porzucona, nie umiem sobie poradzić - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona, nie umiem sobie poradzić

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

Temat: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Witajcie
Wczoraj zostałam porzucona przez kogoś, kto parę dni temu jeszcze mówił, że mnie kocha, że chce być ze mną, planowaliśmy razem zamieszkać. Wczoraj jeszcze mi mówił jaka jestem ważna rano, a wieczorem poszedł do innej... Nie mam siły, czuję się jak wypatroszona na żywca. Boli mnie wszystko, nie mogę się uspokoić, wczoraj całą noc łaziłam po mieście bez celu. płaczę od wczoraj cały czas, wyglądam już jak zombie. Nie umiem się uspokoić, kupiłam sobie tabletki ziołowe uspokajające, jednak to nic nie daje. Przyszedł dziś przyjaciel do mnie, bo przez telefon widział w jakim jestem stanie i i tak nic to nie dało, nie pomogło. Nigdy nikogo tak nie kochałam, poświęciłam dla niego wiele, między innymi przyjaźń z kimś i ofertę wyjazdu za granicę ( teraz już tego nie odkręcę), ten wyjazd odmówiłam w zeszłym tygodniu i on mi na to pozwolił, po co? Skoro chciał mnie rzucić, to czemu mi zabrał szanse na lepsze jutro? Nie rozumiem tego, nie potrafię, jak wczoraj mógł mnie kochać a dziś jest u innej. Mam wrażenie, że oszaleję z bólu, mam tyle emocji w sobie i nie wiem jak je uspokoić, a wiem, że muszę bo inaczej się wykończę.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Z dnia na dzień się nie odkochał. Okłamywał Cię do końca. Wyobrażam sobie jak się czujesz, wyobrażam sobie ten ból ktory jątrzy ci umysł, duszę.
Każde rozstanie boli. Ty zostałaś potraktowana bardzo podle.
Śmiesznie to zabrzmi - czas leczy rany - tylko potrzeba go bardzo dużo, a w takich sytuacjach, płynie bardzo wolno.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Wszyscy mówią, że potrzeba czasu, tylko ja nie potrafię na ten moment dalej żyć. Nie mam siły, zawsze byłam widziana przez wszystkich jako silna osoba, która poradzi sobie z każdym problemem, a teraz? Teraz nie potrafię sobie z tym poradzić, straciłam swój spokój, wstaje rano i myślę, że on właśnie budzi się w ramionach innej. Chyba już nigdy nie będę tą czułą, roześmianą, lekko zwariowaną i spontaniczną kobietą jaką byłam. Wypaliło się coś we mnie, nie chcę już kochać, nie chcę nikogo, bo nie chcę cierpieć jak teraz. Dziś znowu pół nocy łaziłam po mieście bez celu, tak straciłam cel, wszystkie plany teraz straciły znaczenie. Nie chcę się tak czuć, a czuje się tak podle.

4

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Doskonale Cię rozumiem, Twój ból , Twoje cierpienie. Wiem ,ze teraz to jest najtrudniejszy okres dla Ciebie. Próbuj powoli znalezć sobie jakiś punkt zaczepienia w Twoim życiu. Coś , co pozwoli choć na chwilę odwrócić Twoje myśli od tej sytuacji. Wiem jak bardzo Cię zranił, mialam podobnie. Wielka milość , wspólne plany i naraz szok. Dajesz człowiekowi całą siebie, swoją duszę , swoje serce a on.... ? zostawia Cie ot tak jak zabawkę. to minie, uwierz mi i pozwól sobie na placz, nienawisc , bezsilnosć... nie tlum tego w sobie bo to jest całkiem naturalne. 3maj się, będzie dobrze:)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

5

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Witajcie
Wczoraj zostałam porzucona przez kogoś, kto parę dni temu jeszcze mówił, że mnie kocha, że chce być ze mną, planowaliśmy razem zamieszkać. Wczoraj jeszcze mi mówił jaka jestem ważna rano, a wieczorem poszedł do innej... Nie mam siły, czuję się jak wypatroszona na żywca. Boli mnie wszystko, nie mogę się uspokoić, wczoraj całą noc łaziłam po mieście bez celu. płaczę od wczoraj cały czas, wyglądam już jak zombie. Nie umiem się uspokoić, kupiłam sobie tabletki ziołowe uspokajające, jednak to nic nie daje. Przyszedł dziś przyjaciel do mnie, bo przez telefon widział w jakim jestem stanie i i tak nic to nie dało, nie pomogło. Nigdy nikogo tak nie kochałam, poświęciłam dla niego wiele, między innymi przyjaźń z kimś i ofertę wyjazdu za granicę ( teraz już tego nie odkręcę), ten wyjazd odmówiłam w zeszłym tygodniu i on mi na to pozwolił, po co? Skoro chciał mnie rzucić, to czemu mi zabrał szanse na lepsze jutro? Nie rozumiem tego, nie potrafię, jak wczoraj mógł mnie kochać a dziś jest u innej. Mam wrażenie, że oszaleję z bólu, mam tyle emocji w sobie i nie wiem jak je uspokoić, a wiem, że muszę bo inaczej się wykończę.

