Witam
Piszę tutaj, bo jestem wewnętrznie rozbita i nie mam komu się z tego wszystkiego. Otóż przez dłuższy czas spytałam się z chłopakiem. Od początku wiedziałam, że lubi on skakać z kwiatka na kwiatek, ale myślałam skoro jesteśmy razem to zmienił się. Spotykaliśmy się na prawdę sporo, jedynie niestety nie mieliśmy żadnej wspólnej pasji. Ale mnie to nie przeszkadzało, bo zawsze umieliśmy znaleźć ze sobą porozumienie. Później nasza relacja uległa transformacji o 180C. Spotkałam się z nim i spytałam co się dzieje, a on że nic takiego tylko ma dużo pracy. Zrozumiałam to wytłumaczenie, bo przecież nie będę robić scenę że ma taką, a nie inną prace. Następnie już było tylko coraz gorzej. Wiedziałam, że coś jest na rzeczy i próbowałam nawiązać kontakt, aby mi wyjaśnił co się stało (a miałam na prawdę różne, czasem najgorsze wizje). W końcu po wszystkich możliwościach z nim kontaktu, poddałam się. Już zwyczajnie nie miałam sił i ochoty, walczyć dalej. Stwierdziłam, że jak kocha to się odezwie i wyjaśni. Mijały kolejne dni i nie napisał, nie zadzwonił, nic jakby zapadł się pod ziemie. Po tym wszystkim znów postanowiłam napisać do niego, aby wyciągnąć wszystko. Mimo, że dla mnie i tak od dłuższego czasu wszystko było jasne. Otóż po przyciśnięciu do ściany, oznajmił mi że nigdy mnie nie kochał (a byliśmy kilka lat) i teraz ma inną z którą jest szczęśliwy.
A mnie to wszystko cholernie boli, bo zamiast powiedzieć mi to w 4 oczy to wyznał smsem i to jak go mocniej przycisnęłam.
Dla mnie nie wyobrażalne jest bycie z kimś tyle lat i nic do danej osoby nie czuć?!?!
Najlepsze, że nie było znaków jawnych, że mnie nie kocha. Spotykaliśmy się, miło spędzaliśmy czas........... aż tu taki piękny zwrot sytuacji. Teraz to nawet chciał, abym nie odzywała się do niego i skasowała jego numer
( Nie umiem tak z dnia na dzień o nim zapomnień, jak to on bez problemu zrobił. Czuje się fatalnie
((