Jak odzwyczaić 1,5-roczne dziecko od smoczka? Jak Wy to zrobiłyście? Opiszcie wasze sposoby
. Z góry dziękuję
Podobne tematy
Nie mam dziecka, ale pamietam jak moja mama odzwyczajała smoczka mojego brata.. Z dnia na dzien coraz mniej mu go dawała, na początku było cieżko, bo dziecko troche płakało ale później było juz tylko lepiej, po prostu trzeba uzbroić sie w cierpliwość
niestety o innym sposobie nie słyszałam. Pozdrawiam
Idźcie z dzieckiem razem do sklepu, wybierzcie jakiś fajny kubek do picia i umówicie się, że po powrocie do domu, smoczek dziecko przecina, wyrzuca do kosza i od teraz pije z kubka. U mnie zadziałało, córka później kilka razy wołała smoka ale tłumaczyłam jej, że przecież zamieniała go na fajny kolorowy kubek do picia i smoka wyrzuciłyśmy, komisyjnie razem uroczyście
. Zamiast smoczka może dostać coś innego, przytulankę, jakąś zabawkę. Ja wybrałam kubek z ustnikiem bo on jest taką "namiastką" smoka na początku, później kubek został zamieniony na normalny kubek bez ustnika ![]()
Joga, fajny pomysł z kubkiem i ustnikiem. Jednak dziecko ma 1,5 roczku dopiero , stąd pomysł z komisyjnym zniszczeniem i umówieniem się nie wypali, niestety.
Róża, uważam, że absolutnie nie wolno niszczyć przy dziecku. Ono jest jeszcze malutkie, nie zrozumie. Schowaj smoczek. I uzbrój się w cierpliwość, dużo cierpliwości.
Ja wychowałam czworo dzieci. Przyznam, że nie miałam tego problemu, ponieważ moje dzieci nie znały smoczka. Nie chciały nigdy.
Cierpliwości kochana, szczególnie gdy szkrab ma 1,5 roku, to trudny czas, dla mamy też ![]()
pozdrawiam
U nas zadziałał wyjazd wakacyjny.Był to nasz pierwszy wyjazd z córką.Powiedzieliśmy jej,że zapomnieliśmy smoczka z domu.Trochę trzeba było się namęczyć pierwszej nocy by zasnęła ale już następnej było łatwiej.:-)
Dziękuję z odpowiedzi
. Na pewno z którejś skorzystamy
, pozdrawiam
Pamiętam jak to robiła moja mama z braćmi. Zrób w smoczku dziurę, niewielką, przestanie smakować ![]()
Pamiętam jak to robiła moja mama z braćmi. Zrób w smoczku dziurę, niewielką, przestanie smakować
Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Pomysł kiepski , znam dzieci,które z tego powodu dławiły sie odgryzioną gumą lub silikonem.
A ja czytałam najpierw córce (zanim skończyła 3 lata) bajkę o "smokach i smoczkach", a potem powiedziałam, że jak skończy 3 lata to wyślemy jej smoczki do krainy smoków, bo małe smoki bardziej ich potrzebują niż duże dzieci. Spakowałyśmy paczkę i wysłałyśmy na poczcie. Nawet nie zapłakała, nie pytała o smoczki, bo wiedziała, że są wysłane. Bardzo polecam te metodę ![]()
Focusonbaby- chyba masz świadomość,że dziecko półtoraroczne rozumie trochę mniej i trochę inaczej niż trzyletnie.Jak powiesz półtorarocznemu,że przestanie ssać smoczka w wieku trzech lat bo będą potrzebne małym smokom to jak sądzisz ile z tego zrozumie.
Swoja drogą poważnie niepokoiłabym się gdyby moje dziecko w wieku trzech lat lub w tym przedziale wiekowym ssało smoczka.
Dziwne też,że trzylatka wierzyła jeszcze,że smoki istnieją naprawdę...:)
11 2013-07-13 14:14:29 Ostatnio edytowany przez masajka (2013-07-13 14:16:04)
My wysłaliśmy smoczek do dzidziusia, a w zamian dzidziuś przysłał misia, z którym mój synek zaczął sypiać. Mały był bardzo przejęty pakowaniem smoczka, wyprawą do skrzynki pocztowej, a potem była wielka radość z misia. O smoczku zapomniał i obyło się bez płaczu. Miał wtedy ok.1,5 roku.
Dziwne też,że trzylatka wierzyła jeszcze,że smoki istnieją naprawdę...:)
Jeszcze?
3 lata to chyba nie jest wiek, w którym dzieci rozumieją, że smoki, wróżki i Mikołaj to ściema.
Nooo,moja córka już nie wierzyła:)
gojka102 napisał/a:Dziwne też,że trzylatka wierzyła jeszcze,że smoki istnieją naprawdę...:)
Jeszcze?
3 lata to chyba nie jest wiek, w którym dzieci rozumieją, że smoki, wróżki i Mikołaj to ściema.
