netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

34 odpowiedzi5 541 wyświetleńzałożony przez rowerowa, 26.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Czuję się jakby przejechał po mnie czołg. Przytloczona tym co się dzieje, a jednocześnie wyprana z uczuć z wykorzystaniem opcji kosmicznego wirowania.

Mam do niego tak ogromny żal, że nie wylewa się aż uszami. Żal o to, że mimo moich ogromnych starań i poświęceń, gdy potrzebował mojej pomocy, po czasie usłyszałam że pomógł mu kolega a ja nie zrobiłam nigdy dla niego nic. To było jak polieczek.
Żal o to, że oszukiwał mnie, według niego w błachostach, ale stracił przez to całe moje zaufanie. Mam żal o to, że daje mi powody do zazdrości. Że ciągle jest tak jak chce on, bo tylko wtedy jest dobrze. Żal o to, że jest po prostu glupi, że nawet gdy powiem mu o tym co mnie boli i co chciałabym zmienić, to twierdzi, ze nie rozumie i nie widzi żadnego problemu.

Czuje się jak przedmiot, który bierze gdy mu się nudzi.

Nie jestem idealna. Bywam zaborcza i zazdrosna, ale dzieje się tak dlatego, że zbyt wiele razy zawiódł moje zaufanie i dawał ku temu powody. Jestem kłótliwa, żeby nie powiedzieć, ze agresywna, ale skoro próby rozmowy spokojnej nie dają nic to w końcu nerwy puszczają.
Ale nie byłabym taka, gdyby wszystko było w porządku.
Pragnę jedynie poczucia, że jestem kochana, poczucia bezpieczeństwa przy mężczyźnie, stabilności i totalnej szczerości.

Targają mną wielkie emocje... z jednej strony chcę się uwolnić, żyć tak jak ja pragnę, czasem chce zeby po prostu zniknął... a zdrugiej strony tęsknię gdy go nie ma, kocham go, choć nie tak jak kiedyś...

Co mnie powstrzymuje ? Przywiązanie ? Przyzwyczajenie ? Wspólne jakieś tam sprawy ? Gigantyczny lęk przed samotnością ?
Wszystko na raz.

Od dziś zaczynam powolną walkę, żeby uwierzyć w siebie i nabrać siły aby z podniesionym czołem powiedzieć "bye".

2

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Witaj...
Na wstepie zapytam: ten agent to maz czy chlopak?
I tak przy okazji szepnij cosik o tesciowej lub "tesciowej", nawet w liczbie mnogiej smile
Mam conieco doswiadczenia w tej materii wiec mozem cus tu Ci doradze smile

3 Ostatnio edytowany przez Boxerka (2013-05-27 00:09:57)

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

No cóż, rozumiem Cię kochana doskonale, bo przechodzę przez to samo. Fizycznie już się uwolniłam, ale psychicznie wciąż o to walczę. Byliśmy małżeństwem przez 2 lata i mamy dziecko. Samotności się nie boję. Bo wiem, że będzie mi lepiej - bez poniżań i wmawiania mi głupoty. Ale mimo to coś nie daje mi spokoju. Też czuje to przyzwyczajenie, przywiązanie ...które ciężko nawet zdefiniować. Tak sobie teraz myślę, że toksyczni ludzie muszą działać naprawdę jak toksyna. Nawet gdy ja usuniesz z organizmu, to jeszcze bardzo długo jej złogi są wydalane, aż cały proces detoksykacji dobiegnie końca i czujesz się lepiej. To czego ja się boję ,w moim wypadku, to nie samotność, a powtórka z rozrywki. Bardzo wiele osób ma pewne zachwiania osobowości, bo rzadko kto miał normalne dzieciństwo. Właściwie każdy rodzic miał również swoje odchyly... i ta spirala nie ma końca. Ja się boję wpaść z deszczu pod rynne. :-(
Mam też takie głupie przeświadczenie, że jak nie próbuje raz jeszcze, to potem będę żałować, że będę go pamiętać i kochać już zawsze. I nawet potrafiłam wyobrażać sobie siebie jako taką staruszkę, która siedzi samotnie gdzieś na ławce i wspomina swoją pierwszą  wielką miłość, której mogła dać jeszcze jedną szansę, a nie dała. Tego się boję bardzo i to też de facto kierowało mną, gdy podjęłam dwie, bardzo fatalnie w skutkach, decyzje o powrocie do toksycznego męża...

