Dlaczego ludzie tolerują zdrady w związkach, z czego to wynika? Moja koleżanka ma partnera, który ją zdradził z ich znajomą, bardzo to przeżyła, rozstali się ale wróciła do niego, chociaż często mu to wypomina. Czy to ma sens? Dla mnie zdrada jest powodem do rozstania. Bez względu na to czy nastąpiła w małżeństwie czy podczas zwykłego "chodzenia ze sobą". Zastanawia mnie dlaczego są tacy, którzy przebaczają, czym się kierują, czy to nie świadczy o ich słabości, albo niskim poczuciu wartości? Wiem, że są tacy co sami mają coś za uszami i dlatego przymykają oko. Ale chodzi mi o tych zakochanych, wiernych, dlaczego oni nie odejdą po zdradzie?
1 2013-07-03 18:32:57 Ostatnio edytowany przez kamilamilka2 (2013-07-03 18:35:39)
Podobne tematy
bo kochają...
Ja nie potrafiła bym wybaczyć, dotykać go, całować, uprawiać z nim Seks i myśląc że robił to z kimś innym, dla mnie ma to zbyt duże znaczenie.
Tolerują chyba tylko ludzie głupi, ewentualnie masochiści. Nie utożsamiajmy wybaczenia z tolerowaniem.
Takie osoby które wybaczaja mają słabe charaktery, niskie poczucie własnej wartości. Sama szczerze mówiąc im sie dziwię, ja zostałam zdradzona, nie wybaczyłam. Odeszłam od niego bo porostu brzydziłam się nim. Ale moja koleżanka juz 3 razy wracała do swojego faceta ;] 'Bo są razem 6 lat i jak ja mogę bez niego żyć'- to jest jej odpowiedź -.- Na pewno lepiej by jej było bez niego. Teraz wieczne kłótne, wypominanie, sprawdzanie telefonu i kontrolowanie. Pff.... Też mi związek.
te osoby pewnie najbardziej bolą się samotności i tego że jak ją własny partner zdradził, to jak może być z kimś innym, kto by taka osobę chciał pokochać... Jest również przywiązanie do partnera ktorz obiecuje poprawę, jest nadzieją, i jest powrót do siebie...
Zalezy. Normalnie bylabym wsciekla gdyby moj partner mnie zdradzil. Bo taki mamy uklad. Bo on jest czlowiekiem takim a nie innym. Jednak jezeli bysmy byli w innym ukladzie- kto wie? Sa pary otwarte. Sa tez malzenstwa w ktorych przymyka sie oko, bo nie sa to powazne afery.
Tez tego nie rozumie dlaczego....
Chodzi pewnie o kasę. Zdradzani, którzy mają pracę, stałe zarobki odejdą szybciej niż tacy co są uzależnieni, albo czerpią korzyści.
bo kochają...
Bo kochają? Rozumiem, że to sarkazm. Miłość kończy się tam gdzie zaczyna się zdrada i miłość to nie słowa, tylko słowa i czyny.
Osoby, które są zdradzane i akceptują ten fakt (inaczej by odeszły) nie mają dla siebie szacunku, są naiwne, mają ograniczoną percepcję rzeczywistości; względy materialne, strach przed samotnością, presja otoczenia, zaburzenia psychiczne... - powodów dla których ludzie są nadal z osobą, która już ich nie kocha jest multum.
Ale dziś najbardziej modnym wytłumaczeniem, jest "bo to jeden wyskok, chwila słabości"... a później jest kolejny i kolejny... albo zdradzający lepiej się kryje i trwa taki fikcyjny związek.
Zdradził raz, zdradzi kolejny, albo zdrada pchnie zdradzonego do zdrady.
Nie mam szacunku ani dla zdradzających, ani dla zdradzanych, którzy zostają przy swoich ukochanych zdrajcach.
Ja też tego nie rozumiem.. Ja nigdy bym nie zdradziła i tak bardzo też nie chciałabym być zdradzona..:( strasznie się tego boję że kiedyś gdzieś mój przyszły mąż mógłby mnie zdradzić...na samą myśl chce mi się płakać. To byłoby koniec wszystkiego. A sama strasznie bym to przeżyła, byłabym jak uschła roślinka..już bez uczuć..uśmiechu..
Ludzie którzy zdradzają muszą to być cholerni egoiści, myślący tylko i wyłącznie o sobie i o swoich przyjemnościach..a uczucia partnera i jego życie? mają je gdzieś... co z tego że przeproszą..jak i tak ten ból już zostaje na całe życie osoby zdradzonej, która z pewnością nie chciała mieć tego bólu..a go otrzymała od osoby którą kocha. Takie upokorzenie..i jak tu przebaczyć???
Odeszłam od niego bo porostu brzydziłam się nim.
Mnie mój chłopak raz "zdradził" chociaż nie wiem czy można to nazwać zdradą, nie byliśmy wtedy parą, świeżo po rozstaniu a on sobie niedługo po mnie romansował z jakąś małolatą. Niby do niczego nie doszło bo dziewczyna tylko z neta, nie widzieli się na żywo, tylko pisali smsy że sobą. Podobno znajomość trwała tydzień ale potrafił zaproponować jej spotkanie i nie raz zboczył z nią na erotyczne tematy.
