Nie wiem w sumie jak zacząć, jak przedstawić to co mnie głębi. W tym roku kończę studia magisterskie, już właściwie skończyłam, został mi jeden egzamin i obrona pracy. Skończyłam "studiować" czyt. chodzić na zajęcia, ale nie wiem co dalej. Nie mam siły pisać pracy, nie potrafię. Wiem, że pomyliłam się z wyborem studiów. Ktoś powie i dopiero po 5 latach zdałaś sobie z tego sprawę!? Otóż oczywiście, że nie. Uświadomiłam to sobie już po licencjacie. Jako tako, ale zdałam go. Przez jakąś chorą ambicję poszłam na magisterkę na UW, choć licencjat robiłam na innej uczelni. Udało mi się dostać, cudem zdałam egzamin wstępny. Dla mnie to był ogromy wysiłek, choć wiem, że obiektywnie rzecz biorąc był on dość prosty. I tu zaczyna się mój totalny upadek. Ze wszystkiego byłam najgorsza, w sesji praktycznie wszystkie przedmioty musiałam poprawiać. Cała grupa 5-4, a ja 2 i do poprawki. Oczywiście w końcu zaliczałam z tą tróją, ale to było na zasadzie, to już magisterka nie będę pani robił problemów. Chciałam po pierwszym semestrze zrezygnować, ale uległam namowom rodziców próbuj, dopóki cię nie wywalą. Jakoś na tych trójczynach zaliczyłam pierwszy semestr, drugi, trzeci.... Stres i wstyd, że jestem głupia - to chyba najlepiej zapamiętam po tych dwóch latach. Poczucie własnej wartości spadło do zera. Nawet jeśli jakimś cudem zdam magisterkę to i tak nie wiem co dalej. W pracy będą spodziewać się super umiejętności, bo w końcu po UW...., a tak na prawdę nic nie potrafię. Bardzo mi z tym ciężko, bo czuję, że zmarnowałam sobie życie...
Podobne tematy
Trudno nabyć jakichś umiejętności po studiach. Ich nabywa się w pracy. A jaki kierunek skończyłaś?
Studiowałam germanistykę. Jeżeli zatrudnia się filologa, to raczej wymaga się od niego znajomości języka perfekt, a nie przeciętności
Wiem, że to moja wina, nie każdy ma super zdolności językowe, mogłam odpuścić po licencjacie. Jednak najbardziej nie chciałam zawieść otoczenia, które w mnie wierzyło, że mogę więcej niż mi się wydaje, nie chciałam zawieść rodziców. No i teraz mam... a raczej nie mam nic.
Ależ to jest coś, co stale możesz szlifować, rozwijać się w tym kierunku! Na pewno posiadasz podstawy, wiesz jak jest to zbudowane gramatycznie itd. Ucz się leksyki, po prostu
Dogadać się jak mniemam, dogadasz. Możesz szukać pracy w firmach, które współpracują z Niemcami. Lub zajmują się transportem, wymianą, w każdym razie nawiązują międzynarodowe kontakty.
Prawda jest taka, że trochę sobie sama jesteś winna. Trzeba było po licencjacie zmienić kierunek. Ty miałaś szczęście, bo byłaś na dwustopniowych i mogłaś po licencjacie zmienić kierunek.
Ale mleko już rozlane ![]()
widzę, że nie tylko ja mam problem... ja jestem na zarządzaniu, na drugim roku, zawsze marzyłam o inżynierskich, ale nie dostałam się z powodu braku matur z przedmiotów ścisłych (chodziłam do klasy humanistycznej, zdawałam tylko matmę podstawową). Do tego kwestia taka, że jestem na dziennych (niestety z winy byłego) i jak widzę, że znajomi studiują zaocznie, mają pieniądze, mogą sobie coś odłożyć to mnie po prostu trafia... Do tego boję się że mam depresję, aktualnie semestr prawie zawaliłam i czekam aż skończy się sesja, bo chcę w końcu iść do pracy. Jakoś lepiej czułam się wtedy wiedząc, że coś z tego wynoszę...
rycerzowa,
jeszcze wszystko możesz zmienić. możesz dokończyć licencjatem te studia a mgrskie o ile się zdecydujesz, zrobić z czegoś zupełnie innego ![]()
no właśnie z jednej strony wydaje mi się że mnie nikt po tym nie zatrudni... i że te studia potrzebne są mi tylko w momencie kiedy będę chciała założyć własną firmę
a to wielka nowość ze nic nie umiesz:) ; wszyscy absolwenci tak maja.
