Hej,
bliskiego znajomego ostatnio rzuciła dziewczyna po 4 latach związku (obydwoje mają po 28 lat). Sypało się u nich już od dłuższego czasu, więc nie w tym tkwi problem. Chodzi o to, że ona zerwała przez Skyp'e. Według niego to brak szacunku i oczekiwał spotkania "na żywo", rozmowy. Starałam się go pocieszyć jak mogłam, ale też ją trochę broniłam. Sprawa ma jakby drugie dno: on od roku (około) jest za granicą, przyjeżdża raz na 3-4 miesiące. Mówił, że nie wie kiedy przyjedzie następnym razem, więc tym samym ona też nie wiedziała kiedy będą mogli normalnie porozmawiać. Może miała jakieś swoje powody i nie mogla czekać?
Co sądzicie o zerwaniach przez różnego rodzaju substytuty rozmowy w cztery oczy (wykluczając te, które już na prawdę uwłaczają godności czyli sms/f'b)? Czy coś może usprawiedliwić takie zachowanie? A może zawsze trzeba porozmawiać sam na sam?