Koniec zwiazku po 5 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec zwiazku po 5 latach

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 57 ]

Temat: Koniec zwiazku po 5 latach

Witam!Do tej pory tylko czytała fora o podobnych do mojego tematach.A dlaczego teraz piszę bo choć minęło 6 tyg.od rozstania i kiedy ból po tym co mi zrobił osłabł nagle zaczęło brakować mi jego osoby.Jak mogę tęsknić za kimś kto tak dobrze pocieszał swoją koleżankę z pracy bo miała problem z pijącym chłopakiem że zapomniał że sam ma dziewczynę.Byliśmy zaręczeni w kwietniu oglądaliśmy sale a w czerwcu po raz ostatni raz w szczerej rozmowie powiedział mi że juz nic do mnie nie czuję.W przeciągu paru tyg.tak nagle zmieniły mu sie uczucia.31 leni facet zaczął zachowywać się jak dziecko i usłyszałam cudowne słowa na moje pytanie co on robi usłyszałam :że mieszkanie razem to nie to samo co bycie razem i nic nie powinno mnie obchodzić co on robi i z kim."A potem mimo mieszkania ze mną jeszcze pod jednym dachem pisał do mnie smsy uwierzycie?podłe smsy wjeżdżające na psychę.Bo był na tyle tchórzliwy że nie miał odwagi powiedzieć mi prawdy w oczy.Nie zasłużyłam na odrobinę szacunku.Szok.Dziś widziałam go na mieście z ''koleżanką" zabolało strasznie.W domu się poryczałam jak głupia ile to jeszcze potrwa?jak długo ja będę cierpieć.Bo on już zapomniał i bawi się świetnie.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-09-15 17:51:07)

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

jak długo ja będę cierpieć.Bo on już zapomniał i bawi się świetnie.

Już odpowiadam smile
Będziesz cierpiała tak długo jak długo sobie na to pozwolisz. Zamiast rozpamiętywać, żałować, tęsknic i cierpieć - zbieraj się do pionu. Kup szampana i zacznij świętować fakt, że nie popełniłaś największej pomyłki swojego życia czyli nie wyszłaś za mąż za tego faceta. To, że powiedział ci, że cię już nie kocha to w sumie przysługa. Nie jest jedynym mężczyzną na ziemi, na szczęście smile
Tęsknisz za kimś, kto cię poniżał, wypisywał durne smsy i skutecznie pocieszył swoją koleżankę z pracy - krótkie pytanie i szybka odpowiedź - czy chciałabyś być z kimś takim?? Spędzić z nim resztę życia??
Teraz wydaje ci się, że właśnie świat się skończył, mam dobra wiadomość teraz dopiero się ZACZYNA! Głowa do góry, bo wszystko co najlepsze przed tobą albo będziesz marnowała czas rozpaczając po kimś, kto nie był ciebie wart albo zbierzesz się do pionu i zaczniesz swoje życie na nowo. Bogatsza w tamte doświadczenia powinnaś uniknąć poprzednich błędów smile
Salsa, zumba, kino, odnajdź w sobie pasję i zacznij od nowa smile
3maj się!

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

3

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Będzie bolało. Tak musi być. Gdyby nie bolało, to oznaczałoby że jesteś niewrażliwą osobą i nie kochałaś. Więc boli, i to bardzo! Niestety tylko CZAS przyniesie Ci ukojenie....pozwól mu minąć. Staraj się zajmować - na siłę - czymś myśli. Jak trzeba będzie idź do psychologa. Ty jesteś jedyną osobą, z którą musisz wytrzymać do końca życia. Walcz o siebie i swój spokój ducha. Warto! Powodzenia:)

4

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Już myślałam że nikt nie odpisze :)Te forum tutaj to pewnego rodzaju moje oczyszczenie że tak to nazwę.Tak naprawdę to chyba opłakuję te zmarnowane lata z nim i swoją głupotę.Bo jak można nazwać fakt że widząc że on  nie chce dorosnąć i zacząć myśleć o zakładaniu rodziny ja nadal przy nim tkwiłam.Chyba w swej naiwności sądziłam że się zmieni.

5

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

I umów się na kawę z ...kolegą z pracy :-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

6 Ostatnio edytowany przez P&P (2013-09-15 18:43:44)

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Najważniejsze, żebyś nie przysparzała sobie okazji do rozpamiętywania. Nie zostawaj sama ze sobą, stwarzaj okazje do wyjść ze znajomymi, znajdź sobie jakieś zajęcie, które pozwoli Ci zapomnieć o tym co złe (a nuż nawinie się jakiś fajny przystojniak tongue). Świat się nie kończy na tym jednym człowieku. I mimo, że teraz myślisz, że zapomnienie o nim będzie ciężkie (bo będzie) to znajdziesz jeszcze szczęście, zobaczysz smile

P.S Ta zumba to fajna sprawa. Sprawdź w swoim mieście, czy nie ma jakiś fajnych zajęć. Bierz koleżankę i już! A i Twoje biodra będą Ci wdzięczne smile

Umieć żyć to najrzadziej spotykana umiejętność na świecie.

Oscar Wilde

7

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

chciałabym ale u mnie same koleżanki smile
Ale skoro trafiła mi się męska wypowiedz to czy mogę zadać Ci jedno pytanie?Chodzi mi o to że ja nie rozumiem męskiej psychiki wy mężczyżni siebie sami pewnie rozumiecie.Dlaczego on tak łatwo o mnie zapomniał i te lata razem jakbym nic dla niego nie znaczyła.Mozliwe jest to?Bo ja jako kobieta nie rozumiem.Bylismy razem nie miesiąc,rok ale 5 lat.

8

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

P&P dzięki za dobre słowa.Ta zumba to nie głupi pomysł pójdę w poniedziałek się zapisać.Wiem że takie rozpamiętywanie nie jest dla mnie dobre ale to samo do mnie wraca.Nie sposób zapomnieć o kimś z kim było sie przez 5 lat 24 godz.na dobę mimo że to totalny dupek

9

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

chciałabym ale u mnie same koleżanki smile
Ale skoro trafiła mi się męska wypowiedz to czy mogę zadać Ci jedno pytanie?Chodzi mi o to że ja nie rozumiem męskiej psychiki wy mężczyżni siebie sami pewnie rozumiecie.Dlaczego on tak łatwo o mnie zapomniał i te lata razem jakbym nic dla niego nie znaczyła.Mozliwe jest to?Bo ja jako kobieta nie rozumiem.Bylismy razem nie miesiąc,rok ale 5 lat.

Nie rozumiem kobiecej psychiki, po 5 latach bycia razem stwierdza, ze jesteś za dobry i odchodzi.

10

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

No to witam w klubie.Ty trafiłeś na żeński odpowiednik mojego ex współlokatora.
Też to usłyszałam:''że jestem dobrym materiałem na żonę ale małżeństwo nie dla niego jest i on czuje że zaciąga mnie w lata"Nie rozumiałam skąd takie wywody myślowe ale już wiem powodem ich była inna kobieta.
Nie chcę Cie dołować i mogę sie mylić ale ona mogła juz mieć na oku kogoś ''nie tak dobrego jak Ty"

11

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

No to witam w klubie.Ty trafiłeś na żeński odpowiednik mojego ex współlokatora.
Też to usłyszałam:''że jestem dobrym materiałem na żonę ale małżeństwo nie dla niego jest i on czuje że zaciąga mnie w lata"Nie rozumiałam skąd takie wywody myślowe ale już wiem powodem ich była inna kobieta.
Nie chcę Cie dołować i mogę sie mylić ale ona mogła juz mieć na oku kogoś ''nie tak dobrego jak Ty"

To tylko podziękuj jej że zrobiła ci przysługę bo co by się stało jakby ci wywinął taki numer po ślubie i było by dziecko yikes

Jestem wierna tak jak ty mi.

