Przeglądam sobie The Guardian i raz po raz stwierdzam, że to co było-minęło. A co było? Ano na przykład Steven Seagal, Bruce Willis, Jean-Claude van Damme a z "drugiej" strony: Johnny Depp, Leo Di Caprio i Keanu Reeves. O ile ci trzej ostatni nie wycedzili nigdy przez zęby "Hasta la vista, baby", a byli genialni w swym fachu no i cieszyli oczy, o tyle wiele tęsknych głosów wznosi się ku tym pierwszym.
No i tak: przeglądam sobie tego The Guardian i widzę nowe nazwiska:
Rory Culkin, Paul Dano, Logan Lerman, Munro Chambers, Josh Hutcherson, Freddie Highmore,
Aaron Taylor-Johnson, John Francis Daley, Shia LaBeouf, William Moseley, Zac Efron, Jamie Campbell Bower, Chris Hemsworth, Jamie Bell i..... wiele innych, całość pozwolę sobie zamknąć Danielem Radcliffe- gwiazdą "Harry Potter".
Żaden z nich jednak nie pretenduje na miano współczesnego "twardziela"- a może się mylę?
Czy sądzicie, że już wszyscy twardziele odeszli na emeryturę i nie będzie następców?
A może to nie wasz typ.....?

