Papuga i wróble - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 54 ]

1 Ostatnio edytowany przez Summerka (2013-12-05 14:07:23)

Temat: Papuga i wróble

Czy ktoś widział kiedyś kolorową dużą papugę wśród stada szarych niedużych wróbelków? Ja widziałam kiedyś.
Znaleźliśmy wtedy papugę, która latem komuś wyfrunęła przez otwarte okno. Papuga zamieszkała  w pożyczonej od sąsiadki klatce. Okazało się wkrótce, że potrafi sobie klatkę otwierać dziobem.
Była ciepła wiosna i o świcie śpiewały ptaki za oknem. Papuga wstawała razem z nimi, żeby im wtórować. Papuga posiadała też inne umiejętności. Naśladowała cmokanie, mlaskanie, ziewanie, trzaskanie  drzwi od samochodów, które niedaleko tu parkowały, odgłosy pilota samochodowego, itp. Jednakże wszystkie jej występy odbywały się nad ranem.  A w dzień siedziała cichutko, jak myszka. Ze złośliwego sposobu patrzenia przypominała mi do złudzenia koleżankę z pracy. Siedziała nastroszona,  naburmuszona i nadęta. Obserwowała mnie bardzo uważnie spode łba.
Czasem była wypuszczana z klatki, żeby pofruwała, a wtedy wszystkie okna musiały być zamknięte. Papuga darła się wtedy niemożliwie i nie dawała się potem złapać.
Było ciepło i na noc często okna były otwarte w pokoju.  Pewnego razu obudziłam się rano i papugi już nie było.  Klatka stała otworem. Szukałyśmy, pytałyśmy, wyznaczałyśmy nagrodę i nic. Aż raz, a był już początek jesieni, i zrobiło się zimno, hałasująca śmieciarka spłoszyła stadko wróbli na pobliskiej lipie. Spojrzałam i oczom nie wierzyłam, bo wśród nich zamigotały mi kolorowo piórka papugi. Gdy podbiegłam bliżej, już ptactwo odfrunęło wraz z papugą. Nieznane mi były dalsze jej losy. Nieraz zastanawiałam się, jak sobie to ptaszysko poradzi. A w mojej pamięci pozostał widok, jak ze starej fotografii:  szare wróbelki na szarej gałęzi, a wśród nich dużo większa i kolorowa papuga.

I taki wniosek sobie wysnułam, że każdy potrzebuje towarzystwa, a już na pewno papuga i to nieważne, że -  wróbli.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Papuga i wróble

Witaj Summerko, przeczytałam Twoje opowiadanie i bardzo mi się podoba, ale wnioski wyciągnęłam takie ze papuga na wolności poczuła się lepiej wśród szarych wróbelków niż zamknieta w klatce ze smacznym jedzonkiem podawanym wprost do dzioba. Wolność nawet w ciężkich warunkach zawsze jest lepsza niż niewola z wygodami. Ta papużka to była indywidualistka i ona decydowała o sobie i swoim losie. Serdecznie Cię pozdrawiam.

3

Odp: Papuga i wróble

Klaudynko miło, ze zajrzałaś i cieszy mnie, ze ci się podoba. Masz rację z tym, że pewnie papuga tęskniła do wolności, bo inaczej nie uciekłaby poprzednim właścicielom. Ale jak zobaczyłam ją z wróblami, to sobie pomyślałam, że tęskni też do wróbli, bo naśladowała o świcie ich ćwierkanie także.

4

Odp: Papuga i wróble

A pewno i wroblom czasem mile towarzystwo papugi chociaz piekna i nadeta. Kazdy ma marzenia...

Ruda wiolonczela, radosna i szczera.
Supergirls don't cry, supergirls just fly.
Witches don't need drugs to fly.

5 Ostatnio edytowany przez Summerka (2013-12-05 18:04:55)

Odp: Papuga i wróble

No tak, jednemu wróblowi podobają się wróblice, a innym papugi:)

Całkiem możliwe, że  te szare ptaszynki zauroczyły się kolorowymi piórkami papugi. A swoją drogą, to chyba ptaki muszą widzieć kolory...

6

Odp: Papuga i wróble

Nie  kupię sobie żadnej papugi, choć zadziwia mnie swoją zdolnością do naśladowania różnych odgłosów. Samotny ptak jest smutny.


Lepiej podpatrzeć je w plenerze.

7

Odp: Papuga i wróble

Ciekawa opowieść. Papuga lepiej czuła się na wolności wśród "obcych", niż w klatce.
"Lepiej na wolności kąsek byle jaki, niźli w niewoli przysmaki."

8

Odp: Papuga i wróble

Cieszę się, że ci się podobała.
Miałam napisać o chomiku dżungarskim, który bał się kota. Kiedyś  je hodowałam, tzn chomiki, bo kot został przygarnięty z ulicy i oddany znajomej, prawdziwej kociarze.

9

Odp: Papuga i wróble

:-)

10

Odp: Papuga i wróble

Odpędzanie złych mocy czyli dlaczego narzekamy

(Garść filozoficznych  refleksji na powyższy temat)

Zastanawiam się, dlaczego narzekanie jest  u  nas takie normalne. Nie wypada wprost się czymś pochwalić w obawie, by inni czegoś nam nie pozazdrościli przypadkiem . Na pytanie, co słychać, najczęściej przecież odpowiada się: stara bieda, a w lepszym przypadku: jakoś leci albo: powolutku.
Chętnie opowiadamy o swoich nieszczęściach i kłopotach, a ukrywamy sukcesy.
I tak narzekamy, że nie mamy dość pieniędzy, narzekamy na zdrowie, na otoczenie. Boję się powiedzieć, że cieszę się dobrym zdrowiem, żeby nie stać się obiektem zawiści. Nie powiem, że mi wystarcza pieniędzy na podróże, bo jeszcze komuś przyjdzie do głowy poprosić mnie o pożyczkę.
W każdym sukcesie staramy się odkryć  jakąś rysę, żeby ją wyolbrzymić i udowodnić całemu światu, jacy to jesteśmy godni pożałowania i współczucia.
Sprawienie sobie  nowego autka  to dramat, bo przecież  jak drogo kosztuje jego utrzymanie i  przegląd.  A pomijamy  już milczeniem najważniejsze, jak się nim fajnie jeździ.  To tak, jakby  wierzyć w "złe  spojrzenia", które jest w stanie sprawić, by się twoje auto zepsuło.
Nabycie  dużego  domu to pasmo nieszczęść i nic dobrego. Tu należy okazać bliźniemu współczucie, bo posprzątać pięć sypialni i salon to praca ponad siły.
Jeśli zaoszczędziło się  na egzotyczną podróż, odwraca się  uwagę otoczenia mówiąc, że obiecało się  tę podróż drugiej połowie  bądź dzieciom.
Zmartwiona mina ma sygnalizować, że solidaryzujemy  się z innymi w codziennych kłopotach i zmartwieniach, a w rzeczywistości zaś  to odstraszacz, by nikt  nie wchodził w gumiakach w czyjeś  życie.
Takie czarowanie...
Opowiadanie o własnych problemach ma wywołać u innych  dobre emocje na tej samej zasadzie, co epatowanie  własnymi sukcesami wzbudzać może emocje złe (zawiść, złośliwość).
Radość chowamy głęboko w zanadrzu, na zewnątrz ukazując zazwyczaj normalne smętne oblicze.
Jest w tym wszystkim tylko jedno "ale?. Tak mocno w tym tkwimy, że czasem już nie potrafimy inaczej.