Masz dwie opcje: szybko zrobić jakaś sensowna podyplomowke - banał ; albo pojechać do Niemiec na szparagi na 3 miechy i tam się języka nauczysz.Verstanden???
Pzdr
Rycerzowa, piszesz że od zawsze marzyłaś o studiach inżynierskich, a byłaś na profilu humanistycznym i zdawałaś tylko podstawę z matmy. Coś nie tak. Ja do początku poszłam na profil mat.-inf., a później studia inżynierskie. Ale na pocieszenie dodam, że niewiele mi te studia dały. Póki co i tak byłam zmuszona wyjechać za granicę. Ale myślę że spróbuję coś zdziałać w moim kierunku, muszę tylko płynnie mówić po niemiecku.
Dziewczyny - weźcie się w garść! Jak można pisać o "zmarnowanym życiu" mając dwadzieścia kilka lat???? Spójrzcie na swoje wybory z szerszej perspektywy - nawet 5 lat studiowania tego w czym się człowiek nie odnajduje, to jest 5 lat - nie całe życie! Oczywiście można nadal tkwić w pułapce konsekwencji i tak kolejne lata, obudzić się mając sześćdziesiątkę i wtedy twierdzić, że połowa życia zmarnowana, ale po paru latach studiów???
Obejrzyjcie sobie "Chłopaki nie płaczą"/ Złote rady "laski" - Zadaj sobie pytanie: co chcesz w życiu robić? A potem zacznij to robić!
To jest może banalne, ale do szpiku prawdziwe. Realizujcie swoje marzenia, nie mamy, taty, dążcie do swojego celu, a nie uginacie się pod presją otoczenia, albo robicie jak koleżanki.
Na pocieszenie dodam, że badania socjologiczne jasno wykazują, że ponad 70% studentów poszło na kierunek nie związany tak naprawdę z ich umiejętnościami (czyli niezbyt dobrze wybrali studia).
chodzi o to, że na początku nie wierzyłam w swoje umiejętności i możliwości. Poszłam do humanistycznej, na rozszerzony angielski, bo mam dryg do języków. Na studia poszłam tylko dlatego, że rodzice bardzo chcieli i miałam nacisk z każdej strony, dlatego nie poszłam na to co chciałam tylko tam gdzie mnie przyjęli - na początku informatyka i ekonometria na Ekonomicznym (psychicznie odpadłam, bo to nie było to i olewałam totalnie). Potem zarządzanie na politechnice. Drugi rok a ja mam załamkę. Teraz zastanawiam się co wybrać i robić dalej... Na pewno pójdę na zaoczne, tego jestem pewna.
Polać jej!
Nawet jeśli to system edukacji zawinił, zawsze coś można faktycznie ze swoim życiem zrobić. Przykra prawda jest taka, ze o ile się człowiek nie "wybije" to zawsze będzie identyfikowany z kierunkiem studiów które skończył, a to z kolei z wiedzą (nie umiejętnościami!) którą niewątpliwie posiada.
Jednak można od tego uciec. Znam socjologa (kierunek po którym bezrobocie masz tak pewne jak podatek dochodowy) który cóż.. po 5 latach gdy sprawy w Polsce zdążyły się nieco zmienić, on też postawił na zmianę i dziś na tej samej uczelni co studiował- wykłada.
Znam też WF-istę, który został anglistą.
Na pewno nie ma sensu płakać i biadolić. Z pracą jest ogólnie ciężko i jeśli ktoś sądzi, że jak tylko dostanie w łapkę dyplom ukończenia studiów, to prezydent miasta do niego z ofertą pracy zadzwoni, jest w ogromnym, wielkim, niemałym błędzie.
