Witam, wszystkie forumowiczki.
Zazwyczaj nie piszę na takich forach, a tylko czytam. Jednak w tym tygodniu przeżyłam bolesne emocje i czuję, że muszę się gdzieś wygadać. W ciągu tego tygodnia moje życie miłosne, zazwyczaj spokojne uległo ogromnej zmianie. Spotykam się z partnerem od 4 lat. Zazwyczaj jesteśmy weseli, spokojni, kłócimy się sporadycznie. Przyznam, że to ja w związku jestem bardziej impulsywną osobą, ale dzięki jego usposobieniu stałam się trochę bardziej opanowana. Mój partner jest typowym introwertykiem.
W tym tygodniu doszło między nami do sprzeczki, która niepotrzebnie przerodziła się w długą kłótnię. Problem był (jak teraz o tym myślę) błahy, choć w tamtym czasie mnie bolał. Kłótnia zaczęła się w jego rodzinnym domu (oczywiście bez żadnych świadków). Miałam już dosyć i zaczęłam się zbierać. Poprosiłam go, by został w domu, nie chciałam, żeby ze mną wracał (mieszkamy razem u moich rodziców). On jednak powiedział, że musi, bo potrzebuje komputera. Mimo długiej kłótni, nie krzyczymy strasznie na siebie, szczególnie on. Ja przez swoją emocjonalność płaczę, czasami pokrzykuję.
No, ale przejdę do meritum. Jesteśmy w naszym pokoju, na początku milczymy, później znowu zaczynamy rozmawiać, potem się kłócić. Nasza kłótnia trwa i trwa i w pewnym momencie, po moich docinkach ("masz w głowie tylko komputer, nie reagujesz na mnie" - niby typowe, prawda?) mój partner wstaje i zaczyna się pakować. Gdy pytam go, co robi, odpowiada "Zrywam z tobą, pierd***** dziw**!". Byłam w totalnym szoku, nie mogąc uwierzyć zapytałam go, czy tak mnie nazwał. On na to: "Tak, tak cię nazwałem". Oblałam go szklanką herbaty, bo ją miałam w ręku (zimnej, nie miał żadnych poparzeń) i schowałam się do innego pokoju. Czekałam aż wyjdzie. Nie wiedziałam co się stało. Wiem, że jestem czasami czepialska, zbyt emocjonalna, ale nie spodziewałam się, że aż tak można zareagować na moje słowa. Tym bardziej, że te moje ostatnie słowa były trochę chamskie, ale mówiłam je już tonem bardziej na luzie (przynajmniej tak mi się zdawało).
Po kilku godzinach dostałam wiadomość, w której napisał, że bardziej bolesne są moje docinki niż puste przekleństwa. Nie odpisałam nic na to, nie miałam siły. Na drugi dzień, byłam u przyjaciółki i on dzwonił do mnie wiele razy, nie odebrałam. Wróciłam do domu i tam czekał na mnie list od niego, w którym tłumaczył, że moje słowa go zabolały, że nie chce się ze mną rozstawać, ani nie myśli tak o mnie. Pisał, że to co powiedział jest pozbawione sensu.I takie mi się wydawało. Totalnie absurdalne. Oczywiście przeprosił mnie. Okazało się też, że rozmawiał z moją mamą. Mówił jej, że jest mu strasznie przykro, że nie ma pojęcia co w niego wstąpiło. Wieczorem zadzwonił do mnie jeszcze raz, tym razem odebrałam. Powiedziałam mu, że nie miał prawa mnie tak nazywać i na razie nie chcę się być jego dziewczyną, że powinnyśmy ograniczyć kontakt, nie spotykać się. Niech ma czas na przemyślenie sobie, czemu tak się zachowuję. Wczoraj jednak spotkaliśmy się, bo musiał odebrać dokumenty i zaczęliśmy rozmawiać. Ostatecznie stanęło na tym co wcześniej. Powiedziałam mu, że potrzebuję czasu. Dzisiaj chciał mnie wyciągnąć na spacer, ale odmówiłam. Nie jestem gotowa.