Życzę dużo siły. ;-)

4

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Cóż, mieszkamy razem od 3 lat. Tam gdzie on chce, oczywiście, bo 'tak jest dobrze'. Przez myśli mu nie przejdzie, że może to być dla mnie problem i wolałabym być gdzie indziej, powinnam się przecież cieszyć.
Małżeństwem nie jesteśmy. Takiej pętli na szyję w życiu bym sobie nie założyła będąc z tym człowiekiem. Teściówka, o dziwo, zawsze była za mną. Nie raz, nie dwa słyszałam jak tak jak i ja próbowała przetłumaczyć coś synalkowi, ale on jest niereformowalny.

Najgorsze jest to, że według niego wiecznie "nic się nie stało", "wszystko jest w porządku" i oczywiście ja wymyślam, ja stwarzam problem etc. Bo przecież z takim ideałem nie może mi po prostu być źle. Jest mistrzem w obracaniu kota ogonem i spychologii. Wszystko to co on robi źle, przez co mnie krzywdzi jest oczywiście moją winą, bo ja prowokuje, ja źle go traktuje, jak ja bym była inna to by było dobrze. Mówienie o istotnych jego wybrykach po fakcie, czy też wyłączanie telefonu żebym nie truła. Norma w ostatnich kilku tygodniach.
Straty taty.

Mam serdecznie dość siedzenia i myślenia czy to może faktycznie ze mną coś nie tak. Czasem łapię się na tym, że ja go zwyczajnie już nie lubię... chciałabym żeby zniknął, nie wiem, zapadł się pod ziemię, ufo go porwało, byłabym zadowolona.

5

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

Cóż, mieszkamy razem od 3 lat. Tam gdzie on chce, oczywiście, bo 'tak jest dobrze'. Przez myśli mu nie przejdzie, że może to być dla mnie problem i wolałabym być gdzie indziej, powinnam się przecież cieszyć.
Małżeństwem nie jesteśmy. Takiej pętli na szyję w życiu bym sobie nie założyła będąc z tym człowiekiem. Teściówka, o dziwo, zawsze była za mną. Nie raz, nie dwa słyszałam jak tak jak i ja próbowała przetłumaczyć coś synalkowi, ale on jest niereformowalny.

Najgorsze jest to, że według niego wiecznie "nic się nie stało", "wszystko jest w porządku" i oczywiście ja wymyślam, ja stwarzam problem etc. Bo przecież z takim ideałem nie może mi po prostu być źle. Jest mistrzem w obracaniu kota ogonem i spychologii. Wszystko to co on robi źle, przez co mnie krzywdzi jest oczywiście moją winą, bo ja prowokuje, ja źle go traktuje, jak ja bym była inna to by było dobrze. Mówienie o istotnych jego wybrykach po fakcie, czy też wyłączanie telefonu żebym nie truła. Norma w ostatnich kilku tygodniach.
Straty taty.

Dokładnie TO SAMO  słyszałam miliony razy od swojego.... "moja wina, że go prowokuje" yikes


Mam serdecznie dość siedzenia i myślenia czy to może faktycznie ze mną coś nie tak. Czasem łapię się na tym, że ja go zwyczajnie już nie lubię... chciałabym żeby zniknął, nie wiem, zapadł się pod ziemię, ufo go porwało, byłabym zadowolona.

Też tak miewałam, nie raz... i wtedy zachodziłam w głowę co ja jeszcze w ogóle z nim robię...