Wszystkie to znamy. przezywam to samo, z dodatkową świadomością, że mąż najpierw zapragnął dziecka, ale pod koniec ciąży mnie zostawił, twierdząc, ze nigdy nie kochał. Jak żyć? Jednej recepty brak... trzeba przecierpieć. Nie ma innego wyjścia. A cierpieć najlepiej w towarzystwie. Nie siedź sama. Pisz na forum, pisz pamiętnik, spotykaj się z ludźmi. Wyznacz sobie choćby jeden cel i dąż do jego osiągnięcia. Dobrze też robi ruch. A najtaniej i najskuteczniej jest biegać. Bieganie pomaga, bo oddala od myśli, gdy walczysz ze słabością ciała, bo po wysiłku pojawiają się w organiźmie substancje uszczęśliwiające, bo poprawia się wygląd, bo... Najgorzej jest przeżuwać wspomnienia. Też to robię. Z tym trzeba cierpliwie walczyć. Ja po prostu staram się mieć zajęcie. Napisz jak sobie radzisz...

nie da się wszystkich naraz pocałować w d***
www.tytamjatu.blogspot.com
Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Nie radze sobie, w ogóle. Dziś pousuwałam wszelkie wspomnienia, typu zdjęcia, moja ukochana maskotkę od niego zaniosłam do MOPSU, może jakieś biedne dziecko weźmie. Jednak wychodząc miałam ochotę wrócić i ją wziąć, aby mieć choć cząstkę tego, ale wiem, że nie mogę, muszę go wyrzucić na zawsze. Tylko to tak cholernie boli, czuję, że nie poradzę sobie z tym.

7

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Nie radze sobie, w ogóle. Dziś pousuwałam wszelkie wspomnienia, typu zdjęcia, moja ukochana maskotkę od niego zaniosłam do MOPSU, może jakieś biedne dziecko weźmie. Jednak wychodząc miałam ochotę wrócić i ją wziąć, aby mieć choć cząstkę tego, ale wiem, że nie mogę, muszę go wyrzucić na zawsze. Tylko to tak cholernie boli, czuję, że nie poradzę sobie z tym.

Poradzisz.Nie ty jedna. Mężczyzn też to dotyka. Tak myślę, ze każdego prędzej czy później spotka to choć raz w życiu.

8

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Przeżywasz dokładnie to samo, co ja obecnie, z drobnymi tylko różnicami. U mnie minął tydzień, jestem jak ogłuszona i odrętwiała z bólu i cierpienia. Tego nie da się opisać, a wszelkie próby pocieszenia ranią jeszcze bardziej. Znam poranny paniczny lęk i nocne pragnienie śmierci. Dołącz do tutejszej grupy wsparcia dla zdradzonych i porzuconych, mnie ci Ludzie trzymają przy życiu...

9

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Wiem jak to boli. Miłość to piękne uczucie, zwłaszcza jak jej nie ma... Najważniejsze, to nie poddawaj się, spójrz w lustro i powiedz:ON NIE BYŁ MNIE WART. Skoro poszedł do innej, to jest idiotą i zrobiłby to prędzej czy później, a dla ciebie lepiej że prędzej, bo szkoda czasu. I najważniejsze, to nie pozwól mu wrócić. Bo może będzie chciał, skoro jest tak rozchwiany. A wtedy  powiedz mu:"BO WIDZISZ,JA JUŻ NIE POTRZEBUJĘ CIĘ".  Zakochasz się jeszcze nie raz, a na pewno któryś z tych razów będzie na zawsze i z wzajemnością. Trzymaj się!

10

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

A tak na prawdę to nie płaczesz  za nim, bo jego już nienawidzisz tylko o tym jeszcze nie wiesz. Płaczesz przez poczucie upokorzenia, płaczesz z powodu zawiedzionych nadziei, płaczesz, bo czujesz się niedowartościowana a najbardziej boisz się, że zostałaś niejako napiętnowana , bo on cie porzucił. A teraz zastanów się, czy ktoś kto robi coś takiego drugiemu człowiekowi jest wart choć jednej łzy? Czy on nie wydał o sobie świadectwa, że jest zwykłą świnią? Czy zamiast zazdrościc tej drugiej dziewczynie nie powinnaś jej wspólczuć, bo jej też to zrobi co tobie, albo przynajmniej czuć satysfakcję, że jej tez to nie minie.
Dziewczyny, koniecznie trzeba więcej dumy, więcej poczucia wlasnej wartości, nie płaczcie po gadach, cieszcie się, że was od siebie uwolnili, zanim zaszło to dalej. Przed wami całe zycie, tylko wybierajcie facetów, którzy was szanują i bądzcie bezwzględne w tym warunku, nauczcie się szanować siebie i gardzić takimi cieniasami. Nad czym tu płakać, toż trzeba sie tylko cieszyć, że dobre duchy wyrywają  was ze szponów takich dupków. Taki ... powinien sie wstydzić w dzień na miasto wyjść i ludziom w oczy spojrzeć, a tymczasem wy swoimi żalami i cierpieniami dodajecie mu buty, pychy i zamiast patrzeć z góry z pogarda, ledwo widzicie przez zapuchnięte z płaczu oczy i same wstydzicie się światu pokazać. Odwróćcie wreszcie te racje, bo same siebie krzywdzicie. Trzymaj sie i otrząśnij, można szybko z tego wyjść tylko spójrz na to z tej strony, bo jest na pewno prawdziwsza, niż to co teraz czujesz.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Dziękuję za odpowiedzi, dodają otuchy. Owszem czuję się do niczego i wiem, że nie jest tego wart. Poszłam dziś na siłownię, i chyba trochę mi lepiej jak się zmęczyłam ( chodzę regularnie od lat, dziś się zmusiłam bo akurat był dzień treningu). Ponieważ trenuję długie marsze, bo w przyszłym roku zamierzam iść z Zakopanego nad morze na piechotę, to w tym tygodniu sobie zaplanowałam, że pójdę na marsz 50 km, po takim wysiłku zawsze nabieram większej siły psychicznej. Musze coś robić aby nie zwariować i myślę, że to będzie dobre. Zwłaszcza, że nie chcę przez jakiegoś dupka stracić ta wyprawę na którą się przygotowuję od dłuższego czasu. Nie dam mu tej satysfakcji. Za każdym razem jak o nim pomyślę, to mam teraz wielka agresję na niego. Nie myślę o tych pozytywnych rzeczach, tylko skupiam się specjalnie na tych złych, aby go sobie obrzydzić. W sobotę mam swoje 35 urodziny, jeszcze mi się dwa dni temu pytał co chce dostać, w sumie chyba dostałam najlepszy prezent jaki mogłam bo zdrajca sam sobie poszedł.