11 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-01-26 11:13:48)

Odp: Papuga i wróble

Spotkanie ze stulatkiem

Będąc w uzdrowiskowej mieścinie M. zapragnęłyśmy z dwiema znajomymi udać się  do pobliskiej karczmy o światowej nazwie  na popołudniową kawkę. Przed karczmą postanowiłyśmy uwiecznić się na zdjęciach. Chodnik był wąski i chcąc zrobić ujęcie trzeba było się cofnąć nieco dalej poza chodnik. Zwykle było tu pusto. Ale teraz akurat przemierzał chodnik powolutku starszy pan o rumianej twarzy. Przeprosiłam więc grzecznie za kłopot. Od słowa do słowa nawiązała się przyjemna pogawędka. Okazało się, że pan ów wkrótce skończy sto lat. Codziennie wybiera się na półkilometrowy spacer, właśnie tędy przechodząc.
A na moje pytanie: - Chce się tak panu?- miał tylko jedna odpowiedź: -Dyscyplina.
Tłumaczył nam, że nieraz mu się nie chciało, nie było pogody albo coś mu dokuczało. Z zawodu wojskowy miał wpojoną dyscyplinę, która teraz bardzo mu się przydaje. Szepnął nam jeszcze: tylko mi strasznie wstyd, że tak wolno chodzę. Napomknął też, że był trzykrotnie jeńcem wojennym, przeżył wojnę.
Zdziwiona zapytałam: -To naprawdę nie chorował pan nigdy?
A staruszek tylko się uśmiechnął i odparł:-  Nieraz się zdarzało i było  się w szpitalu, ale zawsze wychodziło się cało.
Po czym dodał wesoło: - Kto w M. żyje, ten stu lat dożyje!
Na koniec rozmowy życzyłyśmy mu takiego dobrego zdrowia, jak do tej pory i żadnych chorób. A on podziękował z radością w oczach.
Po czym przybliżył dłoń w kierunku  mojego policzka i zażartował, naśladując odgłos pukania: - Odpukać w niemalowane!
Faktycznie staruszek dobrze zauważył, że  nie zrobiłam makeupu:) Rozstaliśmy się ze śmiechem, a starszy pan raźno pomaszerował dalej.

12

Odp: Papuga i wróble

Witaj Summerko. big_smile

Z zainteresowaniem przeczytałam garść refleksji o narzekaniu gdzie trafnie ujęłaś nasze Polaków przywary , myślę że ta chęć narzekania i odczarowywania powodzenia szybko się nie zmieni , a jednak przyjemniej by było żeby zamiast narzekania słyszelibyśmy szczerą miłą odpowiedź. Radość z życia i z jego osiągnięć to przecież muzyka dla uszu. smile

Spotkania 100-latka , pięknie opisałaś, aż radość brała że są jeszcze tacy zadowoleni z życia ludzie  , którym się jeszcze chce chcieć i obdarowują innych swoim uśmiechem i radością.

Pisz Summerko, bo piszesz nie tylko ciekawie ale o ważnych i istotnych dla nas sprawach. Serdecznie pozdrawiam.

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Spotkanie ze stulatkiem

Będąc w uzdrowiskowej mieścinie M. zapragnęłyśmy z dwiema znajomymi udać się  do pobliskiej karczmy o światowej nazwie  na popołudniową kawkę. Przed karczmą postanowiłyśmy uwiecznić się na zdjęciach. Chodnik był wąski i chcąc zrobić ujęcie trzeba było się cofnąć nieco dalej poza chodnik. Zwykle było tu pusto. Ale teraz akurat przemierzał chodnik powolutku starszy pan o rumianej twarzy. Przeprosiłam więc grzecznie za kłopot. Od słowa do słowa nawiązała się przyjemna pogawędka. Okazało się, że pan ów wkrótce skończy sto lat i  codziennie wybiera się na półkilometrowy spacer właśnie tędy przechodząc. A na moje pytanie: - chce się tak panu, miał tylko jedna odpowiedź: -dyscyplina. Tłumaczył nam, że nieraz mu się nie chciało, nie było pogody albo coś mu dokuczało. Z zawodu wojskowy miał wpojoną dyscyplinę, która teraz bardzo się przydaje. Szepnął nam jeszcze: tylko mi strasznie wstyd, że tak wolno chodzę.Napomknął też, że był trzykrotnie jeńcem wojennym  i  przeżył wojnę. Zdziwiona zapytałam: To naprawdę nie chorował pan nigdy? A staruszek tylko się uśmiechnął i odparł: Nieraz się zdarzało i było  się w szpitalu, ale zawsze wychodziło się cało. Po czym dodał wesoło: Kto w M. żyje, ten stu lat dożyje! Na koniec rozmowy życzyłyśmy mu takiego dobrego zdrowia, jak do tej pory i żadnych chorób. A on podziękował z radością w oczach. Po czym przybliżył dłoń w kierunku  mojego policzka i zażartował naśladując odgłos pukania: odpukać w niemalowane. Faktycznie staruszek dobrze zauważył, że  nie zrobiłam makeupu:) Rozstaliśmy się ze śmiechem, a staruszek raźno pomaszerował dalej.

Summerko, urocza/optymistyczna opowieść smile Zajmująco i ciekawie gawędzisz. Mojemu Dziadkowi do stu lat zabrakło 2 miesięcy. Los chciał inaczej...

