wiec tak przedstawia sie moja sytuacja. moja matka gdy mialam 3 lata wyszla ponownie za mąż. teraz mam 22 lata. mój oczym z poprzedniego zwiazku mial dwie corki. one wyprowadzily sie po rozwodzie za granice ze swoja matka. mialy wtedy kolejno 3 i 4 lata. teraz maja (mlodsza 26 starsza 29). przez caly ten czas czyli od odejscia do jakiegos roku temu nie mialy z moim ojczymem zadnego kontaktu. moja matka ma z nim syna ktory ma teraz 18 lat. ja mam jeszcze brata ( z tego samego ojca)(chodz i to pewne nie jest:( ). ma on 21 lat. od kiedy pamietam ja i piotrek bylismy gorzej traktowani od pawla ( syn mojej matki i ojczyma). zawsze od mogl wszystko i mial wszystko a my niestety nie. jeszcze mocniej wyróżniania sie zaczelo gdy skonczylam 16 lat i weszlam w wiek buntowania. tylko pawel sie liczyl. mial wszystko a my no niestety mniej. wiadomo synek jedymy "prawdziwy" tatusia. i tak zaczela sie wojna moja z ojczymem. moj bunt byl coraz mocniejszy. nie pobobalo mi sie to jak moj ojczym mnie traktowal, ciagle sie klocilismy. on mi wszystkiego zabranial a ja na zlosc mialam jego slowa za nic. bolalo mnie to ze dla niego pawel byl zawsze najlepszy. piotrek raczej spokojny byl i cicho siedzial ale wiedzialam ze mu tez sie to nie podoba. no i co klocilam sie tak ciagle z ojczymem. az wkoncu gdy skonczylam technikum ojczym powiedzial ze mam sie wyprowadzic bo mnie w domu nie chce. moja matka nic na to wiec spakowalam swoje rzeczy no i nara. bolalo mnie to ale poszlam. nie chcieli mnie to nie. milam wtedy 20 lat nie cale nawet. wyprowadzialam sie z chlopakiem. ja poszla to czepil sie ojciec barata(piotrka) i od tamtego czasu do dzisiaj tocza wojne. piotrek nie odpuszcza nie wyprowadza sie ale za to kloci sie codziennie. ja zaraz po wyprowadzce zaszlam z ciaze. urodzialam corke. zaczelam odwiedzac matke. bylo ok z matka. dogadywalysmy sie. ona tlumaczyal ze sie nigdy ojczymowi nie stawiala bo nie wiele moze. nie bylo to dobre tlumaczenie ale ok . jakis rok temu pojawily sie nagle corki mojego ojczyma. po ponad 20 latach sobie o ojcu przypomnialy. i tak przykezdzaja do dzis. no i tak moja matka i ojciec je uwielbiaja. od jakiegos czasu moja matka odizolowala sie odemnie. nie chce zebym przyjedzala do niej. gdy dzwonie po pomoc nie pomaga mi gdy chce przyjechac na noc mowi ze nie ma miejsca do spania ale jak corki ojczyma przyjezdzaja to maja gdzie spac. uwaza tez ze ciagle cos zle robie. a dla tamtych jest mila super jest jak by mogla to wszystko by im dala. bardzo ale bardzo mnie to boli. matka mnie nie chce i tyle. nie zadzwoni nawet do mnie anie odwiedzi a do nich jedzie 600 km bo mieszkaja w niemczech. nie wiecie nawet jak mnie to boli bardzo. teraz tez wyjezdzam do nazeczonego do nimiec tez daleko i mysle ze nie przyjade za szybko do matki bo mnie zranila bardzo swoim zachowaniem. najbardziej zabolalo mnie jak ja poinformowalam ze wyjezdzam do niemiec i zapytalam czy moge przyjechac na boze narodzenie a ona mi powiedziala ze nie wie bo corka ojczyma przyjezdza z mezem i dzieckiem i dla nas juz raczej miejsca nie bedzie. wbila mi tym noz w serce. czy to jest matka? czy tak sie zachowuje matka ktora kocha swoje dziecko? ja bym tak swojej corce powiedziec nie mogla. nie mogla bym jej tak zrobic, pzeciez to moje dziecko. ale ona moze widocznie. mam zamiar jeszcze przed wyjazdem wygarnac jej wszystko i powiedziec jak bardzo mnie zawiodla i zranila ale nie wiem czy to ma sens bo ona najprawdopodobniej to oleje. wiem ze moze pisze chaotycznie ale okropnie sie czuje i inaczej nie umie tego opiac. za bledy tez przepraszam laptop sie wiesza. doradzcie cos co mam robic. olac matke tak jak ona mnie? wygarnac jej wszystko? a moze ktoras z was miala podobna sytuacje i bedzie chcial sie podzilic swoja historia?
