TEO50 napisał/a:Przychodzi jednak refleksja, kiedy zdobylyscie takie poglady i doswiadczenia.
Przyznam szczerze ze ja w momencie gdy juz u mnie powaznie zaczelo szwankowac, zaczalem czytac to tu to tam. O piramiszie Maslowa dowiedzialem sie stosunkowo pozno, i dopiero po jej doglebnym przestudiowaniu powiedzialem sobie no tak tak to przeciez jest.
Chce na moim wlasnym przykladzie powiedziec ze moja wiedza wzrosla z biegiem czasu kiedy zaczalem sie interesowac tematyka. Nie chce nikomu zarzucac ze musial dokladnie tak jak ja, podejrzewam jednak, ze tak moze byc. c
(sorry za prostote)
Przyznam szczerze ze ja w momencie gdy sufit spadł mi na łeb, zacząłam czytac to tu to tam. O...... dowiedzialem sie ......., i dopiero po jej doglebnym przestudiowaniu , nazwaniiu po "imieniu" powiedzialem sobie no tak tak to przeciez jest.
I tak, prawie dokładnie tak jak Ty
z naciskiem na dokładnie.
A i uwielbiam prostotę w wypowiedziach na powyższe tematy, bo nie ma potrzeby ich ubarwiać, czy komplikować.
Seksualność jako indywidualna sprawa każdego człowieka, czy pozostaje nią nadal jak wchodzimy w seksualno-uczuciowy związek? Moim zdaniem tak, bo nadal jesteśmy dwojgiem ludzi, nie zrastamy się, nie stajemy się jednym tworem.
Myślę, że wszystko, co myślimy robimy, jak żyjemy jakich dokonujemy wyborów jak uprawiamy seks,to indywidualna sprawa i jako taka nie powinna podlegać ocenie kogokolwiek. Indywidualność to wolność wyboru, nie przyznana mi przez kogoś, to coś o czym się nawet nie myśli, to coś zrośnięte ze mną i tylko moje i jedyne w swoim rodzaju.
To na ile dopuścimy partnera/ partnerkę do swojej seksualności , zależy od nas. Co zrobić, jak się zachować gdy jedno chce więcej, inaczej a drugie nie chce zmieniać. Nie chcę tu rozpisywać na wiek, że w tym wieku to on więcej a w tamtym to ona, bo dla jednego więcej to 7x w tygodniu ,z tego chociaż 1x w windzie,a dla drugiego to 2x w tygodniu i raz w miesiącu przy zapalonej lampce.
Biorąc pod uwagę że wchodzimy w związek świadomie, nie możemy powiedzieć, ale ja nie wiedziałam/wiedziałem że godzę się na współ-zaspakajanie potrzeb seksualnych. A niestety często się zdaża że ta osoba z mniejszymi potrzebami nie poczuwa się do obowiązku dotrzymania warunków. Zdrugiej strony co z indywidualnością , co z potrzebami, lub w tym wypadku braku potrzeby? Dlaczego jedna osoba ma się zmuszać? Indywidualność to wolność, to posiadanie możliwości wyboru, wszystko mogę i nic nie muszę. Ale każdy wybór niesie jakieś konsekwencje za które bierze odpowiedzialność wybierający.
I sprawa jest bardzo prosta, Ja chcę tak i tak i 5x w tygodniu, a ja mogę zgodzić się na 1x w tygodniu i te drugie tak to ja nie chcę. Ale dla mnie to za mało, no to poszukajmy pomocy, a jeżeli nie to będę szukał innego miejsca gdzie zaspokoję swoje podstawowe potrzeby. To jest ok. nie potrafisz mi pomóc w zaspokojeniu jednej z podstawowych potrzeb znajdę inne miejsce. Oczywiście można również zrezygnować z zaspakajania tej potrzeby w całości i to też będzie ok, jeżeli to będzie dobrowolny wybór. Taki jak każdy inny, jem chleb z pomidorem nie ze smalcem, choć ten bym wolał, ale dokonuję innego wyboru, bo to jest dla mnie lepsze. Wszystko jest jasne klarowne, oboje dokonali swojego wyboru, nie ma kłamstwa i każdy się określił.
Ale, że durna nie jestem. to mam świadomość, że to co napisałam wyżej, jest niemożliwe, albo prawie niemożliwe do realizacji.Problem jest taki,że w teorii to tak prosto wygląda, a w praktyce ni HU HU.
Bo za tą teorią stoją ludzie z uczuciami, potrzebami nie tylko seksualnymi, choć głównie o te chodzi, Ale wiernie im towarzyszy potrzeba bliskości, zaopiekowania, potrzeba poczucia ważności, potrzeba bycia atrakcyjną dla partnera i potrzeba zaspokojenia partnerki. Nie tylko kobiety potrzebują czuć się kochane, pożądane i zrozumiane, mężczyźni w równym stopniu tego chcą. I wydawałoby się, że mężczyźni chcą zaspokojenia i nie są mu potrzebne takie ozdobniki i jakiś czas sobie z tym radzi, bo wtłoczone ma, że silnym trzeba być, nie "mientkim".
