Ostatnio często tu wchodzę, bo dużo się zmienia w moim życiu. Czekam na swoje maleństwo ( póki co jestem na etapie walki z mdłościami) i wskutek tej radosnej informacji spotkałam się ... no właśnie ... z zazdrością? mam czy tez miałam kilka fajnych koleżanek , takich bliskich mi, z jedną znam się ponad 12 lat, z kilkoma mieszkałam na studiach. Zaczęło się od mojego ślubu. Dosyć szybko pobraliśmy się , z miłości i choć jest różnie, nie mogę uznać, że jestem nieszczęśliwa. Ale przed ślubem wspomniane koleżanki uznały , że popełniam błąd tak szybko się z kimś wiążąc i to tak poważnie ( wcześniej byłam z facetem trzy lata , rozstaliśmy się z wielu powodów i wg nich powinnam była odpocząć). Stało się , poszłam do ołtarza, zaczęły się schody- przeprowadzka, szukanie pracy i nie miałam już tak czasu ani pieniędzy na spotkania. Na umówione spotkania z reguły wpadałam na 1,5 do 2 h . Padły pierwsze słowa , że po ślubie nie mam czasu na przyjaźń, jestem dziwna bo nie wychodzę do klubu etc. Dziewczyny postawiły mi ultimatum, że jeśli wykiwam je następnym razem to będę miała z nimi na pieńku. O spotkaniu dowiedziałam się na kilka dni przed , siedząc w kolejce do lekarza. Od tygodnia wiedziałam już , że jestem w ciąży ( o czym je powiadomiłam), ale przyplątał mi się jakiś wirus i znów skupiłam się na sobie. I na dziecku. I znów podpadłam. Pomimo próby ułagodzenia, znów są zgrzyty w efekcie nie mam z kim dzielić się tym wszystkim co się dzieje. Gdy dzwonię, spotykam się z chłodem , ewentualnie z tekstem " zazdroszczę ci tych problemów ciążowych". Przecież każda ma kogoś , jeśli pragną dzieci czemu ich nie mają?zastanawiam sie więc co robię źle , czy za dużo zabiegam czy wręcz przeciwnie, za mało? Zdaję sobie sprawę , że nie zawsze miałam czas a z drugiej dlaczego komuś tak trudno zrozumieć, że nie zawsze można sobie pozwolić na spotkania jesli do końca miesiąca pozostały dwa tyg i dwie stówy w kieszeni.
Podobne tematy
2 2013-12-05 17:44:37 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2013-12-05 17:45:27)
one są teraz wolnymi duchami, chcą się bawić, a ty założyłaś rodzinę, będziesz mieć dziecko. Przypuszczam że stwierdziły że jesteś teraz z innej bajki i wyłamałaś się z ich towarzystwa.
Oczywiście powinny wykazać zrozumienie, ale skoro tego nie robią to chyba ta znajomość nie była jakoś bardzo zażyła i cenna
Przecież każda ma kogoś , jeśli pragną dzieci czemu ich nie mają?
Z tym to chyba żartujesz, prawda?
Bo kobiety jak urodzą dziecko czy są w dopiero w ciąży zmieniają się. Przyznam szczerze choć może zabrzmi to niefajnie, jak spotykałam się z koleżanką która urodziła dziecko, 3h na 3h spotkania tematem było dziecko, ciąża itd. Nie wiem dla mnie ten temat to daleko przyszłość przyznam że mnie to męczyło. Rozumiem że chciała się wygadać, ale na moje problemy i sprawy już nie było czasu. Ja nie chcę wyjść na taką której przeszkadzają matki, to nie tak, czasem macierzyństwo pochłania je tak ,że nie widzą nic poza tym, nie ma innych tematów (mam kilka takich przykładów), i nie mają czasu na spotkania z przyjaciółmi , może one się tego obawiają? Że i tak wasze kontakty się urwą? Niestety tak się dzieje czasem kobiety po zamążpójściu i urodzenia dziecka żyją tylko domem, i ja tego akurat nie rozumiem. Nie mówię o Tobie, pisałaś że się z nimi spotykałaś.