6

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

Mam serdecznie dość siedzenia i myślenia czy to może faktycznie ze mną coś nie tak. Czasem łapię się na tym, że ja go zwyczajnie już nie lubię... chciałabym żeby zniknął, nie wiem, zapadł się pod ziemię, ufo go porwało, byłabym zadowolona.

Jezu jak ja znam to uczucie. Dokładnie tak się czułam w swoim związku. Kiedyś miałam sen, że otwieram drzwi, a tam za drzwiami policja (co dziwne we śnie byłam w mieszkaniu, w którym obecnie mieszkam) i ja już wiem, że jego nie ma. No i staram się płakać ale czuje ulgę. Masakra myśleć w ten sposób, bo ja mu źle nie życzę, po prostu nie chcę z nim być.

7

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
Ehdi napisał/a:
rowerowa napisał/a:

Mam serdecznie dość siedzenia i myślenia czy to może faktycznie ze mną coś nie tak. Czasem łapię się na tym, że ja go zwyczajnie już nie lubię... chciałabym żeby zniknął, nie wiem, zapadł się pod ziemię, ufo go porwało, byłabym zadowolona.

Jezu jak ja znam to uczucie. Dokładnie tak się czułam w swoim związku. Kiedyś miałam sen, że otwieram drzwi, a tam za drzwiami policja (co dziwne we śnie byłam w mieszkaniu, w którym obecnie mieszkam) i ja już wiem, że jego nie ma. No i staram się płakać ale czuje ulgę. Masakra myśleć w ten sposób, bo ja mu źle nie życzę, po prostu nie chcę z nim być.

Ja też nie życzę mojemu mężowi źle, co można wyczytać z mojego tematu /- ja mu nawet chciałabym pomóc. Ale przyznam się do strasznych myśli... że czasem wyobrażałam sobie, że mój mąż nie żyje, ja jestem wdową z dzieckiem, sama, bez nieustającej krytyki, wolna... i wtedy sie usmiechałam do siebie.
Oczywiście nie chce żeby cokolwiek złego mu się stało, ale takie głupie , natrętne myśli przychodziły same...

8

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Dokładnie. Samą mnie czasem przeraża to myślenie, ale cóż. Zapracował sobie na to porządnie.
Mało jest teraz tych momentów, kiedy myślę o nim dobrze. Owszem, martwię się gdy go nie ma czy coś, ale co raz częściej zamiast typowego martwienia się o niego, to ja się po prostu denerwuję i jestem w takim stanie oczekiwania na to, co tym razem zrobił, żeby mnie skrzywdzić. Kompletnie pokręcone.
Najciekawsze dla mnie jest zawsze to, że on nie widzi, że dzieje się źle, a jak już coś zauważa to na zasadzie "znowu masz czas narzekania".

Nie chcę siebie w tym związku idealizować, bo mój charakter też nie jest idealny, ale przynajmniej mówię o tym co myślę i czuję, mówię czego oczekuje, chce iść na kompromisy. Co z tego, skoro każde moje słowo jest jakby wrzucone w czarną dziurę.

W tym związku byłoby dobrze. Kiedy ? A wtedy, gdybym nie miała swojego zdania, przytakiwała na wszystko, na wszystko się zgadzała i chodziła uśmiechnięta od samego rana dziękując Bogu, że ktoś mnie zechciał.
Z tym, że ja nie jestem warzywem ani sadomaso.

Jedyny ratunek to nauczyć się lubić siebie, zaakceptować siebie, uwierzyć w siebie. Wtedy będę silniejsza i wiem, że powiem mu wtedy pa przez wielkie P. I będę z tego bardzo dumna !

9

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
Boxerka napisał/a:
Ehdi napisał/a:
rowerowa napisał/a:

Mam serdecznie dość siedzenia i myślenia czy to może faktycznie ze mną coś nie tak. Czasem łapię się na tym, że ja go zwyczajnie już nie lubię... chciałabym żeby zniknął, nie wiem, zapadł się pod ziemię, ufo go porwało, byłabym zadowolona.