W społeczeństwie pokutują takie przekonania, które są realizowane i traktowane jako właściwe [uogółniam, ale mam świadomość, że nie wszyscy tak myślą i postępują]
M częściej inicjuje seks
K potrzebna jest gra wstępna i to M ma "grać"
Raz na trzy razy K prowokuje, to jest super
K uwielbia komplementy, M są pond takie pierdoły.
Do tego dochodzą wtłoczone nam przekonania,które nas ograniczają.
Nie jestem zwolenniczką oceniania kogokolwiek, ale uogólnione dopuszczam i proszę się nie identyfikować, to moje zdanie, moje wnioski wyciągnięte zarówno z moich doświadczeń jak i innych kobiet.
K daje sobie prawo do grania drugich skrzypiec, ale w pierwszym rzędzie chce siedzieć. O jej potrzeby i zaspokojenie M ma dbać, tak jak by to ona nie mogła tej gry wstępnej zacząć. M w łóżku ma się wykazać [to obopólne najczęściej myślenie], K to właściwie może być królewną i już. Tylko jak ta królewna by się czuła jak ona by się z nim kochała, a on oglądał własne mieszkanie, sufit konkretnie, czy do malowania nie jest.K z wtłoczoną informacją, że skromna ma być, nie potrafi być wyuzdana, choć M czeka. Nie chcę na nikogo naskakiwać i proszę nie odbierajcie tego tak. Natomiast uważam, że tylko bycie uczciwym wobec siebie może pomóc, a prawda jest taka, że w seksie to M są otwarci i zgodzą się chyba na wszystko co zaproponuje K, to K mają problem z ...... sobą nie z seksem, to kobiety idą do łóżka z przekonaniem że są tam przede wszystkim po to aby zaspokoić M i zostać przez niego zaspokojone.To kobiety mają zachamowania, blokady, czują niechęć, czują się wykorzystane, traktowane jak materac. I wreszcie to wszystko najczęściej rodzi się w głowie Kobiety. Ona się czuje wykorzystana, bo oczekiwała czegoś innego, albo wcale nie chciała. Ja wyszłam z tych schematów, wyrzuciłam również to co mi wtłoczono,nie pozwalam aby mną rządziło coś we mnie, nad czym nie panuje. Czy to znaczy źe na wszystko się godzę? NIE Czy to znaczy że zawsze się godzę? NIE. To znaczy że wszystko co się dzieje w temacie seks to mój wybór, to to co ja chcę albo nie chcę. To również uszanowanie "nie chcę" mojego M, bez urazy, bez kręcenia filmów,bez oceniania.
Pisząc to bynajmniej nie mam zamiaru nikogo oceniać, czy szufladkować, ideałem by było jak choć jedną K zainspirowałabym do pomyślenia, co ja mogłabym poprawić u siebie, co mogłabym wyrzucić ze swojej głowy.
Jeszcze raz powiem, że M są w takim samym stopniu skomplikowani co kobiety, tylko w inny sposób.
Też mają swoje zahamowania,potrzeby nie koniecznie fizyczne, nie mówią o tym bo to takie niemęskie. To że nie mówią pozwala nam kobietom mówić o swoim skomplikowanym podejściu do seksu. A przepraszam, kto to komplikuje? Chciałabym usłyszeć kiedy i ile razy myślałyście tak: Co ja mogę zmienić, co robię nie tak?
I co by nie powiedzieć seks jest dla facetów najważniejszą sprawą w czasie trwania związku. I ja chcę to uszanować, nie dla niego , tylko dla siebie. Znam pozycję roszczeniową, grałam tę rolę wiele lat.
Czy zdrada jest możliwa z powodu braku seksu w związku. Oczywiście, że jest możliwe
Zdrada to wybór i najpierw głowa musi dać pozwolenie, potem jest zdrada. Czasem może się zdarzyć, zdrada pt. szybki numerek na delegacji, i wtedy to najpierw robię a potem myślę.
Myślę, że obarczenie winą kobiety jest po prostu wygodne, po pierwsze, zwalnia zdradzającego z całkowitej winy, po drugie na wszelkie wyrzuty ma odpowiedź . bo ty nie chciałaś.
Zdrada jest możliwa z każdego powodu, bo każdy jest równie dobry co brak seksu.
Ale to że zdradzający podaje taki lub inny powód jest tożsame z prawdą?
Dobra załóżmy, że to brak seksu jest powodem zdrady, to co zrobić z tym :
"i teraz kwestia tego czy ten nasz facet powie - kochanie a może dzisiaj wiesz masaż ci zrobię, weźmie oliwkę kark rozmasuje, stopki i co tam, która potrzebuje...
Co z tym ? GDYBY ON .....TO I SEKSU BYŁOBY WIĘCEJ
I jak połączyć z tym
ZDRADZIŁEM BO ZA MAŁO SEKSU BYŁO
Kto ma rację? Czyja prawda jest prawdziwa?
Przecież, ona mogła powiedzieć: jestem zmęczona nie mam ochoty, ale weź oliwkę zrób mi masaż to może mi się zachce.
Nie ma odpowiedzialności zbiorowej za czyn jednego człowieka.
Na pewno natomiast to jak oboje postępują doprowadza ich do punktu z którego jedno rusza i zdradza.
In_ka nie bierz tego do siebie, twój post był po prostu pierwszy w którym szukałam przykładu.