Podobne tematy
Znam to co piszesz z własnej autopsji i masz szczęście, że umiesz to nazwać, bo ja mimo, że zawsze byłam gorzej traktowana przez moją matkę niż moje rodzęnstwo do lat 30 myślałam, że wina lezy po mojej stronie i starałam się zawsze liczyć z matką. Tak byłam wychowana. Wbrew temu co myslisz, wcale nie jest to takie rzadkie. Tak juz jest, że matki czasem wyrózniają jedno dziecko przed drugim, często nawet tego nie ukrywają. W twoim wypadku myślę, że matka mowi prawdę, że jest pod wpływem ojczyma i boi się stracić tę licha stabilizację, którą ma. Na pewno ojczym też nie pozwala jej na kontakty z tobą i robi wszystko, żeby cię odsunąc a matka chce czy nie, podporzadkowuje się mu.. Nie jest to w porządku, ale może ona nie widzi innej mozliwości.
Najważniejsze dla ciebie, to nie brać tego do siebie. To nie jest twoja wina, taki głupi układ, ty powinnaś teraz dbać o relacje z twoim chłopakiem, mysleć o dziecku i starac się stworzyć swój własny, ciepły , spokojny dom. I tak mi przychodzi do głowy, że takie sytuacje często konczą się tym ,że matka może jeszcze przyjść na starość do ciebie po pomoc.A tkwienie w zalu i rozdrapywanie tego może doprowadzić cię to jakiś problemów depresyjnych i wtedy będziesz miała prawdziwe kłopoty. Musisz dorosnąc i skupić się na własnym domu. Zresztą patrząc tak z boku to wybacz, ale za bardzo nie masz do czego się tak garnąc, wiecznie jakies problemy i kłótnie , i tego ci tak brak? Pozdrawiam, nie rozpaczaj, nie krzycz, nie pal mostów, myśl o sobie, zyj swoją rodziną i swojemu dziecku twórz ciepły szczęsliwy dom. Jak się w to zaangażujesz zapomnisz o tym co za tobą.
najbardziej zabolalo mnie jak ja poinformowalam ze wyjezdzam do niemiec i zapytalam czy moge przyjechac na boze narodzenie a ona mi powiedziala ze nie wie bo corka ojczyma przyjezdza z mezem i dzieckiem i dla nas juz raczej miejsca nie bedzie. wbila mi tym noz w serce. czy to jest matka? czy tak sie zachowuje matka ktora kocha swoje dziecko?
KIEDYŚ dziecko POWINNO dorosnąć... i "wyrosnąć" z dziecięcych żalów.
Masz prawo poczuć się zraniona - niemniej nie masz prawa organizować życia matce, wedle własnych reguł. Ona ma swoje życie i TEŻ ma prawo żyć tak jak potrafi. Kiedyś obowiązki rodzicielskie ustępują przed innymi - wtedy gdy dziecko się usamodzielnia.
Wyjechałaś za granicę (bądź wyjeżdżasz) a matka miałaby TU żyć sama, pogrążona w samotności i "nieutulona w żalu"...? BO Ty tak chcesz? A TY się JESZCZE pytasz mamusi CZY CI wolno wyjechać?
OBIE, zdaje się, jesteście dorosłe i KAŻDA ma swoje życie. "Jak Kuba Bogu - tak Bóg Kubie" proponuję ![]()
ja nie pytam czy moge wyjechac tylko czy moge ja odwiedzic w swieta ale ona tego nie chce. twoim zdaniem kazda ma swoje zycie ok ale jest matka moja i moim zdaniem jako matka mogla by mi troche madczynosci okazac a nie odsuwac mnie calkowicie od siebie bo tamte sa wazniejsze. jestem dorosla ale mimo to kocham matke i chcialabym sie z nia spotykac.
