Powiem bez ogródek i bardzo prosto: nikt z realnego życia mojego nie wie o tej znajomości a się to kotłuje u mnie totalnie, więc muszę się jakoś podzielić....
Na czacie szukałam partnera do relacji seksualnej. Jestem stanu wolnego, po ogromnych przejściach (zer-walam z narzeczonym 11 dni przed ślubem, bo mnie bił przez 4 lata związku, byłam w syndromie chyba sztokholmskim, bo mimo tego poniewierania i bicia kochalam go długo). Po wielu nieudanych próbach odezwał się On na tym czacie. bardzo inteligentny, piśmienny, z przezabawnym podejściem do prawie wszystkiego, oczytany. Wiele razy rozmawialiśmy przez telefon, nim przesłałam ju swoje zdjęcie a on mi swoje. Spodobaliśmy się sobie. Potem rozmowy na gg, telefony, potem zniknął na miesiąc w wakacje, potem znów sie pojawił. Kontakt odżył, ale ja się jakoś sama zorientowałam, iż jest żonaty? Nagłe zniknecie z gg wieczorami, etc. Przyznał się że jest, i że ma dziecko. Nie chciałam niczego innego niż seksu więc ciągnęłam to dalej. Umówiliśmy sie na spotkanie, ale nie znałam ani jego imienia ani nazwiska...tak naprawdę nie chciałam poznać....to miało być co innego, niż konwenansowe trzymanie się na rączki na spacerze...ale sam mi powiedział jak sie nazywa, po tym jak po 2 tyg nieobecnosci w październiku znów się pojawił. Powiedział wtedy, ze jego córeczka miała podejrzenia chloniaka, i że przezywał gehennę, i ze jestem mu bliska i ze srututuru emocjonalne takie...ze nie wypędziłam go ze swojego życia, a sama się rozpłakałam i wtedy bardzo chciałam sie z nim spotkać. Spotkaliśmy się, na 25 ha, w hotelu, był seks, było wszystko...rozstając się powiedział ze nie mam myslec, ze znajdzie sobie kogos nowego, tylko mieliśmy sie spotkać w styczniu. ale rzadziej pisał i rzadziej się odzywał...az do 6 grudnia, kiedy na gg napisał, ze ktos robi mu gluche tel do domu, ze ktos go podrywa mailowo, podszywając się pod kogoś innego...i ze sie boi, ze to Ja jestem tą osobą...a potem zniknął...nie odezwał sie ani słowem.
Nie potrzebuje pocieszenia- nie chce tez Waszego hejtingu teraz....od 20 października mam zdiagnozowany rak jajnika, mimo moich 27 lat złośliwy...i teraz to mnie najbardziej pochłania....
oczywiście czuje sie zle. nie nie wykorzystana, ale mimo to zle, że nie otrzymałam ani jednego słowa: zegnam
on chyba juz przesiaduje na tym czacie i wyłapuje nową...Ofiarę. A mi pozostało dzielenie się ze nieznajomymi w takim miejscu jak to...swoim bólem.