Rycerzowa, ale nadal nie piszesz co ty chcesz w życiu robić? Kim chcesz być? W czym się odnajdujesz? Co chcesz osiągnąć? W czym odnosiłaś sukcesy? Co ci przychodzi z lekkością? Jakie są twoje mocne strony? Jakie masz umiejętności?
I najważniejsze: co cię powstrzymuje przed zmianą?
I najważniejsze: co cię powstrzymuje przed zmianą?
o!
17 2013-06-18 11:14:58 Ostatnio edytowany przez rycerzowa (2013-06-18 11:16:50)
biadolenie rodziców... w końcu tyle pieniędzy na mnie wydali, na dojazdy, itd. itp., zapewnili mi warunki do nauki a ja z tego nie skorzystałam i "niszczę sobie życie". bo dla nich bez szkoły to nie ma nic i to jest najważniejsze... z tym, że mama powinna mnie zrozumieć, bo sama wylądowała tam gdzie nie chciała i dla niej już za późno na zmianę. kiedyś zajmowała się księgowością i finansami w małej firmie, potem wylądowała w szkole i aktualnie jest nauczycielem, po studiach, dyplomowanym z kilkoma przedmiotami. sama mi mówiła, że najlepiej się czuła w papierkach, ale już nie ma co marudzić, bo jest jak jest.
po maturze totalnie nie wiedziałam co chcę robić. myślałam o finansach i rachunkowości, ale za słaba matura i złożyłam tam gdzie mnie wzięli, a po sesji... wylądowałam w pracy na produkcji. na szkoleniu już zaczęły mnie interesować wszystkie sprawy związane z zarządzaniem jakością i głównie dlatego trafiłam na swój kierunek, bo tam była ta specjalizacja. niestety... coś się pozmieniało w przepisach itd. i mamy nowe specjalizacje (one dopiero na II stopniu), więc się nie załapałam. jakoś mnie to kręciło zawsze chociaż teraz nie jestem pewna. niestety innej branży niż produkcja części motoryzacyjnych po prostu nie znam. szukam pracy aktualnie w różnych innych dziedzinach i branżach, jedna była ciekawa - konsultant sieci komórkowej w punkcie sprzedaży, ale niestety rozmowa miała być w dzień kolokwium (niestety na uczelnię dojeżdżam), więc musiałam odmówić i usłyszałam "zadzwonimy w terminie późniejszym".
kiedyś też interesowałam się żywnością człowieka (może to przez skłonności do zaburzeń odżywiania w wieku nastoletnim), ale leżę z biologią więc raczej odpada. może się skuszę na jakiś kurs dietetyka albo coś... no i co do umiejętności... matma mi wchodzi łatwo, programowanie już nie tak bardzo. wolę coś zrozumieć niż uczyć się na pamięć, dlatego przedmioty humanistyczne odpadają, tak samo miałam z językami... gramatykę angielskiego mam w małym palcu a słówek uczę się najczęściej z filmów czy piosenek. wiem tu muszę sama kopnąć się w tyłek, bo chciałabym znać co najmniej trzy języki obce (podstawy podstaw to mam chyba 4).
aktualnie czuję takie wypalenie. chciałabym skończyć coś, rozwijać się itd. może założyć własny biznes. rozmawiałam z bratem ostatnio i stwierdził, że ma żal do rodziców, bo pracował (awansował na dość wysokie stanowisko mimo braku studiów, aktualnie kazali mu skończyć żeby miał samego inżyniera) i rozwijał własną firmę. Powiedział mi, że dwóch rzeczy nie da się zrobić na raz i nie miał wsparcia od rodziców, bo chciałby teraz żeby te 10 lat temu powiedzieli mu, żeby olał pracę w X i zajął się swoim rozwojem i firmą, bo aktualnie to ma za duże zaległości w tej branży, mimo że jest dobry.
chciałam wziąć dziekankę na rok, żeby odpocząć od studiów i ogarnąć się życiowo po prostu... tylko z drugiej strony - mam 22 lata, pójdę na zaoczne to inżyniera będę miała po latach 4 czyli w wieku 26 lat. i tak źle i tak niedobrze...
ps. w zeszłym roku to łapałam co się da i nawet sprzątałam biuro. podziwiam wszystkich, którzy się tym zajmują, bo nie łatwa praca!