Ty musisz sobie zdawać sprawę, że matką rządzi ojciec. Powiedz jak ty sobie wyobrażasz te święta, ojczym zagniewany na ciebie , matka pomiędzy tobą, ojczymem i jeszcze na usługach u was wszystkich. Brat, który też może wybuchnąć i te córki ojca, które teraz czują się pewnie, bo mają w ojcu oparcie. Wojna, awantura i takie to byłyby święta, lepiej się tam nie pchać. Stwórz swój dom, zaproś matkę, a teraz dla własnego dobra odpuść . Myślę, że matka chętnie zajrzy do ciebie, żeby odpocząc od tego kieratu, który ma w domu , i będziesz ją miała na wyłączność choć kilka chwil. Jest jeszcze i taka możliwość, że matka po prostu boi się okazywać ci uczucia. Może jest już tak zmęczona tym swoim życiem, że sama w tym wszystkim zaginęła.
Całym swiatem Twojej matki jest ojczym, jest mu całkowicie podporzadkowana i tak bylo najprawdopodobniej zawsze, nie sadze by córki ojczyma mialy dla niej większe znaczenie, ale maja znaczenie dla ojczyma a dla twojej mamy najważniejszy jest jej mąż, dlatego tak postepuje,najwazniejsze jest jego zadowolenie.Mama boi sie konfliktów i ciasnoty, córkom ojca nie powie nie przyjezdżajcie, bo to sie spotka z jego niezadowoleniem, woli powiedziec tak tobie.
Jest to przykre,bo dziecko nawet dorosłe potrzebuje akceptacji i domu rodzinnego, w którym mimo własnego zycia jest zawsze serdecznie witane ale zwyczajnie trzeba to zaakceptować,Ty odejdziesz, mama z nim zostanie i nie chodzi tu o brak milosci do Ciebie, mama panicznie boi sie stracić milość ojczyma.
Postaraj sie życ własnym zyciem i sama rób piękne swieta dla swojego dziecka,z czasem Wasze relacje z pewnościa beda lepsze, bo bedziesz tym dzieckiem na odległosć, i staraj sie nie powtarzać bledów matki, facet nie jest całym światem.
nizmi napisał/a:najbardziej zabolalo mnie jak ja poinformowalam ze wyjezdzam do niemiec i zapytalam czy moge przyjechac na boze narodzenie a ona mi powiedziala ze nie wie bo corka ojczyma przyjezdza z mezem i dzieckiem i dla nas juz raczej miejsca nie bedzie. wbila mi tym noz w serce. czy to jest matka? czy tak sie zachowuje matka ktora kocha swoje dziecko?
KIEDYŚ dziecko POWINNO dorosnąć... i "wyrosnąć" z dziecięcych żalów.
Masz prawo poczuć się zraniona - niemniej nie masz prawa organizować życia matce, wedle własnych reguł. Ona ma swoje życie i TEŻ ma prawo żyć tak jak potrafi. Kiedyś obowiązki rodzicielskie ustępują przed innymi - wtedy gdy dziecko się usamodzielnia.
Wyjechałaś za granicę (bądź wyjeżdżasz) a matka miałaby TU żyć sama, pogrążona w samotności i "nieutulona w żalu"...? BO Ty tak chcesz? A TY się JESZCZE pytasz mamusi CZY CI wolno wyjechać?
OBIE, zdaje się, jesteście dorosłe i KAŻDA ma swoje życie. "Jak Kuba Bogu - tak Bóg Kubie" proponuję
Nie wyobrażam sobie, by mając matkę, nie móc przyjechać do niej na święta.Obojętnie czy się ma lat 20 czy 40.To taki czas, kiedy KAŻDY człowiek chce być z rodziną.I nic tu nie ma dorosłość cz własne życie.Matką się Anhedonio nie przestaje być nigdy.
8 2013-10-08 15:22:53 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-10-08 15:25:58)
.Matką się Anhedonio nie przestaje być nigdy.
Przestań może mnie łaskawie pouczać?
(ROSZCZENIA) OCZEKIWANIA progenitury to jedno, a bycie matką drugie. ( ŻE nie wspomnę o "mądrej" i "głupiej" miłości).
Takie teksty to może Katarzynie Waśniewskiej wyślij, albo Brzydulli - w odpowiedzi na jej żale, że "jej matka nie wyskrobała".
