Mój mąż jest co najmniej dziwny. Tydzień mnie nie było. Przyjeżdżam, rano wstaję a tu proszę jaka niespodzianka! Jakiś ogromny pies siedzi obok. I ja się pytam? A co to takiego, i co tu robi? A mój mąż, że to jego nowy przyjaciel, i nowy kolega z pracy i on z nami mieszka. Nie umawialiśmy się na żadnego zwierzaka w domu, poza tym są już rybki. Nie zapytał mnie o zdanie, czy zgadzam się na psa i to takiego dużego. Nie ustaliliśmy tego wspólnie. Pies rasy nowofunland. I jak udało się ustalić, właściciel psa był amatorem, kupił drogiego rodowodowego, a niedługo potem się go pozbył bo widocznie sytuacja go ,,przerosła''. Ludzie są głupi i nieodpowiedzialni! Jak już decyduję się na zwierzaka to się nim opiekuję i jestem za niego odpowiedzialny! Potem podrzucił tego psa i wszystko z nim związane do portu. Bo pomyślał, ze może komuś się przyda. O litości jacy są ludzie! Zwierzak tułał się. Wtedy, nie wiem jak i kiedy, mój mąż zajął się tym psem. Wziął go do weterynarza, potem okazało się, ze pies jest młody, bardzo rozumny, i że nadaje się do pracy. Załatwił formalności, szkolenie z psem. A, że te psy są na wagę złota. Łatwo to przeszło. Tylko, że ja nic o tym nie wiedziałam! Nic mi nie powiedział! Dlaczego? Przecież dobrze wiem, że jak już tak zaplanował, to nawet mój sprzeciw by nic nie znaczył. No a teraz to fakt dokonany pies w domu! I teraz to już mowy nie ma żeby go oddać. Tylko jak dla mnie to nowa sytuacja, nigdy nie miałam psa w domu. W żaden sposób się na to nie przygotowałam. Niby ten pies jest grzeczny, bardzo łagodny, spokojny. A jakie ma oczy zdziwione, dla niego to też pewnie nowa sytuacja. Ale ja wiem dlaczego mój mąż mi nie powiedział o tym, że będziemy mieli psa. A on teraz mówi: że to było jego marznie mieć takiego psa. To po co była ta tajemnica. Teraz to bardzo już nie ma wyjścia, pies już jest z nami...
Ale nawet, ta sytuacja dała mi do myślenia, w ilu rzeczach on mi nie mówi prawdy, i dlaczego?
Podobne tematy
Porozmawiaj z nim o tym właśnie. Nie o psie, ale o tajemnicach. Wytłumacz mu swój punkt widzenia. Nie że masz coś przeciwko psu, ale niespodziankom.
Podobno małżeństwo jest jedną wielką sztuką kompromisu. Nie mniej jednak nie może być tak, że twój mąż podejmuje decyzje, których skutki będziecie odczuwać przez kilka/kilkanaście lat.
3 2013-12-13 03:15:54 Ostatnio edytowany przez xYxAngelxYx (2013-12-13 03:16:23)
Ile ja bym dała za taką niespodziankę w domu ![]()
A tak,pozostaje mi czekać na zaplanowany miot ,ehh.
Szczęściara ![]()
Według Ciebie mąż zrobił błąd nie informując Cię o tym.Może miał obawy że się nie zgodzisz(a jak pisałaś to było zawsze jego marzeniem),a jak stawił Cię przed faktem dokonanym to po sprawie.Cwany ![]()
Lekarstwo na wszystko-rozmowa.
A powiedz mi jedna rzecz - odnioslem wrazenie, ze problemem nie jest pies, tylko to ze nie moglas zadecydowac. Gdybys wyrazila zgode - to wszystko byloby OK.
Oczywiscie to tylko wrazenie, wiec moge sie mylic, ale nie zdominowalas partnera za bardzo?
PS: jakby mi zona przyprowadzila "niufka" do domu to przez miesiac przynosilbym jej sniadanie do lozka. Te psy sa ekstra.
Taką sprawę powinien z tobą obgadać, bo takiej decyzji nie podejmuje się ot tak bz zastanowienia. Pies to mega odpowiedzialność, wpływa przez wiele lat na życie, to konieczność szukania mu opieki przy okazji wszelkich wyjazdów, opiekowanie się niem na co dzień i mega koszty przy takim olbrzymie. Nieładnie się twój mąż zachował, ale myślę że to nie jest sprawa mówienia czy niemówienia prawdy, bo w mojej opinii to nie ma związku z sytuacją. Ta sytuacja pokazuje tylko nieodpowiedzialność i może nie liczenie się z twoim zdaniem.
