Witam wszystkich.
No wiec, wydaje mi sie ze maz przyjaciolki mnie lubi. Ja sie z nia znam od 5 lat (oni sa malzenstwem od 15 lat), pracujemy razem i co prawda spedzamy duzo czasu razem poza praca rowniez. Nierzadko oni zapraszaja mnie na wspolne wyjazdy na narty lub nad morzem, razem z innymi parami (ich znajomymi) i dziecmi, gdyz wiedza ze nie mam meza ani chlopaka (a wszystkie przyjaciolki juz maja rodzine) i nie mam z kim spedzac wakacje.
On zawsze sie bardzo porzadnie sie ze mna zachowywal, jest troche taki powazny i zdystansowany (w odroznieniu ode mnie i od przyjaciolki, ktore ciagle smiejemy sie i jestesmy dosc gadatliwe) i nie lubi pokazywac czulosci w obecnosci innych. Jak jestesmy we trojce generalnie ja i ona rozmawiamy przez wiekszosc czasu, chyba ze on ma wyjatkowy dobry humor. Czasami nabija sie ze mnie, ale zartobliwie i nie zlosliwie.
Tydzien temu wyszlysmy na piwo, po ktoryms piwie zapraszalismy jego rowniez, on wczesniej byl z kolegami (wiec tez po ktoryms piwie). Siedzimy przy barze w wysokich siedzeniach, on stal miedzy nami, a na okolo duzo ludzi. Atmosfera super, nastroj fajny, muzyka fantastyczna, ciagle sie smiejemy lub spiewamy rozne przeboje lat przeszlych. I w pewnej chwili czuje, ze jego reka spoczywa na moja talie (druga oczywiscie na talii zony). Pomyslalam - niewinny flirt, efekt sytuacji, alkoholu, itp. Ale pozniej jak wrocilam z toalety i nie moglam sie wspinac z powrotem na wysokie siedzienie, to on wzial mnie za talie i wsadzil tam. Myslalam ze umre ze wstydu, cos takiego nie jest nawet blisko jego normalnego zachowania. Kolezanka zrobila kwasna mine do niego, ale on chyba nic nie zauwazyl. Reszte wieczoru spedzalismy jak juz napisalam w bardzo fajnym nastroju, zartujac, pijac i spiewajac, on ciagle jedna reke obejmowal ja (wydocznie), druga jakby mnie (mniej wydocznie, przynajmniej taka mam nadzieje). Nie pomyslalam dlugo o tym w tym czasie, bo stwierdzilam ze to nic takiego, w sumie ktory to mezczyzna nie mial fantazje o trojkacie z kolezanka zony, wiec niech sobie pofantazuje. Jak wracalismy do domow (ja musialam wracac z nim bo ona jechala gdzie idziej), przez cala droge gadalismy entuzastycznie o glupotach duzo gestykulujac, i on ciagle jakby niechcacy dotykal moja reke, np zeby przerywac mnie, itd. I w pewnej chwili jakby to bylo nic takiego, wzial moja reke i splatal nasze palce... To juz wg mnie bardzo intymne, nie zrobilabym tego nawet flirtujac z kims z ktorym nie mialabym problemu zeby pojsc do lozka, a co dopiero z mezem kolezanki. Na szczescie nic wiecej sie nie zdarzylo, jak doszlismy do mojego domu powiedzial dobranoc i poszedl sobie. Nastepnego dnia poczulam sie okropnie, ale myslalam ze cale to zdarzenie bylo po prostu efektem sytuacji, alkoholu, nastroju, wszystko wziete razem.
Niestety nie wiem czy to prawda... Spotkalismy sie pare razy po tym, we trojce. On robi rozne male rzeczy, ktorych pewnie nawet nie zauwaza, ale ja zauwazam i niestety widze ze przyjaciolka tez. Np czekalismy na niego w restauracji, on jak przyszedl to zamiast usiac kolo niej, usiadl kolo mnie. Ona sie patrzyla na niego troche krzywo, i w koncu rzucila: kelner przygotowal tutaj miejsce dla ciebie (kolo niej byl dodatkowy talerz). Na szczescie on chyba skojarzyl o co chodzi i od razu zmienil miejsce. Albo kilka razy jak wznieslismy toast, zamiast dotykac kieliszek najperiw z nia, robil to najpierw ze mna (ona to skomentowala, jakby zartobliwie). Generalnie chodzi o to, ze poswieca mnie duzo uwagi.
Nie wiem co zrobic bo jestem w okropnej sytuacji. Bardzo mi zalezy na przyjaciolke, jest mi bardzo bliska. Boje sie ze cokolwiek zrobie, moze byc niedobrze. Nie moge trzymac sie z dala od niej, bo jak mowilam jestesmy ciagle razem. A jesli ona chce zapraszac meza jak jestesmy razem, to przeciez nie powiem "nie, nie zapraszaj go", bo niby dlaczego? Nie chce zeby ona w ogole myslala o czyms takim (ze jej maz moze ewentualnie mnie lubic), bo to by zepsulo wszystko, przeciez nam bylo tak fajnie wczesniej! Wczoraj on zaczal planowac weekendowy wyjazd poza miastem i mowi do niej: chcecie jechac? Ona sie patrzy troche ironicznie (a moze mnie sie tak wydawalo) i mowi: zapraszasz mnie, czy "Omahe"? On od razu: oczywiscie ze ciebie, ale jesli "Omaha" chce przyjechac, czemu nie. I co ja mam z tym fantem zrobic, wczesniej zawsze jechalam jak zapraszali, teraz sie boje ze on znowu zrobi jakies gesty nie przemyslane i nie daj boze ona zauwazy...
Na koniec dodam ze nie bede udawac, oczywiscie ze czesc kobiety we mnie lubia taka uwage (w sumie jakakolwiek uwage od drugiej plci), ale ja jestem racjonalna osobe i nigdy bym nie robila czegos takiego, przeciez swiat jest pelno facetow, po 'kiego mialabym podrywac meza przyjaciolki! Na dodatek uniemozliwiac sobie patrzenie w lustro przez cale zycie...
Przepraszam za dlugi post, nie wiedzialam jak to opisywac krocej. Jesli ktos chce napisac swoja opinie i/lub rade na ten temat, zapraszam. A ja czuje sie dodatkowo zle, bo nawet nie mam z kim o tym rozmawiac, to jest taki delikatny temat ze nie odwazylabym z zadna inna kolezanka... jeszcze to by mi brakowalo, zeby kazda sie bala o swojego meza w mojej obecnosci...:(((((
P.S. zeby lepiej zrozumiec sytuacje, moj wiek 32, ona 37, on 43.