Mimo wszystko wybaczyłam bo po tym incydencie powtarzał że dopiero wtedy uświadomił sobie jaka jestem dla niego ważna, że nie poradzi sobie beze mnie. Również bardzo się starał mi to udowodnić. I od tego czasu jest nam wspaniale a będzie to już nasz 4rok
Czasami warto wybaczać ale myślę że jeśli odważyłby się na coś więcej to na pewno nie wybaczyłabym tylko dumnie odeszła. Sama myśl że do innej mógłby mówić do niej to samo co do mnie lub ją dotykać tak samo jak mnie - po prostu rozwala od środka. Brzydziłabym się nim do końca życia.
Ale czemu inni wybaczają to nie wiem, może właśnie są uzależnieni od partnerów w jakiś sposób. Może finansowo, może psychicznie. Boją się pustki, samotności, może wybaczają że względu na coś lub kogoś np. dzieci.
Myślę, że ludzie wybaczają właśnie dlatego, że boją się samotności. Przyzwyczaili się do swoich niewiernych partnerów. Boją się zmian, bo przecież rozstanie to nie wyjście do sklepu po bułki.
Inni wybaczają, bo mają nadzieję, że to tylko nic nie znacząca chwila zapomnienia...
Nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji...
bardzo milusi wątek.. bardzo
proponuję, aby te osoby, które przeżyły zdradę się na nim nie wypowiadały...
po co?
w zasadzie niema takiej potrzeby
po co ktoś wogóle ma słuchac ludzi słabych, opierających swoje zycie na przyzwyczajeniach, nie mające do siebie szacunku, nawine, o ograniczonej percepcji rzeczywistości, pod presją otoczenia, zaburzone psychicznie (sic), materialiści, którym chodzi o kasę, są uzależnieni i czerpią korzyści ze zdradzającego partnera, nie mają poczucia własnej wartości - bo jak partner ich zdradził to nie są warte by ktoś je pokochał, sa głupi, to masochiści, mają słabe charaktery, niskie poczucie własnej wartości....
mam nadzieję, że żadnego epitetu nie ominełam
i zapraszam do dalszego zastanawiania się, chętnie poczytam wasze przemyslenia
zabrakło jeszcze parę dosadnych epitetów..
prawda??
w gruncie rzeczy- nie ma sensu, żeby osoby zdradzone się tu wypowiadały. powiedzmy sobie szczerze- takie osoby powinny być, jak w starożytnej sparcie, zrzucane ze skały..
po co nam w społeczenstwie wogóle ludzie o:
niskim poczuciu włąsnej wartości, braku szacunku do siebie, głupi, masochiści, zaburzone psychiocznie, pod presją otoczenia - a więc słabe i bezradne, materialiści, naiwne, o ograniczonej percepcji rzeczywistości, słabe......
wspaniale, że macie takie sprecyzowane oceniające sądy. dzieki tym dogłębnym przemysleniom wreszcie wiem kim jestem i ile jestem warta:
zaburzona psychiczne, o ograniczonej percepcji slaba, głupia End-Aluzja - masochista i materialistka
14 2013-07-04 12:02:43 Ostatnio edytowany przez avo1239 (2013-07-04 12:06:47)
dlaczego ludzie tolerują zdrady?
zalezy czy mówimy o malżeństwie ze stażem czy dwojgu młodych licealistów
moim zdaniem jednym z powodów może być KASA
bo mają wspólnego psa, wspólne drzewka, kredyt, dzieci..
i co, nagle rzucisz wszystko w wieku np. 43 lat bo żona Cię zdradziła, i gdzie pójdziesz????
cięzko sobie ułożyć życie po zdradzie, ludzie z natury boją się zmian
a co ma powiedzieć Pani wktóra pracuje na kasie w Biedronce, a dom należy do jej męża, a jej rodzice nie żyją. gdzie pójdzie, do kogo?
łatwiej po prostu przymknąć na parę spraw oko gdy ma się wspólny majętek./
ja zawsze powtarzam, że znani ludzie rozwodzą się tak często, bo ich po prostu na to stać..:)
taki celebryta, aktor, piosenkarz, po prostu zabiera manatki, ma 2-3 mieszkania, super furę, pełno znajomych więc 'SELAVI, adios!"
smutne ale tak jest
Masz racje End-aluzja... same mocne charaktery, osoby na stanowiskach,
z wielka wiedza zyciowa ![]()
Nie ma co sia tu wypowiadac, bo dla zdradzonych nie maja szacunku (nustablo)...
Ciekawe, ze takie ,,madrosci" pisza tylko mlodzi, niedoswiadczeni, nie zdradzeni i ogolnie g..o wiedzacy o prawdziwej milosci.
Wybaczaja bo kochaja , bo mysla i wierza ze zdradzacz sie zmieni.
Zazwyczaj odchodza gdzy juz wiadomo ze sie nie zmieni.
teoryjki, teoryjki...życie pokazuje potem jak to jest na prawdę:-)
Przecież jak się kocha, to na dobre i na złe... To zdradzający jest SŁABY, niezdecydowany, zagubiony i egoistyczny. A ta osoba ze związku, która jest zdradzona i wybacza, pokazuje swoją siłę i charakter, bo to potwornie trudne. NIE WYBACZYĆ jest dużo łatwiej !!!
