Mam 25 lat. Jestem studentką prawa. Na studiach poznałam swojego przyszłego męża. Jesteśmy razem ponad 3 lata i chcemy się pobrać. Mój narzeczony jest wykładowcą na moim wydziale, doktorem w trakcie habilitacji. To bardzo dobry, uczciwy człowiek. Bardzo mnie kocha i wiem,że jestem dla niego bardzo ważna. I tu zaczyna się problem...Okłamałam go i nie wiem jak mu o tym powiedzieć. Boję się,że zranię go tym. Tyle razy prosił mnie abym mu o wszystkim mówiła bo jestem najważniejsza osoba w jego życiu. Nigdy nie pozwalałam mu na ingerencje w moje studia,nie chciałam żeby ktos kiedykolwiek zarzucił mi,że mam studia dzięki niemu. To mój ostatni rok studiów. Piszę pracę magisterską, ale wygląda na to,że nie będę mogła się obronić. Mam niezaliczone 3 egzaminy. Na zawaliłam 1 egzamin i do póki nie zdam go nie mogę przystąpić do pozostałych. To mnie blokuje. Nie powiedziałam mu o tym. On jest przekonany,że u mnie wszystko OK. Powiedziałam mu że zaliczyłam a dziś mam kłopoty. Na dodatek od października zmienił się regulamin studiów i okazuje się że nie jestem w najlepszej sytuacji. Czuję się potwornie. Jest mi wstyd, jestem zła na siebie,że to wszystko zawaliłam.Jestem beznadziejna. Wstydzę się przyznać. On robi habilitację a ja nie umiem poradzić sobie z egzaminem. Boję się co pomyśli sobie o mnie a nawet,że może mnie zostawić. Nie umiem mówić o swoich uczuciach i problemach a one mnie przerastają. Boję się co dalej. Jeśli poniosę porażkę -mogę sobie z tym nie poradzić. Co mam robić?
Podobne tematy
Co mam robić?
Wyjaśnić wszystko
Albo dać mu do przeczytania ten post, jeśli ciężko jest Ci mówić ![]()
Witaj Krolka ja tak króciutko napiszę,jednak porozmawiaj z nim.Powiedz mu o swoich obawach i tym co Cię męczy. Będzie Ci lżej i na pewno coś doradzi w końcu to Twój przyszły mąż.
Tym bardzie powinnaś mu zaufać i zapytać... co masz zrobić.
Pozdrawiam
nigdy nie umiałam rozmawiac o swoich problemach. Wszystko załatwiałam sama. Jest we mnie jakaś nieprawdopodobna blokada. Ściana której chyba nikt nie rozbije...
ogarnij się, to po pierwsze. Po drugie - musisz mu powiedzieć.
Jeżeli Twój facet jest takim dobrym człowiekiem jak piszesz to powiedz mu o tym - na pewno ci wybaczy, bo to nie koniec świata. Myślę, że powinien Ci też pomóc w nauce i podjęciu decyzji co do studiów.
Natomiast jeżeli rzuci cie, albo nawet obrazi się bo nie zdałaś egzaminu - to zastanów się po co ci taki związek. Oczywiście, może się wkurzyć bo go okłamałaś, ale na pewno nie dlatego, że nie zdałaś egzaminu!
Zastanów się też czy warto myśleć o sobie "jestem beznadziejna" przez to, że nie zdałaś czegoś na studiach. Świat się nie kończy na studiach... przynajmniej nie powinien.
Boziu, przecież oblany egzamin to nie zdrada!
Nie wiem nad czym tutaj właściwie deliberować-powiedz mu o co kaman, a może wspólnie razem coś wymyślicie.
Proste, a co ważniejsze możliwe! Wystarczy chcieć!
Zawsze wymagałam od siebie więcej niż powinnam a to dlatego że mając 18 lat urodziłam syna. Wszyscy mnie w tamtym momencie skreślili a ja za punkt honoru przyjęłam sobie naukę i studia. Pracowałam, uczyłam się, wychowywałam syna-SAMA. I tak zamknełam się w sobie. Grzegorz( mój narzeczony) jest zawsze otwarty, szczery i uczciwy a ja ciagle zamykam się w tej skorupie. Nie potrafię się przyznać że mam dość,że jest mi ciężko........
Boziu, przecież oblany egzamin to nie zdrada!
Nie wiem nad czym tutaj właściwie deliberować-powiedz mu o co kaman, a może wspólnie razem coś wymyślicie.
Proste, a co ważniejsze możliwe! Wystarczy chcieć!
Owszem może to nie koniec świata,ale dodatkowy rok studiów-na który ja juz nie mam siły.
Karolko, a jak Ty wyobrażasz sobie swoje małżeństwo z owym Grzegorzem, skoro już teraz nie potrafisz z nim rozmawiać o problemach? Na czym będzie polegał wasz związek, na "udawaniu że wszystko jest ok"?
Jak możesz się bać, reakcji ukochanej osoby, na wiadomość że jest Ci ciężko i brakuje Ci sił?
Poprostu mu powiedz. Przecież to najbliższy ci człowiek i napewno nie potępi cię przez niezdany egzamin. Rozumiem ból zranionej ambicji, ale to nie koniec świata. W życiu są też porażki i u kogo szukać po nich wsparcia jak nie u najbliższych?
Karolko, a jak Ty wyobrażasz sobie swoje małżeństwo z owym Grzegorzem, skoro już teraz nie potrafisz z nim rozmawiać o problemach? Na czym będzie polegał wasz związek, na "udawaniu że wszystko jest ok"?