12

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

No to witam w klubie.Ty trafiłeś na żeński odpowiednik mojego ex współlokatora.
Też to usłyszałam:''że jestem dobrym materiałem na żonę ale małżeństwo nie dla niego jest i on czuje że zaciąga mnie w lata"Nie rozumiałam skąd takie wywody myślowe ale już wiem powodem ich była inna kobieta.
Nie chcę Cie dołować i mogę sie mylić ale ona mogła juz mieć na oku kogoś ''nie tak dobrego jak Ty"

Akurat nie ja, a mój przyjaciel dostał taką odpowiedz, jak sie pewnej dziewczynie oświadczył...

13 Ostatnio edytowany przez wierny_tomasz (2013-09-15 21:06:39)

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

chciałabym ale u mnie same koleżanki smile
Ale skoro trafiła mi się męska wypowiedz to czy mogę zadać Ci jedno pytanie?Chodzi mi o to że ja nie rozumiem męskiej psychiki wy mężczyżni siebie sami pewnie rozumiecie.Dlaczego on tak łatwo o mnie zapomniał i te lata razem jakbym nic dla niego nie znaczyła.Możliwe jest to?Bo ja jako kobieta nie rozumiem.Bylismy razem nie miesiąc,rok ale 5 lat.

To nie kwestia płci tylko dojrzałości. Niedojrzały człowiek dowolnej płci po około 3 latach przestaje kochać (kończy fazę miłości romantycznej) i potem jest tylko kwestia ile czasu jeszcze zajmie mu odkrycie tego i porzucenie partnera/ki. Niektórzy, Ci najgorsi, siedzą nadal z niekochanym już partnerem i szukają na boku, żeby nie mieć pustki (z wygody/strachu). Gdy znajdą i poczują "motylki" to poprzedniego partnera zaczynają traktować jak kawałek g.wna. Niestety.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

14

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:
paprotka85 napisał/a:

chciałabym ale u mnie same koleżanki smile
Ale skoro trafiła mi się męska wypowiedz to czy mogę zadać Ci jedno pytanie?Chodzi mi o to że ja nie rozumiem męskiej psychiki wy mężczyżni siebie sami pewnie rozumiecie.Dlaczego on tak łatwo o mnie zapomniał i te lata razem jakbym nic dla niego nie znaczyła.Możliwe jest to?Bo ja jako kobieta nie rozumiem.Bylismy razem nie miesiąc,rok ale 5 lat.

To nie kwestia płci tylko dojrzałości. Niedojrzały człowiek dowolnej płci po około 3 latach przestaje kochać (kończy fazę miłości romantycznej) i potem jest tylko kwestia ile czasu jeszcze zajmie mu odkrycie tego i porzucenie partnera/ki. Niektórzy, Ci najgorsi, siedzą nadal z niekochanym już partnerem i szukają na boku, żeby nie mieć pustki (z wygody/strachu). Gdy znajdą i poczują "motylki" to poprzedniego partnera zaczynają traktować jak kawałek g.wna. Niestety.

O fuck tak szczere i prawdziwe że aż dech zapiera.Serio.Prawda bez owijanie g...w bawełnę.Tylko tego braku szacunku do tej drugiej osoby trudno zrozumieć.

15

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Ten brak szacunku ma różne źródła w różnych przypadkach. Przede wszystkim to owoc niedojrzałości, jak u dzieciaków, gdy się w piaskownicy pokłócą to potrafią sobie pojechać ostro. Po drugie taki gówniarz emocjonalny, gdy już znajdzie sobie nowy obiekt generujący motyle zaczyna irytować się tym, że poprzedni obiekt wciąż z nim formalnie jest i chce go za wszelką cenę zniechęcić do siebie i najlepiej, gdyby udało się tak zrobić, żeby to ten niekochany podjął decyzję o rozstaniu - wtedy odpowiedzialność przechodzi pozornie na niekochanego, tak sobie kombinuje emocjonalne zero. Poza tym pali mu się już do nowego obiektu, a nagle stary i niepotrzebny obiekt zaczyna wyjeżdżać z tekstami typu: "ale co się stało kochanie?", "zróbmy coś, uratujmy tę miłość", "może idźmy na terapię?". To już za wiele jak na gorącą głowę moralnego buraka, on chce już teraz zaraz iść pobzykać się z nowym obiektem, a tu mu jakieś smuty sadzi poprzedni obiekt. Jak tu się nie zirytować i go nie zwyzywać?

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

16

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Nie zgadzam się z "męskim punktem widzenia". Faza romantyczna pewno kończy się po trzech latach, ale powinna przyjść ta dojrzała - zaufania, przyjaźni, oddania. Tak myślę. Patrzę na moich Rodziców, kilkadziesiąt lat po ślubie, pewno nie było lekko, ale są dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi, pełni pogody i oddania. Są dla mnie prawdziwym wsparciem! Wiedzą, że "mnie się nie udało" - partner, rodzina, dziecko. Gdyby nie oni i kilku PRAWDZIWYCH Przyjaciół nie udałoby się przetrwać!!!

17

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
gron napisał/a:

Nie zgadzam się z "męskim punktem widzenia". Faza romantyczna pewno kończy się po trzech latach, ale powinna przyjść ta dojrzała

Słowo klucz, a nawet dwa: "powinna" i "dojrzałość". Jedno wynika z drugiego, gdy brak dojrzałości to to co powinno nie przychodzi.
Proste, prawdziwe i niestety zajebiście bolesne dla porzuconego.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

18

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

Ten brak szacunku ma różne źródła w różnych przypadkach. Przede wszystkim to owoc niedojrzałości, jak u dzieciaków, gdy się w piaskownicy pokłócą to potrafią sobie pojechać ostro. Po drugie taki gówniarz emocjonalny, gdy już znajdzie sobie nowy obiekt generujący motyle zaczyna irytować się tym, że poprzedni obiekt wciąż z nim formalnie jest i chce go za wszelką cenę zniechęcić do siebie i najlepiej, gdyby udało się tak zrobić, żeby to ten niekochany podjął decyzję o rozstaniu - wtedy odpowiedzialność przechodzi pozornie na niekochanego, tak sobie kombinuje emocjonalne zero. Poza tym pali mu się już do nowego obiektu, a nagle stary i niepotrzebny obiekt zaczyna wyjeżdżać z tekstami typu: "ale co się stało kochanie?", "zróbmy coś, uratujmy tę miłość", "może idźmy na terapię?". To już za wiele jak na gorącą głowę moralnego buraka, on chce już teraz zaraz iść pobzykać się z nowym obiektem, a tu mu jakieś smuty sadzi poprzedni obiekt. Jak tu się nie zirytować i go nie zwyzywać?

Tutaj, z przykrością, się zgadzam. Znam z autopsji. Ból nie do zniesienia! Aż dziwne, że boli nas, to co "emocjonalne zero" wykombinowało!

19

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

wierny_tomasz zaczynam znowu wierzyć dzięki Tobie że myślący faceci istnieją.Czytając to co piszesz to jakbym czytała o sobie samej.Zrobił wszystko żebym się wyprowadziła bo pewnie przez to żeby mieć a raczej nie mieć dużych wyrzutów sumienia.Tylko że ex dupek miał jeszcze bardziej złożoną chorobę psychiczną bo jego napady chamskiego zachowania przeplatały się z tekstami typu:"nie wiem czego chcę ale chce żebyś była blisko","My nie umiemy bez siebie żyć" masakra.

On znalazł już lekarstwo na rozstanie ze mną ciekawe tylko na jak długo.Tylko ja jeszcze sama dla siebie takiego lekarstwa szukam na razie bez rezultatu.

20

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Nie martw się, nie tylko Ty szukasz. Ale znajdziemy!
I będą Ci nasi nowi partnerzy po stokroć lepsi, wartościowsi i godni miłości!
Howgh!

:-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

21

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

Nie martw się, nie tylko Ty szukasz. Ale znajdziemy!
I będą Ci nasi nowi partnerzy po stokroć lepsi, wartościowsi i godni miłości!
Howgh!