Malzenstwa ktore bylo budowane latami , szkoda zakonczyc przez jeden incydent , kiedy malzenstwo przechodzi kryzys , to nawet jest proba , maz wraca do zony i stara sie z calych sil wykorzystac szanse , lub zona .
Dziewczyny przed slubami i bez zobowiazan moga zakonczyc zwiazek od razu , a nawet powinny.
Dlugletniego malzenstwa nie mozna porownywac do krotkiej relacji .....
Umiejetnosc wychodzenia z kryzysow scala malzenstwo zwlaszcza z wieloletnim stazem .
Malzenstwo powinno sie zakonczyc kiedy jedna ze stron popelnia recesywnie co jakis czas te same bledy , bo to oznaka braku szacunku i uczuc.
Temat rzeka. Nie ma dwóch takich samych historii. Nie ma szablonu, recepty na rozwiązanie tematu. Czyli? nie ma odpowiedz na tak zadane pytanie.
Osobiście uważam, że ludzie są.. tylko ludźmi. Wszyscy popełniamy błędy. Mniejsze czy większe.
A siła człowieka polega na umiejętności wybaczania.
Dlaczego ktoś wybacza zdrade? Bo kieruje się miłością. Bo nie wyobraza sobie życie bez tej osoby. Bo są razem tak wiele lat i czy naprawde to wszystko musi sie skończyć przez ten incydent. Bo są małe dzieci i czy warto rozwalać rodzine bez dania drugiej szansy?
Uważam, że ostre słowa, które mówia, ze osoba, która wybaczyła zdrade sie nie szanuje. Nie mówie o notorycznych zdradach, wtedy w pełni się zgodze, że osoba , która na to przystaje i żyje z tą świadomością sie nie szanuje. Ale jest jeszcze kwestia jednej zdrady, nic nie znaczącej dla tego kogos i chęc odbudowania relcji, po prostu szczere uczucie żalu.
Moim zdaniem, każdy zasługuje na drugą szanse. Każdy z nas może zbłądzić i niesprawiedliwa jest ocena "zdradził raz, zdradzi kolejny".
Osobiście nigdy nie byłam zdradzona ( lub o tym przynajmniej nie wiem ) . Oczywiście nie chciałabym tego doświadczyc i wierze, że to się nie stanie.
Sama się zastanawiam dlaczego ludzie tolerują zdrady może dlatego , ze bardzo silnie kochają tą osobę nie wiem... Znam dawną koleżankę która ma męża rodzinę a regularnie zdradza meża i to z bylekim a droga znajoma toleruje męża który zdradza ją z młodszymi kobietami a cały czas go straszy rozwodem a mimo tego sypiają razem nie wiem dla mnie to chore... Zdrada to zdrada ja bym nie mogła kogoś całować sypiać z nim bo miałabym ten obraz przed oczami , ze robił to z inną , inna mu robiła dobrze itp eh .
a ja uważam, że osoby które zostały zdradzone i pomimo tego zostały w związku, a na dodatek jest on w miarę normalny ( tzn. nie ma ciągłego wypominania, rozpamiętywania, sprawdzania itd) to oni właśnie są wyjątkowo silni, mają duże poczucie własnej wartości skoro im to nie zryło bani.
Ale chyba nie da się tego zastosować do związków, gdzie jedna z osób jest notorycznie zdradzana.
Pomijam przypadki, gdzie ludzie funkcjonują w otwartych związkach, albo im to nie sprawia problemu.
Ja sama nie wiem czy bym została, ale nie wiem czym bym odeszła. Nie czuję się frajerką ![]()
Dlaczego ludzie tolerują zdrady?
Odpowiedź: bo są głupi.
25 2013-07-04 14:56:37 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-07-04 15:05:07)
Tom się dokształciła, czytając pierwsze odpowiedzi w tym wątku
Nie wiem czy się smiać czy płakać ![]()
"Miłość kończy się tam gdzie zaczyna się zdrada"
Hehehehehe
a to jakaś nowa oficjalna definicja miłości? ![]()
Ręce opadają.
Nigdy nie zdradziłam i nie planuję, ale w życiu bym nie wyszła za mąż za kogoś z takim podejściem do sprawy jak Ty.
Generalnie słabości są fe, nie masz szacunku, wybaczają tylko frajerzy.... wróżę Ci długie, udane i IDEALNE życie w IDEALNYM związku ![]()
Powodzenia.
Takie osoby które wybaczaja mają słabe charaktery, niskie poczucie własnej wartości.
Kolejna, "cudowna" objawiona teoria.
Jak dla mnie jest dokładnie na odwrót. Żeby wybaczyć zdradę trzeba być zaj******* silnym i mieć jaja.
Ja zostałam zdradzona, nie wybaczyłam. Odeszłam od niego bo porostu brzydziłam się nim.
I co? Myślisz, że to świadczy o Twojej sile?
Nie łudź się ![]()
Choć to zależy ile byliście razem, jak poważny był związek, itp.
