Witam, bardzo długo zwlekałam ale w końcu się odważyłam i muszę tutaj to z siebie wyrzucić, bo nie potrafię nikomu tego opowiedzieć. Może to ja już przesadzam faktycznie, albo - eh sama nie wiem.
Jestem jakiś czas z facetem było nam cudownie, on mnie akceptował dbał o mnie ja o niego. Akceptowałam to,ze nie ma za wiele dla mnie czasu,że często czekam na niego. Rzadko jakiekolwiek plany wypalały bo często przez jego pracę musieliśmy rezygnować, ale ja go wspierałam i często mu towarzyszyłam. Było dobrze.
Aleee... no właśnie, ale. Zrezygnowałam z pewnej pracy, tak zdecydowaliśmy oboje potem były poszukiwania następnej przez ten czas miałam kilka 'dołka', bo wiadomo siedzieć w domu mi się nie uśmiechało. ale jakoś to było raz lepiej raz gorzej.
Pewnego dnia otrzymałam telefon,że dostałam pracę!!! Pierwszy etap przeszłam jak burza, dostałam się do następnego etapu - II etap był w siedzibie firmy ok 400km od domu.
Pełna nadziei zapytałam mojego faceta czy poświęci mi ten jeden dzień i pojedzie ze mną. wymigał się pracę. zrobiłam awanturę. ale jakoś pogadaliśmy y i mój tato pojechał ze mną. było znowu dobrze, cudownie.
Telefon. została pani przyjęta gratulujemy. zapraszamy do siedziby na szkolenie i auto służbowe.
W poniedziałek rano mam być więc postanowiłam że pojadę w niedzielę prześpię się w hotelu i pojadę do firmy. Mój facet SAM zaproponował,że skoro chcę jechać w niedzielę to on bardzo chętnie mnie odwiezie, nie mogłam uwierzyć, cudwnie.
A dziś dzwoni do mnie z informacją,że jego szwagra tata jedzie w tym samym kierunku i że ten PAN może mnie zabrać (dodam,że faceta nie znam nigdy go nie widziałam, a na dodatek o czym ja będę z nim rozmawiać,przez 5 godzin?). super bardzo miło się poczułam, szkoda,że wtedy wypadnie nasza rocznica, bardzo mi przykro.
a nie pojedzie ze mną bo w domu będą komętować,że nie ma potrzeby aby on mnie PRZECIEŻ odwoził, skoro jakiś tam facet zupełnie obcy (dla mnie) jedzie w tym kierunku.
Mam tego dosyć, a on nic nie rozumie. jak mu tłumaczę to mówi,że przesadzam. spotkałam się z koleżankami dziś on zadzwonił ja odpowiedziałam 'co' a on do mnie wypchaj się. boże jakie to idiotyczne, jesteśmy dorośli a on nie potrafi postawić się rodzinie.
Pytałam go czy zawsze tak będzie, twierdzi,ze nie ale ja nie wierzę,że cokolwiek po slubie się coś zmieni. Zwłaszcza,że prowadzi z rodzicami firmę i zawsze oni będą kierować naszym życiem- TEGO SIĘ BOJĘ.
chyba za dużo mu odpuszczałam, za wiele rozumiałam. co robić.
w tym momęcie nie odbieram, nie chcę z nim rozmawiać, on myśli,że znowu mu odpuszczę.