Jak możesz się bać, reakcji ukochanej osoby, na wiadomość że jest Ci ciężko i brakuje Ci sił?
Dlatego tu jestem,żeby wygadać się, posłuchać rad...bo może ja widzę to w gorszych kolorach.
Nie chcę budować tego zwiazku na żadnym kłamstwie, bo to najcudowniejszy człowiek jakiego mogłam poznać. On coś podejrzewa,że mam jakiś problem i ma żal,że mu nie chce powiedzieć. Wczoraj napisał mi smsa na dobranoc: " jest mi smutno,że masz problem ,nie chcesz mojej pomocy, jak nie mogę nic dla Nas zrobić...."
Nie dawałam sobie rady, wstydziłam się przyznać - to chora ambicja. A poza tym nie chciała dokłądać mu problemów, których On i tak już ma dużo w związku ze swoją habilitacją...
Karolko, tak jak juz zostało napisane, niezdany egzamin to nie koniec świata. Są na prawdę większe problemy, z którym ludzie sobie radzą. tym bardziej, mając wsparcie bliskiej osoby. Zaufaj swojemu narzeczonemu. Wiesz jak jemu może być przykro, że nie ufasz mu ta tyle, aby powiedzieć o głupim niezdanym egzaminie? Jak w ogóle mogłaś pomyśleć, że on Cię może zostawić? Czy tak oceniasz swojego partnera? Jako kogoś, kto ambicje stawia ponad miłość i uczucie do swojej dziewczyny? Na prawdę widzisz taką możliwość, że on mógłby Cię zostawić, bo zawaliłaś egzamin?
Uszy do góry dziewczyno! Porozmawiaj z narzeczonym, a na pewno znajdziesz siły na naprawienie wszystkiego. Samo jego wsparcie, da Ci już mnóstwo sił. Zobaczysz.
Ten egzamin był bardzo ważny i niesie za sobą sporo konsekwencji. Nie boje się tego,że zostawi mnie bo nie zdałam ale dlatego ze nie powiedziałam mu wczesniej i sprawy zaszły tak daleko...Wstydze się tego ze On zaszedł tak daleko a ja nie potafie skończyć magistra...a z drugiej strony nie mam nikogo poza nim kto by mi pomógł i komu mogłabym się wyżalić..
14 2013-12-04 19:57:15 Ostatnio edytowany przez australia (2013-12-04 20:07:30)
przepraszam ale chyba wszystkiego niedoczytalam jestem tu nowa...wiec sie wdrazam w to..wybaczcie
..
15 2013-12-04 19:59:40 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-12-04 20:02:56)
Karolko, nie Ty pierwsza i nie ostatnia oblałaś ważny egzamin. Pogadaj z narzeczonym jak najszybciej, bo skoro wiesz dobrze że konsekwencje są poważne, to czas nie jest tutaj Twoim sprzymierzeńcem, prawda? Narzeczony jak sama mówisz, jest inteligentnym facetem, zrozumie. Powiedz mu to wszystko, że bałaś się że go zawiedziesz i dlatego zwlekałaś z tym, a teraz nie wiesz co zrobić. Na pewno pomoże Ci z tego wybrnąć. Doda sił. Nie czekaj dłużej. Nie ma na co.
Nie bądź też az tak surowa w ocenie siebie, bo to nic dobrego. Czasami trzeba potrafić sobie lekko "odpuścić". Nie poddawać się, ale choć delikatnie wyluzować. Dla własnego zdrowia psychicznego.
CZASAMI NIE WART MOWIC PRAWDY....
Zawsze warto. Bo na kłamstwie, niczego dobrego się nie zbuduje. Kłamstwo, zawsze wychodzi na jaw, prędzej czy później.
Prawda, może nie zawsze jest wygodna, ale daje poczucie bycia fair, wobec siebie samego. Kłamstwo zaś, niszczy nas od środka.
Karolka już teraz męczy się ze swoją "tajemnicą", co dobrego jej do tej pory z niej przyszło?
p.s. Wyłącz Caps Lock-a.
Nie znam Was, nie widzę, nie słyszę...ale jesteście SUPER KOBIETKI!!!
Dziekuję...
17 2013-12-04 20:15:30 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-12-04 20:23:33)
Nie znam Was, nie widzę, nie słyszę...ale jesteście SUPER KOBIETKI!!!
Dziekuję...
I ja dziękuję ![]()
Karolko, wiesz co...? Aż ciarki mnie przechodzą, gdy czytam, jak młode, inteligentne, zdolne dziewczyny takie kocopoły o sobie samych piszą
Więcej wiary w siebie ![]()
Głowa do góry!
Dasz radę ![]()
Miałam 18 lat kiedy zostałam sama z maleńkim miesięcznym dzieckiem...i sama musiałam sobie radzić, z problemami, pracą,nauka i wychowywaniem dziecka...Inni tylko mnie oceniali. Radziłam więc sobie sama i każdy problem rozwiązywałam sama. Chora ambicja. Kiedy pojawił się Grzesiek to nawet nie wierzyłam,że się uda nam i dalej sobie żyłam w swoim świecie. Nagle okazało się,że On nie pozawala si e trzymać na dystans,że chce być ze mną, dzieli się wszystkimi sprawami ze mną...A ja mam tajemnice i na dodatek wszystko zaczyna mi się wymykać spod kontroli. I muszę mu powiedzieć, bo może być za późno i go zranię jeszcze bardziej...
