Witam.
Proszę Was dziewczyny zapoznajcie z moją sytuacją i powiedzcie co o tym sądzicie.
Jakiś czas temu bardzo zbliżyliśmy się z kolegą, wcześniej był tylko znajomym znajomego, ale zaczęliśmy rozmawiać dużo, spotykać się, jakoś tak się ułożyło, że bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Dodam, że jestem w związku. Doszło między nami do czegoś więcej, zdradziłam swojego partnera, zaczęliśmy się czasami zachowywaćz kolegą jak para, podobał mi się, ale wiedziałam, że to nie może mieć przyszłości, że to tylko pożądanie, on zawsze wydawał się typem faceta, obok którego kręci się wiele panienek, ale nie jest skłonny do poważnego związku. Nigdy nie było żadnych deklaracji z mojej ani z jego strony, jednak czasami okazywał zazdrość o mnie itp. I jakiś czas temu wszytsko się sypnęło. Przestał się odzywać, gdy widzimy się przypadkiem na ulicy jest oschły, niemiły, zupełnie jak nie on, zawsze był bardzo sympatyczny, mily dla wszytskich. Unika jakiegokolwiek kontaktu ze mną. Najpierw odebrałam tą sytaucję, tak, że mu się znudziąlm/ przstałam podobać itd, jednak teraz zaczynam się zastanawiać, że może to ja go zraniłam? nie przyznał się, ale może liczył na coś więcej, a ja dalej pozostaje w związku z moim partnerem. Co o tym myślicie? To ja zostałam porzucona przez niego czy on przeze mnie?