:-)

AMEN!!!!! smile

22

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

witam..przeczytałam wątek...koniec związku po 5 latach...:(   załamałam się ...co ja mam zrobić?jeśli mój mąż po 19latach małżenstwa nie chce mnie znać,nie rozmawia ze mną,nie rozmawia z dziećmi-wraca do domu z pracy...nie je,to co ugotuję,idzie do pokoju..i wychodzi z niego tylko żeby się wykąpać i do pracy.W sierpniu zmarła jego mama i tydzień po śmierci zaczął się tak zachowywać...Najpierw zbił mnie-wyładowując złość,żal...a potem przestał się odzywać...Kazał mi się wyprowadzić....nie umiem sobie poradzić z taką sytuacją...nie wiem o co mu chodzi???nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ???

23

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
m.sss23 napisał/a:

witam..przeczytałam wątek...koniec związku po 5 latach...:(   załamałam się ...co ja mam zrobić?jeśli mój mąż po 19latach małżenstwa nie chce mnie znać,nie rozmawia ze mną,nie rozmawia z dziećmi-wraca do domu z pracy...nie je,to co ugotuję,idzie do pokoju..i wychodzi z niego tylko żeby się wykąpać i do pracy.W sierpniu zmarła jego mama i tydzień po śmierci zaczął się tak zachowywać...Najpierw zbił mnie-wyładowując złość,żal...a potem przestał się odzywać...Kazał mi się wyprowadzić....nie umiem sobie poradzić z taką sytuacją...nie wiem o co mu chodzi???nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ???

19 lat małżeństwa i nagle nie poznajesz swojego mężczyzny?patrzysz i widzisz obcego człowieka.M.sss23 on ma problemy emocjonalne i bez pomocy specjalisty nic nie zrobisz.Poza tym moim zdaniem ten kto podniósł rękę raz podniesie i drugi tak samo jak ten który w poprzednim związku oszukiwał dziewczynę następną też będzie.Sama piszesz'' nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ??? poradzisz sobie bez niego a pomyśl jaki spokój psychiczny będziesz miała ty i dzieci.Dlaczego ty masz się wyprowadzić niech on spada.Nie jesteś sama masz dzieci.

24

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
m.sss23 napisał/a:

W sierpniu zmarła jego mama i tydzień po śmierci zaczął się tak zachowywać...Najpierw zbił mnie-wyładowując złość,żal...a potem przestał się odzywać...Kazał mi się wyprowadzić....nie umiem sobie poradzić z taką sytuacją...nie wiem o co mu chodzi???nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ???

Czekaj, to niezły kanał jest. Zbił Cię ot tak? Wrócił do domu i pobił? Czy to w jakiejś kłótni się stało? Opisz to szerzej.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

25

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:
m.sss23 napisał/a:

W sierpniu zmarła jego mama i tydzień po śmierci zaczął się tak zachowywać...Najpierw zbił mnie-wyładowując złość,żal...a potem przestał się odzywać...Kazał mi się wyprowadzić....nie umiem sobie poradzić z taką sytuacją...nie wiem o co mu chodzi???nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ???

Czekaj, to niezły kanał jest. Zbił Cię ot tak? Wrócił do domu i pobił? Czy to w jakiejś kłótni się stało? Opisz to szerzej.

właśnie,nie doszło do żadnej kłótni....był incydent ,przyjechał mój brat z dziewczyną(zaznaczam ,gdy żyła teściowa nikt z rodziny mnie nie odwiedzał,bo mąż i Ona nie życzyli sobie)Brat mieszka w Niemczech,dawno go nie widziałam...przygotowałam męża na ich przyjazd...zgodził się...zrobiłam pizzę -przyjechali bratankowie męża...byłam taka szczęśliwa...:( On siedział ,rozmawiał-jak zwykle dusza towarzystwa...nie ma u nas alkoholu....a jak jest jakieś piwo to już święto i to  mąż musi mieć na nie ochotę...ale to jest b.rzadko bo jest kierowcą zawodowym.Potem,poczułam sie tak pewnie,że  zadzwoniłam do mamy....i to był punkt zapalny....tak to się stało....

po prostu poprzez bicie chciał mi przypomnieć ,że się posunęłam ze daleko....

26

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:
m.sss23 napisał/a:

witam..przeczytałam wątek...koniec związku po 5 latach...:(   załamałam się ...co ja mam zrobić?jeśli mój mąż po 19latach małżenstwa nie chce mnie znać,nie rozmawia ze mną,nie rozmawia z dziećmi-wraca do domu z pracy...nie je,to co ugotuję,idzie do pokoju..i wychodzi z niego tylko żeby się wykąpać i do pracy.W sierpniu zmarła jego mama i tydzień po śmierci zaczął się tak zachowywać...Najpierw zbił mnie-wyładowując złość,żal...a potem przestał się odzywać...Kazał mi się wyprowadzić....nie umiem sobie poradzić z taką sytuacją...nie wiem o co mu chodzi???nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ???

19 lat małżeństwa i nagle nie poznajesz swojego mężczyzny?patrzysz i widzisz obcego człowieka.M.sss23 on ma problemy emocjonalne i bez pomocy specjalisty nic nie zrobisz.Poza tym moim zdaniem ten kto podniósł rękę raz podniesie i drugi tak samo jak ten który w poprzednim związku oszukiwał dziewczynę następną też będzie.Sama piszesz'' nic złego nie zrobiłam ,zarabiam,sprzątam,gotuję,dbam o dom....LUDZIE CO MAM ROBIĆ??? poradzisz sobie bez niego a pomyśl jaki spokój psychiczny będziesz miała ty i dzieci.Dlaczego ty masz się wyprowadzić niech on spada.Nie jesteś sama masz dzieci.

tak, wiem że to wygląda dziwnie....19lat i nagle...ni!!e ja go znam ,tylko teraz widzę ,że chyba nie będzie hamulców(teściowa nim była).
Tylko ja sobie chy ba nie poradzę sama....nie wiem jak żyć bez niego...wiem ,że to jest chore...Wiem....

27

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

poradzisz sobie mówię ci to,teraz wydaje ci sie tylko że nie dasz rady.Początki strasznie bolą.Najbardziej boli to że tak sie zawiedlismy na kochanej przez nas osobie.Mój staz wziazku przy twoim to pikuś ale uwiez mi że ja widząc i słysząc zachowanie mojego ex strasznie cierpiałam.Płakałam jak nigdy przez swoje zycie a dla niego ten widok był obojetny.Szok.Podniesiesz się z tego zobaczysz będziesz Strong Women bo to co nas nie zabije to nas wzmocni.

