśnie był do końca.Takie uczucia są zarezerwowane tylko dla tych najlepszych ludzi w tym przypadku Was?Macie jakąś wyłączność?Nikt z Was nie popełnił żadnego błędu..........Moja postawa była wredna i pewnie na to zasłużyłam ale mam serce i uczucia.......
To racja. Nie wspomniałam o mężu. Tak z całą pewnością też nie był w porządku, skoro nie zainteresował się dzieckiem. Wcale nie uważam, że to kobieta ponosi odpowiedzialność za dziecko. Oboje ponoszą. W takim samym stopniu. Tyle że wina jednego nie umniejsza winy drugiego.
Ja też uważam, że zbyt łatwo rozgrzesza się mężczyzn, który idą w siną dal, bo właśnie się zakochali i mają gdzieś wszystko i wszystkich.
I też czasem się zastanawiam ilu z nich by sobie poszło, gdyby kobieta im powiedziała, że owszem, mogą układać sobie życie, ale niech wezmą do tego życie swoje dzieci. Ilu z nich by wzięło do kochanki swoje pociechy? Ile kochanek by się na to zgodziło? Szybko by się pewnie posypały te związki. Ciekawe jak szybko przyszliby do żony z podkulonym ogonem... A tak wiedzą, że dzieci zostaną przy matce, to idą sobie w długą niczym beztroskie motyle.
Nie wcale ich nie rozgrzeszam.
Ale temu dziecku najwyraźniej zabrakło szczęścia. Ani ojciec, ani mama się nie poczuwają.
Szkoda, wielka szkoda.
Możliwe że Twój mężczyzna postanowił powalczyć o swoją rodzinę. Szkoda że się tak od wszystkiego odcięliście. Otoczeni dziećmi, walczący o ich dobro, mielibyście z pewnością więcej szans.
Nie wiem, czy jest szansa dla Was. Może zatęskni. Tak czy siak nie popełniaj tych samych błędów. Zadbaj o swoje dziecko. Ono Ciebie potrzebuje. Nie może żyć w przeświadczeniu, że jest Ci niepotrzebne, że jest balastem. To ciężar na całe życie.
Witam ponownie.O dziecko dbam jak tylko mama zmarła,wiem,wiem żadne usprawiedliwienie.Tylko jest jeden problem że nie doczytaliście dokładnie ile miał wtedy i nie dodaliście tych naszych wspólnych lat.To już dorosły chłopak skończone 20 lat.Mieszka ze mną a z tatą ma dosyć dobry kontakt ale nie chcę poruszać tematu mojego nieudanego małżeństwa i odkopywac tego wszystkiego.To dawno temu zamknięty rozdział.Dzisiaj jesteśmy dobrymi znajomymi i tyle.Wyrósł na porządnego chłopaka,skończył szkołę i ma już zapewnioną pracę.To na 200% zasługa mojej mamy która zrobiła wszystko żeby miał w miarę normalne dzieciństwo.Najprawdopodobniej od sierpnia zacznie pracować i nasza relacja nie jest może idealna bo trudno tego oczekiwać po tym jak go zostawiłam ale mam w nim teraz oparcie.Natomiast mój męźczyzna najwyraźniej nie walczy o swoją rodzinę..nie wiem o co walczy........Dzisiaj (tak,tak zadźwonił)powiedział mi że wszyscy wkoło nakręcają go przeciwko mnie ale on nie da sie przekonać.Postanowił że będzie mi pomagał jak długo będzie mógł a jak sie komuś nie podoba to może go wogóle nie odwiedzać............to o co w końcu chodzi?????????Może ktoś to wytłumaczyć w miarę logicznie?
Wydaje mi się,że dalej mu na Tobie zależy skoro chcę Ci pomagać finansowo,ale nie może Ci wybaczyć,zrozumieć braku akceptacji jego córki-wcale mnie to nie dziwi.W dodatku jego znajomi? znając waszą sytuacje są przeciwko Tobie i pewnie namawiają do zakończenia tego związku...
Musisz zrozumieć,że to normalne,że on chcę wspierać swoją córkę i ty też powinnaś.Tak jak napisała bet napisz do niego,porozmawiaj , powiedz mu o swoich uczuciach i spróbuj się zmienić, możesz zaproponować,że zasięgniesz rady u psychologa -bo wydaje mi się,że zazdrość o dziecko świadczy o tym,że masz jakieś problemy...
dokumentnie spieprzyłas sobie życiu.