KAŻDY ma swoje życie. I córka i matka. W chwili zostania matką nie zaczyna się MARTYROLOGII i nie kończy bycia SAMOISTNYM człowiekiem. To 2 NIEZALEŻNE BYTY. I kto mówi co innego, powinien nad tematem niżej się pochylić.
Dorosłość polega również na przyjmowaniu ODMOWY (jak i porażek) I jedne i drugie się w życiu zdarzają. A to, że czegoś sobie nie wyobrażamy? Jest wiele rzeczy o których filozofom się nie śniło...
Maja ma rację - można wojować - TYLKO CO i komu ma to dać?
9 2013-10-09 07:22:36 Ostatnio edytowany przez niki71 (2013-10-09 07:36:30)
Asterka masz rację,matką nie przestaje się być NIGDY.Dziecko czy ma 5 czy 40 lat nadal jest dzieckiem.Co z tego że to dwa niezależne byty.Myślę że powinnaś powiedzieć matce co o tym myślisz ,wyrzucić to z siebie to może będzie ci lżej.Wiem że ci przykro bo u mojego męża jest podobnie.Ma jednego brata i to tamtego tatuś zawsze uwielbiał,mimo że obaj są jego rodzonymi synami.Zawsze był mądrzejszy ,lepszy ,naj....A teściowa ponieważ zawsze słucha mężusia wtóruje mu.Nawet mnie kiedyś było przykro gdy na to patrzyłam ale cóż nic się na to nie poradzi.Tylko czasem myślę kto bardziej na starość im pomoże ,mój mąż czy tamten kochany synuś.Mimo że ani my ani oni nie mieszkamy z nimi oni jak tam przyjeżdżają czują się jak u siebie a my cóż jesteśmy tylko gośćmi.Dawniej jak przyjeżdżaliśmy na święta oni zawsze zostawali na noc my po paru godzinach wracaliśmy do domu.Mają jeden pokój gościnny ale nigdy nie padła propozycja żebyśmy to my zostali na noc.Tamtemu zawsze należała się pomoc jak miał ciężko nam teściowa raz pożyczyła kasy to po cichu żeby tatuś nie widział.Teść jest elektrykiem. Kochany synuś kupił mieszkanie więc coś mu tam przerabiał przy prądzie.Ale jak my robiliśmy remont i trzeba było przenieść licznik to nie przyjechał bo jak stwierdził nie będzie skakał po ścianach w starej chałupie.I taki przykłady można mnożyć.Tak że się nie przejmuj nie tylko ty tak masz,choć to przykre.Ja teraz to olewam i tylko śmiać mi się chce jak słucham wywodów jaki to tamten mądry ile się dorobił i tak dalej,ble ,ble.Twoja mama jest pod wpływem ojczyma i nic na to nie poradzisz.Masz swoją rodzinę,córeczkę i tym się ciesz.Ja jestem na tym punkcie przeczulona i swoich synów traktuję jednakowo.Anchedonia czy ty uważasz że wyrzucenie dziecka z domu zaraz po skończeniu szkoły jest normalne? Nie chcę cię pouczać ale gdyby wszyscy tak robili to by był kłopot.Dzielna dziewczyna że sobie poradziła w takiej sytuacji i powinna być z siebie dumna a nie uważać się za gorszą .
10 2013-10-09 09:42:28 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-10-09 10:00:47)
.Anchedonia czy ty uważasz że wyrzucenie dziecka z domu zaraz po skończeniu szkoły jest normalne? Nie chcę cię pouczać ale gdyby wszyscy tak robili to by był kłopot.Dzielna dziewczyna że sobie poradziła w takiej sytuacji i powinna być z siebie dumna a nie uważać się za gorszą .
Jeśli już - to Anhedonia... ![]()
Nie uważam, że "wyrzucenie" dziecka z domu to NORMA. Aczkolwiek na świecie różne są normy w kwestii zachowań co do dorosłych dzieci. Inne we Włoszech, (gdzie 40 latkowie mieszkają z mamusiami) inne na zachodzie.
Dziewczyna może być z siebie dumna, że w tej sytuacji sobie poradziła - JAK NAJBARDZIEJ.
Dumna z takich słów jak : "mam zamiar jeszcze przed wyjazdem wygarnac jej wszystko..." NIE MA POWODU.