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Ja do tej pory też tylko czytywałam takie fora jak to.. ale tym razem samo czytanie nie wystarcza.. pogubiłam się sad nie wiem co mam zrobić. Kilka miesięcy temu wyprowadziłam się z rodzinnego miasta z chłopakiem, z którym byłam 7 lat chcieliśmy powoli dążyć do stabilizacji, mieszkania, ślubu, rodziny itd. Ale w naszym związku prawie od zawsze było tak, że ja dawałam od siebie 200% a otrzymywałam niewiele, uświadomiłam sobie to  tak na prawdę dopiero niedawno. Wiem byłam cholernie ślepa, bliscy czasem próbowali mi powiedzieć, że wydaje Im się, że tak nie powinno być, kiedy po raz kolejny płakałam, bo np potrafił zostawić mnie i jechać do kumpli nie raz w momencie kiedy Go potrzebowałam.On nie jest złym człowiekiem i nigdy też nie zrobił mi nic strasznego, nie zdradzał, nie obrażał itp. Mówił, że mnie kocha i czułam to nie raz, ale czasem mówił dużo a pokazywał co innego. A w ostatnim czasie doszedł jeszcze jeden problem, a konkretnie alkohol..zaczął przeginać, jak już szedł na imprezę to musiałam się wstydzić za to w jakim jest stanie. Ja raczej mało pije i generalnie do alkoholu mam negatywne nastawienie, przez to że miałam w życiu do czynienia ze zbyt wieloma alkoholikami i historiami z tym związanymi. I nie rozumiałam jak On może tak dać się w to wciągnąć jeżeli sam ma takie doświadczenia z dzieciństwa, bo Jego rodzina rozpadła się właśnie przez alkohol. Z tego też powodu On ma ze sobą trochę problemów m.in. ciężko jest Mu okazywać uczucia, miał problem z nastawieniem do mojej rodziny( później wyszło na to, że gdzieś podświadomie był zazdrosny, że ja mam normalną rodzinę i bardzo dobry kontakt z nimi), chłopak był ogólnie trochę zagubiony. Ale ja byłam z Nim zawsze, w najgorszych chwilach miał tylko mnie i tak na prawdę czasem trochę nawet Go wychowywałam( byliśmy razem od 17 roku życia). Kiedy Mu mówiłam żeby przystopował z alkoholem zawsze uważał, że przesadzam i że On wszystko kontroluje, ostrzegałam, ze nie chce w ten sposób żyć i jeśli to będzie się powtarzało to się rozstaniemy, ale On był zbyt pewny, że tego nie zrobię, bo przecież byłam z Nim zawsze. Jasne że były też dobre chwile w naszym związku i zawsze mogliśmy o wszystkim sobie powiedzieć i byliśmy bardzo zżyci ze sobą, ale wiele było takich momentów, które trochę mi te dobre przysłaniają. W ostatnim czasie doszły mi jeszcze inne problemy i trochę się posypałam, nie dawałam rady nerwowo, byłam kłębkiem nerwów i do tej pory myślałam( chyba mi się wydawało), że mimo wszystko zawsze mam w Nim wsparcie, ale tak na prawdę nie potrafił mi go dać w tych ciężkich dla mnie momentach, gdzie w dodatku zostałam z tym sama w obcym mieście, w którym nie mieliśmy nikogo.. Poczułam, że muszę wrócić do domu, do rodziców, bo tak na prawdę to Oni byli dla mnie zawsze największym wsparciem, wróciłam z myślą, że trochę odpocznę i dojdę do siebie i przyjadę z powrotem do Niego.. ale kiedy wróciłam i zaczęłam myśleć nad tym wszystkim to uświadomiłam sobie, że tak na prawdę doszło do tego jak się czułam , bo nie mogłam na Niego liczyć, musiałam sama radzić sobie z problemami i On jeszcze w tym czasie potrafił myśleć o sobie o tym, żeby się bawić, bo przecież były wakacje,a ja jak się trochę rozerwę i wyluzuję to mi minie złe samopoczucie..( tylko, że to był na prawdę bardzo poważny stan, nigdy się tak nie czułam, poszłam nawet z tym do psychologa, bo nie dawałam rady). Ja rozumiem , że mógł nie wiedzieć jak mi pomóc, bo to nie są łatwe sprawy dla młodych ludzi, ja tez nie wiedziałam jak sobie pomóc, ale mógł mi nie utrudniać i nie dokładać stresów( mam na myśli  np 3 dni picia ze znajomymi od południa do nocy i nie słuchanie moich próśb żeby przestał), mógł przytulić, powiedzieć Skarbie damy radę pomogę Ci, poradzimy sobie razem..cokolwiek. No więc przypomniałam sobie wszystkie momenty, w których mnie zawiódł i wszystkie chwile, w których ja zrobiłabym dla Niego wszystko i wyszło mi, że ten rachunek nie jest zbyt równy..Przegadałam z bliskimi chyba z milion godzin na temat co mam z tym zrobić, czy powinnam zerwać, no i wyszło na to, że powinnam. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu, bolało strasznie i boli nadal chociaż mija prawie miesiąc.. Wytłumaczyłam Mu wszystko skąd ta moja decyzja, oboje się poryczeliśmy... On się teraz stara, chcę to wszystko odbudować, zrozumiał swoje błędy, poszedł do psychologa żeby poradzić sobie ze swoimi problemami związanymi z dzieciństwem, dzwoni, pisze, przyjeżdża... prosi żebym wróciła, mówi, że ma tylko mnie i strasznie mnie kocha, nie widzi życia z kim innym, ale ja nie wiem, boję się, że to się powtórzy, ale powiedziałam Mu, że jeśli by wrócił tu gdzie teraz mieszkam to moglibyśmy spróbować, oboje pochodzimy z tego miasta ( nie chce znowu robić czegoś dla niego, chce żeby to on pokazał ze potrafi się o mnie postarać i zawalczyć, dlatego ja nie chce wrócić do tamtego miasta). No i pojawił się problem, bo On tam ma pracę w miarę pewną bo w firmie rodzinnej, nie jest to może wymarzona praca, ale płacą no i nie zwolnią Go raczej.. wynajmuje mieszkanie tez od rodziny więc nie jest drogie.. a jakby przyjechał tu do mnie to musielibyśmy wynająć mieszkanie( a wszyscy wiemy jakie to są teraz koszty..) albo zamieszkać w domu u Jego ojca.. czego On za bardzo nie chcę, bo nie chce mieć bliższych kontaktów z ojcem. No i musiałby szukać pracy co nie jest łatwe w dzisiejszych czasach. Nie wiem co mam zrobić, czy dać Mu kolejną szansę, czy znowu sie nie przejadę na swojej łatwowierności, czy On na prawdę jest w stanie zmienić te rzeczy no i nawet jeśli zdecyduję się Mu znowu zaufać to czy powinnam przeprowadzać się z powrotem czy trzymać się decyzji, że to On powinien przyjechać....Czy może powinniśmy dac sobie spokój, zapomnieć o sobie i poukładać życie od początku, chociaż nie umiem sobie tego wyobrazić. Wiem cholernie to pogmatwane..:(

29

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
kochającazamocno napisał/a:

Nie wiem co mam zrobić, czy dać Mu kolejną szansę, czy znowu sie nie przejadę na swojej łatwowierności, czy On na prawdę jest w stanie zmienić te rzeczy no i nawet jeśli zdecyduję się Mu znowu zaufać to czy powinnam przeprowadzać się z powrotem czy trzymać się decyzji, że to On powinien przyjechać....Czy może powinniśmy dac sobie spokój, zapomnieć o sobie i poukładać życie od początku, chociaż nie umiem sobie tego wyobrazić. Wiem cholernie to pogmatwane.

E tam, nie takie pogmatwane jak na tutejsze forum. Tylko powinnaś założyć swój wątek a nie pisać w innym.
Ale co do sprawy to jeśli naprawdę obiecuje poprawę, jeśli chodzi do psychologa, prowadzi terapię to szansę mu raczej możesz dać.
Ale rzeczywiście warunki swoje postaw i się ich trzymaj, bądź konsekwentna, uparta i wymagająca. Nie pozwól mu ani przez chwilę pomyśleć, że może wszystko olać a i tak z nim zostaniesz.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E
Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

kochającazamocno wiesz zastanowiło mnie czy powiedziałaś mu ze masz te problemy ze go potrzebujesz jak nigdy bo jeżeli powiedziałaś a on to olał to już poważna sprawa może powodem być ze sam miał ciężkie dzieciństwo co mogło zachwiać jego psychiką ale jeżeli się leczy to powinniście sobie dać szansę porozmawiać wyjaśnić od A-Z i życzę wam powodzenia i trzymam za was kciuki  a warunki co do zamieszkania postarajcie się znaleźć kompromis gdzie wam będzie lepiej powinien się odseparować od koleżeństwa i poświecić więcej uwagi tobie i sobie powodzenia smile)

31

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

Ten brak szacunku ma różne źródła w różnych przypadkach. Przede wszystkim to owoc niedojrzałości, jak u dzieciaków, gdy się w piaskownicy pokłócą to potrafią sobie pojechać ostro. Po drugie taki gówniarz emocjonalny, gdy już znajdzie sobie nowy obiekt generujący motyle zaczyna irytować się tym, że poprzedni obiekt wciąż z nim formalnie jest i chce go za wszelką cenę zniechęcić do siebie i najlepiej, gdyby udało się tak zrobić, żeby to ten niekochany podjął decyzję o rozstaniu - wtedy odpowiedzialność przechodzi pozornie na niekochanego, tak sobie kombinuje emocjonalne zero. Poza tym pali mu się już do nowego obiektu, a nagle stary i niepotrzebny obiekt zaczyna wyjeżdżać z tekstami typu: "ale co się stało kochanie?", "zróbmy coś, uratujmy tę miłość", "może idźmy na terapię?". To już za wiele jak na gorącą głowę moralnego buraka, on chce już teraz zaraz iść pobzykać się z nowym obiektem, a tu mu jakieś smuty sadzi poprzedni obiekt. Jak tu się nie zirytować i go nie zwyzywać?