-rozbite małżeństwo
-zostawienie dziecka babci(która w sumie lepiej niz ty go wychowała)
-rozwalenie małżeństwa drugiej kobiecie
boze a ja sie zalamalam ze schrzaniłam wiele spraw.
ale...
nie oceniam.
za 20lat moze sama bede miala tyle na koncie.
sluchaj. nie jest tak najgorzej.tak zle.
mozna jeszcze zacząc zyc, samemu,godnie, znalezc prace.
nie placz do niego.bo to żenada.
jak cala ta historia.
nie placz. nie zabilas, nie zamordowałaś.schrzaniłaś sobie zycie, sobie i innym.
eh:(
Dziękuję szczerze.Próbowałam już rozmawiać prosiłam,błagałam...........wiem że mogłabym się zmienić ale on to poprostu wyparł i powiedział,że nie ma takiej opcji.nie wierzy,że jestem wstanie sie zmienic a jeżeli nawet to byłoby to sztuczne.Ja myślałam już nawet o psychologu ale on nie chce mieć ze mną juz nic wspólnego.Przysiągł,że będzie pomagał jak długo będzie mógł.Wpadam juz chyba w jakś depresję,to myslenie mnie dobija.Z domu wychodze tylko do pracy a tak cisza,opuszczone rolety i gapienie sie w sufit.Jeszcze tutaj zaglądam.Wszystko bym oddała tylko za szansę za jeszcze jeden dzień,tydzień miesiąc obojętnie.Nie daje już rady na co bym nie spojrzała w tym cholernym mieszkaniu wszystko mi go przypomina.Był dla mnie naprawdę całym światem.........Jakby mi ktoś wnętrznościami szarpał i tak burza myśli.Jak sie pozbierać???Zaczynam mieć głupie mysli i to mnie przeraża.....
Dziękuję bet że troszeczkę spokojniej spojrzała na moją postawę i właśnie to co napisała
"Zastanawiam się tylko, że chyba już dojrzały człowiek woli być sam. Rezygnuje z życia z kobietą dla której między innymi się rozwiódł.
Nie wiem, jakoś takie wydaje mi się to dziwne. "nie daje mi spokoju.
Ten rozwód, to było kiedyś. Zanim mieszałaś się w jego relacje z córką, zanim odszedł, wrócił a Ty znowu się mieszałaś...
Ludzi całe życie się poznaje a uczucia do nich całe życie ewoluują.
A tak na marginesie to jakby Was to cieszyło,że dostałam takiego kopa.Uważacie że skrajna egoista nie może kochać i tęsknić?Że nie może mi brakować jego obecności ,żartów i bliskości?bo taki właśnie był do końca.Takie uczucia są zarezerwowane tylko dla tych najlepszych ludzi w tym przypadku Was?Macie jakąś wyłączność?Nikt z Was nie popełnił żadnego błędu..........Moja postawa była wredna i pewnie na to zasłużyłam ale mam serce i uczucia.......
Żeby się cieszyć no to nie, ale prawdę mówiąc, lepiej, że dostałaś tego kopa niż gdybyś go nie dostała. Gdyby nie ten kop dalej próbowałabyś pozbawić młodej kobiety ojca, nie widząc w tym nic złego (zreflektowałaś się dopiero gdy Cię facet definitywnie odstawił). A niby dlaczego masz psuć jakiejś dziewczynie relacje rodzinne ?
Cierpisz na pewno, ale w tym przypadku są to konsekwencje Twoich wyborów.
i co u ciebie.
to ze syna zostawilas babci to okropne, ale skoro lepiej go wychowala niz ty bys to zrobila to tylko sie cieszyc.moze to byla mądrzejsza decyzja niz włóczyć dzieciaka po wujkach?
nie schrzaniłaś do konca sprawy. udało ci sie dziecko. uwazam, ze powinnas w koncu sama stanac na nogi.
Witam.Syn to wszystko co mi sie udało,poza nim już nie mam nic,nikogo............Co u mnie?Przetrzymałam kolejny dzień a raczej przemęczyłam.Wczoraj odwiozłam mu kolejnych parę rzeczy.Dalej podtrzymuje wersję pomocy ale to wszystko.Powiedział,że wie że go bardzo kocham ale nie widzi naszej wspólnej przyszłości,poprostu nie i koniec.To nie podlega dyskusji.Nie mam już siły ani odwagi też nie..........
A czy nie uwazasz, ?e obecna sytuacja to jakas szansa dla Ciebie ?
Popatrz wstecz, za Toba, romans, zdrada, porzucenie dziecka dla faceta, potem milosc typu bluszcz, zadanie zawladniecia kochakiem tylko dla siebie - bo Ty poswiecilas dla niego rodzine, dziecko, potem prace.
Moze teraz jest czas na uporzadkowanie, wyprowadzenie na prosta te sprawy ktore przedtem zaniedbalas ?
Popatrzna si? wstecz, na malzenstwo, na konkubinat.
Wreszcie, czy musisz by? szczesliwa bedac w zwiazku ?