12

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

czes tu bozena , doskonale cie rozumiem , moj juz byly maz powiedzial mi przez telefon , ze to koniec , bo ma kogos ,. minely juz prawie dwa lata , a ja nie potrafie sie pozbierac /

13

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi, dodają otuchy. Owszem czuję się do niczego i wiem, że nie jest tego wart. Poszłam dziś na siłownię, i chyba trochę mi lepiej jak się zmęczyłam ( chodzę regularnie od lat, dziś się zmusiłam bo akurat był dzień treningu). Ponieważ trenuję długie marsze, bo w przyszłym roku zamierzam iść z Zakopanego nad morze na piechotę, to w tym tygodniu sobie zaplanowałam, że pójdę na marsz 50 km, po takim wysiłku zawsze nabieram większej siły psychicznej. Musze coś robić aby nie zwariować i myślę, że to będzie dobre. Zwłaszcza, że nie chcę przez jakiegoś dupka stracić ta wyprawę na którą się przygotowuję od dłuższego czasu. Nie dam mu tej satysfakcji. Za każdym razem jak o nim pomyślę, to mam teraz wielka agresję na niego. Nie myślę o tych pozytywnych rzeczach, tylko skupiam się specjalnie na tych złych, aby go sobie obrzydzić. W sobotę mam swoje 35 urodziny, jeszcze mi się dwa dni temu pytał co chce dostać, w sumie chyba dostałam najlepszy prezent jaki mogłam bo zdrajca sam sobie poszedł.

Ruch, wysiłek, dobrą drogę wybrałaś, na pewno lepsze to niż leżenie w łóżku i chlipanie w poduszkę.
Złość, nienawiść, agresywne myślenie, to normalne w takiej sytuacji. Też kiedyś miałam podobnie. A za jakiś czas śmiałam się z samej siebie, że takiemu czemuś poświęcałam czas.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Bożena nie strasz, że to tyle będzie trwało sad Współczuję Ci bardzo, choć ja tez się w sumie dowiedziałam przez telefon, tylko on nie był moim mężem.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
eljola napisał/a:

Ruch, wysiłek, dobrą drogę wybrałaś, na pewno lepsze to niż leżenie w łóżku i chlipanie w poduszkę.
Złość, nienawiść, agresywne myślenie, to normalne w takiej sytuacji. Też kiedyś miałam podobnie. A za jakiś czas śmiałam się z samej siebie, że takiemu czemuś poświęcałam czas.

Trenuję od 18 lat już, więc jestem nauczona, że w stresie czy nerwach, przerzucam agresję na trening. Taka droga była chyba jedyną możliwą w moim przypadku. Chciałabym aby już ten czas minął. Wyrzucam złość na treningu aby przekuć to nieszczęście w coś pożytecznego. Nie wiem na ile mi się to uda.

16

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Bożena nie strasz, że to tyle będzie trwało sad Współczuję Ci bardzo, choć ja tez się w sumie dowiedziałam przez telefon, tylko on nie był moim mężem.

niestety , to gorzka prawda ,. jest mi zle , tylko dzieci trzymaja mnie przy zyciu .

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Duże masz dzieci? Czy rozumieją co się stało?

18

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Moje zycie , moje malzenstwo przepadlo jednego dnia , on wybral kochanke mlodsza od siebie o 18 lat , zaledwie 6 lat po slubie . minelo 3 lata , oni sa razem , a ja dalej lize rany i nie moge sie otworzyc na lepsze jutro /mam teraz ,38 lata czas zatrzymal sie dla mnie w miejscu . kazdego dnia mam nadzieje , ze wyjde z tego , jestem wrakiem czlowieka i nie potrafie tego zmienic . wiem ze powinnam . ale .

19

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

A facet potrafi po miesiącu, dwóch zapomnieć od partnerce, gdzie tu sprawiedliwość?

Jestem wierna tak jak ty mi.
Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Bożena, bardzo Ci współczuję. Masz jakieś bliskie osoby, które Cie wspierają? Ta kobieca emocjonalność jest naszym przekleństwem.
Katarzynka, też nie każdy facet, znam takiego, co został zostawiony 3 lata temu i nadal jest sam, nie może z tego wyjść. Pomagałam mu, a teraz sama sobie muszę pomóc.

21

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Wszystkiego Dobrego Wam życzę. U mnie minęło 7 lat.
Nie było łatwo bo myśli powracają i złość.Ale dobrze
że już go nie ma,jest spokój i cisza. A on nie zasługuje
na to nawet aby splunąć na niego.

Życzę dużooooooo SIŁY i Zdrówka smile
Pozdrawiam cieplutko. smile

22 Ostatnio edytowany przez mateusz1987 (2013-10-09 22:29:26)

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
Katarzynka82 napisał/a:

A facet potrafi po miesiącu, dwóch zapomnieć od partnerce, gdzie tu sprawiedliwość?

