netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

4 odpowiedzi6 873 wyświetleniazałożony przez sirguest, 03.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Jestem po 30-tce, moja małżonka jeszcze przed, jest ode mnie młodsza o 7 lat. Jesteśmy razem 6 lat, z tego niecały rok po ślubie. Mieszkamy ze sobą prawie od początku związku, chociaż zanim zaczęliśmy być ze sobą oficjalnie, spotykaliśmy się przez 2 lata jako znajomi. Moja żona miała kilka związków przede mną, ale nic poważnego, trwające maksymalnie kilka miesięcy. Ja miałem jeden poważny 8-letni związek po którym rozstaliśmy się w przyjaźni. W żonie zakochałem się od pierwszego wejrzenia, przez 2 lata próbowałem się do niej zbliżyć, najpierw jako przyjaciel, bo miałem plan, że gdy mnie dobrze pozna, to może się zakocha. Na początku traktowała mnie rzeczywiście jak kolegę, po roku zdarzało się, że zostawała u mnie na noc, dawała mi się dotykać i pieścić, a potem zaczęła odwzajemniać pieszczoty. Byłem pierwszym mężczyzną mojej żony, z którym uprawiała seks. Wiedziałem, że ma trudny charakter, łatwo się denerwuje, jest uparta, ale wierzyłem, że miłość ją zmieni, a poza tym ma w sobie to coś, przez co szaleję za nią. Przekonało mnie do niej też jej podejście do życia, takie lekko konserwatywne, wiedziałem, żenigdy mnie nie zdradzi, byłem jej pewny itd. Poza tym widać było, że bardzo mnie kocha.
Było cudownie, dużo śmiechu, wspólnych chwil, jak wszędzie kłótnie się zdarzały, ale tylko o mało istotne głupoty. Nie mieliśmy wspólnych zainteresowań, ale uważałem to za normalne, że facet zajmuje się swoim hobby, kobieta swoim. Po 4 latach podjęliśmy decyzję o ślubie. Po ślubie przez kilka miesięcy staraliśmy się o dziecko, ale się nie udało. Wszystko super fajnie i po ok. 6 miesiącach się zaczęło, żona zmieniła zdanie, że jednak nie chce teraz mieć dzieci. Od pewnego czasu jednak zauważyłem, że żona przestała mi mówić, że mnie kocha, mimo, że wcześniej robiliśmy to wzajemnie bardzo często. Ja żonie mówiłem o uczuciach ?kocham Cię? itd. bardzo często, codziennie, czasem częściej, czasem rzadziej. Jest dla mnie szalenie atrakcyjna, także mógłbym się z nią kochać i 4 razy dziennie. Codziennie jej powtarzałem, że jest śliczna, piękna. Zacząłem się trochę tym przejmować i obracać w żart pytaniem ?dlaczego Ty mnie już nie kochasz??, ale ona zbywała to tylko tekstem, że przesadzam.
W takim kryzysowym nastawieniu do uczuć przeżyliśmy do września. Wreszcie żona wzięła się na odwagę, żeby ze mną porozmawiać. Zaczynając od zdania, że ?nie umiem z Tobą rozmawiać?. Nie jest zbyt wylewna i ciężko jej jest rozmawiać o swoich uczuciach, mnie przychodzi to dużo łatwiej. Powiedziała mi wtedy, że nie wie czy mnie kocha i nie wie co dalej z nami. Świat się dla mnie zawalił, ale pomyślałem, że przesadza, może się trochę znudziła. Nie powiedziała, że ?nie kocham?, ale ?nie wiem czy kocham?, a to według mnie duża różnica. Podsunąłem jej pomysł, na który też już sama wpadła, żeby wyprowadziła się na jakiś czas do naszych przyjaciół i wtedy zatęskni. Zgodziła się. Gdy wyszła z domu, poczułem się jak zbity pies pozostawiony w schronisku.
Przez dwa tygodnie czułem się okropnie, chciało mi się wyć, płakać i myślałem tylko o tym, żeby wróciła. Uświadomiłem sobie bardzo dobitnie, że nie potrafię bez niej żyć, czerpać radości z życia, katastrofa. Najchętniej przespałbym do momentu kiedy by wróciła. Postanowiliśmy, że nie będziemy przez tydzień smsować, ani dzwonić do siebie, żeby miała ode mnie spokój na zastanowienie się. Gdy tylko dochodziłem trochę do siebie, wtedy ona pisała do mnie smsa z pytaniem ?co u mnie?? i znów wracał mój smutek i przygnębienie, że nie mogę jej zobaczyć. Po paru dniach rozmawialiśmy, ale była dla mnie strasznie obojętna, wyzuta z uczuć. Przeczytałem pół internetu na ten temat i wiedziałem, że nie mogę się narzucać, błagać, prosić itd. tylko trzeba być sobą, uśmiechniętym, cieszącym się