Napiszę Ci tak ... był moment, że też miałam wrażenie, że nie potrafię kochać. Mój pierwszy związek trwał 6 lat i ze wstydem muszę się przyznać, że nic do niego nie czułam. Nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego z nim byłam, może po prostu chciałam z kimś być, ale byłam całkowicie zablokowana emocjonalnie i tak jakby nieobecna. Związek zakończyłam ja, kiedy zaczął wspominać o wspólnym mieszkaniu. Uważam, że zmarnowałam mu 6 lat, bo był fajnym facetem. Po pół roku bycia singielką poznałam mojego dotychczasowego mężczyznę. Byliśmy prawie 4 lata, wydawało mi się, że to jest to, ale teraz widzę, że to było ślepe, niedojrzałe zakochanie, niezbyt fajnie mnie traktował a ja znowu byłam jakby nieobecna, nie zauważałam tego. Pomimo tego sądziłam i nadal sądzę, że kochałam. On chyba też czuł to samo, sam stwierdził po rozstaniu, że boi się podejmować decyzje i ryzyko, ale dopiero po rozstaniu zdał sobie sprawę, że jednak mnie kochał, tylko czy to była miłość, czy przyzwyczajenie po 4 latach. Nie wiem jak to nazwać, z czego to wynika, w tych związkach tak jakbym duchem byłam gdzie indziej, obok - brak skupienia na wielu sytuacjach, jakby życie toczyło się obok mnie. Do niedawna.... nie wierzyłam w takie uczucie, które ruszyło by moje emocje. W tych poprzednich związkach nie czułam emocjonalnego powiązania, czułam pustkę. Z tym Nowym mogę szczerze powiedzieć, ze mamy tak jakby porozumienie dusz... rozmowa, okazywanie uczuć, gesty, emocje wszystko jest na maxa. Nawet nie sądziłam, że coś takiego we mnie jest, odblokowałam coś co było skrywane głęboko w mojej głowie i sercu. Mam swoje lata i uwierz mi, że nie sądziłam, że kiedyś mnie to jeszcze spotka. Sądzę, że psycholog to może za dużo powiedziane, może trzeba czekać na tę właściwą osobę ...