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

14 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-01-26 11:35:53)

Odp: Papuga i wróble

Jak się cieszę, że się odezwaliście! Z tej okazji poprawiłam nawet  błędy interpunkcyjne w ostatnim poście:)
Klaudynko super, że jesteś. Zauważyłam, że podczas mojej niebytności na forum założyłaś nowy wątek. Gratulacje!
Niepotrzebne narzekania, kiedy się komuś dobrze powodzi, zawsze mnie zadziwiało. Ale ostatnio zetknęłam się z taką kobiecą zawiścią, tak bez powodu, że teraz już  mnie nie razi to narzekanie. Pisywanie to przecież jeden z moich sposobów na chandrę:)
Wielbicielu Lidiji Bacic przykro mi z powodu Twojego dziadka. Temu panu też brakuje  dwóch miesięcy do stu lat. Urodził się w 1915 roku. Mam nadzieję, że dożyje  do swoich urodzin w zdrowiu i dobrej kondycji. Patrząc na niego trudno było się domyślić, że ma aż tyle lat. Siedemdziesiątka to górna granica, jaką mu  "dawałyśmy".  Twarz bez zmarszczek, prosta sylwetka i roześmiane niebieskie oczy.

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Jak się cieszę, że się odezwaliście! Z tej okazji poprawiłam nawet  błędy interpunkcyjne w ostatnim poście:)
Klaudynko super, że jesteś. Zauważyłam, że podczas mojej niebytności na forum założyłaś nowy wątek. Gratulacje!
Niepotrzebne narzekania, kiedy się komuś dobrze powodzi, zawsze mnie zadziwiało. Ale ostatnio zetknęłam się z taką kobiecą zawiścią, tak bez powodu, że teraz już  mnie nie razi to narzekanie. Pisywanie to przecież jeden z moich sposobów na chandrę:)
Wielbicielu Lidiji Bacic przykro mi z powodu Twojego dziadka. Temu panu też brakuje  dwóch miesięcy do stu lat. Urodził się w 1915 roku. Mam nadzieję, że dożyje  do swoich urodzin w zdrowiu i dobrej kondycji. Patrząc na niego trudno było się domyślić, że ma aż tyle lat. Siedemdziesiątka to górna granica, jaką mu  "dawałyśmy".  Twarz bez zmarszczek, prosta sylwetka i roześmiane niebieskie oczy.

Summerko, dziękuję smile Mój Dziadek urodził się w 1905 roku. Nigdy bym nie przypuszczał, że dotyka Cię chandra.

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

16

Odp: Papuga i wróble

Summerko, na chandrę najlepsze jest pisanie, a wiem że potrafisz , a ja przyrzekam że będę czytała.

17 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-01-26 13:35:23)

Odp: Papuga i wróble
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Summerko, dziękuję smile Mój Dziadek urodził się w 1905 roku. Nigdy bym nie przypuszczał, że dotyka Cię chandra.

Mój nieżyjący dziadek też był z tego rocznika. Pamiętał dobrze wojnę bolszewicką.
O, dotyka, dotyka, ale leciutko:)

Klaudyna napisał/a:

Summerko, na chandrę najlepsze jest pisanie, a wiem że potrafisz, a ja przyrzekam, że będę czytała.

Dzięki za dobre słowo.  Ja także czytam Twoje wiersze. Ostatnio zbyt melancholijne. Dlaczego?

18 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2015-01-26 16:43:24)

Odp: Papuga i wróble

Summerko wiersze są może zbyt melancholijne bo pogoda jest taka,  buro i ponuro, jeszcze leżącego śniegu w tym roku nie widziałam. Dziękuję Ci za gratulacje i zapraszam. big_smile

19 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-01-26 18:45:25)

Odp: Papuga i wróble

Z dziennika  niezbyt żwawej kuracjuszki
Dzień  pierwszy
(Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są dziełem przypadku)
Przyjechałam do sanatorium o godzinie piątej rano.  Weszłam do budynku i od razu zmęczona opadłam na jeden z głębokich foteli  w holu.  O  wpół do siódmej zaczynały się zapisy. O godzinie ósmej miało być  śniadanie. Głodna i zmęczona wpadłam do pokoju, żeby zostawić bagaże. W sali restauracyjnej ,  gdzie odbywały się posiłki, zjawiłam się  wraz ze swoją współlokatorką bardzo wcześnie. Energiczna pani  ze stołówko-restauracji skierowała nas do stolika nr 13 w najciemniejszym kącie sali. W szybkim tempie opuściłyśmy ten stolik, żeby wybrać  ten bliżej okna.
Pani trochę na nas nakrzyczała,  że zmieniamy miejsce. A  w końcu doszła do wniosku, że jesteśmy przesądne i  odstraszyła nas  trzynastka. Stanowczo nam też zabroniła ruszać się  z  obecnego miejsca  do końca turnusu, co wzięłam sobie mocno do serca. Oprócz tego miałyśmy zapowiedziane, żeby  nic nie wynosić do pokoju, bo nikt nie będzie za nas płacić, jeśli zabraknie w kuchni talerzyka albo łyżeczki.
Śniadanie było dość obfite. Niestety nadmiar wrażeń i zmęczenie nie pozwoliły mi zaspokoić głodu. Napiłam się tylko słabej herbatki z cytryną, w sam raz nadającej się na szpitalny napój. Wróciłyśmy do pokoju. Było nam bardzo chłodno  skutkiem długiej niewygodnej nocnej podróży, a w pokoju  panował ziąb.
Szczęściem w otwartym sąsiednim pokoju moja współlokatorka zauważyła przenośny kaloryfer. Postanowiłyśmy poprosić o niego kierowniczkę. Potem zadowolone z siebie włączyłyśmy go, grzejąc sobie zmarznięte odnóża. Krótko trwała ta chwila, bo trzeba było stanąć w kolejce do pielęgniarki i lekarza. Po powrocie chciałyśmy   rozlokować swoje szaty w szafie. Niestety była tak skonstruowana, że korzystać  mogłyśmy kolejno, bo jak się otwierało z jednej strony jej przesuwne drzwi, to zamykały się  z drugiej.  Dodatkowo zadziwiły mnie wieszaki zahaczone o gwóźdź w ten sposób, że nie można było ich w całości odłączyć od  szafy.
Widok z pokoju miałyśmy tylko  przepiękny  na  zaśnieżone górskie szczyty. Ciągle za oknem padał mokry śnieg.