Hah, Wierny Tomaszu: Jak czytam tego posta to jest wypisz wymaluj o moim byłym. Kto śledzi wątek "Zdradzeni, porzuceni..." ten zna moją historię, a niewtajemniczonym wyjaśniam: narzeczonek zostawił mnie 4 m-ce przed ślubem bo poznał nową "koleżankę", były wyzwiska, przerzucanie odpowiedzialności za rozpad związku na mnie, teksty w stylu "sama jesteś sobie winna", itp.
Po rozstaniu usłyszałam jeszcze, że "mógł to inaczej rozegrać, tzn. tak, żebym to ja jego zostawiła, to wtedy miałby spokój i nikt by się go nie czepiał".
I teraz pluję sobie w brodę jak jak mogłam zmarnować tyle lat na takiego #####

Sory paprotka, że się wbiłam na Twój wątek ale jak przeczytałam ten post to nie mogłam się powstrzymać od komentarza.

32

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
porzucona85 napisał/a:
wierny_tomasz napisał/a:

Ten brak szacunku ma różne źródła w różnych przypadkach. Przede wszystkim to owoc niedojrzałości, jak u dzieciaków, gdy się w piaskownicy pokłócą to potrafią sobie pojechać ostro. Po drugie taki gówniarz emocjonalny, gdy już znajdzie sobie nowy obiekt generujący motyle zaczyna irytować się tym, że poprzedni obiekt wciąż z nim formalnie jest i chce go za wszelką cenę zniechęcić do siebie i najlepiej, gdyby udało się tak zrobić, żeby to ten niekochany podjął decyzję o rozstaniu - wtedy odpowiedzialność przechodzi pozornie na niekochanego, tak sobie kombinuje emocjonalne zero. Poza tym pali mu się już do nowego obiektu, a nagle stary i niepotrzebny obiekt zaczyna wyjeżdżać z tekstami typu: "ale co się stało kochanie?", "zróbmy coś, uratujmy tę miłość", "może idźmy na terapię?". To już za wiele jak na gorącą głowę moralnego buraka, on chce już teraz zaraz iść pobzykać się z nowym obiektem, a tu mu jakieś smuty sadzi poprzedni obiekt. Jak tu się nie zirytować i go nie zwyzywać?

Hah, Wierny Tomaszu: Jak czytam tego posta to jest wypisz wymaluj o moim byłym. Kto śledzi wątek "Zdradzeni, porzuceni..." ten zna moją historię, a niewtajemniczonym wyjaśniam: narzeczonek zostawił mnie 4 m-ce przed ślubem bo poznał nową "koleżankę", były wyzwiska, przerzucanie odpowiedzialności za rozpad związku na mnie, teksty w stylu "sama jesteś sobie winna", itp.
Po rozstaniu usłyszałam jeszcze, że "mógł to inaczej rozegrać, tzn. tak, żebym to ja jego zostawiła, to wtedy miałby spokój i nikt by się go nie czepiał".
I teraz pluję sobie w brodę jak jak mogłam zmarnować tyle lat na takiego #####

Sory paprotka, że się wbiłam na Twój wątek ale jak przeczytałam ten post to nie mogłam się powstrzymać od komentarza.

spoko porzucona
to mój ulubiona wypowiedz opisująca mojego ex.Jak zaczyna mnie dopadac dół to czytam odpowiedzi naszego Toma i robi mi sie lżej smile

33

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Ech dziewczyny, jak mi szkoda, że trafiacie na takich dupków. Jednak dobrze się stało, że Wam to zrobili teraz. Dobrze, że nie założyłyście z nimi rodzin i nie macie dzieciaczków. To jest dopiero jazda, szczególnie dla niewinnych maluszków.

Ale będzie dobrze, teraz macie bagaż bardzo cennych doświadczeń, na kolejną minę już nie wdepniecie :-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E
Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Dzięki za odpowiedzi mimo, że nie założyłam własnego wątku i sory za to, ale nie wiedziałam do końca jak to działa wink. Zobaczymy jaki będzie Jego kolejny krok i wtedy coś zdecyduję, podnieśliście mnie na duchu i myślę, że będzie dobrze bez względu czy nam się uda czy nie, bo wiele mnie ta sytuacja nauczyła m.in. tego, że nie można zatracić siebie dla drugiej osoby . W końcu nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Życzę Wam wszystkim żebyście trafili w końcu na swoją prawdziwą drugą połówkę, która Was nigdy nie skrzywdzi!

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
Krzysiek-rozczarowany napisał/a:

kochającazamocno wiesz zastanowiło mnie czy powiedziałaś mu ze masz te problemy ze go potrzebujesz jak nigdy bo jeżeli powiedziałaś a on to olał to już poważna sprawa może powodem być ze sam miał ciężkie dzieciństwo co mogło zachwiać jego psychiką ale jeżeli się leczy to powinniście sobie dać szansę porozmawiać wyjaśnić od A-Z i życzę wam powodzenia i trzymam za was kciuki  a warunki co do zamieszkania postarajcie się znaleźć kompromis gdzie wam będzie lepiej powinien się odseparować od koleżeństwa i poświecić więcej uwagi tobie i sobie powodzenia smile)

No właśnie tak dosłownie Mu tego nie powiedziałam, myślałam, że sam powinien to widzieć i rozumieć, no ale chyba mężczyznom takie rzeczy mówi się wprost. W ogóle w ostatnim czasie mało rozmawialiśmy o swoich oczekiwaniach i wymaganiach względem siebie...Zobaczymy czas i Jego zachowanie pokażą na co Go stać.

36

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

Ech dziewczyny, jak mi szkoda, że trafiacie na takich dupków. Jednak dobrze się stało, że Wam to zrobili teraz. Dobrze, że nie założyłyście z nimi rodzin i nie macie dzieciaczków. To jest dopiero jazda, szczególnie dla niewinnych maluszków.

Ale będzie dobrze, teraz macie bagaż bardzo cennych doświadczeń, na kolejną minę już nie wdepniecie :-)

Ehh... Tom, niby tak się mówi, ale ja czasami wolałabym żeby mnie zostawił z dzieckiem, bo wtedy przynajmniej bym to dziecko miała. A tak roztacza się przede mną perspektywa staropanieństwa i życia w samotności sad Cholernie boję się tego, że już nigdy nikogo nie spotkam i nie pokocham, zwłaszcza, że wszyscy w moim wieku są już od dawna sparowani/żonaci/dzieciaci itp.
Szanse na poznanie kogoś sensownego są naprawdę bardzo małe sad A z kolei nie jestem aż tak zdesperowana, żeby się łapać pierwszego lepszego, który się pojawi na horyzoncie hmm
I kolejna sprawa: ja zawsze chciałam urodzić pierwsze dziecko przed 30-tką, tak żeby było zdrowe, a na to też się niestety nie zapowiada sad

Paprotka na pewno doskonale rozumie moje obawy.

Ehhh... Malkontenctwo mi się włączyło ale to chyba przez tą pogodę ;/

37

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

A z drugiej strony, co się będę przejmować. Kupię sobie 7 kotów i też będzie zaje...ście big_smile

38

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
porzucona85 napisał/a:
wierny_tomasz napisał/a:

Ech dziewczyny, jak mi szkoda, że trafiacie na takich dupków. Jednak dobrze się stało, że Wam to zrobili teraz. Dobrze, że nie założyłyście z nimi rodzin i nie macie dzieciaczków. To jest dopiero jazda, szczególnie dla niewinnych maluszków.