Jezu jak ja znam to uczucie. Dokładnie tak się czułam w swoim związku. Kiedyś miałam sen, że otwieram drzwi, a tam za drzwiami policja (co dziwne we śnie byłam w mieszkaniu, w którym obecnie mieszkam) i ja już wiem, że jego nie ma. No i staram się płakać ale czuje ulgę. Masakra myśleć w ten sposób, bo ja mu źle nie życzę, po prostu nie chcę z nim być.

Ja też nie życzę mojemu mężowi źle, co można wyczytać z mojego tematu /- ja mu nawet chciałabym pomóc. Ale przyznam się do strasznych myśli... że czasem wyobrażałam sobie, że mój mąż nie żyje, ja jestem wdową z dzieckiem, sama, bez nieustającej krytyki, wolna... i wtedy sie usmiechałam do siebie.
Oczywiście nie chce żeby cokolwiek złego mu się stało, ale takie głupie , natrętne myśli przychodziły same...

Wiem kochana miałam to samo, uwierz mi. Ciężko się do tego przyznać ale miałam takie myśli, niestety. Dobrze, że się ogarnęłam wziełam sprawy w swoje ręce i jestem już na swoim.

10

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Psychika nasza to taki dziwny wytwór.
Ja też czasem wyobrażam sobie, że po prostu go nie ma. Nie istnieje, zniknął, zapadł się pod ziemię. Nie ma go już fizycznie.
Zdecydowanie byłoby to łatwiejsze niż samodzielne podjęcie decyzji, żeby odejść, ze świadomością, że on sobie tam żyje i mimo że natruł tyle krwi to on jest szczęśliwy.

Do bani.

11

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Ja to bym nawet chciała aby mój był szczęśliwy. Chciałabym aby kogoś sobie znalazł i dał mi świety spokój. Nie pragnę jego nieszczęścia. Nawet byłoby mi łatwiej gdyby teraz kogoś miał.

12

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Ja mam nieco inaczej. Nie życze mu źle, ale kopa w dupe od życia też mógłby dostać, w ramach nauczki.
To ja wolałabym się zmienić, uwierzyć w siebie, poznać kogoś normalnego i powiedzieć mu, że jego czas już minął.

13

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

No to juz wsio jasne a co do tesciowki, to milabym taki milowy dystans co do jej prawdomownosci...
A skoro juz wszystko zostalo "wyprostowane, to zajrzyj do watku Boxerki, Anytgony i Tomka39.
Tam jest sporo omowione na ten temat.

Jak cos to polecam Ci watek "tesciowie... nieodcieta pepowina...", tam "miedzy slowami znajdziesz wskazowki co robic.
Blog "moje dwie glowy" i "apel do Pani ropuchowej" tez dobrze przeczytac.

14

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

W tym związku byłoby dobrze. Kiedy ? A wtedy, gdybym nie miała swojego zdania, przytakiwała na wszystko, na wszystko się zgadzała i chodziła uśmiechnięta od samego rana dziękując Bogu, że ktoś mnie zechciał.
Z tym, że ja nie jestem warzywem ani sadomaso.

Jezu...ile razy ja myślałam IDENTYCZNIE! nawet zastanawiałam się nad eksperymentem tego typu, że naprawdę zmieniłabym się na jakiś czas w niemającą zdania kukłę. Ale po pierwsze -  zbyt ambitna jestem, zbyt świadoma by nie miec nic do powiedzenia. Dla mnie związek to partnerstwo, a nie służalstwo. Po drugie - nigdy nie akceptowałam myśli, że to on mi robi łaskę że mnie zechciał, choć nie raz taka mnie dreczyła. To bardziej on miał farta... kobieta 7 lat młodsza, atrakcyjna, wesoła i ambitna, a do tego był moim pierwszym partnerem seksualnym... no nie pełnia szczęścia?! Dałam mu syna, z którego oboje cieszymy się ogromnie.
Po trzecie  - zaskakujące, że na poczatku znajomosci wychwalał we mnie przede wszystkim to, że nie jestem typem "zahukanej dziewczynki", że mam swoje zdanie, jestem oczytana i świadoma... ha, o ironio! A teraz to mu przeszkadza! Bo wolałby jednak cichą i służalczą... nie raz mu to wytykałam, ale się wypiera.

