Witam wszystkich,
jestem tu nowy ale od jakiegoś czasu przeglądam to forum, opowiem swoją historię, ma 35 lat moja żona 33, mamy 4 lenią córeczkę, po ślubie jesteśmy 7 lat ale ze sobą jesteśmy 13 lat. Moja trudna sytuacja wynikła ok 2 m-c temu jak żona stwierdziła że chce się ze mną rozwieść bo już mnie nie kocha, a doszło to do tego w sytuacji kiedy już od 1 m-c coś się między nami zaczęło psuć nie chciał ze mną na spacerze nawet iść za rękę. Zacząłem się zastanawiać czy ona nagle sobie kogoś nie znalazła no i oczywiści przejrzałem jej telefon z kim się kontaktuję, sms, no i tknęło mnie pewne imię z którym się dość często kontaktowała lecz wiadomości były pokasowane, wiec nie wytrzymałem i zacząłem się dopytywać o nas i kto to jest pan M, a ona mi powiedziała że kolega z pracy, i pękła i powiedział że mnie nie kocha że uczucia gdzieś indziej ulokował, i chce abyśmy się rozwiedli a ja po długiej rozmowie przytaknąłem że dla dobra dziecka nie będę robił walki między nami Od tego czasu przez kilka dni świat mi się zawalił nie jadałem przez 4 dni i nie spałem, nasza rodzina została poinformowana o takim fakcie rozwodu. Po trzech dniach stwierdziłem że ostatni raz spróbuję porozmawiać z żoną abyśmy dali sobie czas spróbować odbudować naszą relacje i abym ja mógł się zmienić bo do mojego zachowania i charakteru miał najwięcej uwag, i moja żona pękła i ustaliliśmy że daje mi czas do końca roku aby spróbować, choć nie mogę na nić liczyć z jej strony.
Teraz trochę o sobie aby nie było że to tylko po jej stronie jest wina ja niestety przez ostatni rok wpadłem w nałóg grania w grę online, żona ciągle mi mówiła żebym nie grał a ja jak w amoku grałem coraz więcej i kilka razy jej obiecałem że nie będę tyle grać ale po 2 tyg znów robiłem to samo, po roku jednak dotarło do mnie jak wiele przez to straciłem i odciąłem się całkowicie od grania i nie gram już od 6 m-c i nie mam z tym problemu, i przez chwilę żona to doceniła że się zmieniłem, ale w trakcie pojawił się jej pocieszyciel i przyjaciel z pracy facet żonaty z 2 dzieci,taki flirt trwał ok m-c. W naszym związku rożnie się układało raz lepiej raz gorzej największym moim problemem było to że nie potrafiłem szczerze rozmawiać o naszych problemach, wolałem to przemilczeć nie kłócić się jakoś to minie i będzie ok i to było najgorsze moje podejście.
Teraz opowiem jak sytuacja zaczęła wyglądać po tym jak żona dała mi czas, stwierdziłem że zacznę od siebie prace na naszym związkiem, zacząłem ćwiczyć bo trochę klika kilogramów mi się przybrało, chodzę regularnie na zajęcia aerobowe i po m-c schudłem 12 kg, lepiej się ubierać i postanowiłem pójść do psychologa, który bardzo dużo mi pomógł przetrwać ciężkie dni ale i jak próbować odbudować relację. Oczywiści żona nic mi nie mówi że fajnie wyglądam że fajnie się ubieram ale wiem że widzi to. Co do naszych trudnych rozmów z którymi miałem najwięcej problemów , sprostałem temu wyzwaniu i rozmawialiśmy kilka razy o sobie o tym co czujemy co myślimy, moja żona bardzo emocjonalnie do tego podchodziła i płakał aby po godzinie nagle się uspokajać i rozmawiać w domu jak by się nic nie stało.
Co do swego kolegi z pracy stwierdziła że to nie do końca jest tak jak mi powiedział że to jej tylko przyjaciel wiec stwierdziłem że ja muszę działać i przerwać ten flirt, napisałem do niego sms, że nie życzę sobie aby się z nią prywatnie kontaktował i to na razie prośba, nic nie odpisał. po kilku dniach znów sprawdziłem że żona jakiś kontakt do niego wykonywała i napisałem do niego ponownie trochę go strasząc, a on mi odpisał żebym swoją kobietę za mordę chwycił bo ona mu się do jego życia pcha z buciorami i on jej dał to do zrozumienia żeby na nic nie liczyła i to mnie pocieszyło, bo od tego czasu żadnego kontaktu z nim nie robiła.
Sytuacja między nami czasem idzie w dobrym kierunku a czasem odwrót, śpimy razem , czasem ją próbuję przytulić ale bez wzajemności, choć dwa razy zdarzyło się że się do mnie przytuliła. Czasem daje mi buziaka jak idzie do pracy ale to wszystko jest z mojej inicjatywy. Śmieszne może ale nauczyłem się posługiwać pralkę i często sam coś piorę rozwieszam prasuję i takie tam, często razem pomagam w przygotowaniu obiadu, raz coś sam wymyśliłem i było nawet pyszne bo po jakim czasie żona poprosiła żeby zrobić takie samo znowu.
I tu dochodzę do moich rozterek bo mi bardzo brakuję jej bliskości której od niej nie otrzymuję, czuję cały czas dystans, a żona mi mówi że robię to na siłę że wymuszam od niej jakiegoś buziaka, chwycenie się za rękę na spacerze, ja mówię do niej misiu, całe szczęście nie zwraca mi już uwagi na to że tak mówię, choć do mnie odpowiada po imieniu. Czasem zbiera mnie na już chwile wypalenia z moim staraniem się i zastanawiam się czy warto pracować w ten sposób jak z drugiej strony zbyt wiele nie otrzymuję bo mam czasem oczekiwania i liczyłem że da się to tak szybko odbudować, poradź jak wy to widzicie.