A jakbyś była w małżeństwie z 20 letnim stażem, które jest dla Ciebie ważne, ale np. akurat przechodzi kryzys, to też byś tak sobie odeszła?
Przecież jak się kocha, to na dobre i na złe... To zdradzający jest SŁABY, niezdecydowany, zagubiony i egoistyczny. A ta osoba ze związku, która jest zdradzona i wybacza, pokazuje swoją siłę i charakter, bo to potwornie trudne. NIE WYBACZYĆ jest dużo łatwiej !!!
a ja uważam, że osoby które zostały zdradzone i pomimo tego zostały w związku, a na dodatek jest on w miarę normalny ( tzn. nie ma ciągłego wypominania, rozpamiętywania, sprawdzania itd) to oni właśnie są wyjątkowo silni, mają duże poczucie własnej wartości skoro im to nie zryło bani.
Dokładnie. allegra i ingrid napisały coś mądrego i prawdziwego i trafiły w sedno. Lepiej bym tego nie ujęła.
I podkreślam, mam na myśli prawdziwe wybaczenie, a nie "przymknięcie oka", bo tak komuś wygodniej (kasa itp.).
Ale dla niektórych jak widać między jednym a drugim nie ma żadnej różnicy. Smutne.
Poza tym chyba Bóg karze wybaczać, a przynajmniej próbować... to może powiedzcie Jezusowi, że był słabym frajerem ![]()
A jak przysięgacie być z kimś na dobre i na złe, to może kiedy padają słowa "... i że Cię nie opuszczę, aż do śmierci...." dopowiedzcie dalej - "ALE TYLKO pod warunkiem, że mnie nie zdradzisz"
No dopowiedzcie to - tak będzie uczciwiej ![]()
Smieszą mnie te kategoryczne osądy.
Jak czytam, że ....ja ZAWSZE, albo, że ja NIGDY!!
Jak to mówią...nigdy nie mów nigdy :-)
I po kilku kolejnych wypowiedziach wiadomo dlaczego dziś jest tyle zdrad - jest na to przyzwolenie. Skoro zdradzana i tak wybaczy to czemu z tego nie korzystać...
Ciekawe, ze takie ,,madrosci" pisza tylko mlodzi, niedoswiadczeni, nie zdradzeni i ogolnie g..o wiedzacy o prawdziwej milosci.
Po przeczytaniu pierwszych postów wysnułam dokładnie ten sam wniosek, ale mnie uprzedziłaś
.
Też kiedyś wrzucałam wszystkich do jednego worka, twierdziłam, że zdrada równa się koniec związku, świat widziałam czarno-białym bez żadnych odcieni szarości, ale dziś wiem, że są zdrady i zdrady, każdą należy rozpatrywać indywidualnie i w innych kategoriach. Mało tego, są też zdrady, które są poczatkiem nowego, lepszego, ale wciąż wspólnego życia.
Kiedy jest się zdradzonym, podjęcie decyzji o rozstaniu nie jest żadnym aktem odwagi (choć oczywiście nie jest też tchórzostwem), nie jest też sztuką odejść, a potem z zazdrością spoglądać na partnera, który z kimś innym na nowo układa sobie życie. Decyzja o odejściu jest zwykle tą prostszą, łatwiejszą, spokojniejszą, ale niekoniecznie lepszą. Taką decyzję podejmuje się szybko, zwykle w emocjach, ale przecież odejść człowiek zawsze zdąży, za to kiedy za jakiś czas zmieni zdanie, to może nie mieć już odwrotu.
Trzeba mieć w sobie wielką siłę, odwagę i wolę walki, aby od nowa chcieć skleić to, co się rozsypało. Łatwo jest osądzać, rzucać epitetami, dużo trudniej stanąć ponadto. Życie po zdradzie jest stokroć trudniejsze dla jednej, jak i dla drugiej strony niż rozstanie. To jest też ogromny sprawdzian dla związku - jego siły, pragnienia, aby być naprawdę razem i... miłości. Tak, tak, miłości, bo bez miłości nie da się na nowo odbudować tego, co zostało zdeptane. Kiedy nie ma prawdziwej miłości, wtedy się odchodzi, ba, czasem zdrada pozwala tylko w podjęciu decyzji, do której dojrzewało się już od jakiegoś czasu. Miłość jest tutaj niezbędna.
Wybaczenie to jest ogromnie ciężka, codzienna praca, nie tylko nad związkiem, ale i nad sobą samym, praca okupiona łzami, cierpieniem, bólem, nieprzespanymi nocami, setkami godzin trudnych rozmów, chwilami zwątpienia i rozpaczy, determinacją, stawaniem do pionu i upadaniem. Dlatego kiedy osoba zdradzona już się podniesie, to - paradoksalnie - ma dużo wyższe poczucie własnej wartości i oczekiwania od życia niż przed zdradą. Na pewno nie jest słaba...
To sobie bądźcie dumne z tego, że dajecie się zdradzać, że takie Matki Teresy z Was, to musi Was bardzo dowartościowywać ![]()
I co? Myślisz, że to świadczy o Twojej sile?