W każdym temacie piszesz tą samą bajkę. Mi jakoś tak szybko coś nie przechodzi bo to wszystko zależy od psychiki człowieka. Ja byłem mocno do mojej ex przywiązany i przypuszczam że długo jeszcze będzie mi "żal dupę ściskał" hehe

złamana dusza 35 musisz tak jak piszesz iść w treningi i inne czynności przy których nie będzie czasu myśleć o tej bezwartościowej osobie. Wygadaj się też komuś, ja np ostatnio poznałem dziewczynę o której mogę powiedzieć że jest moją przyjaciółką ponieważ o wszystkim jej powiedziałem i ona mi pomaga jakoś to wszystko w głowie poukładać. Też pisanie tutaj na forum mi bardzo pomagało w tych pierwszych dniach szoku i złości w jakiej ty teraz jesteś. Jak możesz i oczywiście chcesz to opisz dokładniej tą całą twoją historię.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Mateusz Chyba nie chcę już tego rozpamiętywać i opisywać, bo jak zacznę wspominać jak się poznaliśmy etc. to się rozkleję sad Musze teraz się ogarnąć, aby nie zaniedbywać swoich obowiązków. Dużo już u Ciebie czasu minęło? Ja dochodzę do wniosku, że już nigdy się przed nikim tak nie otworzę, aby potem w razie czego tak nie cierpieć sad

24

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Bożena, ty nie tęsknisz ty jesteś w depresji i powinnaś skorzystać z pomocy psychologa.
Dziewczyny nie miejcie do mnie pretensji, ale uwierzcie, że to wasza wina, że pozwalacie sie sobie same  tak rozwalić.
Przecież, nie jesteście bezrozumnymi lalkami, czemu nie użyjecie rozumu, czemu dajecie się powalić emocjom, jakimś żalom, jakimś histeriom. Zawsze powtarzam, że dla faceta, który porzuca kobietę nie ma większej satysfakcji, niż  gdy widzi, że ona cierpi. Dla niego to połączenie pychy i przeświadczenia, że był cudowny i niezastąpiony, skoro ona płacze po nim i zapada w chorobę. On czuje, że słusznie jej to zrobił, bo ona sama o sobie wydaje opinię, że nie była nic warta i płacze z żalu, że rozwaliła swoją rodzinę. Dziewczyny, wiem że to ciężko, też to przechodziłam, ale szare komórki baczność, i na siłę wskrzesić rozsądek i nie dać się  tak dołować.

25 Ostatnio edytowany przez mateusz1987 (2013-10-09 23:07:52)

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Rozumiem mi to akurat bardzo pomogło i dalej pomaga jak mam gorszy dzień to się zwierzam najbliższym mi teraz osobą. Bardzo dużo właśnie teraz wartościowych osób poznałem i doceniłem tych, którzy byli tylko dla mnie znajomymi bo jak mówi przysłowie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"

A jeśli chodzi o historię to byliśmy razem 4 lata i planowaliśmy wspólnie być razem całe życie, a tutaj 2 miesiące temu tydzień po wspólnych wakacjach mi powiedziała że zrywa ze mną. Tylko właśnie cały miesiąc później się spotykaliśmy i raz było lepiej i miałem jakąś nadzieję a raz prosto z mostu mówiła że to koniec i zdania nie zmieni. Był to najgorszy miesiąc mojego życie nie spałem, nie jadłem, wymiotowałem, rodzice nie wiedzieli co ze mną zrobić a ona była nie wzruszona niczym:)

Nie mogłem tego wszystkie tak naprawdę zrozumieć, płaszczyłem się przed nią z kwiatami jeździłem itp. itd. Ona nie chciała się ze mną spotykać tylko ze znajomymi codziennie wieczorem a jak się okazała Ci znajomi to tak naprawdę przyjeżdżał do niej co noc jeden kolega i dopiero jak o tym się dowiedziałem to zrobiłem kosmiczną awanturę:) i ona mi powiedziała że jest z nim szczęśliwa i ustawiła sobie status na FB że jest z nim w związku i teraz codziennie prawie dodaje z nim jakieś super ekstra hiper komentarze o wspólnym szczęściu. Matka jej stanęła po mojej stronie i powiedziała że 20 lat ją utrzymywała i nie chce dłużej to moja eks po 2 tygodniach bycia z nim w związku przeprowadziła się do niego i żyją długo i szczęśliwie na jego rachunek.

To taka skrócona wersją bo całość to się nadaję jak to mój kumpel powiedział na dobry odcinek serialu typu "trudne sprawy" "ukryta prawda" itp. itd. hehe Ogólnie żal mi tego wszystkiego ale na logikę myśląc dobrze że tak się stało teraz a nie później jak byśmy mieli np. dzieci. Jedne ze słów które mnie w jej ustach rozwaliły na końcu to "ja nie chcę pracować tylko się dziećmi opiekować" czyli mówiąc wprost szuka sponsora. Ja nim byłem przez 4 lata a teraz jest taki który ma więcej czasu bo ja za dużo się uczyłem pracowałem dla naszej wspólnej przyszłości:) Za mało czasu dla księżniczki a on praca 8 godzin i resztę dnia może jej usługiwać.

złamana dusza 35 napisał/a:

Ja dochodzę do wniosku, że już nigdy się przed nikim tak nie otworzę, aby potem w razie czego tak nie cierpieć sad

Też mam stracha ale musisz teraz sobie prawdziwych przyjaciół znaleźć którzy Cie chętnie wysłuchają i zrozumieją. Musisz temat zamknąć nie czasami wymuszonym klinem bo to nic nie pomaga a raczej sprawia więcej kłopotów. Poświęć się swojemu hobby i znajomym żeby w domu bez sensu nie siedzieć i nie będzie tak źle:) On nie był tym jedynym skoro tak mógł z Tobą postąpić.

