Z wielu przyczyn nie opiszę wam niestety szczegółów mojego problemu. Mam nadzieję, że uda mi się nakreślić sytuację tak aby była ona dla was zrozumiała, jednak nie wchodząc w szczegóły.
Dobija mnie ona min. dlatego że z nikim nie mogę szczerze porozmawiać o tym co mnie spotkało i muszę się z tym męczyć sam, dlatego choć to nie w moim stylu postanowiłem się zwrócić z pytaniem do was. Może chociaż poklepiecie mnie po ramieniu.
Poznałem dziewczynę. Od samego początku widziałem w niej idealnie to czego szukałem. Ma wiele wad, jest troszkę schorowana, jednak nawet największe jej problemy, które teoretycznie powinny mnie ruszać są dla mnie niczym - np. jest uczulona na mleko? Z miłą chęcią razem z nią do końca życia bym mleka nie wypił.
Ogólnie mimo, że jak każdy oczywiście ma wiele wad, to była dla mnie większym ideałem niż mogłem marzyć. Nie tylko ma wszystko czego bym chciał od dziewczyny, okazało się że ma też plusy o których wyobrażając sobie idealną dziewczynę nawet nie byłem w stanie marzyć.
Więc w czym problem?
Pewnie mnie nie chce? ![]()
Cóż, ze mną też są kłopoty, jednak z całą pewnością mnie chce i to bardzo.
Jednak mimo, że mamy po 20 lat,to zdążyła już zrobić sporo rzeczy o których wolałbym przynajmniej nie wiedzieć. Nie wiem czy mogę napisać, że jest łatwa. Ciężko to ocenić, tak naprawdę nie wiem jakie są powszechne standardy. Zrobiła kilka głupich rzeczy, zadawała się z chłopakami którzy traktowali ją nienajlepiej i teraz chce być ze mną.
Próbowałem, naprawdę. Teraz jestem z nią już 3 miesiące w związku i ona myśli o nas poważnie.
Od dawna źle się z tym wszystkim czuję; biorąc pod uwagę np. jej zachowanie w klubach (nie rozbiera się na parkiecie, jednak uwielbia tam tańczyć) czuję się trochę tak, jakbym umawiał się ze striptizerką (a striptizerka przecież nie sypia z klientami).
Ostatnio mam kryzys związany ze świętami i wspólnym sylwestrem.
Jest wspaniała i świetnia spędza mi się z nią czas, jednak gdy wracam do domu to chwyta mnie depresja. Boję się że to się nigdy nie zmieni i nie chcę upoważniać tego związku, gdyż nie chcę do końca życia *wypominać jej* w myślach tego wszystkiego.
Nawet nie chodzi o to, że z wieloma facetami sypiała - bo nie było ich wielu. Za to chodziła z wieloma, wychodziła z jeszcze większą ilością no i ogólnie pozwoliła się kilkarazy nie szanować.
Chciałbym jej dać 100% z siebie, jednak nie mogę z myślą że oddawała się za 80% jakiegoś innego gościa.
W sumie nie wiem gdzie postawić pytanie, nie wiem czy napisałem to wszystko zrozumiale; nie chcę wchodzić w szczegóły, a w dodatku ciężko mi teraz nawet pisać ![]()
Mam nadzieję, że nie brzmię jak super-zazdrosny gość. Nie wymagam od dziewczyny, aby w wieku 19 lat (wtedy ją poznałem) była dziewicą, ok. Po prostu nie chcę tego uczucia brudu jakie mnie czasem nachodzi i chcę wiedzieć, że jestem dla niej wyjątkowy z racji tego, że się ze mną spotyka - a nie kolejnym; sposobem na darmowe piwo.
Ogólnie to chyba dzięki kontaktom ze mną też się zmieniła, jednak dalej jest dla mnie perłą wyciągniętą z łajna.
Jakieś sugestie? Myślicie że może być dla mnie kiedyś po prostu perłą, czy lepiej żebym sobie odpuścił?
Może to jednak ze mną coś nie tak, że przeszłość ma dla mnie znaczenie?