życiem. Gdy pytałem ją o uczucia mówiła mi, że nie miała czasu się zastanawiać i nic na razie nie wie, ani nie czuje. Przez te kilka dni przemyślałem cały nasz związek i dostrzegłem gdzie leżał problem. Zawsze wydawało mi się, że jest do tego przyzwyczajona i jej to nie przeszkadza, ale najwidoczniej się myliłem. Bardzo dużo czasu w domu spędzałem przy komputerze. Gdy ona chciała ze mną spędzić czas w kuchni, na spacerze czy na czymkolwiek, byle razem, mówiłem, że mi się nie chce. Dopiero wtedy ze zdwojoną siłą dotarły do mnie jej słowa wypowiadane przez te ostatnie lata. Zrozumiałem swoje błędy, że po prostu nie zadbałem o nią należycie i ją zanudziłem. A jej po prostu przestało się już chcieć o mnie walczyć, straciła cierpliwość i dała spokój, nie widząc efektów.
Wysłałem jej kwiaty do pracy z bilecikiem, po czym podziękowała mi aż w 3 smsach, więc liczyłem, że zaczyna iść ku lepszemu. Gdy ja wyjechałem w weekend do rodziny, ona przyjechała do domu po więcej rzeczy na następny tydzień. Zostawiłem jej list na temat moich przemyśleń, przyznałem się do błędów, wyznałem miłość. Gdy wróciłem zastałem tylko mały liścik z odpowiedzią, że wróci gdy przyjdzie na to czas i będzie gotowa. Wiem od koleżanki, że miała już chwile zwątpienia i chciała do mnie wracać, ale za kilka minut znów robiła się obojętna i zimna.
Po dwóch tygodniach znajomi zaaranżowali wspólne wyjście większą grupą. Spotkaliśmy się tam i zakochałem się na nowo! Chciałem cały czas się do niej przytulać, całować?Ona była ciągle trochę zimna, ale od czasu do czasu zgadzała się, żebym ją pocałował. W rozmowie powiedziała mi, że jest zimną suką i może po prostu nie zasługuje na żadnego faceta, a tak jej teraz dobrze, gdy jest sama. Strasznie mnie to zabolało i mało mi łzy nie pociekły. W końcu wróciła ze mną do domu tego wieczora. Byliśmy trochę pijani, kochaliśmy się w nocy, nad ranem, liczyłem, że udało się i moje kochanie znów jest przy mnie! Ale nie ma tak łatwo.
Później tego dnia powiedziała mi, żebym nie liczył, że już wszystko w porządku, bo ona dalej nic nie wie i jej uczucia są obojętne, ale toleruje mnie i jej nie przeszkadzam. Przez kolejne dni jesteśmy razem. Ja zmieniłem zupełnie swoje nastawienie, wiem teraz, że o związek dwojga ludzi trzeba dbać i daję z siebie ile mogę. Spędzamy cały czas ze sobą, dużo rozmawiamy, śmiejemy się, jak za dawnych lat. Wiem, że nie mogę być teraz smutasem, więc jestem bardzo optymistycznie i wesoło przy niej nastawiony. Przytulam ją, daję buziaki, ona je odwzajemnia, choć sama nie inicjuje. Dzwoni czasem do mnie z pracy z jakimiś małymi rzeczami, ale cały czas czuję jej dystans. Jestem przy niej prawie cały czas, śpimy razem nago, ale nic nie robimy, co jest dla mnie trudne do wytrzymania, ale nie chcę naciskać. Powiedziałem jej, że strasznie mi zależy, żebyśmy razem zaczęli naprawiać nasz związek i zrobię wszystko, żeby się udało. Zapewniłem, że nie musi się spieszyć, nie ponaglam, wszystko przyjdzie w swoim czasie. Zapytałem ostatnio czy po tych kilku dniach czuje może jakąś iskierkę w serduszku, ale na razie odpowiada, że ciągle nic tylko obojętność.
Czytałem gdzieś, że nie należy brać do siebie tego co kobiety mówią, tylko należy patrzeć na ich zachowanie. Na pewno jest lepiej niż przed rozstaniem, ale jeszcze nie jest normalnie i na pewno długa droga przed nami. Najgorsza jest niepewność tego co będzie z nami i świadomość, że ukochana osoba Cię nie kocha. Nawet małe ciepłe słówko dałoby mi wielką energię do działania, a tak nie wiem jak długo dam radę o nią walczyć, bez zobaczenia chociaż cienia szansy, że się uda. Jak długo taka sytuacja może trwać, mieliście już coś takiego? Podpowiedzcie mi, czy moje zachowanie i zrozumienie problemu jest słuszne czy gdzieś może robię błąd? Czy to normalne, że chodzi przy mnie nago, ale ciągle czuje dystans. Daje się całować, a sama mówi, że nic nie czuje. Rozmawia i śmieje się, a twierdzi, że jest obojętna.