26 lat to młody wiek. Większość moich znajomych w tym wieku kończyła studia. A nawet i później. Dobrze by było, gdybyś znalazła pracę.
Rodzice to tylko ludzie- patrzyli według siebie. Skąd mogli przewidzieć, co będzie za X lat- myśleli, że będzie tak jak było, a w dzisiejszym świecie te zmiany następują w zawrotnym tempie.
Nie użalaj się nad sobą. Po prostu zastanów się co chcesz w życiu robić- niekoniecznie musisz iść dalej na studia, możesz zainwestować w rozwijający kurs (żywienie człowieka nie wymaga studiów, na przykład) i iść w tym kierunku.
wiem wiem... dlatego pierwsze co chcę ogarnąć się życiowo, zrobić sobie jakąś przerwę. bo nawet jeśli chciałabym założyć firmę teraz (zalążki pomysłu mam, pomoc ze strony brata również) to potrzebuję kapitału.
niestety ta sytuacja z rodzicami niszczy mnie psychicznie i czasami nie mam ochoty wracać do domu. ale to chyba na inny temat jest, więc o tym pisać nie będę. boję się ostatnio czy nie zaczynam mieć depresji... ![]()
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to moja wina. Miałam możliwość zmiany kierunku i tego nie zrobiłam. Myślałam sobie jakoś to będzie, że lepiej być najgorszą wśród najlepszych, niż najlepszą wśród tych słabszych. Myślałąm, że nadrobię braki, ale czasu na to nie było bo praca bieżąca mni za bardzo pochłaniała
Nie zdawałam sobie sprawy jednak jak to wpłynie na moją psychikę i poczucie własnej wartości
Teraz się załamałam bo co z tego, że będę mieć papierek jak umiejętności zerowe...
"Na pewno nie ma sensu płakać i biadolić. Z pracą jest ogólnie ciężko i jeśli ktoś sądzi, że jak tylko dostanie w łapkę dyplom ukończenia studiów, to prezydent miasta do niego z ofertą pracy zadzwoni, jest w ogromnym, wielkim, niemałym błędzie."
do mnie właśnie zadzwonili (o ironio, jakby nie mieli do kogo
), może nie prezydent miasta, ale z biura, w którym robiłam praktyki
ale oczywiście odmówiłam, bo nie chciałam się ośmieszyć. Niestety mam tak, że robię b. dobre pierwsze wrażenie, a potem to już z górki... Nie da się ukrywać przez cały czas swoich braków i prawda wychodzi na jaw i wiem, że rozczarowuję ludzi...
"Masz dwie opcje: szybko zrobić jakaś sensowna podyplomowke - banał ; albo pojechać do Niemiec na szparagi na 3 miechy i tam się języka nauczysz.Verstanden???"
i to mi jedynie pozostaje, tzn podyplomówka, na którą idę na pewno. W Niemczech spędzam wakacje regularnie od 5 lat już, więc i w tym, roku się wybieram. Jednak ciężko jest się nauczyć języka przebywając w większości nie z niemcami a obcokrajowcamim którzy kaleczą ten język tam samo jak ja ![]()
Rycerzowa, to jak wygląda dany kierunek można poznać dopiero jak się na niego pójdzie. Ani opinie znajomych ani to, co nam się wydaje, nie oddaje tego jak to naprawdę wygląda.
Ale jeśli jesteś na zarządzaniu na politechnice, to prawdopodobnie możesz wybierać tam specjalności? Nie ma specjalności z finansów i rachunkowości, o których wspominałaś?