Pewnie spalę się ze wstydu albo popłaczę, ale muszę mu powiedzieć
Karolciu, ale "wtedy byłaś sama". Teraz masz jego i to jest ważne. Popłaczesz się? A pewnie, że się popłacz. Śmiało... to bardzo oczyszcza duszę i nie ma się czego wstydzić.
Pamiętaj też, że mając problemy, bojąc się czegoś, nie radząc sobie, nikogo nie ranisz. Może jedynie sama siebie, trzymając to w tajemnicy i męcząc sie w samotności.
Pogadaj z narzeczonym. Znajdziecie wspólnie rozwiązanie każdego problemu. Tylko bądźcie zawsze ze sobą szczerzy.
Kochacie się, to najważniejsze. Z całą resztą, dacie sobie radę.
Miałam 18 lat kiedy zostałam sama z maleńkim miesięcznym dzieckiem...i sama musiałam sobie radzić, z problemami, pracą,nauka i wychowywaniem dziecka...Inni tylko mnie oceniali. Radziłam więc sobie sama i każdy problem rozwiązywałam sama. Chora ambicja. Kiedy pojawił się Grzesiek to nawet nie wierzyłam,że się uda nam i dalej sobie żyłam w swoim świecie. Nagle okazało się,że On nie pozawala si e trzymać na dystans,że chce być ze mną, dzieli się wszystkimi sprawami ze mną...A ja mam tajemnice i na dodatek wszystko zaczyna mi się wymykać spod kontroli. I muszę mu powiedzieć, bo może być za późno i go zranię jeszcze bardziej...
Pewnie spalę się ze wstydu albo popłaczę, ale muszę mu powiedzieć
Otóż to Krolko
Powiedz mu,porozmawiajcie jak zawsze . Jesteś naprawdę dzielna ,dałaś radę pomimo tylko 18 lat. Dasz radę i w dalszym życiu,tylko otwieraj się ....... masz w osobie swojego wybranka wsparcie. Będzie okej zobaczysz i kamień spadnie z serduszka.
Pozdrawiam serdecznie ![]()
Dziękuję raz jeszcze. Powiem mu...Jak to zrobię jeszcze nie wiem, ale wiem,że muszę. Za bardzo kocham,żeby brnąć w kłamstwo dalej.
22 2013-12-04 20:44:38 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-12-04 20:45:12)
Dziękuję raz jeszcze. Powiem mu...Jak to zrobię jeszcze nie wiem, ale wiem,że muszę. Za bardzo kocham,żeby brnąć w kłamstwo dalej.
Dam Ci najłatwiejszy sposób, na to jak powiedzieć...
...WPROST ![]()
"Kochanie, muszę Ci coś powiedzieć...byłam głupia...bałam się...nie wiedziałam co robić, myślałam że dam rade sama, ale już nie mogę."
Trzymam kciuki!
Powodzenia!
Krolka25 napisał/a:Dziękuję raz jeszcze. Powiem mu...Jak to zrobię jeszcze nie wiem, ale wiem,że muszę. Za bardzo kocham,żeby brnąć w kłamstwo dalej.
Dam Ci najłatwiejszy sposób, na to jak powiedzieć...
...WPROST
"Kochanie, muszę Ci coś powiedzieć...byłam głupia...bałam się...nie wiedziałam co robić, myślałam że dam rade sama, ale już nie mogę."
Trzymam kciuki!
Powodzenia!
A na koniec wykład ze szczerości w związku,o tym,że najgorsza prawda jest lepsza od wszystkiego...taki jest mój Grzesiek. On mówi mi wszystko. Co go dręczy, co go boli, co mu się podoba a co nie, nawet to co Go kompromituje...a ja jestem tak głupio zamknieta przed kims o kim wiem wszystko...
A no pewnie, ze wyklad bedzie. To dowod na to, ze mu zalezy. Wykladu wysluchaj, odpowiedz mu zgodnie ze swoim zdaniem, ze ma racje (lub nie). Obiecaj, ze przy jego pomocy bedziesz pracowac nad "otwarciem sie" i rozmowami o swoich problemach.
Dzięki, dzięki, dzięki...dam znać jak poszło. Mamy spędzić razem weekend więc powiem mu. On czuje że mam problem więc obiecam mu dziś ze porozmawiam z nim.
Całusy
Skoro facet ciebie zna, to i zrozumie. Widać podoba mu się w tobie to, czego nie jesteś świadoma.
Mam 25 lat. Jestem studentką prawa. Na studiach poznałam swojego przyszłego męża. Jesteśmy razem ponad 3 lata i chcemy się pobrać. Mój narzeczony jest wykładowcą na moim wydziale, doktorem w trakcie habilitacji. To bardzo dobry, uczciwy człowiek. Bardzo mnie kocha i wiem,że jestem dla niego bardzo ważna. I tu zaczyna się problem...Okłamałam go i nie wiem jak mu o tym powiedzieć. Boję się,że zranię go tym. Tyle razy prosił mnie abym mu o wszystkim mówiła bo jestem najważniejsza osoba w jego życiu. Nigdy nie pozwalałam mu na ingerencje w moje studia,nie chciałam żeby ktos kiedykolwiek zarzucił mi,że mam studia dzięki niemu. To mój ostatni rok studiów. Piszę pracę magisterską, ale wygląda na to,że nie będę mogła się obronić. Mam niezaliczone 3 egzaminy. Na zawaliłam 1 egzamin i do póki nie zdam go nie mogę przystąpić do pozostałych. To mnie blokuje. Nie powiedziałam mu o tym. On jest przekonany,że u mnie wszystko OK. Powiedziałam mu że zaliczyłam a dziś mam kłopoty. Na dodatek od października zmienił się regulamin studiów i okazuje się że nie jestem w najlepszej sytuacji. Czuję się potwornie. Jest mi wstyd, jestem zła na siebie,że to wszystko zawaliłam.Jestem beznadziejna. Wstydzę się przyznać. On robi habilitację a ja nie umiem poradzić sobie z egzaminem. Boję się co pomyśli sobie o mnie a nawet,że może mnie zostawić. Nie umiem mówić o swoich uczuciach i problemach a one mnie przerastają. Boję się co dalej. Jeśli poniosę porażkę -mogę sobie z tym nie poradzić. Co mam robić?
