Averyl napisał/a:am pytanie, do tych którzy wzięli kredyt: co byście zrobili, gdyby raty tak bardzo wzrosły, że przekraczałoby to wasze możliwości spłaty? Próbowalibyście negocjować z bankiem, sprzedać nieruchomość, znaleźć dodatkową pracę, czy czekalibyście biernie zadłużając się coraz bardziej?
Jeśli mam mówić o mojej osobistej sytuacji, to sprzedałabym inną nieruchomość, którą posiadam, a która jest dla mnie mniej cenna niż ta, na którą zaciągnęliśmy długoterminowy kredyt. Ja mam więc poczucie bezpieczeństwa w postaci pokrycia mojego zobowiązania, w razie podbramkowej sytuacji zawsze mogę bowiem to mieszkanie sprzedać.
Kredyt mam w tym banku, dla którego pracowałam, więc wiem, że negocjacja jego warunków jest możliwa, na przykład wydłużenie czasu spłaty zobowiązania (co prawda całkowity koszt kredytu się podnosi, ale miesięczna rata spada) czy choćby zawieszenie spłaty w ciągu najtrudniejszego dla nas, przejściowego okresu, ale jest tak, jak pisze Yogi - wiele zależy od dobrej woli i chęci pracownika, na którego trafimy. Jeśli mamy do czynienia z osobą, której chce się chcieć, to nawet sama w naszym imieniu wystąpi do osoby podejmującej ostateczną decyzję, przedstawi sytuację, poprze wniosek, który zresztą pomoże nam wcześniej napisać. A można zdziałać wiele. Oczywiście to też nie jest tak, że podczas karencji mamy luz, bo niestety odsetki trzeba spłacać, zawieszona zostaje wyłącznie spłata części kapitałowej raty.
Bardzo ważne jest, aby pamiętać, że negocjujemy z bankiem ZANIM przestaniemy płacić kolejne raty i trafimy na tak zwaną czarną listę BIK.
Averyl napisał/a:(...) ale gdy usłyszałam argument, że ludzie nie wiedzieli o ryzyku, to pomyślałam, że robi się z ludzi idiotów, którzy nie wiedzą, co podpisują.
To nieprawda, choć oczywiście sytuacje bywają różne, jak i różnych mamy doradców. Kiedy jednak ja przeprowadzałam klientów przez cały proces ubiegania się o kredyt, zawsze starałam się im wyjaśnić (już na etapie składania wniosku) jak duże istnieje ryzyko, odnoszę jednak wrażenie, że zaćmieni wizją posiadania nowego domu/mieszkania nie przyjmowali tego do wiadomości. Od pewnego momentu, zresztą na wyraźne polecenie zarządu banku, wręczaliśmy im też broszurki szczegółowo wyjaśniające te zagadnienia, ale pokuszę się o stwierdzenie, że tylko garstka z nich w ogóle zadała sobie trud zapoznania się z ich treścią.