Nie wiem, co robić. On jest zazwyczaj taki dość zamknięty. Nie jest ponury, ale bardzo nieśmiały i często nie mówi o tym, co czuje. Zdaje się, że dużo emocji bagatelizuje i stara się nie skupiać na nich. No i z jednej strony dobrze, ale z drugiej strony wyskakuje mi z czymś takim. 4 lata temu, tuż przed poznaniem mnie, zmarła mu mama. Widać, że to przeżywał, jednak niewiele mówił mi o niej. Były takie chwile, że zwierzał mi się, opowiadał, ale sporadycznie.
Dodam, że kiedyś pod wpływem alkoholu, nazwał mnie dość podobnie. Rozmawialiśmy przez telefon i powiedziałam mu, że nie wiem czy on mnie kocha. On niby usłyszał, że nie wiem, czy ja go kocham, nazwał mnie bardzo chamsko i rozłączył się. Po tej sytuacji, też nie chciałam z nim rozmawiać. Jednak spotkaliśmy się, oboje płakaliśmy i po pewnym czasie wróciliśmy do siebie. Dziś jak na to patrzę, to myślę, że było to za szybko.
Mam teraz mętlik w głowie. Z jednej strony chciałabym z nim być, pod warunkiem, że nauczy się rozumieć swoje emocje, otworzy się na nie, a nie ciągle będzie zamiatał pod dywan, aż się nazbiera tyle, że zacznie robić tak idiotyczne rzeczy. Z drugiej strony, wiem, że będzie mi ciężko mu zaufać z powrotem, nie wiem czy drugi raz dam radę.
Wiem, że niewiele z was dobrnie do końca tego wyżalania się, ale będę bardzo wdzięczna za każdą radę, słowo.
Podobne tematy
Ja bym nie wróciła już do niego, są pewnie granice, których nie można przekraczać. Skoro jest mu źle z Tobą, przeszkadzają mu docinki, to niech sobie znajdzie kogoś innego. Na pewno nie powinnaś być w związku z kimś, kto Cię na tyle nie szanuje, żeby Cię tak wulgarnie zwyzywać.
A ja mysle, ze to jej wina. Czepia się, obraża go, pokazując że go nie akceptuje. On jest ta tym punkcie wrazliwy, trzyma emocje w sobie, więc jeśli wybucha to maksymalnie. Tacy sa introwertycy.
Doprowadziłaś go do ostateczności swoimi docinkami, przeciąganiem struny, ględzeniem, pretensjami i diabli wiedzą czym jeszcze i dziwisz się, że tak zareagował?!
Przestań na chwile patrzeć jak to straszliwie zostałaś pokrzywdzona i spójrz na siebie - jak go nazywałaś, jak mu docinałaś, co ględziłaś, jak sama się zachowywałaś ile, tak naprawdę masz SOBIE do zarzucenia, a potem odpowiedz sobie na pytanie, czy faktycznie tak bardzo niesprawiedliwie Cię nazwał?
Skoro jest to spokojny chłopak, a nawet zamknięty i na drugi dzień momentalnie do niego dotarło, co zrobił, to weź pomyśl do jakich nerwów musiałaś go doprowadzić, że właśnie tak zareagował.
Moim zdaniem należało Ci się. Moim zdaniem też powinnaś go przeprosić. Moim zdaniem, powinnaś zastanowić się nie nad tym jak mu zaufać, a nad tym jak zmienić siebie, żeby więcej chłopaka do takiej furii nie doprowadzić.
Wymagasz od niego, aby rozmawiał o swoich uczuciach i nauczył się je komunikować. Zakomunikował Ci, że Twoje słowa bolały bardziej niż jakieś puste przekleństwo. On Ci dokładnie komunikuje, tylko Ty nie słuchasz, bo jesteś zapatrzona w siebie.
Nad sobą popracuj, a dopiero potem wymagaj tego od innych.
