Witam
Szukając jakiejś porady natrafiłem na to forum.
Zaczynając od początku jesteśmy ze sobą ponad 8 lat, półtora roku po ślubie. Ja lat 29, ona 27. Ostatnimi czasy jakby się od siebie oddaliliśmy. Popadliśmy w rutynę. Praca, dom, zakupy. Ale były tez wyjazdy w góry, wyjścia do restauracji, do kina. Zaznaczę że jestem informatykiem, i pracuje w zasadzie zdalnie, wiec większość czasu jestem w mieszkaniu.
Ponad miesiąc temu, chciałem zobaczyć coś na jej telefonie, i bardzo się oburzyła. Wtedy zapaliło mi się czerwone światełko. Będąc informatykiem(pracując w dziedzinie bezpieczeństwa IT) nie miałem problemów ze zdobyciem przyczyny. Okazało się ze od października czatuje/flirtuje przez telefon/Skype`a z Włochem(pracuje dla włoskiej firmy, i czasem lecąc do Włoch ze mną, zafascynował ja ten język i się go zaczęła uczyć).
Pierw spytałem się czy ma coś mi do powiedzenia, oczywiście nic nie miała do powiedzenia i że o co chodzi, ale że myśli od jakiegoś czasu żeby odejść bo jest jak jest między nami. A dla niej ten Skype itd to nic.
Tuż przed tym "odkryciem" była u rodziców sama, i mówiła mamie że jest nieszczęśliwa ze mną, ja dowiedziałem się na końcu o fakcie, i to w dodatku wymuszonym.
Na początku stwierdziła ze potrzebuje 2-3 dni na zakończenie znajomości. Jednak oczywiście tego nie zrobiła.
Szczerze sobie porozmawialiśmy, wyjaśniliśmy parę spraw, stwierdziła, ze mało na nią zwracałem ostatnio uwagi, miałem dla niej mało czasu. Dużo pracowałem, przyznaje. Umówiliśmy się że pierw mieszkanie później dzieci, jako że mam bardzo dobrze płatna prace, a w miarę tanie mieszkanie wynajmowaliśmy, wstrzymaliśmy się jeszcze z zakupem mieszkania. Aby wsiąść możliwie mały kredyt.
Jednak sama też dużo pracowała, awansowała(praca po godzinach, korporacja, praca biurowa), kurs włoskiego 2 razy w tygodniu.
Znajomość dalej trwała, przyznała ze ciężko jest jej ją zerwać i że jej szkoda go. Stwierdziłem że się zauroczyła na co przyznała mi rację. Do dnia dzisiejszego nadal trwa znajomość.
Przed świętami uzgodniliśmy że nie będziemy, rodzicom robić żadnych przykrości i jakoś to przeżyjemy. Na weekend przed wigilia byliśmy u jej rodziców, następnie wigilia u mnie, jednak stwierdziła że nie da rady. Pojechałem sam, dałem czas żeby się zastanowiła.
Całe święta z nim siedziała na skypie, sesje po 5 godzin nawet. Cały czas kłamie że już nie, albo że rozmawia bardzo mało, nawet prosto w oczy. Po powrocie, spytałem się czy chce ratować nasze małżeństwo. Pierw powiedziała że nie, wcześniej mówiła że może znajdziemy rozwiązanie w ciągu świat. Stanęło na tym że zaraz po świtach się wyprowadziłem. Ogólnie jest jakoś nie zdecydowana, raz płacze, tęskni, drugi raz nie chce. Od razu po mojej wyprowadzce rozmowa z jej nowym przyjacielem, ze jest sama, a od niego komplementy, żeby jej nigdy samej nie zostawił itd.
Sylwester spędziliśmy osobno, mimo moich starań. Stwierdziła że zdecyduję się do końca stycznia. Nie ukrywam że bardzo mi na niej zależy. Chciałbym uratować to małżeństwo, jednak już nie wiem jak? Raz twierdzi że byłem dla niej za dobry, innym że przeszkadzały jej moje wady(wiem że nie jestem ideałem ale jestem w stanie zmienić coś, a na pewno spróbować zmienić), że się zmieniła i przeszkadza jej że mało jest wyjść ze znajomymi, lub nagle to że nigdy nie byłem na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej(to pracodawcy poszukiwali mnie niż ja pracodawców).
Puki co mamy kontakt tel/sms. Parę razy ja odwiedziłem, widzę płacz, ale później znowu twierdzi że już mnie nie kocha, a rozmowy ze mną ja męczą. Dla mnie to bardzo ciężka sytuacja.
Nie wiem co już mam robić, ja się staram, ale nie widzę tego po drugiej stronie, na terapie małżeńską się nie zgadza.
Jeszcze na koniec, rozmawiała ze swoim ojcem(ma lepszy kontakt z ojcem niż z matka), który wyciągnął jakieś brudy, bo czekał na odpowiedni moment. Nigdy nie lubił żadnego faceta swojej córki. O nowym koledze na pewno też mu nie wspomniała.
Proszę poradźcie coś?