Jak to możliwe, że pracując na twojej uczelni jeszcze nie wie o oblanym egzaminie? Baby z dziekanatu, władze wydziału to przecież jego koleżanki i koledzy, a nie powiedzieli, że jego narzeczona ma kłopoty?
Jak to możliwe, że pracując na twojej uczelni jeszcze nie wie o oblanym egzaminie? Baby z dziekanatu, władze wydziału to przecież jego koleżanki i koledzy, a nie powiedzieli, że jego narzeczona ma kłopoty?
jeżeli uczelnia to nie filia wydziału zamiejscowego Wyższej Szkoły Niczego to wątpię, że wszyscy się tam znają i nie mają o czym gadać tylko i jakimś niezdanym egzaminie dziewczyny pracownika ![]()
A Tobie Karolka25 życzę powodzenia! Dałaś sobie radę jako samotna mama studiująca prawo to z taką sytuacją też sobie dasz! uszy do góry ![]()
Krolka25 napisał/a:Mam 25 lat. Jestem studentką prawa. Na studiach poznałam swojego przyszłego męża. Jesteśmy razem ponad 3 lata i chcemy się pobrać. Mój narzeczony jest wykładowcą na moim wydziale, doktorem w trakcie habilitacji. To bardzo dobry, uczciwy człowiek. Bardzo mnie kocha i wiem,że jestem dla niego bardzo ważna. I tu zaczyna się problem...Okłamałam go i nie wiem jak mu o tym powiedzieć. Boję się,że zranię go tym. Tyle razy prosił mnie abym mu o wszystkim mówiła bo jestem najważniejsza osoba w jego życiu. Nigdy nie pozwalałam mu na ingerencje w moje studia,nie chciałam żeby ktos kiedykolwiek zarzucił mi,że mam studia dzięki niemu. To mój ostatni rok studiów. Piszę pracę magisterską, ale wygląda na to,że nie będę mogła się obronić. Mam niezaliczone 3 egzaminy. Na zawaliłam 1 egzamin i do póki nie zdam go nie mogę przystąpić do pozostałych. To mnie blokuje. Nie powiedziałam mu o tym. On jest przekonany,że u mnie wszystko OK. Powiedziałam mu że zaliczyłam a dziś mam kłopoty. Na dodatek od października zmienił się regulamin studiów i okazuje się że nie jestem w najlepszej sytuacji. Czuję się potwornie. Jest mi wstyd, jestem zła na siebie,że to wszystko zawaliłam.Jestem beznadziejna. Wstydzę się przyznać. On robi habilitację a ja nie umiem poradzić sobie z egzaminem. Boję się co pomyśli sobie o mnie a nawet,że może mnie zostawić. Nie umiem mówić o swoich uczuciach i problemach a one mnie przerastają. Boję się co dalej. Jeśli poniosę porażkę -mogę sobie z tym nie poradzić. Co mam robić?
Jak to możliwe, że pracując na twojej uczelni jeszcze nie wie o oblanym egzaminie? Baby z dziekanatu, władze wydziału to przecież jego koleżanki i koledzy, a nie powiedzieli, że jego narzeczona ma kłopoty?
A po co ktokolwiek ma wiedzieć o Naszym związku? Mnie by oceniono że jestem z nim dla studiów a On mógłby też mieć kłopoty. Nie wszytskim można ufać. Znam kilku jego kolegów ale nie mam z nimi zajęć. Poza tym nie wyobrażam sobie aby na wydziale prawa informowano osoby trzecie o wynikach mojego nauczania.
Grzegorz to opresyjny typ -- nie zdasz egzaminu i wszystko może się posypać. Gdyby kochał naprawdę, to nie wymagałby abyś mu wszystko mówiła, nie bałabyś się, że będą problemy przez durne trzy egzaminy... zwłaszcza jak masz dziecko.
Powiedz mu że masz problem z dzieleniem się swoimi problemami, że tak bardzo chciałaś poradzić sobie sama ze wszystkim ale już Cie to przerosło i zawaliłaś egzamin. Być może wkurzy się, że nie powiedziałaś mu wcześniej ale jeśli Cię kocha to na koniec Cie przytuli i doradzi, wesprze, pocieszy. Nie wstydź się zawalenia egzaminu - to nie jest sprawa pierwszorzędna a nawet najlepszym zdarzają się podknięcia. Takie życie ![]()
Grzegorz to opresyjny typ -- nie zdasz egzaminu i wszystko może się posypać. Gdyby kochał naprawdę, to nie wymagałby abyś mu wszystko mówiła, nie bałabyś się, że będą problemy przez durne trzy egzaminy... zwłaszcza jak masz dziecko.