Pradoksalnie, moze si? okazac, ?e mozesz by? szczesliwa w zwiazku,dopiero kiedy bedziesz potrafila by? szczesliwa samotnie.
Faktycznie bilans nieciekawy.Żadnych osiągnięć ani prywatnych ani zawodowych.Poza synem.Smutne.Ciekawa uwaga.Jednak samotność mnie przeraża.Święta ,urlopy........zawsze sama?Chyba nie potrafię.Jak narazie pcham ten "nieszczęsny wózek" bo jest jeszcze jedna sprawa,którą muszę doprowadzić do końca dla syna.Wydaje mi się,że później zdobędę sie na odwagę,przecież nawet nikt nie zauważy że mnie nie ma.Syn jest silny i da sobie radę a poza tym jest już dorosły.Nawet w najgorszych wizjach nie przypuszczałam ,że tak beznadziejnie skończę.Po śmierci mamy pocieszałam się jego obecnością ,po śmierci brata również,nawet jak musiałam uspać moją sunię a teraz..........czuję się jak jakiś stary porzucony fotel,który okazał się niewygodny.
udane dziecko...
to wiecej niz udany gach.
syn sie ożeni, będą wnuki, kolejny rozdział w twoim zyciu.
widzę samotne wdowy, kobiety.czytają ksiązki, jezdza rowerem i cieszą sie towarzystwem przyjaciółek.
wpierw poszukaj sobie jakiegos sojusznika, takiego loosera ktory cie nie oceni a wyslucha.
i nie blagaj tego faceta, bo to bez sensu.
tylko wówczas gdy staniesz na nogi i udowodnisz mu ze jestes cos warta bez niego, ze wisi ci jego córka ze moze sobie z nią robic co chce to moze wowczas jest szansa na wszystko.
sa wakacje, są miejsca pelne samotnych ludzi. emerytow rencistów chocby.
samotnymi sie rodzimy i umieramy.
Faktycznie bilans nieciekawy.Żadnych osiągnięć ani prywatnych ani zawodowych.Poza synem.Smutne.
Heeej, nie przesadzaj z czarnowidztwem
Dobry syn to już prawdziwy skarb, wielu ludzi takiego nie posiada.
O co chodzi z 'osiągnięciami prywatnymi', życie to nie jest żaden konkurs. Twój związek się skończył, co nie zmienia faktu, że wiele czasu trwał. Zachowaj w pamięci to, co dobre- chyba dobrze, że miało miejsce. To nie jest wprawdzie moment na takie spojrzenie, wiem, bo cierpisz, ale z czasem będziesz mogła tak na to popatrzeć. Zyskałaś doświadczenie, trudne, ale każdy popełnie błędy, choć każdy inne.
Jednak samotność mnie przeraża.Święta ,urlopy........zawsze sama?Chyba nie potrafię.
Właśnie o to chodzi, żeby nie bać się panicznie samotności. Nie musisz podpisywać teraz zobowiązania na samotne urlopy do końca życia. Na nowy związek przyjdzie czas. Po prostu pogódź się z tym, że akurat teraz jesteś sama i nie odchodź od zmysłów z tego powodu.
Jak narazie pcham ten "nieszczęsny wózek" bo jest jeszcze jedna sprawa,którą muszę doprowadzić do końca dla syna.Wydaje mi się,że później zdobędę sie na odwagę,przecież nawet nikt nie zauważy że mnie nie ma.Syn jest silny i da sobie radę a poza tym jest już dorosły.
Syn będzie Cię potrzebował zawsze. Dzieci, nawet dorosłe, potrzebują swoich rodziców. Nie opuszczaj go po raz drugi. I do licha, żyj dla siebie !!
Nawet w najgorszych wizjach nie przypuszczałam ,że tak beznadziejnie skończę.Po śmierci mamy pocieszałam się jego obecnością ,po śmierci brata również,nawet jak musiałam uspać moją sunię a teraz..........czuję się jak jakiś stary porzucony fotel,który okazał się niewygodny.
I znowu, jakie beznadziejnie skończę ?? Skończył się związek, tyle. Na pewno czujesz się okropnie, na pewno wiele musisz się teraz nauczyć. Wiesz dobrze, że nie chodzi o to, że byłaś stara i niewygodna, nie to było powodem odejścia od Ciebie Twojego byłego faceta.
Weź na klatę odpowiedzialność za swoje pomyłki i wyciągnij wnioski. Popełniłaś błędy, ale to już było, teraz się nie zadręczaj.
Poczytaj jakie traumy przechodzą tutaj kobiety i mężczyźni, poświęcają wszystko partnerowi i wspólnym dzieciom a potem padają ofiarami kłamstw, zdrady, oszustwa i wykorzystywania. I podnoszą się. I odnajdują się na nowo.
