Jesteśmy razem już ponad 2 lata. Mój chłopak nie naciska na pogłębienie naszych stosunków, co więcej- ile razy wspomnę o seksie, on na to, że nic z tego, bo zajdę w ciążę. Mówi, że jedyną metodą antykoncepcji są tabletki (wie, że mam chorobę, która je wyklucza). Na nic przykłady przyjaciółek, które mają 3-4 letni, bezpieczny staż z użyciem innych metod. W jego licznej rodzinie jest duży odsetek małżeństw zawartych po wpadce. Doceniam jego odpowiedzialność, bo ja również w najbliższym czasie nie wyobrażam sobie dziecka (studiujemy oboje medycynę, nie dalibyśmy rady), ale z drugiej strony niepokoi mnie jego oziębłość w tych kwestiach. Wydaje mi się, że 25-letni facet powinien być bardziej napalony. Aha, i on nigdy dotąd ten-tego-tego-tam;) Jestem świeża i pachnąca, jakby co.
Podobne tematy
A co z innymi rodzajami seksu, bez wnikania członka w pochwę?
Bzykam się z żoną od 19 roku życia, używam tylko gumek i jak się nie wchodzi w dziurkę bez gumki to ciąży nie ma. To takie proste... a jeśli 25-latek nie chce seksu to znaczy, że coś jest źle wg mnie -- może ma stulejkę... albo kompleks małego... albo krzywy... albo jeszcze tysiąć innych powodów na temat penisa.
Moim zdaniem to aseksualnosc.
Ewentualnie ukryty gej.
Nie wiem, czy to aseksualność, ale na pewno nie jest normalne to, iż 25-latek nie ma popędu.
Chyba, że tak panicznie boi się ciąży, że to go blokuje.
Na wizytę u seksuologa pewnie nie da się namówić?
Tabletek nie możesz, a plastry? Zastrzyki? Wkładka domaciczna?
Anatomicznie wszystko z nim w porządku, widziałam na własne oczy;) Na seksuologa na pewno nie da się namówić, ma awersje do typów psychologopodobnych. Gejem też raczej nie jest- mówi o nich z wyraźną pogardą (co mnie zresztą denerwuje), a poza tym to on mnie poderwał. Nie, ufa tylko tabletkom:D Na dodatek mieszkamy razem, i to sami, więc pole do popisu jest. Parę lat temu nie uwierzyłabym, że dam się zapędzić w taki celibat.
Anatomicznie wszystko z nim w porządku, widziałam na własne oczy;) Na seksuologa na pewno nie da się namówić, ma awersje do typów psychologopodobnych. Gejem też raczej nie jest- mówi o nich z wyraźną pogardą (co mnie zresztą denerwuje), a poza tym to on mnie poderwał. Nie, ufa tylko tabletkom:D Na dodatek mieszkamy razem, i to sami, więc pole do popisu jest. Parę lat temu nie uwierzyłabym, że dam się zapędzić w taki celibat.
Skoro jest na ''nie'' i nie da sobie przetłumaczyć, postaw mu ultimatum - Ty też masz potrzeby i prawo do ich zaspokajania. Albo się dostosuje, albo poszukasz kogoś innego do pomocy, proste.
Niby proste:) Ale on ma też bardzo wiele zalet, jest moim najlepszym przyjacielem, dobrze mi się z nim mieszka, mobilizuje mnie do nauki, koleżanki mówią, że jest przystojny:p Tak, czy inaczej dzięki, przemyślę sobie to, co napisaliście.
ten Twój chłopak musi chyba jeszcze pare lat postudiować tę medycynę, skoro uważa tabletki za 100procentową metodę zapobiegania ciąży ![]()
CHYBA że mówi tak, bo dobrze wie, że Ty tabletek brać nie możesz.
To pogardliwe wypowiadanie się o gejach również wydaje się podejrzane
Tak sobie myślę - chciałabym mieć takie warunki jak Wy, mieszkać sam na sam. Coś tu bardzo mocno nie gra. I co, kładziecie co wieczór spać obok siebie i nic? Żadnych podtekstów w rozmowach, erotycznych żartów na co dzień? Może chociaż jakieś inne zabawy, bez penetracji?
Tak, po prostu kładziemy się spać jak 2 przedszkolaki:D Są czasem jakieś zabawy, ale baaardzo rzadko- średnio raz na pół roku. Spędza mi sen z powiek również to, że nie szczególnie lubię się z nim całować. Wiem, co teraz napiszecie- zakończ ten związek, zostańcie przyjaciółmi. Ale on mi życiowo odpowiada. A kiedy niby mam poznać kogoś z jego zaletami plus jeszcze kolejnym, kiedy ja tyle czasu spędzam na nauce? No, i prześladuje mnie wizja mojej kuzynki, starej panny.
11 2013-09-13 23:14:16 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-09-13 23:17:38)
Malachitowa, pomyśl tylko...
Jesteś mloda, chłopak "pasuje Ci życiowo" ale nie chce seksu, nie masz przyjemności z całowania go nawet...
Jak myślisz...jak długo będziesz w stanie żyć bez czułości, jak "przedszkolaki"?
Myślisz, że "dopasowanie życiowe" wystarczy aby stworzyć szczęśliwy, trwały i udany związek?
Jeszcze rok, dwa i zaczniesz rozważać zdradę...albo bez rozważania ulegniesz komuś, kto okaże Tobie odrobinę czułości.
Już teraz martwisz się o "staropanieństwo"...? uwierz mi, dasz radę... ![]()
Jeszcze rok, dwa i zaczniesz rozważać zdradę...albo bez rozważania ulegniesz komuś, kto okaże Tobie odrobinę czułości.
TEGO właśnie obawiam się najbardziej.
Z drugiej strony samotność mnie przeraża. To tak, jakby ktoś dał sobie wyrwać zęby z przodu, bo były nieidealne i zanim dentysta zrobi mu ładne implanty, to chodzi szczerbaty, albo z krzywymi przejściówkami na bakier. Ten okres przejściowy jest nieprzyjemny, może się przeciągać. A w końcu dentysta wyjedzie pracować do Niemiec albo umrze.
Ale nie przeczę Margolinko, masz bardzo dużo racji:)