Z drugiej strony Twoje koleżanki powinny wykazać się zrozumieniem co do Twoich decyzji, czy sytuacji finansowej. Powinny Cię wspierać, a może rzeczywiście zazdroszczą? Nie wiem, wiem jakie ja mam podejście do macierzyństwa i macierzyństwa znajomych, wiem jakie mają one i taka sytuacja nam się nie przydarzy. Więc może to po prostu taki typ człowieka. To zabrzmi okropnie ale może uważają że jako mężatka i matka nie przydasz im się jako kompanka na klubowe podboje itd.
Pozdrawiam, i mimo wszystko życzę wyklarowania sytuacji.
Ostatnio często tu wchodzę, bo dużo się zmienia w moim życiu. Czekam na swoje maleństwo ( póki co jestem na etapie walki z mdłościami) i wskutek tej radosnej informacji spotkałam się ... no właśnie ... z zazdrością? mam czy tez miałam kilka fajnych koleżanek , takich bliskich mi, z jedną znam się ponad 12 lat, z kilkoma mieszkałam na studiach. Zaczęło się od mojego ślubu. Dosyć szybko pobraliśmy się , z miłości i choć jest różnie, nie mogę uznać, że jestem nieszczęśliwa. Ale przed ślubem wspomniane koleżanki uznały , że popełniam błąd tak szybko się z kimś wiążąc i to tak poważnie ( wcześniej byłam z facetem trzy lata , rozstaliśmy się z wielu powodów i wg nich powinnam była odpocząć). Stało się , poszłam do ołtarza, zaczęły się schody- przeprowadzka, szukanie pracy i nie miałam już tak czasu ani pieniędzy na spotkania. Na umówione spotkania z reguły wpadałam na 1,5 do 2 h . Padły pierwsze słowa , że po ślubie nie mam czasu na przyjaźń, jestem dziwna bo nie wychodzę do klubu etc. Dziewczyny postawiły mi ultimatum, że jeśli wykiwam je następnym razem to będę miała z nimi na pieńku. O spotkaniu dowiedziałam się na kilka dni przed , siedząc w kolejce do lekarza. Od tygodnia wiedziałam już , że jestem w ciąży ( o czym je powiadomiłam), ale przyplątał mi się jakiś wirus i znów skupiłam się na sobie. I na dziecku. I znów podpadłam. Pomimo próby ułagodzenia, znów są zgrzyty w efekcie nie mam z kim dzielić się tym wszystkim co się dzieje. Gdy dzwonię, spotykam się z chłodem , ewentualnie z tekstem " zazdroszczę ci tych problemów ciążowych". Przecież każda ma kogoś , jeśli pragną dzieci czemu ich nie mają?zastanawiam sie więc co robię źle , czy za dużo zabiegam czy wręcz przeciwnie, za mało? Zdaję sobie sprawę , że nie zawsze miałam czas a z drugiej dlaczego komuś tak trudno zrozumieć, że nie zawsze można sobie pozwolić na spotkania jesli do końca miesiąca pozostały dwa tyg i dwie stówy w kieszeni.
niech dalej balują, przyjaźń to nie była.
dziękuję za odpowiedzi , pozdrawiam
Czemu nie znając ich relacji z góry zakładacie ile jest warta ta przyjaźń?
Ja też bym nie chciała słuchać ględzenia przez telefon tylko o dziecku którego spodziewa się moja przyjaciółka.Może one też mają problemy,a ty ich nie zauważasz bo tak jak mówiła poprzedniczka wypadłaś z obiegu?
Tekst "zazdroszczę Ci tych problemów ciążowych" to sarkazm jak nic,czuć go na kilometr
W tych słowach kryła się aluzja,może byłaś w tamtym momencie mało spostrzegawcza i tego nie załapałaś?Nie każda kobieta również marzy o dziecku,to tak na marginesie bo niektórym wydaje się to niewyobrażalne,ale tak jest,da się żyć bez dziecka ![]()
Wcale się nie dziwiezże przyjaciółki tak reagują,już wiedzą że Cie tracą,jak urodzisz dziecko zapomnisz o nich i z tym zapewne pogodzić się nie mogą.
Może porozmawiaj z nimi tak szczerze w cztery oczy(lub w osiem-w zależności ile przyjaciółek
).Utwierdź je w przekonaniu że zawsze były i są dla Ciebie ważne,ale i Ty czułabyś się lepiej gdyby Cię wspierały bo Ty ich też potrzebujesz ![]()