Witam,
pierwszy raz korzystam z forum, nie wiem czy to dobry pomysł i zapewne albo nie otrzymam porady, albo wyzwiska.. ale może przynajmniej się "wygadam" i wyrzucę z siebie całą frustrację.
Otóż... jestem z nim 8 lat. Teoretycznie nie krótko, ale poznaliśmy się w wieku 19 lat, więc przez parę lat nie można było nazwać nas dojrzałymi ludźmi. Chyba oboje jesteśmy toksyczni. Ja, po jego jakiś tam "przewinieniach" nie potrafię mu zaufać tak na 100%. Właściwie wierzę, że jest mi wierny, że nie zdradza, że ma dobre intencje. Oszukuje na błahostkach. I to wiem, a mimo wszystko mam jakąś wewnętrzną potrzebę... sprawdzania go. Telefon, portal społecznościowy, cokolwiek. Nie szukam dowodów wierności, tylko...muszę wiedzieć wszystko, mam odchylenia na punkcie tego, czy mnie oszukuje. W czymkolwiek.
On kiedyś był zazdrosny, bardzo. Teraz właściwie nie jest, albo w normalnych granicach. Nie okazuje tego. Kiedyś wyzywał mnie od najgorszych, parę razy... nie pobił, bo biliśmy się nawzajem. Dawno, dawno temu. Nawet nie o to chodzi, jakoś się z tym uporaliśmy i jest względnie normalnie.
Teoretycznie jesteśmy zgodną parą. Rzadko się kłócimy. Kłócilibyśmy się częściej, gdybym może nie walczyła, bo to za duże słowo, ale wyrażała swoje potrzeby, mówiła na co mam ochotę. Czasem mówię, tylko że to pozostaje bez echa. Przez ostatnich parę lat, koło 3-4, jest normalnie. Porozumiewamy się jak cywilizowani ludzie.
Tylko że.. to on ma stresującą pracę.Więc ma prawo być przykry dla najbliższych, dla mnie, dla swojej mamy. Nie używa siły, jedynie słów. Krzyczy, zazwyczaj. Ma być tak jak on chce, ja jestem idiotką, czasami kur.. (w przenośni, nie używa już tych słów).
Ma prawo mieć mnie w czterech literach kiedy ma ochotę, a jak już zwróci na mnie swoją uwagę, powinnam być w skowronkach. Wiem że gdzies tam, bardzo głęboko, mam miejsce w jego sercu, tylko chciałabym uwagi, chciałabym być na jednym z trzech pierwszych miejsc, a nie po zielsku, po jego pasji. Chciałabym czuć, że nie potrafi beze mnie żyć, że tęskni, że kocha, że mu przykro, nie tylko słyszeć.
Pewnie to wszystko straszne chaotyczne.. Nie wiem o co proszę. O radę? Wiem, powinniśmy się rozstać. Ale on nie potrafi tego dostrzec, a ja nie potrafię go zostawić. Czemu? Nie wiem, bo kocham, albo wydaje mi się że kocham. Bo się przyzwyczaiłam do zaniedbywania? Bo nie zasługuje na coś innego? Pewnie wszystko po trochu...
Może ktoś tu mnie zrozumie. Tak po prostu. Albo doradzi... w czymkolwiek.
Podobne tematy
Pozwalasz, by traktował Cię jak kozła ofiarnego - to dość żałosne.
Sama powinnaś zastanowić się, czy chcesz tak żyć. Nie wiem, co Ci radzić.
Jak napiszę, że według mnie powinnaś szukać szczęścia bez tego palanta, to nic się nie zmieni.
Także... powodzenia.
Ja proponuję walnąć kobiecego focha. Porządnego, może potrwać kilka dni. Polega na całkowitym milczeniu, ignorowaniu. Ma wzbudzić zainteresowanie, zmartwienie. Gdy już naprawdę będzie zachodził w głowę co się z Tobą dzieje, powinien zareagować jak facet, to znaczy porozmawiać poważnie i na spokojnie, o wszystkim.
Jeśli nawet kobiecy foch nie pomoże...
to bym się chyba poddała i nie walczyła o coś, co nie ma zupełnie sensu.
POWODZENIA.
Otóż to brak reakcji na taki "Jego " zachowania.
A nie wolno dawać się Sobą pomiatać,bo ma
zryty humor swoją pracą. To co w pracy,powinno
tam pozostać...
Szczera rozmowa,kiedy już sobie chłop odpocznie.
I albo rybka,albo akwarium.
