Dzien dobry.
No wlasnie Reyka,
z tego powodu brak mi odwagi na pisanie bloga.
Z jednej strony mam ochote spisywac wszystko, co ciekawe wydarzylo sie w moim zyciu, co ja przezylam ciekawie i inaczej...
Z drugiej, opisujac swoje wlasne zycie, opowiadam je zupelnie nieznanym ludziom, ktorzy roznie reaguja...
I nie daj Boze, jak wychyle sie poza ogolnie przyjete ramy obyczajowe...zwlaszcza ze mentalnosc nasza, w Polsce jest jeszcze mocno okrojona, by nie powiedziec ograniczona i prymitywna.
Niestety, nie potrafimy byc tolerancyjni, nie potrafimy byc wyrozumiali, nie potrafimy przyjac do siebie faktu, ze kazdy czlowiek ma prawo zyc tak, by byc szczesliwym, realizowac sie i byc wolnym...
Mysle o tej duchowej wolnosci, o wolnosci mysli i przezywania wszystkiego po swojemu.
Moze dlatego prawdziwe zycie wielu, piszacych pamietniki , ujawniane jest dopiero po ich smierci, bo wtedy cale to zamieszanie, zgorszenie i krytyka, wywolane ujawnieniem nieznanych faktow z ich zycia, ich samych juz nie boli.
Podziwiam cie za te odwage, bowiem poki co,osobiscie chcac zyc " po swojemu", robie to, co chce, ale nie mowie o tym nikomu.
Taka jest prawda...
I wyznam ci jeszcze jedno. Przekonalam sie podczas swojego, dosc dlugiego juz zycia, ze praktycznie sa w moim otoczeniu dwie osoby, ktore toleruja to, co robie i pozwalaja mi na przezywanie zycia na moj wyjatkowy sposob.
To sa moje corki. Dzisiaj juz dorosle kobiety...
Dlatego wlasnie, poki co wole pisac w kafejce o porannej kawie...o tematach zupelnie obojetnych i ogladac obrazki i zdjecia, wklejane przez moje kafejkowe kolezanki.
I nie mysl sobie, ze nic wartosciowego z tego nie wynika, bowiem jest to mozliwosc poznania sie, polubienia...
A kiedy to nastapi, pisania ze soba juz poza kafejka.
Wiele Netek spotyka sie w realnym zyciu i zaprzyjaznia osobiscie.
To tyle na obrone kafejki 50+.