Witam.
Piszę bo ma nie mały problem ze swoim 2 i pół letnim synkiem. Kocham go najmocniej jak tylko może kochać mama. Jest duży i wyrośnięty jak na swój wiek i do tego jest bardzo ruchliwy ale i przy tym płaczliwy i krnąbrny. Wiem, że to co się z nim teraz dzieję jest zjawiskiem normalnym. Po lekturze nie jednego artykułu i rozmowie z lekarzem utwierdzam się w tym przekonaniu i nawet nauczyłam się radzić sobie z nagłymi wybuchami płaczu i niezadowolenia. Wiem również, że w takich przypadkach żadne tłumaczenie nie pomoże i że dziecko samo musi się uspokoić i wtedy coś do niego dotrze. Wszystko to wiem, ale niestety, kiedy synek dosyć głośno płacze lub nawet histeryzuje w domu, moi kochani sąsiedzi wtrącają się i straszą mnie że zgłoszą to na policję lub do opieki społecznej. Czuje się okropnie, bo nigdy nie uderzyłam swojego dziecka, nigdy bym też go nie skrzywdziła. Jest jaki jest-wiem,że z tego wyrośnie a ludzie, który nigdy tego nie doświadczyli (ich synek jest grzeczny wg nich) komentują to wszystko. Czy mają takie prawo? Jestem zrozpaczona na myśl o tych komentarzach. Pomóżcie!Co mam zrobić ze wścibskim sąsiadem, który mnie w dodatku straszy.
Podobne tematy
Postaraj się o zaświadczenie od lekarza który zajmuje sie twoim synkiem,że masz dziecko nadpobudliwe,wtedy unikniesz stresujących sytuacji w razie gdyby sąsiad faktycznie spełnił swoje obietnice zgłoszenia tego na policję.Swoją drogą..(tobie oczywiście to przeszkadza)ale należałoby pogratulować ci takich sąsiadów bo przeważnie to są tacy co słyszą awantury i widzą że dziecko jest bite a nie interweniują.
Rozumiem żeby reagować wtedy kiedy naprawdę jest taka potrzeba a ja i tak czuje,że jest to nie do końca w porządku,że straszy się ludzi, którym przez myśl by nie przeszło bicie. A co do nadpobudliwości to nie jest takie proste lekarz musi przeprowadzić badania, żeby to stwierdzić. Mój synek nie jest nadpobudliwy -- po prostu tak mocno zaznacza swój bunt -- to słowa mojej Pani doktor. Poza tym synek chodzi do żłobka i panie w grupie nie zauważają u niego takiego zachowania. Pytałam wielokrotnie. Ja umiem sobie z tym radzić i coraz częściej udaje nam się dojść do kompromisu z naszym maluchem, ale wszystko to przecież musi potrwać jest to proces który nie trwa dwa dni -- psychika dziecka cały czas s ię rozwija. Ja to rozumiem i mam nadzieję ze wiele mam które przez to przechodzi tez. ale nie jest to chyba powód zeby podawać kogoś na policję?!!!
Może raz a dobitniej powinnaś porozmawiać z sąsiadami. Nie radzę starać się o zbędne zaświadczenia mijające się z prawdą bo łatka do dziecka przylgnie mocniej niż nam się to zdaję a nota w dokumentacji o wydaniu zaświadczenia też będzie za dzieckiem szła. Nie wiem czy jest jakieś lekarstwo na wścibskich sąsiadów ale zastraszanie i grożenie też jest karalne.
Tak jak piszesz wszystko jest z Twoim syniem w jak najlepszym porządku a każde dziecko ma prawo do rozwoju przebiegającego w indywidualny, niezahamowany sposób. Doskonale Cię rozumiem bo sama mam 2 dziewczynki: jedna spokojna i nigdy nie było z nią problemów a druga - buntowniczka. Czasem w chwilach zwątpienia sama się zastanawiałam jak z tych samych rodziców mogą być tak różne dzieci.
A na sąsiadów uważaj, bo być może jak ich pogróżki będą zbyt daleko idące będziesz musiała ich ubiec i sama to gdzieś zgłosić.
Naprawdę dzięki wielkie za słowa otuchy nawet nie wiesz jak to dobrze przeczytać coś takiego w sytuacji kiedy złość przeplata się z rozpaczą i bezsilnością na takich ludzi!