Wszystkiego dobrego życzę i rozwiązania problemu
jak najszybciej,na ile się da.Bo jak wiadomo wszystko wymaga swojego
czasu.
Pozdrawiam ![]()
Fochy można sobie darować, chyba, że chcemy bawić się w przedszkole.
Zdobądź się na szczerą rozmowę, najlepiej gdy oboje będziecie w względnie "normalnych" nastrojach, powiedz z czym Ci źle, czego Ci brakuję.
On nie ma prawa wyładowywać na Tobie swoich frustracji związanych z pracą czy z czymkolwiek innym. Skoro nie radzi sobie z emocjami to musi się nauczyć panować nad sobą bądź ewentualnie zmienić pracę na mniej stresującą.
Odpowiadając na pytanie w temacie, tak, to jest złe.
Jako facet doradzę ci że w związku wiadomo nic nie jest idealne i to skomplikowane , ale szczera rozmowa jest tu konieczna porozmawiaj co cie boli, powiedz mu wszystko co tobie się nie podoba, strzelanie focha jest dziecinne i nieskuteczne
A) albo zagroź mu że go rzucisz.
B) Porozmawiaj z nim co cie boli (polecam)
C) rzuć go
nie rozumiem mężczyzn którzy podnoszą na kobietę rękę lub przeklną na nią.. no nie trawie tego JAK MOŻNA ! ?
my faceci doceniamy jak coś tracimy , a jeśli on nie doceni to jest głupi i to on jest wtedy idiotą, mężczyzna jest dla kobiety
wierze że uda ci się podjąć właściwą decyzję
z racji wieku i doświadczenia wiem jednak, że "foch" to niekiedy skuteczne rozwiązanie. Dlaczego? Druga strona zaczyna się niepokoić i wreszcie sama wpada na pomysł, że może wypadałoby porozmawiać i poruszyć temat, że w związku coś się psuje.
vrakis, faktycznie groźba jest lepsza... -.-
z racji wieku i doświadczenia wiem jednak, że "foch" to niekiedy skuteczne rozwiązanie. Dlaczego? Druga strona zaczyna się niepokoić i wreszcie sama wpada na pomysł, że może wypadałoby porozmawiać i poruszyć temat, że w związku coś się psuje.
vrakis, faktycznie groźba jest lepsza... -.-
Tak, bo lepiej strzelić focha, zamiast od razu powiedzieć co nam leży na wątrobie.
Foch to droga do kłótni, a nie do rozmowy.
Cóż, dziękuję za wszystkie odpowiedzi, rady.
Nie jestem oczywiście obiektywna, nie jestem łatwa we współżyciu, zresztą zazwyczaj jest w porządku. Jak już chyba pisałam, rzadko się kłócimy, ale jak już kłócimy.. właściwie jesteśmy po jednej, przez co zresztą tu napisałam. Oczywiście kłótnia o byle co.
Tylko chodzi o jego zachowanie, moje samopoczucie.. że czuję się jak przysłowiowe g...
Nie strzelam "fochów" z natury, nie jestem zbyt cierpliwa
Również nie grożę odejściem, gdy wiem że tego nie zrobię.
Chodzi o to, że jak jest zdenerwowany, czy to pracą, czy rzucaniem papierosów, rani na oślep. Po prostu chyba ostatnio przegiął, albo ja się zaparłam i nie zniosę ani jednego wyzwiska więcej, ani krzywdy, bla bla bla. Mam dość.
Oczywiście próbowałam z nim rozmawiać, nie pierwszy raz. Próbowałam wytłumaczyć, że nie leży mi to, że ma gdzieś moje odczucia, że słowo przepraszam które nic nie znaczy, nie pomoże.
Niestety, on zna albo słowo przepraszam, bo chce się pogodzić. Nie wiem czy żałuje, ale za każdym razem to się powtarza, wyżywa się na mnie, przejdzie mu i "przepraszam". Ewentualnie mówi że źle zrobił, ale akurat był w pracy 10 godzin, albo rzuca papierosy, albo wypił, albo brat go zdenerwował, albo coś mu nie wyszło...dużo tych albo.
Możliwe że przesadzam, że się czepiam o byle co. Tylko ja nie chcę być kimś.. z kim się spotyka jak nie ma nic lepszego do roboty. Możliwe że tak nie jest, tylko ja się tak czuję. Chciałabym żeby mnie szanował, zabiegał o mnie, pokazywał że mu zależy.