Ewentualnie możesz starać się przenieść na jakiś kierunek inżynierski na Twojej uczelni, podpytaj może ktoś to robił, zawsze by Ci trochę takich ogólnych przedmiotów przepisali.
o przepisaniu to i tak wiem, spokojnie. wystarczy przejść się do dziekanatu po sylabusy, bo niestety indeksy nam wycofali.
mogę specjalności wybrać, ale niestety dopiero na magisterce, na razie jest to po prostu zarządzanie przedsiębiorstwem i dokładniej mówiąc uczę się prowadzić własną firmę po prostu. a specjalności na magisterce to... Inżynieria finansowa, Przedsiębiorczość, innowacje i projekty, Technologie informacyjne w zarządzaniu, Zachowania i decyzje menedżerskie (specjalność tylko dla inżynierów), Zarządzanie procesami przedsiębiorstwa. Większość osób, które poszły jak ja, dlatego że była jakaś specjalizacja na mgr chce iść na inną uczelnie po prostu, bo też właśnie zarządzanie zasobami ludzkimi zniknęło, logistyka, itd.
Jeśli mogę coś doradzić: wybierać wszystko co ma w nazwie technologia, technika, inż. ![]()
niestety ta sytuacja z rodzicami niszczy mnie psychicznie i czasami nie mam ochoty wracać do domu. ale to chyba na inny temat jest, więc o tym pisać nie będę. boję się ostatnio czy nie zaczynam mieć depresji...
a widzisz moi rodzice z kolei, zawsze mi mówili, że mam robić to co ja chce, bo to moje życie itd. Na prawdę mam w nich wsparcie. Jednak wiem, że jakbym rzuciła studia, to bym ich mocno zawiodła. Zawsze ode mnie oczekiwano więcej niż np. od mojej siostry. Stawiano mnie za wzór dzieciom znajomym, bo studiuje to i tamto, bo była na stypendium tu i tam. Jak to rodzice chwalili się znajomym swoją mądrą córeczką. A ja... męczyłam się udawaniem, stwarzaniem pozorów...
rycerzowa napisał/a:niestety ta sytuacja z rodzicami niszczy mnie psychicznie i czasami nie mam ochoty wracać do domu. ale to chyba na inny temat jest, więc o tym pisać nie będę. boję się ostatnio czy nie zaczynam mieć depresji...
a widzisz moi rodzice z kolei, zawsze mi mówili, że mam robić to co ja chce, bo to moje życie itd. Na prawdę mam w nich wsparcie. Jednak wiem, że jakbym rzuciła studia, to bym ich mocno zawiodła. Zawsze ode mnie oczekiwano więcej niż np. od mojej siostry. Stawiano mnie za wzór dzieciom znajomym, bo studiuje to i tamto, bo była na stypendium tu i tam. Jak to rodzice chwalili się znajomym swoją mądrą córeczką. A ja... męczyłam się udawaniem, stwarzaniem pozorów...
dokładnie mam to samo. bo jako jedyna z rodzeństwa poszłam do najlepszego liceum w mieście, zdałam maturę od razu, bez żadnych poprawek, dostałam się na dzienne i można się było dzieckiem pochwalić... ale mogę przytoczyć przykład mojej kuzynki. skończyła dwa kierunki jednocześnie studiując dziennie i zaocznie, stypendia, wyróżnienia, nagrody... no i co z tego że pracy nie może znaleźć? nie wspominając, że po niezdanym egzaminie teoretycznym na prawo jazdy musiała chodzić do psychologa, bo to jedna rzecz, która jej się nie udała...
Niestety ja czuję, że bez psychologa się u mnie nie obejdzie ![]()
czasem pomaga. wiem, bo chodziłam przez rok. tabletek nie miałam, zwykła rozmowa. sytuacja była inna, ale jakieś wsparcie się czuło ![]()
ja też chodziłam, ale albo jestem tak oporna, albo trafiłam na psychologa, który mnie totalnie nie rozumiał. ![]()
zdarza się i tak. popytaj znajomych o dobrego psychologa bądź psychiatrę ![]()
Hej wszystkim.
Rycerzowa muszę Cię pocieszyć :-).
Mam styczność z rekrutacją pracowników i napiszę tak....widzę przed sobą młodego wykształconego człowieka, ma jakąś wiedzę może i nie ma to jest mało ważne :-). Najważniejsza jest jego postawa, to czy słucha jak czegoś nie wie, przyznaje się że czegoś nie wie i się uczy. Jak dla mnie 5 lat studiów dziennych (grubo bym przesadził stwierdzając że wszystkie, może 75% z nich) (ja studiowałem 6 :-P) to strata czasu, produkuje się malkontentów z pretensjami do całego świata.