Nie do końca masz rację. Nigdy o ode mnie nie wymagał abym była tak otwarta jak On a jedynie podkreślał ze jest mu przykro gdy nie mówię mu o swoich problemach a On nie wie co się u mnie dzieje. Poza tym chyba na tym waśnie polega związek żeby nie miec tajemnic przed sobą i pomagać, a ja tę pomoc odrzuciłam. To nie są jakieś tam durne egzaminy bo jedne z ważniejszych i trudniejszych na studiach a ja powinnam się obronić w czerwcu.
W wieku 18 lat urodzilas dziecko.Nie sadzę,ze tak sobie to z rozmyslem zaplanowalaś.Ktoś,komu zaufalas,bardzo Cie skrzywdzil,bylas zraniona,i. zamknelas sie w sobie.Dlatego teraz masz w sobie te blokady.Musisz z tym sie uporac,bo teraz jest to egzamin,pozniej bedzie inny problem.Bedziesz to dusila w sobie,partner to wyczuje,pojawi sie zarzut braku zaufania.A przeciez podstawa kazdego zwiazku jest zaufanie.A zwiazek jest po to,aby razem isc przez zycie,dzielic sie problemami i. radosciami.
Powinnas to zrozumiec.To nie problem tego egzaminu.Bo go predzej czy pozniej zdasz.Powinnas sie przed Twoim partnerem otworzyc,bo inaczej albo tego zwiazku nie bedzie,albo stworzysz zly zwiazek, ktory predzej czy pozniej sie rozleci.Chyba,ze chcecie zyc nie ze saba,ale obok siebie.Ty chyba tak chcesz.Ale Twojemu partnerowi raczej to nie bedzie odpowiadalo.
34 2013-12-05 11:13:03 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-12-05 11:21:51)
jedynie podkreślał ze jest mu przykro gdy nie mówię mu o swoich problemach a On nie wie co się u mnie dzieje.
Ojoj! Przykro mu... Jak kocha to niech zaakceptuje, że o swoich problemach nie lubisz toczyć dyskusji. Pewnie obawiasz się, że w jego oczach zobaczysz pogardę, że on jest taki świetlany naukowiec, a Ty nie zdałaś egzaminu. Nie przejmuj się... Ty urodziłaś dziecko, a on ma doktorat.
Poza tym chyba na tym waśnie polega związek żeby nie miec tajemnic przed sobą i pomagać, a ja tę pomoc odrzuciłam
Pewnie co człowiek to inne wyobrażenie związku. Z mojego doświadczenia powiem Ci, że dobrze byłoby aby każde miało swoje życie i jeśli to możliwe to problemy załatwiało samodzielnie. Innymi słowy -- problemy z pracy zostawiamy w pracy.
W stopce napisałem: "To dlatego że mnie kochasz, tak wiele ode mnie oczekujesz?" <---- czy to naprawdę miłość czy egoizm? Czy on chce z Tobą żyć, czy może wymaga towarzyszki życia, która ma dobre wyniki w egzaminach?
35 2013-12-05 12:06:32 Ostatnio edytowany przez Puffy (2013-12-05 12:08:49)
Puffy napisał/a:Krolka25 napisał/a:Mam 25 lat. Jestem studentką prawa. Na studiach poznałam swojego przyszłego męża. Jesteśmy razem ponad 3 lata i chcemy się pobrać. Mój narzeczony jest wykładowcą na moim wydziale, doktorem w trakcie habilitacji. To bardzo dobry, uczciwy człowiek. Bardzo mnie kocha i wiem,że jestem dla niego bardzo ważna. I tu zaczyna się problem...Okłamałam go i nie wiem jak mu o tym powiedzieć. Boję się,że zranię go tym. Tyle razy prosił mnie abym mu o wszystkim mówiła bo jestem najważniejsza osoba w jego życiu. Nigdy nie pozwalałam mu na ingerencje w moje studia,nie chciałam żeby ktos kiedykolwiek zarzucił mi,że mam studia dzięki niemu. To mój ostatni rok studiów. Piszę pracę magisterską, ale wygląda na to,że nie będę mogła się obronić. Mam niezaliczone 3 egzaminy. Na zawaliłam 1 egzamin i do póki nie zdam go nie mogę przystąpić do pozostałych. To mnie blokuje. Nie powiedziałam mu o tym. On jest przekonany,że u mnie wszystko OK. Powiedziałam mu że zaliczyłam a dziś mam kłopoty. Na dodatek od października zmienił się regulamin studiów i okazuje się że nie jestem w najlepszej sytuacji. Czuję się potwornie. Jest mi wstyd, jestem zła na siebie,że to wszystko zawaliłam.Jestem beznadziejna. Wstydzę się przyznać. On robi habilitację a ja nie umiem poradzić sobie z egzaminem. Boję się co pomyśli sobie o mnie a nawet,że może mnie zostawić. Nie umiem mówić o swoich uczuciach i problemach a one mnie przerastają. Boję się co dalej. Jeśli poniosę porażkę -mogę sobie z tym nie poradzić. Co mam robić?
Jak to możliwe, że pracując na twojej uczelni jeszcze nie wie o oblanym egzaminie? Baby z dziekanatu, władze wydziału to przecież jego koleżanki i koledzy, a nie powiedzieli, że jego narzeczona ma kłopoty?
A po co ktokolwiek ma wiedzieć o Naszym związku? Mnie by oceniono że jestem z nim dla studiów a On mógłby też mieć kłopoty. Nie wszytskim można ufać. Znam kilku jego kolegów ale nie mam z nimi zajęć. Poza tym nie wyobrażam sobie aby na wydziale prawa informowano osoby trzecie o wynikach mojego nauczania.