A najbardziej chyba chciałabym żeby przestało mi zależeć..
Jak to zazwyczaj mówię, kobiety są głupie i naiwne. Okazalo się że ja nie jestem wyjątkiem ![]()
z racji wieku i doświadczenia wiem jednak,..
Z RACJI czego?
... że "foch" to niekiedy skuteczne rozwiązanie. ...
"Niekiedy" jest synonimem słowa "rzadko".
z racji wieku i doświadczenia wiem jednak, że "foch" to niekiedy skuteczne rozwiązanie. Dlaczego? Druga strona zaczyna się niepokoić...
A POTEM się przyzwyczaja do dziecinnych zachowań i zaczyna ignorować ![]()
Co za bzduza... Nie wiem ile macie lat...
Co za bzduza... Nie wiem ile macie lat...
To jedyny pro fochowy argument? Ile macie lat? Wiek nie jest miarodajny, można mieć lat 80 i być idiotą. Po prostu powiedz nam w czym foch jest lepszy od szczerej rozmowy?
14 2013-09-26 17:14:54 Ostatnio edytowany przez reddust (2013-09-26 17:15:15)
Nie mam absolutnie nic co do podejścia o rozmowie. Może być skuteczna... Tylko nie wiem, nie wyobrażam sobie rozmowy z kimś kto mnie poniża, bije, zaniedbuje.
W sumie już straciłam rachubę i może nie potrzebnie wyskoczyłam z tym fochem.
Autorka napisała 'czasem mówię, ale pozostaje to bez echa'
a dalej czytam 'porozumiewamy się jak cywilizowani ludzie'
przecież to się wyklucza.
nie wiem, może nie powinnaś się w takich wątkach wypowiadać.
nie zrozumiałam autorki.
ten facet terroryzuje cię psychicznie.
stresująca praca nie daje mu prawa cie poniżać, wyzywać.
widzę, że nawet sama przyznajesz mu rację "on ma prawo po stresującym dniu.." g**** ma a nie prawo!!!!! niech pójdzie drań pobiegać, żeby oczyścić się ze stresów. traktuje cię jak worek treningowy do zadawania psychicznych ciosów.
czujesz się winna i jesteś od niego psychicznie uzależniona- dlatego nie odchodzisz. byłam kiedyś z chłopakiem, który zadawał takie ciosy słowne niczym pchnięcia mieczem. płakałam codziennie ale nie odchodziłam. mówiłam sobie, że go kocham. aż uświadomiłam sobie, ze jestem raczej uzależniona od niego psychicznie, emocjonalnie. tak obniżył moje poczucie własnej wartości, że wydawało mi się, że jestem tak beznadziejna,że już nikt mnie nie zechce a on jest moją jedyną nadzieją.. jakie to było głupie!!!!!!!!!!!!!!!! teraz jestem szczęśliwą mężatką z facetem,który nigdy mi nie ubliżył!!
Nie mam absolutnie nic co do podejścia o rozmowie. Może być skuteczna... Tylko nie wiem, nie wyobrażam sobie rozmowy z kimś kto mnie poniża, bije, zaniedbuje.
W sumie już straciłam rachubę i może nie potrzebnie wyskoczyłam z tym fochem.Autorka napisała 'czasem mówię, ale pozostaje to bez echa'
a dalej czytam 'porozumiewamy się jak cywilizowani ludzie'
przecież to się wyklucza.nie wiem, może nie powinnaś się w takich wątkach wypowiadać.
nie zrozumiałam autorki.
Jak pije, bije i poniża to nie ma co rozmawiać trzeba go kopnąć w dupsko.
Dziękuję farfalla, właściwie masz rację, jestem w jakiś sposób od niego uzależniona, pewnie też przyzwyczajenie robi swoje.
I tak jak Ty kiedyś, ja również uważam że nie dam rady bez niego, uwierzyłam w to, że nie zasługuje na coś innego etc.
Również uważam że to jest głupie, nie jest tlenem bez którego nie potrafiłabym funkcjonować, tylko nadal nie dojrzałam do tego, żeby to zostawić, boję się zostać sama, bez niego.
Zwłaszcza że zazwyczaj jest w porządku, jest miły, mówi że mu zależy itd. Tylko jak się pokłócimy, jak ma zły humor, mówi takie rzeczy, że czuję się nic nie warta. Potem przeprasza i jest ok, do następnego kryzysu.
A jeśli mogę spytać, jak się uwolniłaś z tamtej relacji, co Ci dało motywację, by pójść dalej?