Nie łudź się
Bo o twojej sile świadczy to, jak chętnie płyniesz z prądem wyświechtanych frazesów typu "wybaczanie jest dla silnych, zemsta dla słabych" - nie ma to jak mądrości dla mas ![]()
Ciekawe, ze takie ,,madrosci" pisza tylko mlodzi, niedoswiadczeni, nie zdradzeni i ogolnie g..o wiedzacy o prawdziwej milosci.
Jasne jasne, bo twoja wersja jest jedynie słuszna, a wszyscy inni to biedne, ograniczone istoty
lepsza taka "ciemnota" niż wysilona ekwilibrystyka naciąganymi na maksa argumentami... Ta twoja "prawdziwa miłość" to miłość faceta kopiącego w cztery litery swoją kobietę, wiecznie wybaczającą i poświęcającą się? Widać, że mentalność post-patriarchalna króluje, a wydawałoby się, że takie wyzwolone te dzisiejsze społeczeństwo. Ale to wszystko fasadowe, płytkie, jak wszystkie wyżej wspomniane mądrości dla mas, nie dziwi nic.
Zgadzam się z Nustablo, jak jest takie przyzwolenie społeczne dla zdrady, to nie narzekajcie potem, jacy to faceci są niewierni i ogólnie "be", bo same ich do tego przyzwyczajacie. "Eee tam, pójdę sobie na >>dziewczynki<<, będę korzystać z życia pełnymi garściami, a żonka i tak mi wybaczy w imię swoich wydumanych wartości" ![]()
30 2013-07-04 16:15:51 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-07-04 16:16:07)
Tak jak pisała Endaluzja....osoby zdradzone, które próbują wybaczyć i pozostają ze swymi zdrajcami, sa gorsze, żałosne, matki Tereski....ech żal, ich strasznie żal!
A wszystkim teoretykom postępowania po zdradzie, polecam odrobine empatii!
I po kilku kolejnych wypowiedziach wiadomo dlaczego dziś jest tyle zdrad - jest na to przyzwolenie. Skoro zdradzana i tak wybaczy to czemu z tego nie korzystać...
Mylisz pojęcia, to nie ma absolutnie nic wspólnego z przyzwoleniem na zdrady.
Zgadzam się z Nustablo, jak jest takie przyzwolenie społeczne dla zdrady, to nie narzekajcie potem, jacy to faceci są niewierni i ogólnie "be", bo same ich do tego przyzwyczajacie. "Eee tam, pójdę sobie na >>dziewczynki<<, będę korzystać z życia pełnymi garściami, a żonka i tak mi wybaczy w imię swoich wydumanych wartości"
Tego nawet nie skomentuję, bo szkoda mi czasu na jałowe dyskusje. Przyznasz jednak, że tymi słowami sam wystawiasz sobie świadectwo, niestety nie najlepsze.
32 2013-07-04 17:10:37 Ostatnio edytowany przez nustablo (2013-07-04 21:02:43)
nustablo napisał/a:I po kilku kolejnych wypowiedziach wiadomo dlaczego dziś jest tyle zdrad - jest na to przyzwolenie. Skoro zdradzana i tak wybaczy to czemu z tego nie korzystać...
Mylisz pojęcia, to nie ma absolutnie nic wspólnego z przyzwoleniem na zdrady.
Serio??
Który facet nie zdradziłby wiedząc, że jego kobieta jakoś tam wytłumaczy sama sobie jego zdradę, a pewnie nawet sama się za nią obwini. I jasne, że nie zawsze powie mu przed, że Ci wybaczę, ale liczą się czyny, a nie słowa.
Otwarte związki (nie ważne czy jedna czy wiele zdrad) trzeba poprzeć jakąś teorią i ciekawa ściąga się tu robi
Największą głupotę można ładnie ubrać w słowa i dorobić do niej teorię, przy okazji deprecjonując i atakując wszystko inne co się z nią nie zgadza.
Zwolennikom kolorowej wizji świata polecam skok na główkę na jakiejś płyciźnie. Pewnych rzeczy nie warto próbować, pewnych błędów się nie popełnia.
I naprawdę wierzycie (kobiety wybaczające zdrady), że osoba której wybaczono zdradę, ma szacunek do zdradzonej? ![]()
Żywe reakcje niektórych wypowiadających się świadczą o tym, że jednak tak dobrze się z tym nie czujecie...
A tak w sumie... solidaryzując się z męską częścią społeczności i w myśl rozumowanie niektórych wypowiedzi powyżej - bądźcie silne! ![]()
Wybaczyc nie oznacza zostac , ale czasami oznacza wybaczyc i odejsc . Dac szanse drugiej stronie na milosc jakiej szuka .
Zdrada, zdradzie nie rowna , skok w bok , chwila slabosci moze sie zdarzyc w najlepszym zwiazku .
Jednak romans kilkunasto-miesieczny, czy kilku letni, , czy notoryczne zawieranie znajmosci internetowych , zakladanie kont na roznych portalach randkowych - oznacza bynajmniej dla mnie jedno , ze w tym zwiazku uczuc nie ma.
Serio??
Który facet nie zdradziłby wiedząc, że jego kobieta jakoś tam wytłumaczy sama sobie jego zdradę, a pewnie nawet sama się za nią obwini. I jasne, że nie zawsze powie mu przed, że Ci wybaczę, ale liczą się słowa, a nie czyny.
