Jakiś czas temu poznałam faceta - już rok jesteśmy razem. Nie jest to typ, który nosi kobietę na rękach bynajmniej ... potrzebuje dużo przestrzeni dla siebie. Kiedy czasem pytam o różne rzeczy, głupoty, dotyczące tego co chce robić wieczorem, odpowiada mi zdawkowo, bez rozwijania. Przykład - pytam co robisz, on film oglądam, pytam - jaki film, on "ciekawy". Często zupełnie celowo odgryzam mu się tym samym, przypominając, że są to odpowiedzi na miarę tego co sama otrzymuję od niego.
Mogę powiedzieć, że pomimo tego że ma trudny charakter, to go kocham i .... czuję również że mu na mnie zależy. Nie jestem w miłości oczadziała - mam 36 lat, on pod 40-tkę. Oboje też mamy silne charaktery, ale wiem że jemu podoba się to jaka jestem - podobnie spędzamy wolny czas, mamy szerokie zainteresowania - przyroda, sport, historia i takie tam .... Nie sielanka i dziubdziusianie, ale dobrze nam razem - jestem tego pewna
i tu właśnie zaczyna się zonk .... mało wiem o jego przeszłości a sądzę, że był trochę wywijasem .... wiem, że przede mną mieszkał z jakąś kobietą, opowiedział mi o poprzednich związkach zdawkowo. Dla mnie to nie jest problem, bo emocjonalnie jestem dojrzała, to przeszłość nie ma dla mnie znaczenia. Chociaż oczywiście wolę o niej wiedzieć, żeby rozumieć jak wpływa ona na teraźniejszość i jego zachowania, lęki itp. (np. wiedząc, że był przez poprzednią swoją partnerkę wyrzucony z domu rozumiem jego obawy związane z zamieszkaniem u mnie). Wiem że miał przede mną trzy poważne relacje i .... chyba całe mnóstwo przelotnych.
W każdym razie, ja również mam swoją historię i byłam przez poprzedniego partnera skrzywdzona. Nauczyło mnie to pewnych reakcji obronnych, chociażby zasady, że lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Kiedyś mój aktualny partner dostał sms, zmieszał się.... a potem coś tam powiedział (a nie ma tego w zwyczaju) i wtedy pomyślałam po raz pierwszy, że kombinuje. Wiem, że powiecie, że to ohydne co zrobiłam - zgadzam się, ale sprawdziłam komórkę i sprawdzam po dzień dzisiejszy. Okazało się, że koresponduje z inną kobietą. Sms były neutralne, chociaż z jej strony zaczepne i takie wyczekujące spotkania. Zna się dłużej niż ze mną ..... kilka miesięcy temu ona mu wysłała swoje zdjęcie - w bardzo wyzywającej pozie, pojawiły się potem kolejne.... On zaczął wykasowywać sms, ale niestety, ja nie jestem głupia. Nie robi tego z głową , wiec łatwo sprawdzić w połączeniach, że wysyłają sobie sms - w niektóre wieczory dość intensywnie. W zdjęciach zachowują się niestety mms i ... widziałam kilka od niej.
Pomijam już fakt, że to jest "owoc zatrutego drzewa" - czyli dowody pozyskane w nielegalny sposób, których nie użyję po prostu - nie pokażę mu i nie powiem - co wyprawiasz, o co chodzi. Mam niesamowite rozterki i uczucia od skrajnej agresji wobec niego, mam ochotę go wywalić z życia, mam inne pomysły związane z zemstą (akurat to uważam za najgłupsze, co nie znaczy że się po głowie nie miotają takie myśli), ale dominuje we mnie myśl, żeby to przeczekać ... Zdystansować się emocjonalnie, zabezpieczyć się i zobaczyć jak to się rozwinie ...... jeszcze nie wiem co zdecyduję
Gnębi mnie inna myśl....... po co? Po co on to robi? Gdyby powiedział mi, że mnie nie kocha, że chce odejść rozstalibyśmy się - nie jesteśmy małżeństwem, nie zatrzymam go jak chce odejść. Co więcej, kiedy jesteśmy razem ja autentycznie czuję, że on mnie kocha, o mnie dba, że jestem dla niego kimś ważnym ....... Z kim mam do czynienia .... to mnie boli .... kto to jest, że jest ze mną, jest dobry i czuły, dbający i równocześnie sms-uje z inną ...... O co w tym wszystkim chodzi ????
Jestem tak wygłupiona, że zaczęłam czytać wątki o psychopatach! Wolałabym, żeby powiedział mi "nie kocham, chcę odejść", niż żeby prowadził podwójne gry ....
czy może ktoś coś może mi powiedzieć, o co chodzi?