Ale będzie dobrze, teraz macie bagaż bardzo cennych doświadczeń, na kolejną minę już nie wdepniecie :-)

Ehh... Tom, niby tak się mówi, ale ja czasami wolałabym żeby mnie zostawił z dzieckiem, bo wtedy przynajmniej bym to dziecko miała. A tak roztacza się przede mną perspektywa staropanieństwa i życia w samotności sad

Z całym szacunem, ale pojechałaś egoizmem i nierozsądkiem. Dziecko BARDZO potrzebuje pełnej rodziny, z niej czerpie wzorce, którymi posługuje się w swoim dorosłym życiu. Potrzebuje ciepła matki i twardości ojca. Potrzebuje widoku ich kochających się, sprzeczających, rozmawiających. Inaczej ZAWSZE będzie mieć jakieś braki. Nie myśl tylko o sobie, myśl o tym, żeby potencjalne dziecko miało dobre życie.

porzucona85 napisał/a:

Cholernie boję się tego, że już nigdy nikogo nie spotkam i nie pokocham, zwłaszcza, że wszyscy w moim wieku są już od dawna sparowani/żonaci/dzieciaci itp.
Szanse na poznanie kogoś sensownego są naprawdę bardzo małe sad A z kolei nie jestem aż tak zdesperowana, żeby się łapać pierwszego lepszego, który się pojawi na horyzoncie hmm

Jaasne... :-) To już w ogóle kosmos. Ty jesteś młódka! Masz CALUTKIE życie przed sobą. Już gdzieś komuś pisałem, że nawet na tym forum jest wielu wartościowych i niestety samotnych (choć tylko chwilowo raczej) facetów :-) A w świecie realnym są ich stada :-)

porzucona85 napisał/a:

I kolejna sprawa: ja zawsze chciałam urodzić pierwsze dziecko przed 30-tką, tak żeby było zdrowe, a na to też się niestety nie zapowiada sad

No to może być drobny problem, ale z drugiej strony... kobiety rodzą pierwsze dzieci i po 30stce, nie jest to aż takie wielkie halo. Sam znam takie :-)

Za rok tu wróć i przeczytaj to wszystko jeszcze raz, z punktu widzenia ówczesnego, nowego związku i planów życiowych ;-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

39

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

A jaka jest rada na dopadające nas wyrzuty sumienia?Dzis tak mam.Powracajaca do mnie myśl to ta że mogłam bardziej sie starać,znosić cierpliwie jego zmiany zachowania i ogolnie byc bardziej cierpliwa i wspierajaca.Sama świeta nie byłam i moze gdybym okazała wiecej dojrzałości to i jemu by sie udzieliło.A tak moje fochy,ciche dni ( ciche bo zauwazyłam że to że płacze i krzycze nic na niego nie działa) spowodowały nie to że on dojrzał tylko to że poszukał sobie innej młodszej,mniej wymagajacej ;/

40

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
porzucona85 napisał/a:
wierny_tomasz napisał/a:

Ech dziewczyny, jak mi szkoda, że trafiacie na takich dupków. Jednak dobrze się stało, że Wam to zrobili teraz. Dobrze, że nie założyłyście z nimi rodzin i nie macie dzieciaczków. To jest dopiero jazda, szczególnie dla niewinnych maluszków.

Ale będzie dobrze, teraz macie bagaż bardzo cennych doświadczeń, na kolejną minę już nie wdepniecie :-)

Ehh... Tom, niby tak się mówi, ale ja czasami wolałabym żeby mnie zostawił z dzieckiem, bo wtedy przynajmniej bym to dziecko miała. A tak roztacza się przede mną perspektywa staropanieństwa i życia w samotności sad Cholernie boję się tego, że już nigdy nikogo nie spotkam i nie pokocham, zwłaszcza, że wszyscy w moim wieku są już od dawna sparowani/żonaci/dzieciaci itp.
Szanse na poznanie kogoś sensownego są naprawdę bardzo małe sad A z kolei nie jestem aż tak zdesperowana, żeby się łapać pierwszego lepszego, który się pojawi na horyzoncie hmm
I kolejna sprawa: ja zawsze chciałam urodzić pierwsze dziecko przed 30-tką, tak żeby było zdrowe, a na to też się niestety nie zapowiada sad

Paprotka na pewno doskonale rozumie moje obawy.

Ehhh... Malkontenctwo mi się włączyło ale to chyba przez tą pogodę ;/

porzucona ty piszesz to co mi siedzi w głowie.Z ta róznicą że ja bym dziecka z nim nie chciała bo mogłoby mieć skrzywiona psychę po tatusiu(po mamusi też,bo to co teraz siedzi mi w głowie nie jest normalne) a po drugie zawsze byłby obecny w moim zyciu i dziecka nigdy bym sie nie uwolniła.Kochana po 30tce tez mozna urodzić znam kobiete która urodziła swoje 2 dziecko majac 41 lat i taka która po 16latach urodziła dwojke dzieci majac 32 i 36 lat i rozstała sie z meżem.Mamy czas tongue

41

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
porzucona85 napisał/a:

A z drugiej strony, co się będę przejmować. Kupię sobie 7 kotów i też będzie zaje...ście big_smile

he he he ja tez jestem kociarą :)i coraz cześciej mysle zeby sobie takiego sprezentować smile mam tylko jeden warunek musi byc rudy smile

42

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

A jaka jest rada na dopadające nas wyrzuty sumienia?Dzis tak mam.Powracajaca do mnie myśl to ta że mogłam bardziej sie starać,znosić cierpliwie jego zmiany zachowania i ogolnie byc bardziej cierpliwa i wspierajaca.Sama świeta nie byłam i moze gdybym okazała wiecej dojrzałości to i jemu by sie udzieliło.A tak moje fochy,ciche dni ( ciche bo zauwazyłam że to że płacze i krzycze nic na niego nie działa) spowodowały nie to że on dojrzał tylko to że poszukał sobie innej młodszej,mniej wymagajacej ;/

Jakie wyrzuty sumienia?? Kobietko. Z gówna bata nie ukręcisz. Nie ma takiej opcji, że dojrzałość spływa z jednej osoby na inną. Jestem niestety bolesnym tego przykładem, moje cudo okazało się emocjonalnie niedojrzałe w wieku 40 lat. mimo, że przez całe nasze wspólne bycie też miałem świadomość jej problemów (choć nie miałem pojęcia o skali) i podobne myśli jak Ty: że dobroć, miłość i oddanie wszystko wygładzi i ułoży. Gówno prawda!
NIC TWOJE STARANIE BY NIE DAŁY. Gówniarz, żeby dojrzeć musi przejść terapię lub jeśli jest na wysokim poziomie świadomości oraz jest inteligentny to może sam coś z sobą zrobić, ale to jest jak z alkoholikiem, musi to zrozumieć i CHCIEĆ. A oni w 99% nie kumają tego i gdy im się proponuje pomoc psychologiczną to słyszy się od nich teksty: "jak masz coś z głową to się lecz, mnie w to nie mieszaj".

WYWAL WYRZUTY SUMIENIA, nie Ty je powinnaś mieć.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

43

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:
paprotka85 napisał/a:

A jaka jest rada na dopadające nas wyrzuty sumienia?Dzis tak mam.Powracajaca do mnie myśl to ta że mogłam bardziej sie starać,znosić cierpliwie jego zmiany zachowania i ogolnie byc bardziej cierpliwa i wspierajaca.Sama świeta nie byłam i moze gdybym okazała wiecej dojrzałości to i jemu by sie udzieliło.A tak moje fochy,ciche dni ( ciche bo zauwazyłam że to że płacze i krzycze nic na niego nie działa) spowodowały nie to że on dojrzał tylko to że poszukał sobie innej młodszej,mniej wymagajacej ;/

Jakie wyrzuty sumienia?? Kobietko. Z gówna bata nie ukręcisz. Nie ma takiej opcji, że dojrzałość spływa z jednej osoby na inną. Jestem niestety bolesnym tego przykładem, moje cudo okazało się emocjonalnie niedojrzałe w wieku 40 lat. mimo, że przez całe nasze wspólne bycie też miałem świadomość jej problemów (choć nie miałem pojęcia o skali) i podobne myśli jak Ty: że dobroć, miłość i oddanie wszystko wygładzi i ułoży. Gówno prawda!
NIC TWOJE STARANIE BY NIE DAŁY. Gówniarz, żeby dojrzeć musi przejść terapię lub jeśli jest na wysokim poziomie świadomości oraz jest inteligentny to może sam coś z sobą zrobić, ale to jest jak z alkoholikiem, musi to zrozumieć i CHCIEĆ. A oni w 99% nie kumają tego i gdy im się proponuje pomoc psychologiczną to słyszy się od nich teksty: "jak masz coś z głową to się lecz, mnie w to nie mieszaj".