Dureń, nie powinien za Tobą wydzwaniać, tylko znaleźć kogoś normalnego
Na jakiej podstawie teraz krytykujecie autorkę? Skąd wiecie, że faktycznie jest taka wredna, że należało jej się? Czy według Was coś w stylu "masz w głowie tylko komputer, nie reagujesz na mnie" to taka złośliwa, okropna uwaga, że jej autorka musi być "pierd***** dziw**"? Niektórzy ludzie reagują z przesadnymi emocjami na choćby najdelikatniejsze uwagi. Jedyne, co można wywnioskować z opisu autorki, to to, że nie bardzo pasują do siebie.
7 2014-04-27 20:38:57 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-27 20:39:31)
"Ja przez swoją emocjonalność płaczę, czasami pokrzykuję. "
Ciekawi mnie co ona robi takiego w tym płaczu i krzykach. Czyżby "jestem taka do niczego" ?
Czy moze krytykuje jego, związek...
Taka kobieta najspokojniejszego może doprowadzic do szewskiej pasji. Z reszta przeczytaj dokladnie pierwszy post. Sama sie przyznaje do tego jaka jest.
8 2014-04-27 20:40:15 Ostatnio edytowany przez garotadeipanema (2014-04-27 20:40:41)
Teo, przeprosiłam go. Myślę o tym, że to moja wina, że takiego spokojnego chłopaka doprowadziłam do takiego stanu. Ale z drugiej strony, nazywać tak kogoś, jeśli nie ma się żadnych podstaw, bez sensu. Zazwyczaj w związku się szanowaliśmy, zawsze staraliśmy się wspierać. Wiem, że jak to czytasz, to oceniasz surowo, ale nie powineneś mówić, że mi się należało. Nie miał podstaw, by mnie tak nazywać. Mógł być na mnie zły, tak jak ja niego byłam, ale bez przesady. I może w moim pierwszym poście zabrzmiało, jakbym była zapatrzona w siebie, ale zdaję sobie sprawę, że ja też święta nie jestem. Dużo pracy przede mną. Chodzi mi tylko o to, że ja bym się do pewnych słów, rzeczy nie posunęła, chociaż czasami doprowadzał mnie do szału, a on tak i trochę się tego boję.
Chodzi mi tylko o to, że ja bym się do pewnych słów, rzeczy nie posunęła
Nie doceniasz siebie, po prostu potrzebujesz kogoś kto w Tobie to wyzwoli.
Autorka nigdzie nie napisała, że jest jakąś kłótliwą, złośliwą jędzą, która każdego doprowadziłaby do szewskiej pasji. Napisała tylko, że zdarza jej się płakać i krzyczeć, a to chyba normalne, bardziej by mnie dziwiło, gdyby nigdy nie płakała i nie krzyczała podczas kłótni. I co złego jest w tym, że ktoś krytykuje partnera i związek? Bez tego nic nie zmieni się na lepsze. Partnerzy powinni ze sobą rozmawiać i mówić sobie wprost, co im nie pasuje.
Powiem krotko- uciekaj....daj sobie spokoj, to nie pierwszy raz, jak razem zamieszkacie, to cie " impulsywnie" uderzy, i bedziesz siebie obwiniac( ze go sprowokowalas...)
Moje zdanie
Pozdrawiam
Szczerze to duren że wydzwanial i chce wrócić, to że za epitet przeprosił to w porządku ale to powinno być tyle.
Krytyka nie jest konstruktywną rozmową, która daje rozwiązania, a negatywną oceną, czepialstwem, stawianiem siebie z pozycji kogoś lepszego. Jak nie potrafią rozmawiać to tak jest.
Jest do tego impulsywna i dzięki niemu staje sie bardziej opanowana - jego plus.
Histeryzuje, docina, płacze, mówi jakimiś ogólnikami "nie reagujesz na mnie". Jak małe dziecko.
Krytyka nie jest konstruktywną rozmową, która daje rozwiązania, a negatywną oceną, czepialstwem, stawianiem siebie z pozycji kogoś lepszego. Jak nie potrafią rozmawiać to tak jest.
Jest do tego impulsywna i dzięki niemu staje sie bardziej opanowana - jego plus.
Histeryzuje, docina, płacze, mówi jakimiś ogólnikami "nie reagujesz na mnie". Jak małe dziecko.
To widzę, że się lepiej znacie? Może masz jakieś nagrania z takimi sytuacjami?