I to naprawde bardzo zachwialo moim zaufaniem do mężczyzn, ludzi w ogóle. mogą Ci mówić na początku znajomości to co chcesz usłyszeć, w głowie snując sobie plan jak Cię szybko zmienić, gdy już dasz się usidlić.

Pamiętam nawet taką sytuacje, zaraz po ślubie, która mnie bardzo zdziwiła. Mianowicie, to była jeszcze era GG, wiec ustawiłam sobie na opis coś takiego
"Jedyną rzeczą jaką facet powinien zmieniać w kobiecie, którą naprawdę kocha jest nazwisko."

Pokazałam mu ten cytat zachwycając się jaki jest cudowny. A On popatrzył wtedy na mnie ze zdziwieniem i powiedział " Ja się z tym nie zgadzam". mnie zamurowało - " Ale jak to?" Tłumaczył, że ludzie powinni się ciągle uczyć od siebie i rozwijać. Wtedy stwierdziłam, że pewnie ma rację. A teraz wiem już na czym polega to jego "uczenie sie od siebie" - On uważa, że jego nieustanne krytykowanie mnie ma służyć mojemu rozwojowi. Często gdy nie wytrzymuje i pytam wprost " musisz tak ciągle mnie krytykować" odpowiada " Przecież robie to, żebyś zauważyła jak wiele błędów popełniasz, żebyś się rozwijała i ich nie popełniała" .

On jest chyba psychopatą...

15

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Jeśli chodzi o teściową, to mam akurat pewność. Bywa że jestem u niej na kawie sama, też się zwierza ze swoich problemów i to co ją bardzo dreczy to to, żeby jej synalek nie był taki jak jego tatuś. Ale ani ja, ani ona nie jesteśmy w stanie do niego dotrzeć. Ona u nas nie bywa, bo za daleko. Z nim rozmawia przez telefon tylko czasami, opowiadając co tam w domu znowu się wydarzyło. O innych sprawach prędzej pogada ze mną. On ma w głowie swoje bagienko i nie ma ochoty się zmieniać. Zresztą po co ? Przecież tak jest idealnie.

Ja to sprawdziłam. Jak się toczyło wedle jego planów to wszystko było cacy. Nie mówię, że zawsze jest wtedy źle, bo bywa różnie, ale tak na dłuższą metę żyć się nia da. Nie mam zamiaru czuć się jak kukiełka. Są rzeczy, których nie jestem w stanie zaakceptować a skoro on nie jest w stanie zrobić niczego dla mnie to czemu ja mam wiecznie podporządkowywać się pod niego i znosić coś mimo woli ? Ni dy rydy.

Taaaak, wszystko przecież dla naszego dobra. Ten agent jest ode mnie starszy o dwa lata i potrafi powiedzieć, że ja zachowuję się jak głupiutka jeszcze gówniara ! Ot, cudak, bo co ciekawe to on nie ma żadnej szkoły ani rozumu w głowie, a ja robię magistra ! Ale tak, to on jest TEN MĄDRY.

Matacz, krętacz, kłamca, oszust, to jedyne co mi się ostatnio nasuwa jak myślę o jego zachowaniu. I mimo, że pewności co do jego zachowania nie mam, bo nie wiem czy za każdym razem kłamie, czy kręci, ale kilka razy się zdarzyło więc teraz myślę, że to robi automatycznie.

Boxerka, myślę, że mamy podobne bagienko. Podziwiam Cię, bo ty jeszcze masz dzieciątko.

16

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

Boxerka, myślę, że mamy podobne bagienko. Podziwiam Cię, bo ty jeszcze masz dzieciątko.