Najlepszym układem są studia zaoczna i szlifowanie umiejętności w robieniu czegokolwiek przynoszącego korzyści materialne.
Założenie swojej działalności gospodarczej jest dobrym pomysłem na wycyckanie 20 kafli z urzędu pracy, kwestia wypełnienia jednego formularza. Z UE jest trochę trudniej ale też się da. Pamiętaj że 80% działalności upada szybciutko, lepiej dokładnie przemyśl komu będziesz coś sprzedawać i jak długo :-).
Hej wszystkim.
Rycerzowa muszę Cię pocieszyć :-).
Mam styczność z rekrutacją pracowników i napiszę tak....widzę przed sobą młodego wykształconego człowieka, ma jakąś wiedzę może i nie ma to jest mało ważne :-). Najważniejsza jest jego postawa, to czy słucha jak czegoś nie wie, przyznaje się że czegoś nie wie i się uczy. Jak dla mnie 5 lat studiów dziennych (grubo bym przesadził stwierdzając że wszystkie, może 75% z nich) (ja studiowałem 6 :-P) to strata czasu, produkuje się malkontentów z pretensjami do całego świata.Najlepszym układem są studia zaoczna i szlifowanie umiejętności w robieniu czegokolwiek przynoszącego korzyści materialne.
Założenie swojej działalności gospodarczej jest dobrym pomysłem na wycyckanie 20 kafli z urzędu pracy, kwestia wypełnienia jednego formularza. Z UE jest trochę trudniej ale też się da. Pamiętaj że 80% działalności upada szybciutko, lepiej dokładnie przemyśl komu będziesz coś sprzedawać i jak długo :-).
dziękuję
no właśnie dlatego chcę iść na zaoczne. w pracy się poświęcam tylko wiesz... ciężko coś znaleźć. zawsze jestem punktualna i nienawidzę się spóźniać (to czasem moja zmora, bo ZAWSZE na wszystkich i wszystko czekam), staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak się da, słucham przełożonego, no chyba, że to totalny idiota i kręci (niestety tak miałam ostatnio, liderka wmawiała mi, że źle ją zrozumiałam...mówiła jedno, robiła drugie, do tego nie ogarniała własnej pracy)
Kiedy masz wyższe wykształcenie inaczej na Ciebie patrzą. Znam takie przypadki gdzie Pan inżynier pracuje na budowie jako zwykły kierowca bo to akurat sprawdza mu satysfakcje.
Ja niestety po roku studiów odpuściłam a teraz żałuje bo nie mam wykształcenia wyższego i już się nie zakłada bym miała.
Popatrzcie na to z innej strony 5 lat studiów dało wam obeznanie się z ludźmi, pewnie dużo nowych znajomości, może tez wyrwanie się ze wsi do dużego miasta, zdobycie doświadczenia życiowego jak w trudnych sytuacjach dać sobie rade a doświadczenie zawodowe przyjdzie wam z czasem
Na pocieszenie - mnie moje studia - póki co - też za bardzo do niczego się nie przydały, w sensie fajne były, ale nie pracuję w zawodzie zupełnie. Z tym, że ja od początku wiedziałam, że studiuję dla przyjemności, bo zawsze chciałam pracować w mediach, a tam nie ważne jakie studia skończysz, liczy się determinacja. I od pierwszego roku studiów tam właśnie pracuję. Oczywiście najpierw za darmo, podpatrywałam, uczyłam się, ale potem już normalnie.
Dlaczego czekacie z rozpoczęciem jakiejś sensownej pracy aż do końca studiów? To mnie zawsze zastanawia jak przeglądam cv moich rówieśników. Przecież w czasie studiów (dziennych a jakże), też można pracować. Fakt, nie na każdym kierunku, bo są i takie mega absorbujące. Ale zarządzanie czy germanistyka? Można starać się o jakiś staż (niekoniecznie formalny, tylko zwykłe przychodzenie, parzenie kawy i podpatrywanie), coś tłumaczyć....