WYWAL WYRZUTY SUMIENIA, nie Ty je powinnaś mieć.

czyli to że nawet jakbym starała się jeszcze bardziej to i tak gó... by dało tak?Bo jesli miałby mnie zdradzić bo ''zabrakło tej iskry,pozadania"(jego słowa) to i tak by to zrobił nawet po slubie?i że lepiej teraz niz pózniej.

44

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
paprotka85 napisał/a:

czyli to że nawet jakbym starała się jeszcze bardziej to i tak gó... by dało tak?Bo jesli miałby mnie zdradzić bo ''zabrakło tej iskry,pozadania"(jego słowa) to i tak by to zrobił nawet po slubie?

No oczywiście, że TAK! Nawet więcej, jeślibyś się bardziej starała to byś go irytowała i już dawniej by to się stało. Niedojrzały dzieciak nie umie kochać poza fazą miłości romantycznej, która trwa około 2-3 lat, potem - u dojrzałych ludzi - zaczyna się kolejna faza, dojrzalsza, głębsza, pozbawiona motylków i drżenia, a u dzieciaków pojawia się faza "co ja tu kuur... robię?". I w zależności od wielu czynników krach następuje albo od razu albo po wielu miesiącach lub czasem latach.

paprotka85 napisał/a:

i że lepiej teraz niz pózniej.

No ba! O tym TRĄBIĘ od dawna :-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

45 Ostatnio edytowany przez wierny_tomasz (2013-09-19 13:26:40)

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Heeh, kumpel mi zlinkował, muszę się z Wami podzielić bo pada tam świetna fraza:

"KIM JESTEŚ? JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!!"


http://www.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E

Tylko potem jak szczęki Wam się pogubią po podłodze to nie moja wina! :-)

komentarz kumpla:

"jak na niego patrzę to myślę ze czeka go kurwa zajebista deprecha albo seria bolesnych zastrzyków w brzuch"

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

46

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

Wierny_tomasz jestem w szoku jak Ty to wszystko nazywasz... to boli, ale jakże to wszystko prawdziwe! K*** mać...5 lat związku, mniej więcej po 3 latach jemu coraz mniej przestało zależeć, przestał się angażować, moim i innych zdaniem emocjonalny dzieciak... niegotowy na poważny związek... Gdyby nie ja już dawno by to rozwaliło się po tych 3 latach... a ja się dalej łudzę, że może pożałuje i wróci... sad

47

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
Kornelia1234 napisał/a:

a ja się dalej łudzę, że może pożałuje i wróci... sad

Chyba wiesz co chciałbym Ci teraz napisać? Prawda?
Zatem nie napiszę i tylko życzę rychłego przebudzenia i wyjścia z matni.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

48

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć... bo dla mnie to jest szok, że człowiek od tak może żyć przy boku drugiej osoby nic nie czując... a on do samego końca i nawet po zerwaniu powtarzał "nie wiem co czuję i nie wiem czy dobrze robię"... blebleble, a teraz milczy...

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach

kornelia1234


Nie tylko Twoj tak gadal... Moj facet zerwal ze mna poprzez SMS-a w ktorym tez tak napisal, ze nie wie co czuje, z jednej strony mnie kocha, ale z drugiej strony co mu podpowiada, ze to nie ja ta jedyna, ze mamy rozne zainteresowania i w ogole. PIsal tez, ze chcyba nie dorosl do powaznego zwiazku jeszcze i chce byc sa na razie. ciekawe... zrozumial to dopiero po 4 latach zwiazku... :(. Wczoraj go widzialam.. a on udawal ze nie widzi. bolala jak cholera!!!. Wczoraj czulam sie naprwde lepiej po pisaniu tutaj na forum, i po radach innych, do momentu jak go nie zobaczyla...:(

50

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

Heeh, kumpel mi zlinkował, muszę się z Wami podzielić bo pada tam świetna fraza:

"KIM JESTEŚ? JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!!"


http://www.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E

Tylko potem jak szczęki Wam się pogubią po podłodze to nie moja wina! :-)

komentarz kumpla:

"jak na niego patrzę to myślę ze czeka go kurwa zajebista deprecha albo seria bolesnych zastrzyków w brzuch"

filmik dobry na deprechę ;)mi ten gosciu wyglada jakby miał problem z pewnymi sprawami fizjologicznymi przynajmniej od tygodnia tongue
filmik powala nie można się nie śmiać smile nie do konca szczęsliwa musi to zobaczyć :*
JESTEM ZWYCIĘZCĄ

51

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
nie do konca szczesliwa napisał/a:

kornelia1234


Nie tylko Twoj tak gadal... Moj facet zerwal ze mna poprzez SMS-a w ktorym tez tak napisal, ze nie wie co czuje, z jednej strony mnie kocha, ale z drugiej strony co mu podpowiada, ze to nie ja ta jedyna, ze mamy rozne zainteresowania i w ogole. PIsal tez, ze chcyba nie dorosl do powaznego zwiazku jeszcze i chce byc sa na razie. ciekawe... zrozumial to dopiero po 4 latach zwiazku... sad. Wczoraj go widzialam.. a on udawal ze nie widzi. bolala jak cholera!!!. Wczoraj czulam sie naprwde lepiej po pisaniu tutaj na forum, i po radach innych, do momentu jak go nie zobaczyla...:(

z moim ex też pod koniec smsy były bo złamas nie mial na tyle odwagi żeby spojrzeć mi w oczy.Niedojrzali emocjonalnie gnomy i tyle w tym temacie.A przed znajomymi odgrywa takiego porządnego i zrównoważonego bo my przecież rozstaliśmy się w przyjazni bo wspólnie podjelismy decyzje o rozstaniu.Psychol normalnie psychol.Więc po kim ja płacze?Nie warto dziewczyny uwierzcie że nie warto.

52

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
Kornelia1234 napisał/a:

Wierny_tomasz jestem w szoku jak Ty to wszystko nazywasz... to boli, ale jakże to wszystko prawdziwe! K*** mać...5 lat związku, mniej więcej po 3 latach jemu coraz mniej przestało zależeć, przestał się angażować, moim i innych zdaniem emocjonalny dzieciak... niegotowy na poważny związek... Gdyby nie ja już dawno by to rozwaliło się po tych 3 latach... a ja się dalej łudzę, że może pożałuje i wróci... sad

Kornelio pomysl że stac cię na kogos lepszego,kogos kto da ci szczęście.5 lat to nie tak duzo mogło być 10,15 albo 20.Pomyśl że przy takiej hustawce emocjonalnej byłabys wrakiem.A tak masz szanse się odrodzic na nowo wink

53

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

NIC TWOJE STARANIE BY NIE DAŁY. Gówniarz, żeby dojrzeć musi przejść terapię lub jeśli jest na wysokim poziomie świadomości oraz jest inteligentny to może sam coś z sobą zrobić, ale to jest jak z alkoholikiem, musi to zrozumieć i CHCIEĆ. A oni w 99% nie kumają tego i gdy im się proponuje pomoc psychologiczną to słyszy się od nich teksty: "jak masz coś z głową to się lecz, mnie w to nie mieszaj".
WYWAL WYRZUTY SUMIENIA, nie Ty je powinnaś mieć.

