witam. nie mam komu się zwierzyć, dlatego piszę tutaj i liczę na pomoc.
5 lat temu poznałam wspaniałego chłopaka, zakochaliśmy się w sobie i pomimo odległości jaka nas dzieliła (100km) spotykaliśmy się co 2 tygodnie na weekendy. byliśmy razem przez dwa lata, był on moją pierwszą miłością, przeżyłam z nim swój pierwszy raz, co tu dużo mówić - oboje myśleliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. jednak odległość zaczęła nas męczyć, nie mogliśmy być przy sobie kiedy naprawdę tego potrzebowaliśmy więc w 2011 zdecydowaliśmy się rozstać. było mi strasznie ciężko, cierpiałam okropnie, on z resztą też. na początku chciał do mnie wrócić ale ja głupia byłam nieugięta, twierdziłam, że to nie ma sensu i, że naprawimy to dopiero gdy będę mogła przeprowadzić się do Katowic, żeby być obok niego. po rozstaniu nie widzieliśmy się przez 13 miesięcy, każdy wieczór bez jego "dobranoc" był dla mnie strasznie ciężki, próbowałam spotykać się z innymi facetami ale do żadnego nie umiałam niczego poczuć. cały czas w mojej głowie był tylko on. po tych 13 miesiącach odezwałam się, pojechałam do niego na kilka dni. było mi z nim wspaniale... i tak zaczęły się te spotkania. pisałam co jakiś czas i jeździłam, a to na weekend a tu na kilka dni w tygodniu. każde nasze spotkanie było dla mnie czymś magicznym, czułam się strasznie szczęśliwa, seks z nim był jeszcze lepszy niż wcześniej. jednak... on nie chce do mnie wrócić. nie mówi mi o uczuciach, nie wiem co robić. czuję, że nadal go strasznie kocham, te prawie 3 lata kiedy nie byliśmy razem były okropne, a teraz ciągnie się ten patologiczny pseudo-związek gdzie ja cierpię, bo on mówi, że nic do nikogo nie czuje i, że z nikim nie chce być. wróciłam od niego wczoraj. napisałam do niego obszerną wiadomość o tym co czuję, przepłakałam cały dzień. co mam zrobić? mam odpuścić? czy jest jakaś szansa, żeby to odbudować?
proszę o pomoc
M.
Podobne tematy
Szczerze mówiąc nie rozumiem tej decyzji o rozstaniu. Równie dobrze mogliście przeczekać ten czas, ale razem(choćby tak mentalnie), skoro czuliście, że jesteście dla siebie stworzeni. No ale dobra, było minęło.
Przykro mi, ale teraz wszystko zależy od niego. Jeśli on nic kompletnie nie czuje, to chyba będziesz musiała odpuścić. Szkoda, bo z tego co piszesz, to naprawdę coś wielkiego dla Ciebie... No ale cóż, może tak właśnie miało być.
dzięki za opinię. ![]()
dla mnie to naprawdę ciężki temat i myślałam, że to będzie "to". nie wiem już teraz czy jest sens dalej wierzyć w te bajki o miłości. chyba na razie poczekam, nie będę się prosić o uczucie...