26

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
bozena7506 napisał/a:

Moje zycie , moje malzenstwo przepadlo jednego dnia , on wybral kochanke mlodsza od siebie o 18 lat , zaledwie 6 lat po slubie . minelo 3 lata , oni sa razem , a ja dalej lize rany i nie moge sie otworzyc na lepsze jutro /mam teraz ,38 lata czas zatrzymal sie dla mnie w miejscu . kazdego dnia mam nadzieje , ze wyjde z tego , jestem wrakiem czlowieka i nie potrafie tego zmienic . wiem ze powinnam . ale .

Bożena nie gniewaj się ale może faktycznie powinnaś skorzystać z pomocy specjalisty to żaden wstyd. Ja jak byłem w tym najgorszym stanie na samym początku to poszedłem do lekarza rodzinnego po skierowanie do psychologa i umówiłem się na 14 października na wizytę. Mimo że czuję się lepiej to i tak pójdę bo może mi faktycznie pomoże. Tobie polecam to samo, na kasę chorych wiadomo się czeka i też nie wiadomo jak często są spotkania, no a prywatnie niestety trochę kosztuję:/ tym bardziej że to musi być parę ładnych wizyt żeby przyniosło efekty. Dobrze że zaczynasz szukać pomocy że napisałaś post na forum, tutaj ludzie Ci pomogą jak masz ochotę to pisz jak najwięcej.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Mateusz, dzięki za wsparcie. Wiesz najbardziej w tym wszystkim mi szkoda tego, że zrezygnowałam z tylu rzeczy, które mogły zmienić moją przyszłość na lepszą, i to wszystko dla kogoś kto nie był tego wart, byłam gotowa na każde poświęcenie, czyli po prostu byłam głupia, nazwijmy rzeczy po imieniu. smile W sumie i tak mamy lepiej, bo się po tym podniesiemy w końcu, podejrzewam, że silniejsi, łabędzie maja gorzej, bo podobno nawet umierają z tęsknoty jak jedno z nich odejdzie. Nie z takimi rzeczami sobie człowiek musi radzić, ja jestem chyba dość silna psychicznie, przeżyłam śmierć 17 letniego brata, śmierć taty rok później, gwałt i jeszcze parę rzeczy. To i z takim czymś sobie poradzę, bo to jest pikuś w porównaniu do tego z czym już sobie poradziłam. Tak na to patrzę dzisiaj, zaczynam pomału się zastanawiać co dalej, bo muszę teraz zmienić wszystkie plany.

28

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

To niestety, nie mało dźwigasz, ale masz właściwe podejście do tego. Musisz ucinać jedno od drugiego, bo jak zaczniesz to w psychice kumulować, dodawać  to popłyniesz. Ale, po takich przejściach, choc masz do tego właściwy stosunek, powinnaś sie zastanowić, czy nie jest ci potrzebna pomoc specjalisty. Ja, choc mam swoje lata i swoje przeszłam, podziwiam cię i zaimponowałaś mi. Trzymaj tak dalej, tylko rozważ ten kontakt z psychologiem, najlepiej dobrym, sprawdzonym, bo tobie nie wiele trzeba, tylko zetrzeć ten osad, żeby sie nie nawarstwił i kilka promyków, zebyś odżyła.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Miałam już terapie u psychologa, po gwałcie, a potem po tym jak straciłam brata i ojca. Pogodziłam się z pewnymi rzeczami, jednak na pewni nigdy nie będę tą samą osobą. Dlatego nie otwieram się przed mężczyznami, i dlatego to był jedyny raz kiedy się zakochałam, i byłam głupia, że zaufałam. Po tym co przeszłam powinnam wiedzieć, że muszę się bardziej chronić, bo jestem zbyt krucha w tej materii. Ktoś tu napisał, że jeszcze nie raz się zakocham, być może, jednak na pewno nie prędko i na dzień dzisiejszy wydaje mi się to niemożliwe, ponieważ stary uraz do mężczyzn odżył. Pójdę do psychologa teraz, bo sama czuję, że tego potrzebuję.
     Niektórzy mężczyźni nie zdają sobie sprawy z tego, że jednym uczynkiem ( gwałt) ku własnej chuci, mogą wpłynąć na całe przyszłe życie kobiety. Bo to wpłynęło na moje zamknięcie przez tyle lat i na wiele wyborów, których dokonałam i zapewne jeszcze dokonam.

30 Ostatnio edytowany przez mateusz1987 (2013-10-10 18:10:22)

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Mateusz, dzięki za wsparcie. Wiesz najbardziej w tym wszystkim mi szkoda tego, że zrezygnowałam z tylu rzeczy, które mogły zmienić moją przyszłość na lepszą, i to wszystko dla kogoś kto nie był tego wart, byłam gotowa na każde poświęcenie, czyli po prostu byłam głupia, nazwijmy rzeczy po imieniu. smile W sumie i tak mamy lepiej, bo się po tym podniesiemy w końcu, podejrzewam, że silniejsi, łabędzie maja gorzej, bo podobno nawet umierają z tęsknoty jak jedno z nich odejdzie. Nie z takimi rzeczami sobie człowiek musi radzić, ja jestem chyba dość silna psychicznie, przeżyłam śmierć 17 letniego brata, śmierć taty rok później, gwałt i jeszcze parę rzeczy. To i z takim czymś sobie poradzę, bo to jest pikuś w porównaniu do tego z czym już sobie poradziłam. Tak na to patrzę dzisiaj, zaczynam pomału się zastanawiać co dalej, bo muszę teraz zmienić wszystkie plany.