OD kiedy to "nakręcanie konfliktu" prowadzi do zgody a nie do wojny?
Owszem - swoje stanowisko TRZEBA przedstawić - warto jednak NA POCZĄTKU pomyśleć JAKI EFEKT chce się osiągnąć. WOJNĘ czy pojednanie. Jak wojnę, to raczej BEZ WIZJI WIZYT... a OD TEGO się "ta wojna" zaczęła?
PS. JA tu po prostu widzę "drugie dno".
Jak się autorka nie odetnie od pretensji z przeszłości to cholernie trudno będzie jej żyć.
Świadczy o tym choćby tytuł wątku: "w czym jestem gorsza od córek ojczyma?"
I Tu zachodzi TA ROZDZIELNOŚĆ ŻYĆ i bytów. Bo autorka nie ma zamiaru przygarniać matki pod swój dach - ale CHCE decydować o tym co się dzieje pod jej dachem. MOŻE gdyby PIERWSZA wystąpiła z propozycją wizyty (zanim zrobiła to córka ojczyma) sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej...
Mimo że ani my ani oni nie mieszkamy z nimi oni jak tam przyjeżdżają czują się jak u siebie a my cóż jesteśmy tylko gośćmi.Dawniej jak przyjeżdżaliśmy na święta oni zawsze zostawali na noc my po paru godzinach wracaliśmy do domu.Mają jeden pokój gościnny ale nigdy nie padła propozycja żebyśmy to my zostali na noc.Tamtemu zawsze należała się pomoc jak miał ciężko nam teściowa raz pożyczyła kasy to po cichu żeby tatuś nie widział.Teść jest elektrykiem. Kochany synuś kupił mieszkanie więc coś mu tam przerabiał przy prądzie.Ale jak my robiliśmy remont i trzeba było przenieść licznik to nie przyjechał bo jak stwierdził nie będzie skakał po ścianach w starej chałupie
NIKI - pięknie udowadniasz TO co napisałam o OCZEKIWANIACH (dorosłych wszak) dzieci...
To przykre - owszem. ZNASZ sposób by to zmienić? ZMUSISZ do JEDNAKOWEJ miłości?
Ktoś kiedyś napisał coś w tym sensie: "Panie daj mi siłę BYM ZMIENIŁ to co zmienić mogę, cierpliwość, bym ZNIÓSŁ to czego zmienić NIE mogę i MĄDROŚĆ, aby odróżnić jedno od drugiego" ![]()
I O tym piszę cały czas... Jeśli autorka chce wizytować mamusię to musi dążyć do dialogu a nie konfliktu. W przeciwnym wypadku potrzeba zaakceptować niezmienność stanu rzeczy i brak wpływu - INACZEJ frustracja i stres.
CZY teraz wyraźniej "narysowałam" swoje stanowisko?
Ale my nie mieszkamy we Włoszech.U nas są inne realia.Nie chodzi mi o nakręcanie konfliktu,ale czy trzymanie wszystkiego w sobie jest dobre? Nie sądzę.Czy nie lepiej powiedzieć grzecznie co się myśli. Wtedy sytuacja będzie jasna. Nie znam sposobu by kogoś zmusić do miłości.A to co zacytowałaś też często sobie powtarzam.nizmi powinnaś szczerze porozmawiać z mamą a jeśli nic nie zmieni się między wami to po prostu nie narzucaj się z kontaktami.Czy oczekiwania dorosłych dzieci że będą mieć z rodzicami jakiś kontakt,wspólne rozmowy spotkana jest czymś złym? Ja nie mam już rodziców ale jest mi przykro że teściowie nigdy do nas nie przyjeżdzają mimo zaproszeń. Przestałam ich zapraszać i już.Przestaałam kiedy mój młodszy, pięciolatek wtedy, czekał na nich w urodziny a oni zadzwonili że im się nie chce jechać.A zresztą jak stwierdzili szkoda na paliwo2 dychy.A wcześniej mu obiecali że przyjadą.Wtedy zrozumiałam że dla niektórych są gorsze i lepsze dzieci i wnuki i tego nie zmienię.I tyle.A moje dzieci wyprowadzą się z domu kiedy będą mieć do tego warunki.Bo to jest także ich dom nie tylko mój i męża.A jeśli to będzie koło 40 to trudno.