No i właśnie krytyka jest niezbędnym elementem konstruktywnej rozmowy, jak inaczej wyobrażasz sobie konstruktywną rozmowę, miałaby polegać na samym wymienianiu zalet? Co by niby z tego wynikło? Chodzi o to, że oboje powinni mówić sobie, co mają sobie nawzajem za złe.
15 2014-04-27 21:05:37 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-27 21:06:22)
Jest krytyka i "krytyka". Czym sie to różni? Sposobem w jaki jest przekazana. Nie widze u niej tego sposobu, który można uznać za neutralny.
Przykład:
źle rozwieszasz pranie! jak ty sie zachowujesz? jesteś nieogarnięty, wciaz gapisz sie w ten monitor, a ja tu zapieprzam!
i teraz zamieniamy to na konstruktywną krytykę:
kochanie, czy moglbys inaczej rozwieszac pranie? dla mnie tak byłoby lepiej, chodź pokaze Ci. spróbujesz?
Jak oni nie umieją się dogadać, to przeciez my za nich tego nie zrobimy.
Oczywiscie nie pochwalam wyzywania od szmat, ale to juz etap koncowy tego nie dogadywania się.
Teo, przeprosiłam go. Myślę o tym, że to moja wina, że takiego spokojnego chłopaka doprowadziłam do takiego stanu. Ale z drugiej strony, nazywać tak kogoś, jeśli nie ma się żadnych podstaw, bez sensu. Zazwyczaj w związku się szanowaliśmy, zawsze staraliśmy się wspierać. Wiem, że jak to czytasz, to oceniasz surowo, ale nie powineneś mówić, że mi się należało. Nie miał podstaw, by mnie tak nazywać. Mógł być na mnie zły, tak jak ja niego byłam, ale bez przesady. I może w moim pierwszym poście zabrzmiało, jakbym była zapatrzona w siebie, ale zdaję sobie sprawę, że ja też święta nie jestem. Dużo pracy przede mną. Chodzi mi tylko o to, że ja bym się do pewnych słów, rzeczy nie posunęła, chociaż czasami doprowadzał mnie do szału, a on tak i trochę się tego boję.
Czyli uważasz, że Ty do swoich histerii masz pełne podstawy i jesteś usprawiedliwiona, Ty i Twoja upierdliwość i dogadywanie mu. Ale nazwania Ciebie w przypływie furii jako reakcji na Twoje zachowanie, "szmatą i dziwką", to już usprawiedliwione nie jest? Przekleństwo jak każde inne. Czy jakby powiedział "Jesteś jebnięta, lecz się", to nie byłoby tego tematu?
Ty go nie wyzywasz, ale dręczysz, histeryzujesz, drążysz i drażnisz i tak ciągle. Założe się, że wolałby abyś raz na jakiś czas się wydarła i wróciła do normalności, niż to ciągłe mędzenie.
thepass napisał/a:Krytyka nie jest konstruktywną rozmową, która daje rozwiązania, a negatywną oceną, czepialstwem, stawianiem siebie z pozycji kogoś lepszego. Jak nie potrafią rozmawiać to tak jest.
Jest do tego impulsywna i dzięki niemu staje sie bardziej opanowana - jego plus.
Histeryzuje, docina, płacze, mówi jakimiś ogólnikami "nie reagujesz na mnie". Jak małe dziecko.To widzę, że się lepiej znacie? Może masz jakieś nagrania z takimi sytuacjami?
No i właśnie krytyka jest niezbędnym elementem konstruktywnej rozmowy, jak inaczej wyobrażasz sobie konstruktywną rozmowę, miałaby polegać na samym wymienianiu zalet? Co by niby z tego wynikło? Chodzi o to, że oboje powinni mówić sobie, co mają sobie nawzajem za złe.
Po pierwsze, enkiel, wiemy tyle, co Autorka napisała, a napisała sporo, więc nie pisz fanaberii w stylu "nie znacie całej sytuacji". A Ty masz nagrania, że tak bronisz Autorki? Jesteś zupełnie pewna, że nie doprowadziła chłopaka do ostateczności?