Ja akurat tego co Ty nie zrobiłem bo poszedłem na studia mgr mimo że w głębi duszy czułem że ona tego nie chcę. Rozmawiałem z nią na ten temat i mówiła że jak chce to mogę iść bo to dla naszego dobra a teraz po połowie studiów jak został mi rok to mi to wygadała na sam koniec że nie jest wstanie poczekać tego roku. No i niestety często sobie teraz zadaję to pytanie "czy może jak bym nie poszedł dalej na studia to był bym z nią dalej?"  bo miał bym dla niej więcej czasu itp. itd. Ale tak z drugiej strony patrząc mógłbym nie mieć ani tego ani tego to dopiero był bym zły. Uważam również że partnerzy nie powinni na wzajem blokować swoich celów, pasji, marzeń.  Wiadomo trzeba iść zawsze na kompromis nie że np. lecę do Anglii na 3 lata i poczekaj za mną, bo to by było przegięcie ale studia zaoczne dla wykształcenia a co za tym idzie lepszej pracy, lepszych zarobków dla lepszego bytu obojga, szczególnie gdy ta 2 osoba nie umie sobie znaleźć obojętnie jakiej pracy, a tak naprawdę okazuje się że nie chce:) Tak samo uważam że o tym czy kobieta ma pracować powinno się podejmować decyzję we dwoję bo żyjemy w takich czasach a nie innych że lekko nie jest z jednej pensji wyżyć. Wiadomo jak bym zarabiał np. 10 000 pln miesięcznie to nie chciał bym żeby moja żona pracowała za 1600 w kawiarni.

A złamana dusza 35 tak jak mówisz jesteś na dnie a od dna się łatwo odbić:) Skoro miałaś już moim zdaniem większe problemy od swojego eks to z tym sobie też na lajcie poradzisz:)
Moja eks żyła i żyje niby cały czas w skowronkach u swojego nowego chłopka:) jest na samym szczycie a stamtąd można tak szybko spaść jak się szybko weszło na niego, a mi przechodzi podnoszę się i wracam do gry nie porzucę tego co przez tyle lat budowałem niech za parę lat zobaczy co straciła i tego Tobie też życzę. Plany no niestety trzeba zmienić, albo lepiej na razie nic nie planować tylko żyć dalej bo ja tym właśnie daleko bieżnym planowaniem się zniszczyłem (ślub, dziecko za 2-3 lata itp.) Teraz staram się cieszyć każdym kolejnym dniem w którym się nie załamuję i nie rozpatruje po raz milionowy tego samego.

31

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:
eljola napisał/a:

Ruch, wysiłek, dobrą drogę wybrałaś, na pewno lepsze to niż leżenie w łóżku i chlipanie w poduszkę.
Złość, nienawiść, agresywne myślenie, to normalne w takiej sytuacji. Też kiedyś miałam podobnie. A za jakiś czas śmiałam się z samej siebie, że takiemu czemuś poświęcałam czas.

Trenuję od 18 lat już, więc jestem nauczona, że w stresie czy nerwach, przerzucam agresję na trening. Taka droga była chyba jedyną możliwą w moim przypadku. Chciałabym aby już ten czas minął. Wyrzucam złość na treningu aby przekuć to nieszczęście w coś pożytecznego. Nie wiem na ile mi się to uda.

skąd jesteś?
bardzo bym chciała znaleźć koleżankę do wspólnego sportu. Ja biegam, ale sama. Kobiety z mojego otoczenia nie uprawiają sportu...

nie da się wszystkich naraz pocałować w d***
www.tytamjatu.blogspot.com
Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Mateusz, chyba to rozpamiętywanie jest najgorsze w tym wszystkim. Nie wiem kiedy pójdę w miejsca gdzie byliśmy razem, a są wszędzie i zawsze były moimi ulubionymi. Staram się trzymać jakoś, mam dla kogo żyć i to chyba najważniejsze. Wiem, że nie mogę się załamać, bo wtedy nie tylko ja będę cierpieć i płaczę po cichu w nocy teraz aby nie pokazywać po sobie, to trudniejsze niż myślałam.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
AKEME napisał/a:

bardzo bym chciała znaleźć koleżankę do wspólnego sportu. Ja biegam, ale sama. Kobiety z mojego otoczenia nie uprawiają sportu...

Kraków a Ty?

34

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Mateusz, chyba to rozpamiętywanie jest najgorsze w tym wszystkim. Nie wiem kiedy pójdę w miejsca gdzie byliśmy razem, a są wszędzie i zawsze były moimi ulubionymi. Staram się trzymać jakoś, mam dla kogo żyć i to chyba najważniejsze. Wiem, że nie mogę się załamać, bo wtedy nie tylko ja będę cierpieć i płaczę po cichu w nocy teraz aby nie pokazywać po sobie, to trudniejsze niż myślałam.

Musisz przeżyć te wszystkie przykre emocje. Nie tłum w sobie tego na sile bo będziesz dłużej się zbierać. Ja mimo że mam 26 lat to płakałem jak dziecko co widzieli moi rodzice, mój brat i bratowa i szczerze nie jest mi teraz tego wstyd, bo oni mnie naprawdę wsparli i martwili o mnie. Fakt to rozpatrywanie jest w tym wszystkim najgorsze. Najgorsze jak zaczniesz siebie obwiniać że to Twoja wina że odszedł a to nie prawda, wina leży zawsze po obu stronach ale ty byłaś skłonna dla niego się zmieniać, poświęcaj ważne rzeczy a on nie chce próbować dalej tylko Cie porzuca mimo tego co dla niego poświęciłaś.

Trudno no niestety jest:/ Do mnie to tak chyba dotarło dopiero po paru dniach bo najpierw była bardzo duża złość.