No ale ok, teraz już czasu nie cofniecie. Więc ja bym na Waszym miejscu zaczęła od początku. Jeśli Waszym atutem nie jest doświadczenie, to pokażcie że macie bezkrytyczny entuzjazm, że jesteście gotowi na wiele, byle by dostać się do pracy tam gdzie sobie upatrzycie. Pracodawcy takich młodych, świeżych, entuzjastycznie nastawionych lubią. Najgorzej jak ktoś nie ma ani doświadczenia, ani pomysłu i bije od niego zniechęcenie, choć jeszcze nawet nie zaczął....
Walczcie
Głowa do góry, uwierzcie w siebie ![]()
Szalot, w sumie chciałaś mnie pocieszyć i dziękuje Ci za to
ale na jakiej podstawie twierdzisz, że filologia obca nie jest absorbująca? Ja byłam na specjalizacji tłumaczeniowej i wkuwanie wciąż nowych słówek z dziedzin, o których po polsku za dużo nie wiesz i co za tym idzie najpierw dodatkowa nauka prawa czy ekonomii, a potem na prawdę mnóstwo stron do tłumaczenia tygodniowo... to zajmuje dużo czasu.
A i jeszcze musisz chodzić na zajęcia, bo jak u mnie większość wykładowców powtarzała:"albo chcesz studiować dziennie, albo pracować".
Cóż, nie każdy miał tyle szczęścia i trafił na wyrozumiałych wykładowców, że szło się z nimi dogadać.
To fakt, masz rację, może zrobiłam błędne założenie.
Podobnie jak Ty studiowałam dziennie na UW i też kierunek humanistyczny i to że mogłam pracować zawdzięczam naszemu punktowemu systemowi ects (czy jak on tam się nazywał
). Najczęściej ustawiałam sobie zajęcia tak, żeby rano iść na uczelnię, potem biec na większość dnia do redakcji, a potem wracać na popołudniowe wykłady. Założyłam więc, że może u Ciebie mogło być podobnie
ale jeśli nie było to okej, cofam "zarzut" ![]()
Po prostu wiem, że wiele osób u mnie na roku, choć mogło pracować tak jak ja, to jednak woleli w tym czasie imprezować... I jak myślisz kto na tym lepiej wyszedł? ![]()
Ale jeśli jest tak jak mówisz i u Ciebie nie dało się pracować, to większość absolwentów po Twoim kierunku też jest bez doświadczenia, czyli nie jest źle. Nie ma powodu, żebyś się czuła "gorsza".
Może, żeby poczuć się pewniej, idź na jakiś dodatkowy kurs, żeby podszkolić język, a w między czasie uparcie szukaj pracy. Ale nie tak, że klikniesz i wyślesz kilka cv w ciągu tygodnia.
Biegaj z teczką od firmy do firmy, żądaj spotkań z szefami, kimś od rekrutacji i bądź nie do zdarcia....
Ale najpierw musisz odzyskać pewność siebie, bez tego ciężko Ci będzie przekonać kogoś, żeby Cię zatrudnił, no bo jak sama w siebie nie wierzysz, to jak ktoś ma uwierzyć...
Powodzenia, nie poddawaj się ![]()
U mnie też mówili że albo praca albo studiowanie. Ja chciałam i to i to. Wzięłam indywidualny i z pracą i ze stypendium naukowym dotarłam do końca studiów z obroną na 5. Co ciekawe - na rzecz pracy (w zawodzie którego się uczyłam) dziekan du...pek mi indywidualnego toku dać nie chciał. Ale jak uruchomiłam znajomości - na studiach pomagałam w takim kole studenckim i poprosiłam o pomoc doktora który się nim opiekował - to za drugim podaniem umotywowanym pomaganiem właśnie w tym kole indywidualny tok dostałam. To był pierwszy raz gdy okazało się, że uczelnia i wykładowcy są kompletnie oderwani od rynkowej rzeczywistości i doprawdy oni nie są tam, żeby nauczyć studentów zawodu, a po to, żeby mieć do kogo gadać, od kogo zrzynać prace, bo przecież swoje publikacje robić muszą!
