heh no właśnie...
sama już nie wiem co myśleć i tylko dlatego zdecydowałam się napisać na tym forum. otóż - mój chłopak jest dziwnym człowiekiem... nasz związek zaczął się bardzo niefortunnie - najpierw się kumplowaliśmy, on miał dziewczynę, którą znałam całkiem dobrze. zaczęliśmy gadać dużo o ich problemach etc. krótko po tym jak się rozstali umówiliśmy się i wiadomo, potem już poszło. ale on cały czas miał jakieś opory, po miesiącu mnie zostawił. z nią cały czas pisał, dzwonił. potem z kolei dzwonił do mnie i się spotykał... i tak w kółko, między nią a mną. po półtora roku tego boksowania wybrał mnie - jesteśmy razem już rok. z nią się kontaktuje okazjonalnie a ja mimo że na początku dostawałam furii jak tylko o tym myślałam teraz wiem, że często związki opierające się na przyjaźni potrafią przetrwać i nie wolno zabraniać swojemu mężczyźnie pogadać raz na kilka miesięcy na gg ze swoją byłą...
niestety jednak pewne rzeczy, które mój chłopak robił nie ustały... co jakiś czas jak się pokłócimy nie odbiera tel po czym idzie na imprezę, z której wraca następnego dnia. a ja się dowiaduje od jakiegoś znajomego, że przecież są tu albo tam i świetnie się bawią i żebym dała spokój bo o co mi chodzi. albo ostatnio napisał mi wieczorem po spotkaniu z kumplami, że idzie do jednego z nich na noc. wiem na 100% że faktycznie był u kumpla (to nasz wspólny znajomy) ale nie wiem wcale kogo tam poznał ani co robił...
nie przejmowałam się tym do tej pory - tym to znaczy potencjalną zdradą, a bardziej ogólnie tymi wybrykami. balangi do rana w tygodniu, chlanie, olewanie pracy...
ale ostatnio jest coraz gorzej. pierwszy raz skłamał mi w żywe oczy... zadzwonił po imprezie rano jak spytałam gdzie jest powiedział że w pracy. że gdzieś poza firmą ma jakąś robotę - praca poza biurem wynika z jego zawodu i nie byłoby dziwne gdyby nie... no właśnie on przeprosił w tym telefonie powiedział ze bez sensu że poszedł imprezować ale miał doła przez zapracowanie etc... i że w ramach rekompensaty zrobi mi wieczorem kolacje... że mam zadzwonić za jakiś czas jak zdecyduję co chce zjeść. po godzinie próbowałam zadzwonić - tel wyłączony. po dwóch godz - to samo. po trzech też... w końcu zadzwoniłam do jego firmy żeby zapytać czy może wrócił z tej roboty dodatkowej... a jego współpracownik powiedział, ze przecież napisał rano sms że jedzie do rodziców bo mama jego zachorowała... i że nic dodatkowego dziś nie miał...
potem się okazało, ze narąbany wrócił do domu o 13 i spał... co robił od rana kiedy wyszedł od kumpla? podobno jeździł na rowerze po warszawie...
...
nie wiem czy to dobry wątek - czy to świadectwo zdrady to co on robi czy tego, że po prostu jest mną zmęczony albo że ma problem z piciem...
ale ostatnio coraz częściej jest opryskliwy, znika gdzieś, ma jechać do rodziców. zamiast godzinę jedzie trzy i telefon ma wyłączony. włącza dopiero jak dojeżdża na miejsce...
zero przytulenia, pocałowania. głupiego smsa w ciagu dnia, że co tam u ciebie. chociaż z tym od początku miał problemy...
przeraża fakt, że nasz związek też zaczął się de facto kiedy jego poprzedni jeszcze się kończył. i sama nie wiem co robić. jak raz delikatnie zapytałam czy kogoś poznał czy o co chodzi obraził się, odwrócił i powiedział, ze to na pewno znaczy, że ja go zdradzam skoro tak węszę i go oskarżam.
dziś rano jak się z nim żegnałam wychodząc do pracy nacisnęłam coś na jego telefonie niechcący otworzyła się jakaś mapa z zaznaczonym adresem. niby w żartach zapytałam czy to dom kochanki. powiedział, ze jestem głupia, że ma dość moich oskarżeń. potem zaczął kombinować 'mapa się włącza tam gdzie się ją zamknęło' 'wiesz, ale adres był na dole zapisany' '...a juz wiem, byłem tam ostatnio u klienta...' i tak dalej, w nieskończoność. ciężko już mi uwierzyć, że to może faktycznie być prawda...
szkoda słów... jakieś rady?