Może Twój mąż stwierdził ,żebyś i tak się nie zgodziła więc postawił CIę przed faktem dokonanym. Na pewno lepiej jest obgadać takie sprawy, rozważyć za i przeciw, w końcu człowiek biorąc pod opiekę psa bierze na siebie sporą odpowiedzialność. Ale tak jak mówisz pies już jest, więc postaraj się stworzyć mu fajny domek. Tak mi przypomina sytuacja jak moja mama chciała kota, tata co prawda wiedział o tym ale za bardzo nie był do tego przekonany, jednak po jakimś czasie on sam pokochał zwierzątka, dbał o nie karmił, głaskał i kot stał się członkiem rodziny.
Rozumiem Twoją złość i obawy, ale postaraj się spojrzeć na to z innej strony, fajnie mieć w domu takiego zwierzaka. Pewnie trochę utrudni życie, będzie domagał się uwagi ale to miłe
Zupełnie coś innego niż rybki ![]()
Gdybym ja znalazła w domu psa, to bym się ucieszyła chociaż mamy już jednego, więc wiele nie pomogę, ale...
jeśli Ty czujesz się oszukana, nie za bardzo miałaś ochotę na psa w domu, to po prostu go ignoruj, kiedy będzie trzeba z nim wyjść daj do zrozumienia że Ty tego nie chciałaś i nie zamierzasz się nim zajmować, chociaż pewnie Ci przejdzie i pokochasz zwierzaka ;p
Niby ten pies to pies ratownik. Jako pies na służbie, chodzi z opiekunami do pracy. Ma ćwiczenia i nowe szkolenia. W domu jest mało. A jak już jest to trochę zmęczony i wyczerpany. To było wiadome, że ja się psem nie zajmę. Ale ja nie jestem od tego. Dla męża najważniejsze było żebym w ogóle zaakceptowała tego nowofunlanda. Pies jak jest służbowy to ma dodatek i kasę na karmę, weterynarza, i opiekę. Także przynajmniej to. Mnie często nie ma w domu. Tak więc, dobrze nie ma takiego problemu. Ale przypominam sobie kiedyś jak nasze córki były małe był w porcie pies tego typu, nie wiem u kogo w każdym razie wiele razy się z nim bawiły i jedzenie mu zanosiły. A w końcu ten pies zginął podczas akcji to ile było płaczu. Dziś są dorosłe a nadal to pamiętają. Chociaż tamten pies nie był nasz. A na widok tego się bardzo zdziwiły, może bardziej nawet niż ja. Chociaż tyle, że taki wujek męża ma dom z ogrodem niedaleko i zawsze chętnie opiekuje się psem, a nawet zaproponował żeby pies był u niego. Bo ma dużo miejsca. Oczywiście na co dzień pies jest z nami, to przynajmniej ma dodatkową opiekę. Jak zobaczyłam psa, nie było awantury, ani nic. Tylko takie zdziwienie. Trzeba przyznać, że mąż jest odpowiedzialny i zadbał o wszystko względem psa. Nawet o dodatkowych opiekunów w sytuacjach typu. wyjazd, wakacje. Ale mimo to mógł mi o tym powiedzieć. Bo tym razem pies a co następnym razem?
Psa się nie oddaje pod opiekę jak wyjeżdża się np na wakacje czy do rodziny,bierze się go ze sobą...To chyba powinno być oczywiste.
Następnym razem będzie kolejny ![]()
A tak serio,skoro się tym martwisz to spytaj męża.Chyba że uważasz że jest nieobliczalny ![]()
Gdyby zamiast psa w łóżku leżała jakaś maturzystka to byłby problem, a tak...:)
Powinnaś się cieszyć. Bo dobry pies to prawdziwy przyjaciel rodziny. Musisz wziąść pod uwagę, że mąż zrealizował swoje marzenie. I to nie przypadke, tylko prawo, które zadziałało po czasie. I nie musiał go kupować. Cieszcie się razem, pies daje dużo radości i wy mu dacie.
Malina- chyba niufa nie trzymacie w bloku?:)
Co miał Twój mąż z Tobą uzgadniać? A może ten, który psa porzucił powinien to z Tobą uzgodnić?:) Jak pies jest w potrzebie to się psu pomaga. Sama przygarnęłam beagle, którego zimowej nocy znalazłam na ulicy. Bez pytania męża o zgodę pomimo, że jednego psa już mieliśmy.
Tą historię o właścicielu, którego opieka nad psem przerosła opowiedział Wam sam właściciel?:)Skąd Ty masz takie info?
Kolejny mocno podkolorowany temacik?:)
Malina, ale o co chodzi właściwie? Psy plastrów antykoncepcyjnych nie jedzą, chyba że się boisz, że Ci zliże ten z ręki XD
A mąż to pewnie bardzo wielu rzeczy Ci nie mówi
Czuję wielką separacje i rozwód w powietrzu! Ale co na to ksiądz proboszcz ze wsi???? Jeeej ^^