Kilka miesięcy temu poznałem wspaniałą dziewczynę, po pierwszym przypadkowym spotkaniu zaczęliśmy ze sobą pisać na fb i sms, świetnie nam to wychodziło. Pierwsze spotkania były super, Ona to potwierdziła. Jednak jako, że mieszkamy daleko od siebie (ponad 1h jazdy samochodem) spotkaliśmy się tylko kilka razy. Średnio raz na 3 tygodnie. Ja już po pierwszym spotkaniu czułem, że chce się z Nią dalej spotykać, ale miała pracę do której musiała wstawać jeszcze prawie w nocy, ja nie miałem własnego samochodu, mogłem tylko pojechać jak kumpel mi pożyczył samochód - w mojej ocenie spotykaliśmy się po prostu za rzadko...
Na jednym ze spotkań porozmawialiśmy co będzie dalej, przyjęliśmy, że będziemy się spotykać na luzie, a potem samo się okaże czy będzie z tego coś więcej, zgodziła się na to, ja się ucieszyłem, bo wiedziałem, że po kilku spotkaniach za wcześnie by składać sobie deklaracje o związku. Jednak, od tego dnia zauważyłem, że coś jest nie tak, nie pisała już do mnie pierwsza sms-ów, ogólnie kontakt osłabł. Mimo to chciała się dalej spotykać. Pewnego dnia podczas rozmowy telefonicznej niespodziewanie wróciliśmy do tematu co z naszymi spotkaniami, powiedziała, że długo o tym myślała i że raczej nic z tego nie będzie, ale możemy się spotykać, jeśli będzie czas. Od razu umówiłem się z Nią na spotkanie, żeby wyjaśnić sobie wszystko w 4 oczy. Na spotkaniu panowała naprawdę miła i spokojna atmosfera, to dzięki nam obojgu.
Powiedziała mi, że nikt nigdy się o Nią tak nie starał, miała nadzieję, że coś z tego będzie, ale na dzień dzisiejszy nic nie czuje, wie też, że mi na Niej zależy, dlatego uznała, że będzie lepiej jak zakończymy znajomość całkowicie, bo nie chce mnie skrzywdzić. Mówiła, że sama nie wie, że nie potrafi racjonalnie określić dlaczego nic nie poczuła, bo czegoś takiego nigdy nie doznała (chodziło o to, że bardzo się o Nią starałem, że spodobałem się Jej, mówiła, że jestem miły, fajny, spotkania były wyjątkowe, cieszy się, że mnie poznała, dobrze czuła się w moim towarzystwie, lubiła ze mną rozmawiać).
Podsumowując: naszą znajomość, która dla obu stron była czymś wyjątkowym zakończyła Ona, bo nie chciała mnie skrzywdzić i zastanawiając się co będzie, jeśli po kolejnych kilku spotkaniach u Niej nic się nie zmieni (nic do mnie nie poczuje), a ja wkręcę się jeszcze bardziej doszła do wniosku, że będę przez Nią cierpiał. W wyniku tych przemyśleń uznała, że lepiej będzie jak nie będziemy się w ogóle spotykać - zrobiła to tylko ze względu NA MNIE, ja wyczuwałem jasny komunikat, że chciałaby się dalej spotykać.
A co zrobiłem ja? Przed spotkaniem postanowiłem, że nie będę nachalny i za mocno wziąłem to do siebie - kiedy mi to powiedziała, zamiast zawalczyć o Nią i powiedzieć, że mimo wszystko, chcę jeszcze spróbować, powiedziałem, że uszanuję Jej decyzję.
Odprowadziłem Ją pod dom, przytuliliśmy się mocno do siebie i życzyliśmy sobie powodzenia. Tak nastąpił koniec.
Ja jednak teraz żałuję, że tak od razu się poddałem, wyszło tak jak ja bym się też bał, że mnie skrzywdzi i dlatego akceptuję Jej propozycję i odchodzę - a tak naprawdę chciałbym bardzo dalej się z Nią spotykać i nie obchodzi mnie to, czy wkręcę się jeszcze bardziej i będę potem przez to cierpiał, jak jednak by nic nie poczuła. Bo prawda jest taka, że ja tym etapie też nie potrafię określić swoich uczuć, ale wiem, że na pewno czekałem na kolejne spotkania i chciałbym się dalej z Nią spotykać.
Sprawa jest chyba prosta, jak bym nie okazał Jej za szybko, że mi zaczęło zależeć na naszych spotkaniach, to wszystko szło by swoimi torami, Ona by nie miała obaw, że mnie skrzywdzi i spotykalibyśmy się dalej..
Zastanawiam się, czy mogę jeszcze o Nią jakoś zawalczyć. Proszę pomóżcie podjąć decyzję, może jeśli czuję, że bardzo bym chciał się z Nią spotykać to powinienem Jej jeszcze zaproponować kolejne spotkanie pomimo naszych ustaleń?
Może nie teraz, ale na przykład za miesiąc? Czy zrobić coś wbrew sobie i nie odezwać się już do Niej nigdy?
Szczerze, to nie słyszałem, że to dziewczyna boi się skrzywdzić chłopaka i czuję się jak jakaś łajza, że się na to zgodziłem... ![]()