Jasne doktor przed habilitacją czyli ok. 37 lat lub więcej wiąże się potajemnie ze swoją 22 letnią studentką i do tego zaręcza. A koledzy, koleżanki obu stron od 3 lat nic o tym nie wiedzę. Takie pierdoły to można wciskać tym babciom, które z wypiekami na twarzy oglądają Modę na sukces. Fantastyka.
Puffy, to że "wiedzą", nie znaczy że cała szkoła musi wiedzieć, łącznie z paniami w dziekanacie. Czasami ludzie potrafią być poważni, na prawdę. Poza tym, to nie wątek o związkach między wykładowcami, a studentkami.
Krolka25 napisał/a:Puffy napisał/a:Jak to możliwe, że pracując na twojej uczelni jeszcze nie wie o oblanym egzaminie? Baby z dziekanatu, władze wydziału to przecież jego koleżanki i koledzy, a nie powiedzieli, że jego narzeczona ma kłopoty?
A po co ktokolwiek ma wiedzieć o Naszym związku? Mnie by oceniono że jestem z nim dla studiów a On mógłby też mieć kłopoty. Nie wszytskim można ufać. Znam kilku jego kolegów ale nie mam z nimi zajęć. Poza tym nie wyobrażam sobie aby na wydziale prawa informowano osoby trzecie o wynikach mojego nauczania.
Jasne doktor przed habilitacją czyli ok. 37 lat lub więcej wiąże się potajemnie ze swoją 22 letnią studentką i do tego zaręcza. A koledzy, koleżanki obu stron od 3 lat nic o tym nie wiedzę. Takie pierdoły to można wciskać tym babciom, które z wypiekami na twarzy oglądają Modę na sukces. Fantastyka.
Po pierwsze tak nic nie wiedzą bo zawsze o to dbaliśmy. W dużym mieście na Wydziale gdzie studiuje mnóstwo osób na różnych kierunkach to żaden problem. Poza tym nie tłumaczę się kolegom ani koleżankom z moich ocen. Tu nikt nikomu nie zagląda w indeks bo to pszyszli prawnicy i dorośli ludzie. Ot taka aksjologia...
Cóż muszę Cie jeszcze rozczarować że mój narzczeczony ma dużo więcej niż 37 lat bo juz jest po 40, ale to nie wątek o dużej różnicy wieku i nawet mnie interesuje mnie zdanie na ten temat.
Pomocne rady już uzyskałam. Tłumaczyć się nie zamierzam. A tym wszystkim którzy pomogli dziękuję.
Powiedziałam mu dopiero wczoraj. A właściwie sam zaczął nalegać,abym mu powiedziała. Od kilku tygodni bardzo mnie to męczyło,miałam fatalny nastrój. W końcu poprosił,żebym mu powiedziała. I zrobiłam to. Przez telefon,ale powiedziałam. Powiedział : "Znamy się tak długo,wiesz o mnie wszystko, a kiedy Ty masz problem nie dzielisz się nim. Masz swoje drugie życie,traktujesz mnie jak obcego człowieka. Dlaczego nie chcesz mojej pomocy,dlaczego masz tak chory stosunek do mnie?"
Nic nie powiedziałam. Od wczoraj nie mam z nim kontaktu. Nie dzwonię i nie piszę, chcę dać mu czas. Pewnie jest zły,albo jest mu przykro. Nie umiem zadzwonić,nie wiem co miałabym mu powiedzieć. Boje się,że to zmieni relacje między nami...
I powiedział prawdę. A co Ty masz powiedzieć? - 'Przepraszam. Będę nad tym pracowała."
I jeśli to co was łączy to miłość tyle powinno wystarczyć. Jeśli to mądry facet to przynajmniej postara się Ciebie zrozumieć i nie będzie bawił się w gierki typu obrażanie. I przestań próbować być samowystarczalna. Bo już nie musisz. Jeśli dobrze pamiętam to od jakiś 3 lat :-)
Od wczoraj nie mam z nim kontaktu. Nie dzwonię i nie piszę, chcę dać mu czas. Pewnie jest zły,albo jest mu przykro. Nie umiem zadzwonić,nie wiem co miałabym mu powiedzieć. Boje się,że to zmieni relacje między nami...
Napisz "przepraszam kochanie, chciałam Ci wszystko powiedzieć ale nie wiedziałam jak, było mi wstyd, proszę porozmawiajmy..."
On zrozumie, przetrawi to i wyjaśnicie sobie wszystko. Tylko teraz Ty musisz na prawdę popracować nad sobą. Nie możesz go oddzielać od swoich spraw. Jesteście razem, więc to są i jego sprawy.
Margolinka ma rację. Jesteście w związku, powinnaś dzielić się z nm także swoimi problemami. Zawsze jest lepiej jak ma się kogoś bliskiego komu można się zwierzyć i powiedzieć to co nas boli/dręczy/co się nie powiodło. Porozmawiaj z nim i powiedz mu, że wiesz, że zrobiłaś źle, że nie powiedziałaś mu od razu o tym, czas mijał, a to coraz bardziej się odwlekało, aż w końcu bałaś się.
On na pewno Cię zrozumie, tylko musisz z nim szczerze porozmawiać. Jemu jest na pewno przykro, że tak późno się dowiedział o tym ale przetrawi to, zobaczysz. Musisz mu dać tylko trochę czasu.
Głowa do góry ! ![]()
42 2014-01-17 14:25:30 Ostatnio edytowany przez niezapominajka9 (2014-01-17 14:45:00)
Witaj.
