7 lat z facetem w Polsce. Zwiazek był dobry około 5 lat, potem nacisnelam na wspólne mieszkanie i slub (stracilam prace, miałam fatalna sytuacje mieszkaniowa - z siostra i szwagrem ciagle klotnie), mój chłopak-nie podejmowal decyzji, a wręcz powiedział mi, ze niektórzy chodza ze sobą 10 lat. Tlumaczyl-trudna sytuacja finansowa, brakiem kasy na zalozenie rodziny itp.Ze ma opory przed malzenstwem...
Po tym, ze strachu, ze nie mam pracy, przed kłótniami ze szwagrem wyjechałam na zarobek do niemiec jako opiekunka. najpierw na 2 miesiące, potem na dluzej, potem na dwa lata. Bylam zadowolona ze nie kloce się ze szwagrem, ze mam pieniądze, choć było ciężko-samotność, marudne starsze panie do opieki.
Probowalam tam normalnie zyc pomimo 24 h w pracy.
Wychodzilam spotykałam się z polkami, polakami, Niemcami.
Mój w Polsce pisal na początku często, czekal, ale z upływem czasu rzadziej...Ja również rzadziej.
Poznalam Niemca, zakochałam się, zdradziłam, zostawiłam mojego mężczyznę w Pl.
Sytuacja jest teraz taka- ja jestem w skomplikowanym i trudnym związku z Niemcem. Kocham go, ale jest to władczy i trudny człowiek. Mam wrazenie ze ja go kocham, a on mnie nie do końca.
Mój ex przyjaciel w PL - znalazł dziewczynę, ale podobno jej nie kocha, tzn akceptuje ja, ale nie kocha. Wydzwania do mnie, ze ona nigdy nie będzie mna.Ona jest w nim zapatrzona.
Na to wygląda ze obie, ja i ona kochamy mężczyzn, którzy nas tylko...akceptują
(((
Nie wiem jak postąpić, cala sytuacja jest pogmatwana. Do ex nie chce wracac, on ma nowa.
Mój obecny kocha na pol gwizdka.
Szukalam cale zycie prawdziwej milosci, a nie tylko akceptacji.Wszystko pogmatywane i smutne.