U mnie to tak wyglądało według kolejności:
- szok nie dowierzanie że mnie zostawiła dla innego, złość i stwierdzenie "a niech spi.... z nim w dupie to mam jakoś damy radę"
- po paru dniach jak zorientowałem się że jestem sam to żal, smutek, płacz jak ona tak mogła mnie zostawić. Chęć odezwania się do niej ale na szczęście się nie odezwałem:)
-obwinianie się że to wszystko moja wina i dalej żal, smutek
Teraz przechodzę fazę że w sumie to może dobrze że się rozpadło bo i tak do siebie nie pasowaliśmy. Miałem swoje za uszami ale ona mnie przebiła w tym bo ja bym nie umiał jej tak zrobić jak ona na końcu:)
A za jakiś czas zamierzam się z tego śmiać i tyle:) Bo już mnie nieraz to bawi i podchodzę do tego humorystycznie. Nawet szukałem takiego demotywatora o księżniczce i sponsorze:D

Potrzeba czasu i jeszcze raz czasu i tyle. Ja też miałem wspólne z nią miejsca ale kurcze jakoś się przemogłem żeby dalej tam chodzić bo przecież dla tego że dziewczyna ze mną zerwała to się nie wyprowadzę do innego miasta. Aby unikam przejazdu przed jej mamy domem, co powiem nie jest łatwe bo mieszka prawie w centrum miasta. Ostatnio tam widziałem gołąbki a oni mnie tak ironicznie zmierzyli jak przejeżdżałem i tyle. Ten pajac moje auto rozpoznaje z 2 kilometrów:) tak się już wyrobił. Ciekawe czy by uciekał jak bym się zatrzymał bo kiedyś na końcu jak z nim rozmawiałem przez tel to mu to powiedziałem że ma uciekać jak mnie zobaczy bo dostanie:)

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Wiesz, tylko ja mam dziecko i nie mogę przy niej płakać, dlatego to w sobie staram się zdusić, nie chcę aby to wpłynęło na nią źle. Jest bardzo wrażliwa, bo od zawsze byłyśmy same ( moja córka jest z tego gwałtu) ma teraz 15 lat i jest w ciężkim wieku, muszę teraz być dla niej silna, bo inaczej może pójść w zła stronę.

36

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:
AKEME napisał/a:

bardzo bym chciała znaleźć koleżankę do wspólnego sportu. Ja biegam, ale sama. Kobiety z mojego otoczenia nie uprawiają sportu...

Kraków a Ty?

Rybnik, no trochę daleko.
Swoją drogą, z moim mężem zawsze kochaliśmy jeździć do Krakowa. Jedyny maraton w jakim starowałam to właśnie krakowski. Tak więc, nawiązując do Twoich wypowiedzi z innych postów, nawet w Twoim mieście są nasze wspólne miejsca. Ciężko o tym wszystkim zapomnieć...

nie da się wszystkich naraz pocałować w d***
www.tytamjatu.blogspot.com

37

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Wiesz, tylko ja mam dziecko i nie mogę przy niej płakać, dlatego to w sobie staram się zdusić, nie chcę aby to wpłynęło na nią źle. Jest bardzo wrażliwa, bo od zawsze byłyśmy same ( moja córka jest z tego gwałtu) ma teraz 15 lat i jest w ciężkim wieku, muszę teraz być dla niej silna, bo inaczej może pójść w zła stronę.

No rozumiem przy dziecku nie pokazuj swej słabości masz rację. A rodzina przyjaciele, masz jakaś koleżkę której możesz o wszystkim powiedzieć? Ja nie miałem nikogo ale teraz mam kilka osób którym ufam. Nawet w pracy są dwie osoby które o wszystkim wiedzą. Dzisiaj ze znajomą która przychodzi na nadgodziny się uczyć ode mnie programowania robotów rozmawiałem na mój temat może ponad 2 godziny i mi to pomaga taka wspólna rozmowa. Ona też mi opowiada o swoich problemach a ostatnio ma ich jakoś więcej:( Jakoś wspólnie radzić sobie w poukładaniu czegoś w głowie moim zdaniem jest o wiele łatwiej.

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Mam paru znajomych, i wspierają mnie, włącznie z towarzyszeniem mi na spacerze o 3 w nocy, jak usnąć nie mogłam. Także nie jest najgorzej, bo nie jestem sama, a to juz dużo, najgorsze jest to udawanie w domu, że jest ok.

39

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
złamana dusza 35 napisał/a:

Mam paru znajomych, i wspierają mnie, włącznie z towarzyszeniem mi na spacerze o 3 w nocy, jak usnąć nie mogłam. Także nie jest najgorzej, bo nie jestem sama, a to juz dużo, najgorsze jest to udawanie w domu, że jest ok.

Rozumiem a córka 15 lat to nie takie proste przed nią udawać;/ dobrze że masz znajomych którzy Cię wspierają z dnia na dzień będzie coraz lepiej:) Głowa do góry on nie był wart Ciebie.

40

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Witam,

wiem z doświadczenia, że często ludzie, którzy potrafią zakończyć związek, próbują sobie w jakiś sposób pozostawić otwartą opcję powrotu. Chcą mieć nadal w jakiś sposób kontrolę nad byłym partnerem i dlatego wydaje mi się, że twój były facet nie chciał byś wyjechała... Stracił by możliwośc ewentualnego powrotu i jednocześnie opcję manipulacji tobą...