2

Odp: Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

Czekaj, staraj się i bądź wyrozumiały. Macie o co walczyć. Macie też kryzys. Czasami człowiek sam nie jest w stanie rozpoznać wszystkich swoich uczuć i emocji, a co dopiero je werbalizować (czyli czasami mówi się coś, co kompletnie nie wypływa z wnętrza). Więc nie rozpamiętuj. Bądź, staraj się. Będziesz widział (właśnie te czyny, jej działania), czy on też coś robi ku wam, otwiera się, na nowo się w Tobie zakochuje. Spokojnie.

3

Odp: Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

Z tego co sirguest pisze stan taki trwa więcej niż dwa tygodnie, a to według mnie zdecydowanie za długo, aby tak funkcjonować, jeśli on walczy, a ona jest obojętna to z każdym dniem może być tylko gorzej, choć piszę może. U mnie taki stan zakończył się zdradą żony.
Być może dla partnerki potrzebny jest kubeł zimnej wody, może to Ty powinieneś się wyprowadzić i zerwać na jakiś czas kontakt, jeśli coś w jej sercu zostało do Ciebie to da Ci znać, a jeśli nie to znaczy że nie warto już dłużej walczyć.

4

Odp: Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

Dużo czytałem na temat, jak sprawić, żeby ukochana kobieta wróciła. Większość tego typu porad polega na tym, żeby dać sobie spokój, stać się obojętnym, wycofać się, zająć się sobą itd. Według mnie tak można robić, gdy nie zależy Ci aż tak bardzo na jej powrocie. Gdy my byliśmy osobno, to czułem podczas rozmów z nią czy spotkania, że ona się tylko ode mnie odsuwa, jak gdyby pamiętała tylko te złe wspomnienia, żadnych dobrych chwil, a przez to czuła się jeszcze bardziej zagubiona. Dlatego po dwóch tygodniach rozłąki, gdy się jej nie narzucałem, postanowiłem zmienić taktykę i o nią zawalczyć. Dlatego też chciałem, żeby wróciła, bo gdy jest przy mnie nawet bez uczuć, to czuję się lepiej niż, gdy jej nie ma. Poza tym dzięki temu, gdy ją widzę, mam siłę walczyć, starać się, rozśmieszać ją, przytulać. Przynajmniej nie martwię się co u niej. A boję się, że kubeł zimnej wody mógłby źle podziałać, bo tylko odsunęła by się ode mnie i została męczennicą, że nie zasługuje na żadnego faceta i zostaje sama. A z drugiej strony jest szalenie atrakcyjną kobietą i wiem, że długo nie musiałaby czekać, żeby zaraz ktoś zaczął się kręcić koło niej.
Jak to ktoś mi kiedyś powiedział "tylko twardziele walczą do końca, nawet w związkach". I ja właśnie taki postaram się być, żeby do końca próbować, ale mam nadzieję na chociaż iskierkę potwierdzenia, że dobrze robię i to zaczyna działać. Bo bez dostrzeżenia efektów nie wiem ile dam radę.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Obojętność żony - czy jest szansa na miłość ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026