Który? Ten z silnym kręgosłupem moralnym i mocnymi zasadami. Uważasz, że każdy facet potrzebuje nad sobą straszaka? Jeśli tak, to masz bardzo niskie zdanie o mężczyznach.
I naprawdę wierzycie (kobiety wybaczające zdrady), że osoba której wybaczono zdradę, ma szacunek do zdradzonej?
Naprawdę sądzisz, że każdy, kto zdradził uważa, że wybaczenie należy mu się z automatu, a tym samym nie potrafi docenić ponownej szansy, którą otrzymał?
Przypuszczam, że ile związków, tyle relacji, w tym stopni szacunku dla osoby zdradzonej.
Żywe reakcje niektórych wypowiadających się świadczą o tym, że jednak tak dobrze się z tym nie czujecie...
Tak swoją drogą, to jasne, że chyba każdy z nas (o ile rzecz jasna nie jest masochistą), gdyby tylko miał wybór, to wolałby zdrady nigdy nie doświadczyć.
35 2013-07-04 20:14:07 Ostatnio edytowany przez Volver (2013-07-04 21:41:01)
Ciekawe argumenty padają w tym wątku... Jak mawiał klasyk wiśta wio, łatwo powiedzieć... ![]()
Pierwszą zdradę wybaczyłam, bo mnie o wybaczenie błagano. Zaprawdę powiadam niedowiarkom, że ten gest, nie przyszedł mi łatwo
Nigdy nie byłam zależna finansowo od męża, nigdy też wygody i strachu nie przedkładałam nad dumę osobistą. Wybaczyłam bo kochałam... bo nie wierzyłam, że człowiek którego szanuję, może być tak głupi żeby dopuścić się zdrady dla sportu... bo uważałam, że każdemu należy się druga szansa... bo, w młodości przeżyłam ciężką fascynację Dostojewskim i wiedziałam, że człowiek ulega różnym impulsom, które prowadzą go w różne strony... ale jest też w człowieku sumienie, które pozwala zrozumieć popełnione błędy i się zmienić...
Dałam mu szanse "odrodzenia się "... ![]()
Nawet z perspektywy czasu, nie powiedziałabym o sobie, że byłam wtedy głupia... raczej wielkoduszna
Kolejnej szansy już nie było... ![]()
Ta milosc do kogos kto zdradza, jest moim zdaniem slaboscia. Znam wielu zdradzajacych, i sama bylam zdradzana.
Rozumiem sie zakochac, ale nie utrzymac gaci na tylku? To ma byc ta milosc.
Nie sadze. Wybrazam sobie wybaczenie mezowi tego ze zakochal sie w kims innym bo to jest cos nad czym czesto nie da sie panowac. Ale seks? Badzmy szczerzy, ze taka milosc to slaba jest, jak nie moze od seksu kogos powstrzymac.
Ja nie wybaczylam zdrady, odbilam kochanke w dodatku bo chcialam miec pocieszenie po nieudanym zwiazku.
Ciekawe jest to co napisałaś Volver. Większość przypadków, które znałam to "klasyka". Zazwyczaj ona akceptuje, bo co ma zrobić ze sobą i dzieckiem, znałam przypadek w drugą stronę, gdzie żona oczywiście wypierała się zdrady, ale domagała się szybkiego rozwodu, nie chciała słyszeć o żadnej próbie ratowania związku, mimo iż jemu bardzo zależało, był skłony ratować małżeństwo mimo wiedzy, że ona ma innego.
Mam też znajomych, którzy chcieli się rozwieść, zdecydowali się jednak na separację, po pół roku byli znowu zakochani w sobie niczym nastolatkowie. Nie pytałam się jak to zrobili, ale ciekawość została - jak to jest możliwe.
averyl.. mozliwe
z założeniem, o którym mówi volver. że być może się ktoś w związku pogubił, zatracił, poszedł na psy
pytanie - co ty z tym zrobisz, czy odnajdziesz w sobie siłę, żeby dać wam czas, żeby dam mu szansę, aby się o ciebie starał, aby odbudować to, co legło w gruzach
zycie po zdradzie - jestem o tym przekonana - stało się dla mojego męża najtrudniejszym momentem w zyciu. i mimo, że każdego dnia widział moją rozpacz, żal, bół, złość, nienawiść - nie ugiął się, nie uciekł. nie poddał
każdego dnia był gotów przyjąc i zaakceptować to co się ze mną dzieje - bo chciał ze mną być, bo chciał mojej miłości, bo popełnił błąd, bo mnie kocha i chciał walczyc o moją miłość
widział moje wzloty i upadki, cierpienie i wahania, mimo to, był gotów towarzyszyc mi i wspierać
przez zdrade mogłam przejśc sama i na pewno bym sobie poradziła
mogłam przejśc z nim -tutaj mogłam oprzec się też na nim
przyjał to wszystko i zaakceptował wszystkie konsekwencje zdrady
to nie znaczy, że ja się na nim mściłam, że ja się "odgrywałam" w tym czasie
po proostu cierpiałam
i wiecie co? on miał wybór - tak jak i ja..