Daj mu czas, niech ochłonie i przetrawi tą sytuację.
Na pewno zrozumie, tylko teraz jest mu przykro, że mu nie zaufałaś i nie powiedziałaś od razu.
Wytłumacz mu, że nie zrobiłaś tego celowo, tylko masz pewną blokadę przed mówieniem o swoich problemach. Poproś go, żeby pomógł Ci się otworzyć, zadawał pytania i wspierał, gdy próbujesz mu powiedzieć coś trudnego dla Ciebie.
Powiem Ci że po części Cię rozumie. Pierwszy stopień studiów robiłam z matematyki ale z pewnych względów mam tylko licencjata z matmy a na drugi stopień wybrałam się na uczelnię w której studiował kilka lat temu mój narzeczony. Wszystko się pięknie zapowiadało: on mi będzie pomagał (mogę powiedzieć że jest specjalistą w swojej dziedzinie i naprawdę wiele potrafi), będzie robił ze mną zadania, będzie mi tłumaczył. No tak.. do października było wszystko ok, ale gdy zaczęły się zajęcia i stwierdziłam że kompletnie nic nie potrafię to najzwyczajniej w świecie wstydziłam się mu powiedzieć że czegoś nie rozumie. Może to i głupie ale nie chciałam wyjść na taką co sobie na matmie dała rady, a teraz na finansach (co jest o wiele łatwiejsze) nie poradzę. Z biegiem czasu zaczęłam go prosić o pomoc, bo już najzwyczajniej w świecie miałam za dużo zaległości. I mi pomaga bez problemu, choć widzę że czasem jest aż zmęczony moimi pytaniami (może czasem nader łatwymi).
Najważniejsze jest to że się odważyłaś, że powiedziałaś, że masz już to za sobą. Wydaje mi się, że kobiety mają czasem w sobie takie "chore ambicje" przez co boją się że wyjdą na głupsze od swoich facetów.
I czy to zmieni relacje między wami?
Powiem Ci szczerze że nie powinno. Musisz mu wyjaśnić co się takiego stało że oblałaś egzamin, musisz mu powiedzieć czemu nie poprosiłaś go o pomoc, aż wreszcie powiedz mu by Ci jakoś pomógł ten jeden egzamin zdać! Będzie dobrze!
Kochane kobietki bardzo Wam dziekuję!
Nie odzywałam się bo chyba za szybko po telefonie mojego nareczonego się wystraszyłam. Następnego dnia się spotkalismy i wszystko sobie wyjasnilismy. Był na mnie zły,że potraktowałam go jak obcego człoweka, ale suma sumarum cała ta sytuacja bardzo nas, a w zasadzie mnie zmieniła. A mój G. nie mógł uwierzyć,że bałam się,że zostawi mnie z takiego powodu.Bardziej się otworzyłam i jeszcze bardziej doceniłam mojego Grzeska.Wiem juz że jestem dla niego bardzo ważna i powoli zmierzamy do wspólnego zamieszkania, bo w zasadzie żyjemy od piątku do piatku...
Co do egzminu -pomógł mi w nauce i jestem już po egzaminie,zdałam na 4. Teraz zabieram się do skończenia pracy magisterskiej i obrony latem.
Mam jednak moje drogie inny dylemat. Bardzo poważny. Chyba zaczyna budzić się mój instynkt macierzyński:-)
Przygotowuje się do trudnej rozmowy z moim narzeczonym. W przyszłym roku planujemy ślub. Jesteśmy razem 3,5 roku. Dzieli nas spora różnica wieku, każde z nas jest po przejściach. On ma 10latnią córkę,ale z matką dziecka nie wzięli ślubu. On spełnił swoją rolę "reproduktora i bankomatu".
Kocha swoją córkę i odwiedza ją,ale to bardzo trudne relacje, bo córka niemal go nie zauważa i ignoruje. Ja mam syna, także nie związałam się z jego ojcem,ale mamy bardzo dobre relacje. Każde z nas zakłada nowe rodziny. Ja i mój narzeczony bardzo sie kochamy. Jest mi z nim niesamowicie dobrze, jestem szczęśliwa. Mój syn także jest z nami szcześliwy. Doskonale się dogadujemy w tej trójce. Od kiedy zaczelismy powaznie mysleć o naszej przyszłości postanowilismy,że nie będziemy mieli dzieci. Ja choruje na zespól policystycznych jajników, mamy już dzieci, narzeczony jestdużo starszy ode mnie i zdecydowalismy,że nie chcemy mieć dzieci.
I od jakiegoś czasu zastanawiam się czy to jest dobra decyzja. Jak to będzie z naszą przyszłością.
Pobierzemy się, zamieszkamy na stałe razem w trójkę i nie bedzemy mieli wspólnego dziecka?
Dlaczego miałabym nie mieć dziecka z człowiekiem którego tak kocham? Co zrobię jeśli mój instynkt macierzyński bedzie bardzo silny? Rzoumiem i szanuję mojego narzeczonego tego,że nie chce miec dziecka. Ma bardzo trudne doświadczenia, ale moje macierzyństwo też było bardzo trudne. chciałabym przeżyć prawdziwe macierzynstwo u boku kogoś kto tego chce i mnie kocha. On jednak nie chce. Może zatem powinniśmy się rozstać? Przecież dziecko to wazna kwestia w małżeństwe?
Boję się odejść, nie wiem jak zniosłabym rozstanie,ale boję sie też,że nie bedę potrafiła być szczęśliwa z nim bez dziecka. Czy my bedziemy dla niego prawdziwą rodziną? Czy to nie będzie tak,że on zawsze bedzie miał nas i swoją córkę, która bedzie jego prawdziwą rodziną?