41

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Hej!
Radka poznałam przez portal społecznościowy, gdzie ludzie słuchają muzyki, umawiają się wspólnie na koncerty bla bla bla.
Początkowo pisaliśmy tylko i wyłącznie o muzyce, im więcej absorbował mi czas, tym zaczynaliśmy rozmawiać o życiu. O wszelkich problemach. Wysyłalismy do siebie listy, jakieś malutkie upominki. Wymieniliśmy się numerami telefonu. Byliśmy stale w kontakcie.
W pewnym momencie stwierdziliśmy, że fajnie będzie się zobaczyć. I tak się stało. On jest Czechem, ale specjalnie przyjechał do Wrocławia, żeby mnie zobaczyć. Ja jestem z centralnej Polski. Wybraliśmy Wrocław bo mniej więcej był w połowie drogi.
Przez cały czas byłam pełna niepokoju. Ale spotkaliśmy się. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Miłość od pierwszego wejrzenia z jego i mojej strony.
Byliśmy ze sobą prawie 2 lata. Spotykalismy się dwa razy w miesiącu na kilka dni. A w wakacje spedzaliśmy więcej czasu.
Kiedy był ostatnio u mnie, wszystko było wspaniale, tak jak zawsze. Powtarzał, ze mnie kocha. Że wie, że jestem tą jedyną. Niestety tydzień poźniej, stwierdził że mnie nie kocha. To było niczym dostanie w policzek.
Wiem, że to wszystko przez odległość. Że to ona wypaliła nasze uczucia.
Radek chcę mieć ze mną kontakt, staram się jak mogę, ale nie potrafię z tego co było codziennością, z tego, że byłam dla niego światem stanę się koleżanką.. To jest takie straszne. Nie wyobrażam sobie, żeby znalazł sobie kogoś innego i był szczęśliwy.  Coraz bardziej sobie uświadmiam, że Radek był najważniejszą osobą w moim życiu i nadal jest i będzie. Ja nie umiem tak z tego zrezygnować. Ale cały czas mam w głowie, to, że on mnie nie kocha. Odległość wypala uczucia, ja wiem.. Ale chciałabym,żeby dał mi szansę. Trudno jest z nim rozmawiać o uczuciach teraz. Raczej to ja mu piszę o tym, że ja tęsknię bla bla blaa. Z drugiej strony, nie chcę żeby pomyślał że jestem nachalna, że staram się być w jego życiu za wszelką cenę.
Boję się rozmawiać z nim o uczuciach. Ale chcę walczyć o tą miłość. Ale czy warto? Ostatnio kiedy rozmawialiśmy, powiedział że bardzo za mną tęskni i chciałby mieć mnie jak najbliżej. Jestem w stanie się przeprowadzić do Pragi, ale niestety w tym roku bronię licencjatu, a on w Pradze ma już pracę i sobie nie wyobraza życia tutaj.
Cały czas płaczę, tęsknię za nim. Jestem zazdrosna..

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić
AKEME napisał/a:
złamana dusza 35 napisał/a:

Witajcie
Wczoraj zostałam porzucona przez kogoś, kto parę dni temu jeszcze mówił, że mnie kocha, że chce być ze mną, planowaliśmy razem zamieszkać. Wczoraj jeszcze mi mówił jaka jestem ważna rano, a wieczorem poszedł do innej... Nie mam siły, czuję się jak wypatroszona na żywca. Boli mnie wszystko, nie mogę się uspokoić, wczoraj całą noc łaziłam po mieście bez celu. płaczę od wczoraj cały czas, wyglądam już jak zombie. Nie umiem się uspokoić, kupiłam sobie tabletki ziołowe uspokajające, jednak to nic nie daje. Przyszedł dziś przyjaciel do mnie, bo przez telefon widział w jakim jestem stanie i i tak nic to nie dało, nie pomogło. Nigdy nikogo tak nie kochałam, poświęciłam dla niego wiele, między innymi przyjaźń z kimś i ofertę wyjazdu za granicę ( teraz już tego nie odkręcę), ten wyjazd odmówiłam w zeszłym tygodniu i on mi na to pozwolił, po co? Skoro chciał mnie rzucić, to czemu mi zabrał szanse na lepsze jutro? Nie rozumiem tego, nie potrafię, jak wczoraj mógł mnie kochać a dziś jest u innej. Mam wrażenie, że oszaleję z bólu, mam tyle emocji w sobie i nie wiem jak je uspokoić, a wiem, że muszę bo inaczej się wykończę.

Wszystkie to znamy. przezywam to samo, z dodatkową świadomością, że mąż najpierw zapragnął dziecka, ale pod koniec ciąży mnie zostawił, twierdząc, ze nigdy nie kochał. Jak żyć? Jednej recepty brak... trzeba przecierpieć. Nie ma innego wyjścia. A cierpieć najlepiej w towarzystwie. Nie siedź sama. Pisz na forum, pisz pamiętnik, spotykaj się z ludźmi. Wyznacz sobie choćby jeden cel i dąż do jego osiągnięcia. Dobrze też robi ruch. A najtaniej i najskuteczniej jest biegać. Bieganie pomaga, bo oddala od myśli, gdy walczysz ze słabością ciała, bo po wysiłku pojawiają się w organiźmie substancje uszczęśliwiające, bo poprawia się wygląd, bo... Najgorzej jest przeżuwać wspomnienia. Też to robię. Z tym trzeba cierpliwie walczyć. Ja po prostu staram się mieć zajęcie. Napisz jak sobie radzisz...

43

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

Wypłacz się. Odreaguj. Wyjdź gdzieś, wyjedź. Nie myśl o ty, zajmij czymś inny myśli. I żyj.
Wiem, że boli, że trudno, ciężko. Ale z czasem przejdzie. I Ty sama przejdziesz. Żyj!

44

Odp: porzucona, nie umiem sobie poradzić

One sie juz wyplakaly.
Te posty to z przed trzech lat.

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » porzucona, nie umiem sobie poradzić

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018