Witam wszystkich :)
Jestem tu nowa, więc od razu przepraszam, jeżeli niepotrzebnie założyłam nowy temat :)
*
Zacznę od początku mojego (nie)typowego problemu.
Ponad półtora miesiąca temu poznałam faceta (nazwę go Pan D.) przez pewien serwis randkowy (bez podawania nazwy) - Pan D. napisał pierwszy, ja po kilku tygodniach odezwałam się dopiero, bo przez długi czas w ogóle nie logowałam się na ten portal.
Wywiązała się rozmowa - w dość krótkim czasie pożegnaliśmy się z anonimowością - przeszliśmy na rozmowy na znanym portalu społecznościowym. Po kilku dniach pisaniny stwierdziliśmy w tym samym momencie, że musimy się koniecznie poznać.
I do takiego spotkania doszło (dokładnie pamiętam) w poniedziałek. Rozmawialiśmy ze sobą kilka godzin. Do następnego spotkania doszło we wtorek z inicjatywy chłopaka. Równie dobrze się bawiliśmy w swoim towarzystwie, później znowu w tym samym tygodniu (bodajże jeszcze dwa razy). Widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, zostawał nawet u mnie na noc (dokładnie trzy razy).
Przedostatnim razem, gdy został na noc, ja rano zażartowałam sobie z jego bycia poważnym - oczywiście Pan D. odebrał to dosyć serio i nawet się obraził... Na sobotę byłam umówiona z koleżankami w innym mieście, więc z ciężkimi sercami się rozstaliśmy prawie w ostatniej chwili przed moim wyjazdem z domu. Na następny dzień zadzwonił i powiedział, że ten żart go uraził... i wywiązała się rozmowa na temat tego, że zachowujemy się jak para, a właściwie nią nie jesteśmy... szczerze powiedziawszy w ogóle nie przywiązywałam do tego wagi, ale jak to powiedział to trochę się przeraziłam (oboje mamy za sobą związki kilkuletnie) i postanowiliśmy zwolnić trochę tempo... Oczywiście nadal się spotkaliśmy (został u mnie na noc) - wszystkie propozycje wychodziły od Pana D. - ja nie zaproponowałam spotkania ni razu.
Aż do tej soboty - rozstaliśmy się dość dziwnie - wyczułam intuicyjnie, że coś jest nie tak...
I się nie myliłam.. wczoraj nie mieliśmy ze sobą kontaktu - miałam ważną uroczystość rodzinną i dzisiaj napisał do mnie SMS, że chce ze mną porozmawiać... więc napisałam mu po dwóch h, że mogę rozmawiać i wówczas zadzwonił...
Rozmowa przebiegła w dziwny sposób...
na temat próby wejścia w związek (czego oboje nie chcemy na tę chwilę), na tematy angażowania się (oboje chcieliśmy spędzać ze sobą czas i obojgu było miło), na tematy, że razem było nam fajnie.. wiadomo, nie ma ideałów - i żadne z nas nie udawało kogoś, kim nie jesteśmy...
zapytałam więc czy chce się spotykać, odrzekł, że tak, ale teraz bardziej potrzebuje koleżeństwa niż związku (powiedziałam mu to, że w tym momencie to związek mi niepotrzebny, że jak spotykaliśmy się tak - było w porządku)... powiedział też, że najprawdopodobniej ma depresję... powiedział też (tego chyba nigdy nie zapomnę), ze aby wyleczyć się ze strachu przed zależnością to najprostszym sposobem jest wpakowanie się w zależność.
Więc nie wiem, co mam z nim zrobić...
chciałabym się spotykać, ale nie myśląc o czymś poważnym... bawiąc się przy tym...
nie wiem czy powinnam mu cokolwiek napisać...
***
właśnie się odezwał - pyta jak się czuję.
odpisałam ogólnie...