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Summerko, dziękuję smile Mój Dziadek urodził się w 1905 roku. Nigdy bym nie przypuszczał, że dotyka Cię chandra.

Mój nieżyjący dziadek też był z tego rocznika. Pamiętał dobrze wojnę bolszewicką.
O, dotyka, dotyka, ale leciutko:)

Klaudyna napisał/a:

Summerko, na chandrę najlepsze jest pisanie, a wiem że potrafisz, a ja przyrzekam, że będę czytała.

Dzięki za dobre słowo.  Ja także czytam Twoje wiersze. Ostatnio zbyt melancholijne. Dlaczego?

Summerko, mój obdarzony był świetną pamięcią. Zbiegły się daty urodzenia naszych Dziadków smile Życzę Ci, aby nawet leciutko chandra Cię nie dotykała.
Twój ostatni wpis bardzo ciekawy smile

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

21

Odp: Papuga i wróble

Wielbicielu Lidiji Bacic wielkie dzięki!  Ostatni wpis to tylko nędzny fragmencik, nieco osłodzony tamtejszym miodem:)

22 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-02-09 10:44:20)

Odp: Papuga i wróble

Z dziennika  niezbyt żwawej kuracjuszki  (Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są dziełem przypadku)

Wtorek
Dziś na zajęciach relaksacyjnych pani psycholog włączyła muzykę ze śpiewem ptaków. Na poprzednich, gdy włączyła szum   wodospadu, dwie osoby udały się  do toalety. Podczas słuchania ptasich  treli zasnął  jeden pan i zaczął potężnie chrapać. Jego sąsiadka z materaca obok zaczęła się  się tak  głośno śmiać, że nie mogła przestać. Jak nam mówiła, to ma taką właśnie przypadłość. Z relaksu nici.

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Z dziennika  niezbyt żwawej kuracjuszki  (Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są dziełem przypadku)

Wtorek
Dziś na zajęciach relaksacyjnych pani psycholog włączyła muzykę ze śpiewem ptaków. Na poprzednich, gdy włączyła szum   wodospadu, dwie osoby udały się  do toalety. Podczas słuchania ptasich  treli zasnął  jeden pan i zaczął potężnie chrapać. Jego sąsiadka z materaca obok zaczęła się  się tak  głośno śmiać, że nie mogła przestać. Jak nam mówiła, to ma taką właśnie przypadłość. Z relaksu nici.

Summerko, świetne smile Czytam z wielką przyjemnością.

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

24

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Z dziennika  niezbyt żwawej kuracjuszki  (Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są dziełem przypadku)

Wtorek
Dziś na zajęciach relaksacyjnych pani psycholog włączyła muzykę ze śpiewem ptaków. Na poprzednich, gdy włączyła szum   wodospadu, dwie osoby udały się  do toalety. Podczas słuchania ptasich  treli zasnął  jeden pan i zaczął potężnie chrapać. Jego sąsiadka z materaca obok zaczęła się  się tak  głośno śmiać, że nie mogła przestać. Jak nam mówiła, to ma taką właśnie przypadłość. Z relaksu nici.

smile Z racji mojej wybujałej wyobraźni sama zaczęłam się głośno śmiać. To musiało świetnie wyglądać smile Zyczę samych wesołych dni.

"Prawdziwa przyjaźń przychodzi wówczas, gdy milczenie dwóch osób ich nie niepokoi"- dzięki M.

25

Odp: Papuga i wróble

Summerko, czy Twoje wpisy oznaczają, że fundujesz nam jakiś cykl? Jeżeli tak, to super. Chętnie poczytam, bo już mnie nieźle ubawiłaś.

26

Odp: Papuga i wróble

Wielbicielu Lidiji Bacic dzięki!
Okruszku80cieszę się, że się podobało.
Ewka a ja ci dziękuję, że przeczytałaś:)
Kochani niestety wypełniam lukę. Jakoś mało tu się produkujecie ostatnio:)

PS Czekam także na krytyczne uwagi w rodzaju: summerka no, wiesz co, co ty w ogóle tutaj  wypisujesz:) Ale przecież uśmiechnąć się też czasem trzeba.

27 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-02-11 22:38:15)

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Wielbicielu Lidiji Bacic dzięki!
Okruszku80cieszę się, że się podobało.
Ewka a ja ci dziękuję, że przeczytałaś:)
Kochani niestety wypełniam lukę. Jakoś mało tu się produkujecie ostatnio:)

PS Czekam także na krytyczne uwagi w rodzaju: summerka no, wiesz co, co ty w ogóle tutaj  wypisujesz:) Ale przecież uśmiechnąć się też czasem trzeba.

Znalazłam kilka błędów stylistycznych, niezbyt trafione sformułowania ale ogólnie czyta się przyjemnie.
Chętnie przeczytam następne wrażenia kuracjuszki. Do dzieła koleżanko!

Moja babcia była z 1905 roku. Dożyła do 1988. Była nieco zgryźliwa, nie lubiła kobiet. Faworyzowała wnuków-chłopców. Wnuczki nie były zbytnio lubiane. Podobnie jak córki. Za to nad zaletami synów rozpływała się w zachwytach, pomagała im finansowo.
Miała 8 dzieci, po równo 4 synów i 4 córki.
Tak myślę, że to może dlatego, że była akuszerką i widziała kobiety w stanie gdy nie za bardo mogły nad sobą panować, darły się wniebogłosy, były pokrwawione, spocone. Miała ich po prostu dość dlatego nie darzyła sympatią.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

28

Odp: Papuga i wróble
Kleoma napisał/a:
Summerka napisał/a:

Wielbicielu Lidiji Bacic dzięki!
Okruszku80cieszę się, że się podobało.
Ewka a ja ci dziękuję, że przeczytałaś:)
Kochani niestety wypełniam lukę. Jakoś mało tu się produkujecie ostatnio:)

PS Czekam także na krytyczne uwagi w rodzaju: summerka no, wiesz co, co ty w ogóle tutaj  wypisujesz:) Ale przecież uśmiechnąć się też czasem trzeba.

Znalazłam kilka błędów stylistycznych, niezbyt trafione sformułowania ale ogólnie czyta się przyjemnie.
Chętnie przeczytam następne wrażenia kuracjuszki. Do dzieła koleżanko!