mógł nie dac rady, być zmęczony, poddać się odejśc, łatwiej byłoby mu wtedy bez widoku roztrzesionej, wiecznie zmęczonej i trzęsącej się zony..
a jednak chciał ze mną być, chciał o mnie walczyć
averyl pytasz co sprawia, że ludzie po zdradzie moga razem żyć?/
mozolny trud i WOLA - dwóch stron - aby dac sobie szansę
oczywiście, jak mówi volver - pewne warunki musza zostać spełnione - np - nie ma takiej opcji, żeby po zdradzie mój maż zrobił cokolwiek, co podwazyłoby moje zaufanie, że coś się zmieniło - jakikolwiek kointakt z suczą, znalezione dowody, jakikolwiek romans, flirt na boku itp....
jednakże mój maz zrozumiał, jak możemy ten związek odbudować
i na koniec, żebyście nie mieli wątpliwości - jesliby teraz, po tych trzech latach, mój mąż zrobił coś z katalogu "rzeczy, których się nie robi, gdy się kogoś kocha"- oznacza to definitywny koniec
szansa może być tylko jedna
ja nie błagałam mojego męża, żeby został, nie walczyłam o niego jego miłość
to on walczył o mnie
ja pozwoliłam mu zostać i dałam sobie czas na decyzje
39 2013-07-05 13:20:24 Ostatnio edytowany przez Naiwna0609 (2013-07-05 15:56:48)
Czytam sobie Wasze wypowiedzi i zastanawiam się nad tym wszystkim....
A co powiecie moje drogie na zdradę ciagnącą się latami ?
Nie będę wdawać się w szczegóły bo to długa historia napiszę tylko,że facet zdradzał kobietę,odchodził od niej mówiąc,ze musi coś przemyśleć,odpocząć,pobyć sam a tak naprawdę odchodził do innej,kiedy wszystko wychodziło na jaw wracał prosił o przebaczenie,po czym historia powtarzała się wiele razy.....
P.s Co robią dwie MĄDRE kobiety dowiadując się ,że maja jednego faceta,który lawiruje pomiędzy nimi ?
Sprzedaja mu obydwie solidnego kopa !
A co robią dwie idiotki ?
40 2013-07-05 13:42:48 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-07-05 14:00:52)
oczywista.. że powiedziałąbym, mężowi żeby spadał na drzewo.. znaczy - spadał na sucz
pytanie też - co za idiotka musi być ta inna???
ale coś mi się widzi, że ty wystepujesz z pozycji -ja kochanka mam prawo a ta głupia słaba, naiwna żona nie chce odpuścic, co nie?/
coś za bardzo charakterystycznie opisałaś te relacje..
och jaka to głupia zona
jak ona smie, żeby klochanka MUSIAŁA walczyc o zainteresowanie..
w takiej sytuacji sprawa jest jasna - obydwie powinny natychcmiast, nieodwołalnie wystawić pana palanta za drzwi...
To nie mąż ale to nie istotne,masz rację i ja też tak uważam że obydwie powinny panu podziękować ![]()
Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię tylko pamiętaj,że nie zawsze ta druga musi suczą być jak napisałaś,naprawdę w życiu zdarzają się różne sytuacje i ciężko jest ludzi osądzać.Osobiście uważam ,że jeśli facet zdradza to tylko On jest winien nie ta druga bo ona mogła nie wiedzieć,albo znać sytuację z jego strony, niektórzy faceci potrafią być niesamowici w swoich ściemach ![]()
Ta sytuacja to dwie idiotki rzeczywiście.....
I gdybym mogła cofnąć czas to upierałabym się przy konfrontacji całej trójki tzn My dwie i On -krótka piłka ,żegnasz się na amen z jedną albo z obydwiema....
Cóż szkoda gadać,parę straconych lat i tyle
Życie nauczyło mnie,że jeśli ktoś potrafi patrzeć w oczy i kłamać to nie będzie miał problemu z kolejna zdradą i kolejnymi kłamstwami...
Jest tylko jedna sytuacja w której kochanka nie jest Sucza. Wtedy gdy nie wie o żonie. W każdej innej sytuacji jest.
Jeśli wie ze facet kłamie oszukuje jedna kobietę powinna zrozumieć ze o sztuki nie chodzi. Tak samo kłamie ja. Nie da sie być troche w ciąży. Albo jest sie tchórzem i gnOjkiem. Albo porządnym facetem.
Jeżeli facetowi w imię tak zwanej miłości łatwo przychodzi oszukiwać niekochana albo zaniedbana zone to znaczy ze to kutas a nie facet.
Kobieta ktora wierzy klamcy i oszustowi w bajeczki o złej żonie dobrze wie ze ten facet to klamca. A więc wie co robi i wie na co sie godzi. A więc jest Sucza.
Bo główny problem polega chyba na tym, że większość kobiet funkcjonujących w takim układzie, uważa się za tą ?lepszą?, której on przecież by nie oszukał... Tamtą robił w konia, bo to zła kobieta była...
Fakty są natomiast takie, że jeżeli ktoś ma w sobie geny oszusta, krętacza i dziwkarza... to ich nie wydłubie i przy następnej sprzyjającej okazji, nie zawaha się ich użyć ![]()
I za przyzwoleniem tej nowej "lepszej". Przy jej wsparciu i jej dumie z jego osiągnięć z oszukiwaniu małżonki ćwiczy swoje umiejętności.