Tak jak sam byłem ofiarą toksycznego trójkątnego związku małżeńskiego o mocnych ciosach szantażu emocjonalnego pod moim adresem od żony i teściowej - taką "geometryczną" nazwę nosi taki układ partnersko - związkowy wyższego szczebla - i "mianując" siebie po rozstaniu na potocznego żartobliwie "królika doświadczalnego" po takich perypetiach, z całą stanowczością śmiem stwierdzić, że jakakolwiek zmiana na lepsze u takich osobników jest co najmniej niemożliwa; oni są nie tyle na to ślepi, co głusi; nawet jeśli coś zauważą, że jest "nie halo" z nimi, to i tak z lubością powielają tą taktykę dalej. A to z prostego powodu i przykładu:
moja propozycja pójścia z takim zachwianym osobowościowo osobnikiem - czytaj żoną - do psychologa/na terapię małżeńską, spotkała się z ciętą ripostą, że to TYLKO ja wymagam terapii i leczenia nie tyle psychologicznego, co psychiatrycznego hmm; po drugie - również poparte tu na forum - stwierdzenie, że bardzo wielu specjalistów (psychiatrów, terapeutów) nie podejmuje się pracy z nimi, bo paradoksalnie nawet ich potrafią wkręcić i przerobić na swoją modłę, a co dopiero "cywilów".
Reasumując to on się nie zmienił, wręcz paradoksalnie on jest NADAL taki sam jak był zanim go poznałyscie czy trwałyście w związku; to właśnie taka "narkotyczna" pustka vel detoks sprawia, że tak go wizualizujecie w Waszej  strutej i zdemolowanej przez niego psychice - obraz jego jako człowieka miesza Wam się z jego wyobrażeniem w Twojej głowie.
Próba zrozumienia na chłopski rozum systemu egzystencji i funkcjonowania takich osób jest dla psychiki normalnych ludzi betonowym butem. Taka próba akrobatycznego wyginania swojej poziomej płaszczyzny - kreska wektorowa dwubiegunowa <-----> - pojmowania istoty sprawy (radości i smutku; uczciwości i kłamstwa;... wstaw cokolwiek) do psychofażej pionowej, zakończone jest tylko jednym z dwóch wariantów do wyboru: albo obłędem, albo... bycie identycznym osobnikiem.

Zdaniem psychologa

Toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest podobny - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was od siebie uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadaje Twojemu życiu kierunek.

Czy jest Wam (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli ten pakiet zawiera choć jedno "TAK" ? to witam w klubie. Macie sporo do zrobienia.... blog "moje dwie głowy" to tak na cito.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

54

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
wierny_tomasz napisał/a:

Z całym szacunem, ale pojechałaś egoizmem i nierozsądkiem. Dziecko BARDZO potrzebuje pełnej rodziny, z niej czerpie wzorce, którymi posługuje się w swoim dorosłym życiu. Potrzebuje ciepła matki i twardości ojca. Potrzebuje widoku ich kochających się, sprzeczających, rozmawiających. Inaczej ZAWSZE będzie mieć jakieś braki. Nie myśl tylko o sobie, myśl o tym, żeby potencjalne dziecko miało dobre życie.

Bo ja wiem czy egoizmem? Kobiety po prostu mają coś takiego jak instynkt macierzyński i on się u mnie odzywa coraz częściej sad Zawsze byłam osobą bardzo rodzinną i lubiącą dzieci (w przeciwieństwie do moich niektórych mężatych koleżanek). Stąd też powyższa wypowiedź.
Ale masz rację - dziecko na pewno będzie szczęśliwsze w normalnej, pełnej rodzinie.

Kornelia1234 napisał/a:

Wierny_tomasz jestem w szoku jak Ty to wszystko nazywasz... to boli, ale jakże to wszystko prawdziwe! K*** mać...5 lat związku, mniej więcej po 3 latach jemu coraz mniej przestało zależeć, przestał się angażować, moim i innych zdaniem emocjonalny dzieciak... niegotowy na poważny związek... Gdyby nie ja już dawno by to rozwaliło się po tych 3 latach... a ja się dalej łudzę, że może pożałuje i wróci... sad

Identyczna sytuacja była u mnie. Po 3 latach wszystko zaczęło się sypać. I podobnie jak u Ciebie starania o to, żeby odbudować związek podejmowałam tylko ja sad

Paprotka, a co z Twoim wolontariatem? Napisz jak było?

55 Ostatnio edytowany przez paprotka85 (2013-09-20 09:21:07)

Odp: Koniec zwiazku po 5 latach
bags napisał/a:
wierny_tomasz napisał/a:

NIC TWOJE STARANIE BY NIE DAŁY. Gówniarz, żeby dojrzeć musi przejść terapię lub jeśli jest na wysokim poziomie świadomości oraz jest inteligentny to może sam coś z sobą zrobić, ale to jest jak z alkoholikiem, musi to zrozumieć i CHCIEĆ. A oni w 99% nie kumają tego i gdy im się proponuje pomoc psychologiczną to słyszy się od nich teksty: "jak masz coś z głową to się lecz, mnie w to nie mieszaj".
WYWAL WYRZUTY SUMIENIA, nie Ty je powinnaś mieć.

Tak jak sam byłem ofiarą toksycznego trójkątnego związku małżeńskiego o mocnych ciosach szantażu emocjonalnego pod moim adresem od żony i teściowej - taką "geometryczną" nazwę nosi taki układ partnersko - związkowy wyższego szczebla - i "mianując" siebie po rozstaniu na potocznego żartobliwie "królika doświadczalnego" po takich perypetiach, z całą stanowczością śmiem stwierdzić, że jakakolwiek zmiana na lepsze u takich osobników jest co najmniej niemożliwa; oni są nie tyle na to ślepi, co głusi; nawet jeśli coś zauważą, że jest "nie halo" z nimi, to i tak z lubością powielają tą taktykę dalej. A to z prostego powodu i przykładu:
moja propozycja pójścia z takim zachwianym osobowościowo osobnikiem - czytaj żoną - do psychologa/na terapię małżeńską, spotkała się z ciętą ripostą, że to TYLKO ja wymagam terapii i leczenia nie tyle psychologicznego, co psychiatrycznego hmm; po drugie - również poparte tu na forum - stwierdzenie, że bardzo wielu specjalistów (psychiatrów, terapeutów) nie podejmuje się pracy z nimi, bo paradoksalnie nawet ich potrafią wkręcić i przerobić na swoją modłę, a co dopiero "cywilów".
Reasumując to on się nie zmienił, wręcz paradoksalnie on jest NADAL taki sam jak był zanim go poznałyscie czy trwałyście w związku; to właśnie taka "narkotyczna" pustka vel detoks sprawia, że tak go wizualizujecie w Waszej  strutej i zdemolowanej przez niego psychice - obraz jego jako człowieka miesza Wam się z jego wyobrażeniem w Twojej głowie.
Próba zrozumienia na chłopski rozum systemu egzystencji i funkcjonowania takich osób jest dla psychiki normalnych ludzi betonowym butem. Taka próba akrobatycznego wyginania swojej poziomej płaszczyzny - kreska wektorowa dwubiegunowa <-----> - pojmowania istoty sprawy (radości i smutku; uczciwości i kłamstwa;... wstaw cokolwiek) do psychofażej pionowej, zakończone jest tylko jednym z dwóch wariantów do wyboru: albo obłędem, albo... bycie identycznym osobnikiem.

Zdaniem psychologa

Toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest podobny - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was od siebie uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadaje Twojemu życiu kierunek.

Czy jest Wam (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli ten pakiet zawiera choć jedno "TAK" ? to witam w klubie. Macie sporo do zrobienia.... blog "moje dwie głowy" to tak na cito.

Do dziś myślałam że on jest tylko niedojrzały emocjonalnie a od dziś już wiem w jakim gó..nie siedziałam.Byłam w toksycznym związku!! W takim o którym tylko czytałam w gazetach i nigdy nie pomyślałabym  że mój taki właśnie jest.Z takich związków bardzo trudno się wychodzi i zamiast ryczeć i się obwiniać powinnam podziękować Bogu że tak szybko z niego wyszłam bo mogło być znacznie gorzej.

Dzięki bags smile

Posty [ 1 do 55 z 57 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec zwiazku po 5 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018