Moja babcia była z 1905 roku. Dożyła do 1988. Była nieco zgryźliwa, nie lubiła kobiet. Faworyzowała wnuków-chłopców. Wnuczki nie były zbytnio lubiane. Podobnie jak córki. Za to nad zaletami synów rozpływała się w zachwytach, pomagała im finansowo.
Miała 8 dzieci, po równo 4 synów i 4 córki.
Tak myślę, że to może dlatego, że była akuszerką i widziała kobiety w stanie gdy nie za bardzo mogły nad sobą panować, darły się wniebogłosy, były pokrwawione, spocone. Miała ich po prostu dość dlatego nie darzyła sympatią.

Witaj Kleoma! Dziękuję za przeczytanie. Oczywiście zgadzam się z tobą co do stylistycznych sformułowań. Zobaczyłam je dopiero wtedy, kiedy wysłałam post. Nawet kilka zdań musi być dobrze wycyzelowanych. Krytyczne uwagi  popychają autora do dalszej pracy nad tekstem.
Dużo dzieci miała twoja babcia. Co do faworyzowania to pewnie kierowała się jakiś swoim systemem wartości albo życiowymi doświadczeniami.  Przykre dla córek. Pozdrawiam!

29

Odp: Papuga i wróble

Moja babcia miała takie swoje powiedzonko : " Lepiej w życiu drewnianemu Jasiowi niż malowanej Kasi".
Używała tego gdy usłyszała, że komuś ze znajomych urodziło się dziecko.
Była to jej ocena na płeć dziecka.

A druga moja babcia była jeszcze starsza. Skończyła tylko 3 klasy podstawówki. W tamtych czasach dzieci na wsi  przeważnie dłużej do szkoły nie chodziły bo w wieku 10 lat już były zdolne do pracy w polu, pasania krów,  gotowania, zajmowania się młodszym rodzeństwem.
Babcia mówiła gwarą. Mliko, syr, kinąć, potoknąć...
Na dziewczynki mówiła "dziwki" i to było normalne, nikogo tam na wsi nie bulwersowało, tak mówiła większość ludzi.
Kiedyś gdy byłam u niej przyprowadziłam sobie koleżankę, którą poznałam będąc u babci. Przychodziła się bawić do mnie , ja do niej. Babcia zapytała ją : " A ty czyja dziwka jesteś?". A dziewczynka spokojnie odpowiedziała, że jest ''Hanki Dulębianki" chociaż jej mama po mężu a i ona sama nosiły inne nazwisko. Ale, że ojciec nie był z tej wsi tylko przyszedł za zięcia to tak się mówiło.
Gdyby to ojciec był miejscowy to powiedziałaby, że jest Stacha Górniaka.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

30

Odp: Papuga i wróble

Kleoma to już chyba wiem, z jakiej części Polski pochodzisz:) Ja słyszałam wersję: łatwiej słomianemu Jasiowi niż złotej Kasi. Dziś można było zrozumieć inaczej to słowo:) Mnie  bardzo się podobała gwara,nie ta dzisiejsza, tylko związana ze staropolszczyzną. Niesamowite ile w tej gwarze było rozmaitych  przymiotników na jedno dzisiejsze określenie 'fajny" zależnie od kontekstu wypowiedzi.
Wracając  do dziennika kuracjuszki, to mocno się zastanawiam.

31 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-02-12 20:52:10)

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Kleoma to już chyba wiem, z jakiej części Polski pochodzisz:) Ja słyszałam wersję: łatwiej słomianemu Jasiowi niż złotej Kasi. Dziś można było zrozumieć inaczej to słowo:) Mnie  bardzo się podobała gwara,nie ta dzisiejsza, tylko związana ze staropolszczyzną. Niesamowite ile w tej gwarze było rozmaitych  przymiotników na jedno dzisiejsze określenie 'fajny" zależnie od kontekstu wypowiedzi.
Wracając  do dziennika kuracjuszki, to mocno się zastanawiam.

A to podaj z jakiej części Polski jestem, ciekawe czy zgadniesz.

Nie zastanawiaj się tylko pisz zwierzenia kuracjuszki. Nie tylko ja,  na pewno jeszcze wiele osób chętnie poczyta.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

32

Odp: Papuga i wróble

Jeszcze o gwarze.
Do liceum chodziłam w małym miasteczku. W szkole tej było dużo dzieci wiejskich, często z jednej miejscowości, razem chodzili do podstawówki..
Na lekcjach rozmawiali przykładnie poprawną polszczyzną.
Ale gdy nie musieli to po swojemu.
Początek lat 80 tych. Rozmowa przed szatnią dwóch moich kolegów z klasy chyba 2 liceum.

-"Kazik, twoje palto się wala"
-"któryś sukinsyn kinuł"

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

33

Odp: Papuga i wróble
Kleoma napisał/a:
Summerka napisał/a:

Kleoma to już chyba wiem, z jakiej części Polski pochodzisz:) Ja słyszałam wersję: łatwiej słomianemu Jasiowi niż złotej Kasi. Dziś można było zrozumieć inaczej to słowo:) Mnie  bardzo się podobała gwara,nie ta dzisiejsza, tylko związana ze staropolszczyzną. Niesamowite ile w tej gwarze było rozmaitych  przymiotników na jedno dzisiejsze określenie 'fajny" zależnie od kontekstu wypowiedzi.
Wracając  do dziennika kuracjuszki, to mocno się zastanawiam.

A to podaj z jakiej części Polski jestem, ciekawe czy zgadniesz.

Nie zastanawiaj się tylko pisz zwierzenia kuracjuszki. Nie tylko ja,  na pewno jeszcze wiele osób chętnie poczyta.

Bardzo ci dziękuję.  Z centralnej? Zwierzenia kuracjuszki to dobry tytuł.

34

Odp: Papuga i wróble

Nie, nie z centralnej.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

35

Odp: Papuga i wróble

Autentyczne wydarzenia z życia są ciekawe. Jest wiele sytuacji i zdarzeń nawet tych z pozoru błahych, które warte są przelania na papier czy jak w tym  przypadku na dysk komputera.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

36

Odp: Papuga i wróble

Kleoma muszę cię rozczarować. To, co napisałam ostatnio, to nie są  autentyczne zdarzenia. No, może trochę:)
No to nie zgadłam, że z centralnej. Trudno się mówi.

37

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Kleoma muszę cię rozczarować. To, co napisałam ostatnio, to nie są  autentyczne zdarzenia. No, może trochę:)
No to nie zgadłam, że z centralnej. Trudno się mówi.