Nie znam się na innych dzieciach ale moja córka ma 4 lata i nadal z przejęciem słucha bajek o krainie elfów, księżniczkach i innych dziwadłach a ja cieszę się, że ma wyobraźnię i wrażliwość. Na dorosłość ma jeszcze czas ![]()
Chyba się nie zrozumiałyśmy.
To,że majac trzy lata nie wierzyła w smoki i wrózki nie znaczy,że nie lubiła słuchać czy oglądać takich bajek.Teraz ma osiem lat i oczywiście nie wierzy,że zwierzęta potrafią mówić ludzkim głosem co nie zmienia faktu,że jej ukochanym filmem są Psy i Koty:)
Po prostu kiedyś spytała mnie o wróżki,smoki i gadające psy i....powiedziałam prawdę:)
Nie wiem jak odzwyczajac od smoczka, moja córka go nie znosila - ale chciałam tylko wtracic mała uwagę - czasem, kiedy dziecko ma bardzo dużą potrzebę ssania, jest bardzo "smoczkowate" to po odstawieniu smoka szuka sobie substytutu jakiegoś do ssania. Może to być róg kółderki, troczki od czapki a w najgorszym razie kciuk czy inne palce. W najgorszym, bo ssanie kciuka wykrzywia zęby. Smoczek ma przynajmniej anatomiczne kształty, nie deformuje uzębienia, natomiast z kciukiem jest taki problem, że nie da się go dziecku odebrać nawet siła ![]()
17 2013-07-19 21:50:30 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2013-07-19 21:50:55)
Nie chce demonizować, ale niektóre dzieci są naprawdę roszczeniowe;) Np. ja byłam takim dzieckiem- ale tylko w sprawie smoczka;) w każdej innej byłam aniołkiem;)
Wstyd czy nie, ale smoka u mnie zwanego dydolem, albo dydem ssałam do prawie 6 roku życia. Rodzice zabierali mi dyda, chowali, "zapominali" jadąc na wakacje- to wyłam przez cała podróż pociągiem- 7 godzin w nocy. Jak dojechaliśmy na miejsce nadal wyłam więc od razu kupiono mi smoczek, bo i tak bym wyła. Były prośby, groźby, bajki, tłumaczenie itp. nic jak grochem o ścianę, oczywiście miałam przestoje, ale po kilku dniach znowu wyłam "Gdzie jest dydol?", jak rodzice mówili, ze nie ma bo wyrzucony to była awantura, kiedyś stłukłam piękny porcelanowy kubeczek, uderzyłam nim o stół upominając się o dydola, w ręce zostało mi samo uszko, wtedy chyba "dostałam" największe lanie jakie pamiętam, tzn to było packanie, jak mnie rodzicielka złapała, więcej strachu i atmosfery, niż samego bicia. A za dydolem i tak płakałam.
Potem były przekonywania typu "pójdziesz do zerówki i tam dzieci będą się z Ciebie śmiały, że jeszcze ssiesz smoka", na co odpowiadałam "a to będę go miała w kieszeni i jak mi się zachce to pójdę do jakiegoś kąta, czy łazienki, possam dyda i potem znowu schowam do kieszeni"
Jak się oduczyłam? Sama, własnie przed zerówką, uznałam,że to chyba naprawdę będzie śmiesznie wyglądało i pamiętam do tej pory jak wyrzucałam mój smoczek. Mam tę scenę przed oczami.
Ciekawostka: do tej pory jak zasypiam i jest mi tak milutko i cieplutko i jestem na pograniczu snu i np przytulam się do mojego psa, albo do włosów chłopaka to mam odruch taki tik ssania smoczka. Z włosami chodzi o to, ze zawsze ktoś musiał mnie usypiać, a przy usypianiu bawiłam się włosami rodziców, wąchałam je dotykałam zaplatałam. Widać do dzisiaj te czynniki działają na mnie jak dzwoneczek na psy Pawłowa.
18 2013-07-19 22:39:51 Ostatnio edytowany przez Kasseni (2013-07-19 22:40:40)
Ja akurat smoczkowego problemu nigdy nie miałam, bo mój synuś jak miał jakieś 3 tygodnie to sam już smoczka nie chciał, zawsze wypluwał jak mu dawałam, więc nie było sensu go zmuszać.
Powiem więc na przykładzie mojej bratowej.
Z pierwszym dzieckiem, zrobiła tak, że posmarowała smoczek musztardą i mówiła dziecku że smoczek zachorował, tak kilka dni robiła, aż dziecko nie chciało już smoczka, ale było bez płaczu, bez marudzenia, dziecko jedynie nie chciało tego chorego smoczka do buźki włożyć.
Z drugim dzieckiem ta sztuczka się nie udała, kombinowała różnie, niestety nie pamiętam jej opowieści o innych sposobach jakie próbowała, mieli wtedy psa, i pewnego dnia powiedziała ona dziecku że piesek zabrał smoczek i gdzieś zakopał, przez jakiś czas było dużo płaczu, ale w końcu dziecko zapomniało o smoczku.