Im bardziej zdaję sobie sprawę,że moje jajniki prowadzą do niepłodności tym bardziej chyba chcę być matką. Poza tym jakie znaczenie będzie miał nasz ślub koscielny, skoro zdecydujemy nie mieć dzieci? Mój lekarz namawia mnie na leczenie i dziecko,mówi,że mam szansę . Mamy warunki, finansowo świetnie sobie radzimy, kochamy sie...więc co jest nie tak? Mój narzeczony chyba się boi, ma lek przed tym co przezył i jakie ma relacje z córką, a może obawia się swojego wieku? Z drugiej strony ja też chciałabym miec kogoś z kim kiedyś będę mogła porozmawiać, napić się kawy...jak jego juz nie będzie. Chcaiłabym stworzyć rodzinę. Mój nareczony z racji wieku pewnie(choć nie ma tej pewności) kiedys odejdzie pierwszy, a ja zostanę sama. owszem mam syna,ale on ma sowjego ojca.
Nigdy nie zrobię nic wbrew jego woli. Chciałabym z nim porozmawiać,ale boję się też,że to może spowodowac,że się rozstaniemy. Z drugiej strony to bardzo poważne sparwy, aby je tuszować. Tu chodzi o naszą przysłość...
Online
Kobietki, podbijam temat. Prosze o radę
krolka a na moje to cos za duzo tego bania i rozwazania. To troche tak jakbys uwazala ze bez dziecka nie bedziecie prawdziwa rodzina, przepraszam, tak jakbys chciala sie zabezpieczyc dzieckiem na przyszlosc.
Wcalee nie twiedzę,że tak nie jest. Może nie zabezpieczyć, bo dziecko to nie zabawka ani żadna rozgrywka, ale boję się ,że przez to własnie nie bedziemy prawdziwą rodziną...
A co jest wg Ciebie definicją rodziny? Oboje dzieci macie przecież. Na serio, wspólne dziecko jest wam do niczego potrzebne.
Nie wiem czy uda mi się pozbyc tego instynktu, mam potrzebę zostać matką...to nie jest takie proste pozbyć sie tych mysli i pragnień...choć staram się mysleć racjonalnie...
Krolka bez sensu żebyś odchodziła od człowieka z którym jest Ci dobrze, właśnie w ramach pracy nad sobą, nad otwieraniem się powinnaś rozmawiać z Nim o tym jakie masz pragnienie. Kropelka jest bardzo mala i tak na prawde jedna nie ma zadnego wplywu na twarda skale. Ale gdyby tak na jedno miejsce caly czas skrapla sie woda może wydrazyc skale. Rozmawiaj, rozmawiaj i mów otwarcie ale może poczekaj z tym do końca egzaminów i do ślubu.
Jestem pod wrażeniem, że tak szybko wyszłaś z tych trzech egzaminów - mam nadzieję, że wyciągnęłaś lekcję na przyszłość i nie będziesz się tajniaczyć przed narzeczonym. Powodzenia
Krolka, tak się zastanawiam, niedługo uzyskasz tytuł mgr prawa, chcesz zakończyć na tym etapie?
Któraś z aplikacji Cię nie nęci?
Zaliczyłam dwa egzaminy, na trzeci muszę poczekać do maja. Najgorszy był ten o którym Wam pisałam i on blokował mi dwa pozostałe, które nie są trudne. Ten 2 zaliczyłam tydzień po pierwszym, a na trzeci czekam do maja. Mam nadzieję,że niespodzianek nie będzie i latem się obronię.
Co dalej?
Chciałabym dalej studiować,ale nie wiem jak będę przedstawiała się po obronie. A jeśli nie będę chciała zrobic aplikację sędziowską lub prokuratorską. Takie mam marzenie, choć mój narzeczony po habilitacji dostanie adwokaturę i chciałaby otworzyć kancelarię dla mnie i zabezpieczyć mnie w ten sposób. To kochany człowiek naprawdę myśli o mnie i troszczy się,ale ja zawsze chciałam być sędzią. Nie wiem czas pokaże.
Co do dziecka. Myslę,że On po prostu boi się tego,że jest "za stary" jak sam mówi, choć myślę,że bardziej niż wieku doświadczenia z córką go przerosły. Kiedyś na początku znajomości wymsknęło mu się,że chciałby mieć jeszcze kiedyś córkę,ale szybko uciął temat.
Kiedyś z kolei jak nie dostawałam długo miesiączki( mam pcos) bałam się że jestem w ciąży. To było jakiś rok temu. Powiedział,że jak będę w ciąży, to nie pozwoliłby mi ani usunąć ani sie tym zamartwiać,ża bardzo mnie kocha,żeby to miało cos zmienic między nami.
bardzo go kocham i nie chcę odchodzić. To bardzo dobry człowiek, uczciwy,szczery, opiekuńczy...i jestem z nim szczęsliwa. Problem tkwi w tym,że mam chore janiki i im bardziej popadam w niepłodność bardziej sie tego boję. Lekarz powiedział mi,że to mogą byc ostatnie lata, ostatnia szansa na podjęcie leczenia i dziecko,zwłaszcza,że mój partner jest ode mnie starszy.
Jedziemy z synem dziś na weekend do mojego G. Spróbuję go wyczuć,zwłaszcza ze kilka dni temu byłam na wizycie u leakarza i pewnie będzie chciał wiedzieć co mi powiedział lekarz...