A myślałam, że kurujesz się w sanatorium i opisujesz kolejne dni.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

38

Odp: Papuga i wróble
Kleoma napisał/a:
Summerka napisał/a:

Kleoma muszę cię rozczarować. To, co napisałam ostatnio, to nie są  autentyczne zdarzenia. No, może trochę:)
No to nie zgadłam, że z centralnej. Trudno się mówi.

A myślałam, że kurujesz się w sanatorium i opisujesz kolejne dni.

Nie! Byłam wcześniej. A przyszło mi to do głowy po przeczytaniu zbioru  opowiadań pt. "Kuracja".

39 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2015-03-13 22:51:11)

Odp: Papuga i wróble

https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRRK6YKT1hHvbyMpBiaEUccm89SbLYKmXQjrICEKAAyqU-96wwx

Summerko ja w sanatorium byłam kilka razy ale chętnie czytam Twoje zwierzenia kuracjuszki , tylko pisz big_smile bo ja doczekać się nie mogę. big_smile

Wspomnienia Kleomy są również ciekawe , nie zgadnę z jakiej części Polski jesteś , ale fajnie czyta się o babci i jej mowie. Kiedyś dzieciom wystarczyło umieć się podpisać a najważniejsze ażeby do pracy były zdatne, takie były czasy.

pozdrawiam Was obie i z przyjemnością będę podczytywała to co piszecie.

40 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-03-14 21:08:17)

Odp: Papuga i wróble

Zwierzenia kuracjuszki

Wtorek. Spacer po parku
(Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są dziełem przypadku)

Na spacerze  spotkałyśmy pętającego się samotnie pana z wielkimi siwymi wąsami. Robił wrażenie, jakby się zgubił. I chciał nas zapytać o drogę. Jak się potem okazało, był z tej samej miejscowości, co moja towarzyszka, więc  rozwinął się radosny dialog ziomali. Pan ów po chwili zaczął mi się dziwnie przyglądać, a po chwili usłyszałam, że może pożyczyć mi swojej czapki, ponieważ, jego zdaniem, za lekko się ubrałam, jak na taki mróz i zmarzłam. Nadmieniam, że nakrycie  głowy posiadałam.  Podziękowałam więc  z uśmiechem  i wyraziłam troskę o jego zdrowie, bynajmniej nie fizyczne. Następnie tenże  pan  niezrażony moją odpowiedzią zaczął nas zabawiać konwersacją na temat  widzianych kiedyś w kriokomorze niezwykłych  kobiet  w skąpych  kostiumach kąpielowych .  Obydwie jak na komendę przyśpieszyłyśmy kroku i nie podjęłyśmy już   szeptanego do ucha  ?intrygującego?  zaproszenia na ?drinusia?.

I to by było na tyle - jak mawiał pan Stanisławski z radiowej trójki:)

41 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-09-05 09:54:59)

Odp: Papuga i wróble

Rudzielec (fragment)

Pewnego dnia wróciłam  do domu i zastałam córkę z bardzo poważną miną. - Co się stało-  zapytałam z niepokojem.
-Mamo, nie wiem czy się na to zgodzisz. Znalazłam kota - odpowiedziała, zaglądając i w oczy i badając  moją reakcję. Rozejrzałam się po mieszkaniu, ale nic  nie zobaczyłam. 
- Gdzie jest i jak  go znalazłaś? Możemy napisać ogłoszenie i zwrócić właścicielce. Może uciekł? - odparłam jednym tchem.
Córka uśmiechnęła się leciutko.
- Kot  jest u mojej koleżanki. On nie może iść do schroniska - rzekła z naciskiem.
- A to dlaczego? - spytałam zaciekawiona - dachowcom nic się nie dzieje w schronisku.
- Mamo, to chyba rasowy kotek.
- A po czym poznałaś?
- Ma bardzo puszysty ogonek i grube łapki. I jest cały rudy w  delikatne  pręgi - jak tygrysek. Śliczny! - westchnęła córka z zachwytem.
- A gdzie go znalazłaś? - pytałam dalej - może uciekł właścicielowi? Córka zrobiła poważną minę.
- I tak mi nie uwierzysz. Szłam z Moniką ze sklepu, a tu przed nami zatrzymał się samochód, prawie na środku ulicy.  Wysiadła dziewczyna,   wyniosła coś, zostawiła miskę  i odjechała. Patrzymy, a tam malutki kotek, a w misce karma. Musiałyśmy go zabrać, bo jeszcze ktoś by go przejechał.
- Eee - wzruszyłam  ramionami z powątpiewaniem - kot na pewno by uciekł od razu. To niemożliwe.
Ale poprosiłam córkę,  by przyniosła kotka do domu. Trzeba go było zawieźć do weterynarza i zaopiekować się, dopóki ktoś się  nie znajdzie. W domu nie było miejsca dla kolejnego zwierzaka.
Po chwili ujrzałam bohatera  dnia. Kotek był śliczny, zadbany i wcale nie był  przestraszony. Od razu ułożył się na środku dywanu,wyciągając  długie łapki i wielki puchaty rudy ogon, który pasowałby bardziej do wiewiórki niż do kota. W ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Wpatrzony był ciągle w samarytankę  czyli moją córkę.

42

Odp: Papuga i wróble

Summerko , fajnie nastrojowo napisane i z ciekawością się czyta, serdecznie pozdrawiam.

43 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-09-05 20:44:18)

Odp: Papuga i wróble

Witaj Klaudyno! Miło Cię  widzieć w tym wątku. Dziękuję za przymknięcie oczu  na drobne potknięcia. Historia o rudzielcu jest prawdziwa. Kot liczy sobie już sporo lat i sporo przeżył. Był nawet  przedmiotem przetargu na sprawie rozwodowej pewnych państwa.

44

Odp: Papuga i wróble

Summerko , drobne potknięcia są niezbędne, wiem że je widzisz ale nie one są najważniejsze , liczy się całokształt.

45

Odp: Papuga i wróble
Klaudyna59 napisał/a:

Summerko , drobne potknięcia są niezbędne, wiem że je widzisz ale nie one są najważniejsze , liczy się całokształt.

Klaudyno dziękuję.  Może mi się uda zdobyć zdjęcie Rudego, ale nie obiecuję.