Też tego nie rozumie, dla mnie zdrada to koniec związku i nie ma powrotu, chyba że od początku był to luźny układ jak związek otwarty. Ewentualnie jak się ma już rodzinę i dzieci to ze względu na nie można spróbować wybaczyć.
Ja z kolei uważam, że wybacza się dla siebie i kiedy się tego naprawdę chce. Klejenie związku na siłę, bo są dzieci, kredyty, zobowiązania, przyzwyczajenie, zależność finansowa czy coś tam jeszcze, to wybaczenie pozorne - zwyczajnie nie wychodzi.
Chwila zapomnienia = zdrada... sorki ale to śmieszne...
Sama zostałam zdradzona i nigdy tego nie wybaczę. Jeśli juz sie zdrada w zwiazku pojawila to znaczy ze ten zwiazek juz nie istnieje i kropka. Trzeba sie z tym pogodzic choc to trudne. Dlaczego toleruja? Hmm myslę ze to ślepa milość, uzaleznienie sie od drugiej osoby, słabość psychiczna, wiele ludzi gada ze to dla dobra np dzieci, lub boi sie jak to bedzie dalej, a jak dla mnie zycie w takim zwiazku co partner dopuscil sie zdrady to sory ale naprawde masochizm. Nie ma juz zaufania, spokoju bezpieczenstwa niczego, tylko kłótnie i kontroling
to nie zycie lecz męczarnia.
Oprócz wymienionych tutaj powodów podam taki, który otrzymałam od kolegi. Wg niego ludzie nie potrafią odróżnić miłości od pożądania. Niby wie, że to coś złego, ale zdrada fizyczna to dla niego tylko i wyłącznie zaspokojenie potrzeb, co innego psychiczna. Zapytałam co w momencie kiedy jego kobieta zaspokaja swoje potrzeby. Powiedział, że jeśli tylko fizyczne to nie ma problemu. Ciężko mi w to uwierzyć, że tak by na to spojrzał, ale seks dla niego jest taką potrzebą jak sen czy jedzenie i to akurat nie raz udowodnił. A dla mnie? Po związku bez zobowiązań z nim też już nie do końca patrzę na seks tak jak wcześniej, nie wiem jak by było jak by mi na kimś zależało, mam nadzieję, że nie pozwoliłabym tak siebie traktować. Z drugiej strony 'nigdy nie mów nigdy.'
Tam gdzie zaczyna się zdrada kończy się miłość....
Madre słowa,bardzo madre i takie proste.
Kocham kogos,pragnę,tęsknie,cos z nim buduje,planuję i miałabym zdradzić ? NIE !!!! To nie możliwe !!! Takie sytuacje występują tylko w niedojrzałych badź nie udanych związkach. Facet który kocha nigdy nie zdradzi Cię z inna kobietą,choćby nie wiem jak go pociągała......
50 2013-08-15 10:29:39 Ostatnio edytowany przez Zwierzynka (2013-08-15 10:36:29)
Dlaczego ludzie tolerują zdrady, dlaczego zdradzają i dlaczego w tym wszystkim nadal trwają....
Sama jeszcze do niedawna twierdziłam że zdrada nie powinna mieć miejsca w związku w życiu...ale po burzliwym związku,zdradzaniu, wielu gorzkich słowach, życiu na odległość, połowicznym seksie, braku adoracji itd....Przeszłam na mroczną stronę....i nie żałuje, wreszcie poczułam się doceniona i piękna...
Można tkwić w czymś, radzić sobie z otaczającą rzeczywistością, bądź zdradzać i być zdradzanym....świetny układ mąż mnie zdradza, ja go zdradzam, kochanka zdradza żona i on ją zdradza ze mną, wszyscy się zdradzamy, wszyscy mamy dzieci, wszyscy w tym tkwimy....
Jeden wniosek mamy dzieci i tkwimy w tym...ale czy są to zdrowe relacje.......Nie sądze...
Jak to w piosence Guns N' Roses - November Rain ''Lecz kochankowie zawsze przychodzą i zawsze odchodzą i nikt nie jest pewien, kto dziś odejdzie.......''
Każde z nas w tym układzie radzi sobie na swój sposób... moje myślenie jest jak myślenie faceta, potrzebuje seksu, bliskości, w końcu jestem człowiekiem zdrową młodą kobietą...tkwie w związku od lat, ciągle sama, z dzieciaczkami, bo szanowny Pan ma inny sposób na życie, ciągle wyjazdy i powroty....ileż tak można żyć i jeszcze słuchać że jest się beznadziejnym człowiekiem.........
Nie wiem co będzie jutro za tydzien czy miesiąc...Nie wiem...Jednak wiem napewno że dzieki temu stanęłam na nogi...I wiem że cokolwiek się stanie jestem wartościową kobietą, szkoda tylko że to właśnie kochankowie muszą nam otwierać oczy i wybudzać z toksycznego snu...
Święte słowa ''Tam gdzie zaczyna się zdrada kończy się miłość....'' Święta prawda.