u mnie takie wybieranie sobie godzin nie przeszło, bo każda specjalizacja to mała grupka i nie było na większość przedmiotów możliwości chodzenia na inne godziny niż w planie ustalone. No nic
po prostu poczułam się lekko dotknięta, że ktoś tak pomyślał o moim kierunku, a ja na prawdę dużo pracy musiałam w studiowanie go włożyć. Eh... ale to też pewnie dlatego bo jestem ostatnio rozdrażniona, martwię się co ze mną będzie i wszystko biorę do siebie ![]()
no i ta moja wiara w siebie to przeogromny problem, masz rację.... Walczę z tym całe życia, ale bezskutecznie. Wydaje mi się, że do niczego się nie nadaję... Rozmowy kwalifikacyjne mnie przerażają... Mam poczucie, że wszyscy w pracy będą wiedzieć, że jestem słaba... Kurcze, jestem starą krową, a tak niedojrzałą i bojącą się wszystkiego. tragedia.
38 2013-06-19 10:31:24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-16 11:19:56)
u mnie takie wybieranie sobie godzin nie przeszło, bo każda specjalizacja to mała grupka i nie było na większość przedmiotów możliwości chodzenia na inne godziny niż w planie ustalone. No nic
po prostu poczułam się lekko dotknięta, że ktoś tak pomyślał o moim kierunku, a ja na prawdę dużo pracy musiałam w studiowanie go włożyć. Eh... ale to też pewnie dlatego bo jestem ostatnio rozdrażniona, martwię się co ze mną będzie i wszystko biorę do siebie
Ja studiowałam zarządzanie - i wszyscy myśleli że to takie bimbanie i dłubanie w nosie. Fakt - u mnie na roku było mnóstwo rozpuszczonych dzieciaków bogatych rodziców, którzy nie robili absolutnie nic, a i tak zdawali, bo tatuś posmarował dziekanowi. Ja ryłam. Dzień, noc, ryłam. Żeby mieć stypendium, a potem żeby je utrzymać. I nie wybierałam sobie godzin - jak już poszłam na indywidualny, to ryłam sama i umawiałam się indywidualnie na zaliczenia, ewentualnie - zrywałam z pracy na egzamin. Pracowałam normalnie 8-16, a studia dziennie miałam, także inaczej niż na indywidualnym nie można by było tego pogodzić. Byłam jedną z nielicznych, które kończąc studia miały już prawie dwa lata doświadczenia w zawodzie.
Dodam, że 80% ludzi z roku wyjechało za granicę pracować.
no i ta moja wiara w siebie to przeogromny problem, masz rację.... Walczę z tym całe życia, ale bezskutecznie. Wydaje mi się, że do niczego się nie nadaję... Rozmowy kwalifikacyjne mnie przerażają... Mam poczucie, że wszyscy w pracy będą wiedzieć, że jestem słaba... Kurcze, jestem starą krową, a tak niedojrzałą i bojącą się wszystkiego. tragedia.
No jak tak gadasz, to sobie nie pomagasz. W tej chwili napisz 10 swoich zalet i 10 sukcesów, jakie do tej pory odniosłaś. I powtarzaj je sobie jak mantrę ilekroć najdą ciebie tego typu nieprzyjemne myśli. Przeczytaj sobie jeszcze artykuł o powstrzymywaniu negatywnych myśli:
"Na to jakimi schematami podąża nasz umysł, a więc jakie wzorce myślenia najczęściej stosujemy, ma wpływ wiele czynników, przede wszystkim jednak jest to... nawyk. Kształtowane i powielane nawyki powodują, że wiele z naszych myśli pojawia się automatycznie. Napędzanie spirali zamartwiania się, niepokoju, lęku czy pogrążanie się w pesymistycznych wizjach dotyczących przyszłości jest udręką i fatalnie wpływa na samopoczucie (i zdrowie!) człowieka. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to niemożliwe, to jednak powstrzymanie negatywnych myśli jest wykonalne. Trudne, ale wykonalne."
link usunięty