46 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-11-21 10:30:59)

Odp: Papuga i wróble

Imię dla Rudego

Kot zachowywał się jak prawdziwy przedstawiciel arystokracji.  Kroczył  wolno i dostojnie niczym  hrabia von coś tam. Na kici,  kici w ogóle nie reagował. Natomiast  kiedy był głodny, a często był,  dopominał się o jedzenie  wyrazistym  i nieznoszącym sprzeciwu „miau”.Dostawał tylko karmę. 
Weterynarz  orzekł, że koci królewicz  jest jeszcze młodziutki i całkiem zdrowy.
Wtedy  przed blokiem rozpoczęły się  niekończące się dyskusje  na temat wyboru imienia dla  Rudzielca.
Imię oznacza nadawanie tożsamości. W starych wierzeniach niektórych ludów, kto zgubiłby imię to prawie tak, jakby zgubił duszę. Kotu należało nadać właściwą  tożsamość poprzez imię.
W żadnym wypadku nie mógł to być Mruczek ani  Kiciuś. Tak  dumnemu kotu należało nadać stosowne  królewskie imię. Ramzesem ani Ramanidesem nie mógł zostać ze względu  na  jaskrawe niepodobieństwo  do  czarnych kotów, co  zdaniem dziewczynek, wykluczało  tego typu   imiona. Nie mógł to być też Garfield ani inny bohater z bajek  dla dzieci, bo zbyt dumnie się prezentował. A imię Tygrysek wydawało im się zbyt pospolite.
Podczas, gdy ruda gwiazda wylegiwała się  w marcowym słońcu - niczego nieświadoma - toczył się  zażarty spór. W końcu decyzja zapadła. A właściwie dwie decyzje. Dwa imiona, jedno na co dzień, a drugie oficjalne, od święta.

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Imię dla Rudego

Kot zachowywał się jak prawdziwy przedstawiciel arystokracji.  Kroczył  wolno i dostojnie niczym  hrabia von coś tam. Na kici,  kici w ogóle nie reagował. Natomiast  kiedy był głodny, a często był,  dopominał się o jedzenie  wyrazistym  i nieznoszącym sprzeciwu „miau”.Dostawał tylko karmę. 
Weterynarz  orzekł, że koci królewicz  jest jeszcze młodziutki i całkiem zdrowy.
Wtedy  przed blokiem rozpoczęły się  niekończące się dyskusje  na temat wyboru imienia dla  Rudzielca.
Imię oznacza nadawanie tożsamości. W starych wierzeniach niektórych ludów, kto zgubiłby imię to prawie tak, jakby zgubił duszę. Kotu należało nadać właściwą  tożsamość poprzez imię.
W żadnym wypadku nie mógł to być Mruczek ani  Kiciuś. Tak  dumnemu kotu należało nadać stosowne  królewskie imię. Ramzesem ani Ramanidesem nie mógł zostać ze względu  na  jaskrawe niepodobieństwo  do  czarnych kotów, co  zdaniem dziewczynek, wykluczało  tego typu   imiona. Nie mógł to być też Garfield ani inny bohater z bajek  dla dzieci, bo zbyt dumnie się prezentował. A imię Tygrysek wydawało im się zbyt pospolite.
Podczas gdy ruda gwiazda wylegiwała się  na marcowym słoneczku - niczego nieświadoma, toczył się  zażarty spór. W końcu decyzja zapadła. A właściwie dwie decyzje. Dwa imiona, jedno na co dzień, a drugie oficjalne, od święta.

Summerko, uroczy i świetny tekst!

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

48

Odp: Papuga i wróble

Wielbicielu Lidji Bacic zwierzęta są zawsze wdzięcznym tematem  do opowiadań. Dziękuję.

49

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Spotkanie ze stulatkiem

Będąc w uzdrowiskowej mieścinie M. zapragnęłyśmy z dwiema znajomymi udać się  do pobliskiej karczmy o światowej nazwie  na popołudniową kawkę. Przed karczmą postanowiłyśmy uwiecznić się na zdjęciach. Chodnik był wąski i chcąc zrobić ujęcie trzeba było się cofnąć nieco dalej poza chodnik. Zwykle było tu pusto. Ale teraz akurat przemierzał chodnik powolutku starszy pan o rumianej twarzy. Przeprosiłam więc grzecznie za kłopot. Od słowa do słowa nawiązała się przyjemna pogawędka. Okazało się, że pan ów wkrótce skończy sto lat. Codziennie wybiera się na półkilometrowy spacer, właśnie tędy przechodząc.
A na moje pytanie: - Chce się tak panu?- miał tylko jedna odpowiedź: -Dyscyplina.
Tłumaczył nam, że nieraz mu się nie chciało, nie było pogody albo coś mu dokuczało. Z zawodu wojskowy miał wpojoną dyscyplinę, która teraz bardzo mu się przydaje. Szepnął nam jeszcze: tylko mi strasznie wstyd, że tak wolno chodzę. Napomknął też, że był trzykrotnie jeńcem wojennym, przeżył wojnę.
Zdziwiona zapytałam: -To naprawdę nie chorował pan nigdy?
A staruszek tylko się uśmiechnął i odparł:-  Nieraz się zdarzało i było  się w szpitalu, ale zawsze wychodziło się cało.
Po czym dodał wesoło: - Kto w M. żyje, ten stu lat dożyje!
Na koniec rozmowy życzyłyśmy mu takiego dobrego zdrowia, jak do tej pory i żadnych chorób. A on podziękował z radością w oczach.
Po czym przybliżył dłoń w kierunku  mojego policzka i zażartował, naśladując odgłos pukania: - Odpukać w niemalowane!
Faktycznie staruszek dobrze zauważył, że  nie zrobiłam makeupu:) Rozstaliśmy się ze śmiechem, a starszy pan raźno pomaszerował dalej.

Urocza historia smile

50

Odp: Papuga i wróble

Dżdżownick, dzięki za przeczytanie. Pogoda ducha pozwala znieść wiele w  życiu. Pozostaje nam wszystkim życzyć sobie tego samego.

