Odeszła...1,5 roku walki, łez, bólu, zazdrości ale też i miłości, szczęścia, seksu...było wszystko co być powinno, ale nie było Nas...
Odeszła bo nie byłem jej pewien, bo się wahałem. Dała mi całą siebie a ja zawaliłem.
Tyle szans z jednej i drugiej strony....tyle nadziei...miała dość...pozwoliłem jej odejść bo mogłem już nic zrobić.
Mimo że została w moim otoczeniu czuję tylko pustkę. Nie jest już tą samą osobą...zmieniła się...wybrała innego a ja wciąż kocham...
To prawda że doceniamy dopiero kogoś jeśli go stracimy...
Odeszła....zostawiając ból i cierpienie...
Nie byłem idealny i ona też nie , ale nie ma ideałów. To tylko my sami mamy swoje wyobrażenia.
To było to coś...coś przez co facet chce się zmienić, chce szczęścia, miłości, rodziny i dzieci....coś dla czego chce się budzić rano by tylko ją zobaczyć, by tylko ją usłyszeć, poczuć jej zapach i dotknąć jej choćby na chwilę.
Nigdy nie byliśmy razem, ale próbowaliśmy. Każde z nas zostawiło dla tej drugiej osoby swojego obecnego partnera. To ja zawaliłem.
Mimo że jej uczucia się zmieniały i szukaliśmy szczęścia gdzie indziej potrafiliśmy zawsze wrócić do siebie....a teraz jej nie ma....
Dlaczego to musi tak cholernie boleć....dlaczego muszę zmuszać się do jedzenia, nie mogę spać i nic mnie nie cieszy...
Staram się żyć normalnie ale już nie mam siły...niby czas leczy rany ale z czasem ona odchodzi co raz dalej...
Nie potrafię normalnie funkcjonować.
Patrzyłem sercem...w moich oczach była tym kimś...wybaczyłbym naprawdę wszystko żeby tylko wróciła, żeby znów poczuć to spojrzenie dla którego czas stawał w miejscu i nie liczyło się nic...tylko ona i ja uchwyceni w jednej chwili....
Tak bardzo mi źle...