To będzie trudne, ale jest możliwe.
Wita.Staram się myśleć pozytywnie i wiem że ludzie przechodzą gorsze tragedie ale ja większość życia byłam z kimś.Nigdy nie byłam sama i nie mam na myśli facetów.Miałam chociaż mamę,która wytykała mi błędy ale mnie kochała i w trudnych momentach miałam w niej oparcie.Później był on i do końca wierzyłam że się własnie przy nim zestarzeje.Jakoś nie potrafię żyć dla siebie.Teraz staram się jakoś być dla syna......Wiem też że mu się nie znudziłam,tylko wypracowałam to sobie ale tak trochę się czuję jak usłyszałam że cytuję...."to jest tak człowiek widzi że ktoś ma samolot i też o nim marzy,przychodzi dzień że go otrzymuję....mija jakiś czas i on go zaczyna nudzić,dochodzi do wniosku że nic mu on nie daje,więc w końcu się go pozbywa...." albo takie słowa "zamknąłem ten rozdział.Ciebie nie ma i nigdy nie było,jedynie pieniądze straciłem ale to nadrobię" bolą takie słowa potwornie bolą............i strasznie do niego nie pasują.Teraz jakby pokazuje swoje drugie oblicze to złe.Pomimo to oddałabym wszystko tą kuchnie,samochód,wczasy wszystkie dobra.Za miesiąc,tydzień nie wiem rok obojętnie z nim oddałabym resztę życia....Nie chcę i boję się żyć bez niego.Dziękuję za te ostatnie rady,postaram się jakoś żyć chociaż nie wiem co mi z tego wyjdzie....
Utyskujesz bo odszedl kochanek.
Nic nie piszesz o mezu.
Jak on ulozyl sobie zycie ?
Jego sytuacja byla o wiele gorsza kiedy go zdradzilas i porzucilas dla innego faceta.
Ciebie nikt nie zdradzil, nie wymienil na "lepszy" model.
Maz sobie dal rade ?
To Ty sobie te? dasz rade.
A.D.1976 - bo my kobiety, chciałbyśmy, żeby mężczyzna był jak matka, kochał bezwzględnie, bezwarunkowo i na zawsze - to jest niemożliwe.
Nie mówię, że bycie ze sobą "aż po kres" się nigdy ludziom nie udaje, bo przecież się udaje, ale jednak zawsze wchodząc w jakiś związek trzeba liczyć się z tym, że relacje między dwojgiem, jakby nie było, obcych, odrębnych ludzi mogą ulec zmianie.
Sama staram się tego uczyć, myślenia mniej utopijnego a więcej racjonalnego.
Minął miesiąc od dnia w którym mnie zostawił po 8 latach ,1 tydzień płacz,prośby,błagania itd.pewnie doskonale wszyscy wiecie jak to wyglądało.Przeczytałam mnóstwo wątków na tym forum,łącznie z tymi że powinnam mu dać odpocząć i kolejne 3 tygodnie siedziałam cicho,próbowałam zająć sie sobą.Raz było gorzej raz ciutkę lepiej.Nie mogę jednak przestać o nim mysleć,martwię się czy wszystko u niego w porządku,czy jest zdrowy.....Żyję ciągle nadzieją,że zmieni zdanie że da mi szansę(to ja byłam ta wredna w tym związku)naprawić tą krzywdę.Nie mogę spać,jeść jakis koszmar........Zbiera mnie na wym.... jak wchodzę do domu.Schudłam już 8 kg.On wyprowadził sie do matki i ma duzo lepiej.Ja zostałam tu gdzie wszystko mi go przypomina.Przytulam się do jego bluzy,która wisi w przdpokoju.Wczoraj nie wytrzymałam napisałam sms-a,że nie mam z kim pogadać że może znalazł by chwilę,żeby drynknąć.Wyczytałam na tym forum że brak jakiej kolwiek odpowiedzi i reakcji oznacza że mnie skreślił.Nie napisał,nie zadźwonił.Totalnie mnie olał.To chyba objaw że to naprawdę koniec.Ma u mnie jeszcze kilka rzeczy,więc zadźwoniłam dzisiaj rano.Chce żebym mu je przywiozła do matki.Nie wiem co robić te kilka ubrań i płyt to wszystko co jeszcze nas łączy.Ja poprostu już wariuję.Na chwilę obecną on nie potrzebuje tych ubrań(zimowe) i nie wiem czy zaczekać jeszcze do zimy i dać mu odpocząć od mojej osoby i ochłonąć czy wywalić go ze swojego życia tak definitywnie...............Dlaczego to tak cholernie boli???Doradźcie coś-proszę.
A.D.1976 wysłałam Ci mail, zerknij proszę.