51 Ostatnio edytowany przez jeruka9 (2016-09-22 09:03:13)

Odp: Papuga i wróble

poprawiam :Czy ktoś widzieliscie kiedyś kolorową dużą papugę  przechadzajaca sie wśród stada malych szarych  wróbelków? Ja widziałam.
Znaleźliśmy wtedy ją  latem wyfrunęła komuś przez otwarte okno.  zamieszkała  w pożyczonej od sąsiadki klatce. Okazało się ze ma talent, potrafi otwierać klatkę  dziobem.
trwała ciepłe lato i zawsze o  świcie śpiewały ptaki za oknem. Papuga skakała w klatce  i spiewala razem z nimi. posiadała też inne umiejętności. Naśladowała cmokanie, mlaskanie, ziewanie, trzaskanie  drzwi od samochodów, które były blisko odgłosy pilota samochodowego, itp. Jednakże  jej występy odbywały się tylko nad ranem.  A w dzień siedziała cichutko, jak szara myszka. Ze złośliwego kosego spojrzenia przypominała mi do złudzenia koleżankę z pracy. Siedziała nastroszona,  naburmuszona i nadęta. Obserwowała mnie bardzo uważnie sledzac mój kazdy krok.
wypuszczana z klatki dla rozpostarcia skrzydel, fruwała wysoko, a wtedy wszystkie okna musiały być zamknięte.  darła się wtedy niemożliwie i nie chciala dac  się potem złapać lecac po pokoju.
w czasie cieplych letnich nocy  otwieraliśmy okna na oścież.  Pewnego razu gdy obudziłam się rano i papugi już nie było.  Klatka byla otwarta. Szukałyśmy jej wszedzie , pytałyśmy kazdego napotkanego czlowieka, zaczepiłyśmy na słupie ogłoszenie i wyznaczałyśmy nagrodę i ciagle nic. Aż na początku jesieni, kiedy nastaje chłód i pada deszcz , hałasująca śmieciarka spłoszyła stadko wróbli na pobliskiej starej lipie. Spojrzałam i oczom nie wierzyłam, wśród nich migotały mi kolorowo piórka . podbiegłam bliżej,  ptactwo już odfrunęło razem  z papugą. Nieznane mi  są  jej dalsze losy. Nieraz zastanawim się, jak sobie  poradzi. Ale w mojej pamięci na zawsze  pozostał jej widok, jak ze starej fotografii:  male szare wróbelki na wieliej gałęzi, a wśród nich  wielka  kolorowa papuga.....

I wiem teraz ze,  każdy potrzebuje towarzystwa gdy doskwiera mu samotnosc, a  na pewno papuga i to nieważne, że -  wróbli.

=^-^= miau  prawiczek ._.

52 Ostatnio edytowany przez Summerka (2016-09-22 16:16:15)

Odp: Papuga i wróble

Jeruka9, ach, ta klawiatura:) Dzięki. Kiedyś zrobię z tego wiersz;)

53 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2017-12-07 18:06:48)

Odp: Papuga i wróble
Summerka napisał/a:

Odpędzanie złych mocy czyli dlaczego narzekamy

(Garść filozoficznych  refleksji na powyższy temat)

Zastanawiam się, dlaczego narzekanie jest  u  nas takie normalne. Nie wypada wprost się czymś pochwalić w obawie, by inni czegoś nam nie pozazdrościli przypadkiem . Na pytanie, co słychać, najczęściej przecież odpowiada się: stara bieda, a w lepszym przypadku: jakoś leci albo: powolutku.
Chętnie opowiadamy o swoich nieszczęściach i kłopotach, a ukrywamy sukcesy.
I tak narzekamy, że nie mamy dość pieniędzy, narzekamy na zdrowie, na otoczenie. Boję się powiedzieć, że cieszę się dobrym zdrowiem, żeby nie stać się obiektem zawiści. Nie powiem, że mi wystarcza pieniędzy na podróże, bo jeszcze komuś przyjdzie do głowy poprosić mnie o pożyczkę.
W każdym sukcesie staramy się odkryć  jakąś rysę, żeby ją wyolbrzymić i udowodnić całemu światu, jacy to jesteśmy godni pożałowania i współczucia.
Sprawienie sobie  nowego autka  to dramat, bo przecież  jak drogo kosztuje jego utrzymanie i  przegląd.  A pomijamy  już milczeniem najważniejsze, jak się nim fajnie jeździ.  To tak, jakby  wierzyć w "złe  spojrzenia", które jest w stanie sprawić, by się twoje auto zepsuło.
Nabycie  dużego  domu to pasmo nieszczęść i nic dobrego. Tu należy okazać bliźniemu współczucie, bo posprzątać pięć sypialni i salon to praca ponad siły.
Jeśli zaoszczędziło się  na egzotyczną podróż, odwraca się  uwagę otoczenia mówiąc, że obiecało się  tę podróż drugiej połowie  bądź dzieciom.
Zmartwiona mina ma sygnalizować, że solidaryzujemy  się z innymi w codziennych kłopotach i zmartwieniach, a w rzeczywistości zaś  to odstraszacz, by nikt  nie wchodził w gumiakach w czyjeś  życie.
Takie czarowanie...
Opowiadanie o własnych problemach ma wywołać u innych  dobre emocje na tej samej zasadzie, co epatowanie  własnymi sukcesami wzbudzać może emocje złe (zawiść, złośliwość).
Radość chowamy głęboko w zanadrzu, na zewnątrz ukazując zazwyczaj normalne smętne oblicze.
Jest w tym wszystkim tylko jedno "ale?. Tak mocno w tym tkwimy, że czasem już nie potrafimy inaczej.

Nie "może wzbudzać", ale wzbudza, zapewniam. Jestem tego najlepszym przykładem.
Właśnie działam w pewnej sprawie, dla mnie bardzo ważnej, pozytywnej i prowadzącej pewnie do małego sukcesiku. Dopiero teraz widzę, ilu moich znajomych to fałszywi ludzie. Stare powiedzenie mówi "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Wiele w tym prawdy.
Od przesympatycznych do tej pory osób, usłyszałam głównie hejterskie teksty, jedna osoba przestała się do mnie odzywać. Inne niby ok, ale widzę, że trzymają dziwny dystans. 
Trudno im ścierpieć cudze szczęście, pogodzić się z czyjąś pomyślnością.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

54

Odp: Papuga i wróble

Tajemnicza75, dziękuję za odkopanie tekstu, który napisałam dobrych parę lat temu.  Mogę dodać teraz, że pomimo tego warto się cieszyć z własnych sukcesów, bo pomagają żyć, ale niekoniecznie musimy dzielić się nimi ze wszystkimi znajomymi.
Współczuję ci znajomych, którzy nie mogą ścierpieć, że ci się wiedzie.  Warto czasem poobserwować jak znajomi się zachowują wobec nas, kiedy to oni coś osiągną. To sporo mówi.

Posty [ 54 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018