KONSTRUKTYWNA krytyka jest elementem konstruktywnej rozmowy, a nie ciągłe wypominanie, płacze, histerie i tak naprawdę diabli wiedzą, o co dziewczynie chodzi.
enkeli napisał/a:thepass napisał/a:Krytyka nie jest konstruktywną rozmową, która daje rozwiązania, a negatywną oceną, czepialstwem, stawianiem siebie z pozycji kogoś lepszego. Jak nie potrafią rozmawiać to tak jest.
Jest do tego impulsywna i dzięki niemu staje sie bardziej opanowana - jego plus.
Histeryzuje, docina, płacze, mówi jakimiś ogólnikami "nie reagujesz na mnie". Jak małe dziecko.To widzę, że się lepiej znacie? Może masz jakieś nagrania z takimi sytuacjami?
No i właśnie krytyka jest niezbędnym elementem konstruktywnej rozmowy, jak inaczej wyobrażasz sobie konstruktywną rozmowę, miałaby polegać na samym wymienianiu zalet? Co by niby z tego wynikło? Chodzi o to, że oboje powinni mówić sobie, co mają sobie nawzajem za złe.Po pierwsze, enkiel, wiemy tyle, co Autorka napisała, a napisała sporo, więc nie pisz fanaberii w stylu "nie znacie całej sytuacji". A Ty masz nagrania, że tak bronisz Autorki? Jesteś zupełnie pewna, że nie doprowadziła chłopaka do ostateczności?
KONSTRUKTYWNA krytyka jest elementem konstruktywnej rozmowy, a nie ciągłe wypominanie, płacze, histerie i tak naprawdę diabli wiedzą, o co dziewczynie chodzi.
Nie twierdzę, że autorka jest aniołkiem, ale nie widzę w tym, co napisała niczego, co by jednoznacznie świadczyło o tym, że ciągle coś komuś wypomina, histeryzuje i się czepia. Nawet jeśli w przypadku tej kłótni powód był błahy, to nadal nie wiemy, co dokładnie kto powiedział, w jaki sposób, jaki był kontekst itp. Dlatego śmiem twierdzić, że ocenianie zachowanie autorki lub jej partnera nie mają sensu, bo nie znamy całej prawdy. Autorka zapytała, co ma teraz zrobić, nie pytała "Jak myślicie, jaka jestem, macie tu jednego ogólnego posta, resztę sobie zmyślcie". A to, co napisała wystarczy, żeby stwierdzić, że nie pasują do siebie, nie wystarczy do obiektywnej oceny.
Doprowadziłaś go do ostateczności swoimi docinkami, przeciąganiem struny, ględzeniem, pretensjami i diabli wiedzą czym jeszcze i dziwisz się, że tak zareagował?!
Przestań na chwile patrzeć jak to straszliwie zostałaś pokrzywdzona i spójrz na siebie - jak go nazywałaś, jak mu docinałaś, co ględziłaś, jak sama się zachowywałaś ile, tak naprawdę masz SOBIE do zarzucenia, a potem odpowiedz sobie na pytanie, czy faktycznie tak bardzo niesprawiedliwie Cię nazwał?
Skoro jest to spokojny chłopak, a nawet zamknięty i na drugi dzień momentalnie do niego dotarło, co zrobił, to weź pomyśl do jakich nerwów musiałaś go doprowadzić, że właśnie tak zareagował.
Moim zdaniem należało Ci się. Moim zdaniem też powinnaś go przeprosić. Moim zdaniem, powinnaś zastanowić się nie nad tym jak mu zaufać, a nad tym jak zmienić siebie, żeby więcej chłopaka do takiej furii nie doprowadzić.
Wymagasz od niego, aby rozmawiał o swoich uczuciach i nauczył się je komunikować. Zakomunikował Ci, że Twoje słowa bolały bardziej niż jakieś puste przekleństwo. On Ci dokładnie komunikuje, tylko Ty nie słuchasz, bo jesteś zapatrzona w siebie.
Nad sobą popracuj, a dopiero potem wymagaj tego od innych.
zgadzam się w stu procentach, nie ma co więcej dodawać.