Tu nie ma co podziwiać. Dziewczyna pisząca mature z biologii na poziomie rozszerzonym zachodziw  ciąże. moja głupota. I wielka wiara w "One truth love", pierwszy facet, pierwszy partner seksualny, wielka miłość....a przeciez miłość wszystko pokona, prawda ? Głupiutka ze mnie była dziecinka. Ale takie myślenie było nieuniknione... wielka potrzeba kochania i fascynacja seksualnością. Proste i żałosne.
Aczkolwiek syn udany. Prawdziwa "One truth love" smile

17

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Też żyłam w toksie. 4 lata były nawet spoko bo nie było źle. Raz lepiej, raz gorzej. Raz on chciał bardziej, raz ja. Po 4 latach chciałam zaręczyn. No i sie zaczęło... piekło. Bo on nie dojrzały, za mało zarabiam a poza tym on nie będzie z gruba dziewczyną (do modelek nie należę ale jestem szczupła wiec "odchył"). Zamiast pierdyknąć go wałkiem w głowe, płakałam, prosiłam, tłumaczyłam, wkurzałam się, odsuwałam się, zamknęłam się w końcu w sobie. Wszystko było moja winą bo przecież to przeze mnie się ciągle kłócimy. Śniło mi sie że go zdradzam, że odchodzę. Najlepszy był mój ojciec który tak bardzo chciał slubu córuni że był wstanie tak zanizać moje poczucie własnej wartości że byłam przekonana że absolutnie WSZYSTKO jest moją winą i że należy mu wszytsko wybaczać i że się zmieni i dojrzeje. Aż w końcu Jego rodzina wzieła mnie w obroty, nagadali mi że jego zamiłowanie do gier komputerowych jest "dziwne", że z nim nie mieszkam wiec nie wiem jak się zachowuje i żebym się lepiej zastanowiła czy chcę mieć takiego męża.Wiedziałam że gra jak ale twierdził że to tylko rozrywka. Kiedy zaproponowałam wspolne mieszkanie padło jedno pytanie "Gdzie będzie stał w domu komputer i że on nie chce zeby ktoś widział jak on gra". JEGO RODZINA dała mi kopa do wyjścia z bagna. Powiedziałam że albo zacznie sie leczyć z tymi grami albo koniec. Albo ja albo gry. Wybrał gry. Pierdykło tak że aż się ziemia zatrzęsła. Wiem że potem dotarło co stracił i próbował podchodów ale widząc moje absolutne NIE- zrezygnował.

Bałam się samotności najbardziej, cierpienia i że nikogo już nie spotkam. Spotkam czy nie spotkam, wyjde za mąż czy nie, będę mieć dziecko czy nie- nie wiem. Ale samotność i pluszowy miś jest lepszy niż trzęsące się ręce, obgryzione paznokcie i ciągły strach, niepokój, ból. Staram sie przelać swoja miłość i instynkt macierzyński na pomaganie ludziom bo taki jest mój zawód.

Boże, co to był za koszmar! Jak się cieszę że się to skończyło i że jestem teraz zupełnie kimś innym. Schemat sie powtarza gdy spotkasz znów nieodpowiedniego ale doświadczenie buduje poczucie wartości że DASZ RADE. Powodzenia!

18

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Marzy mi się właśnie, żeby usiąść w swoim świeżi wyremontowanym pokoiku z kubkiem kawusi i pomyśleć, w końcu jestem SAMA, w końcu SZCZĘŚLIWA !

Ale wiem, że brak mi póki co odwagi, żeby tak po prostu się odciąć. Wiem, że nie dałabym rady tego zrobić teraz, tak raz ciach... załamałabym się i szybciutko chciała wrócić w to bagno... sad

19 Ostatnio edytowany przez artystka1989 (2013-05-28 01:07:51)

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Hej:) jak doskonale znam te uczucia.. niestety przechodzę to już 2 raz:( rok temu zerwał ze mną okropny facet, upokarzał mnie na każdym kroku, mówił pełno bolesnych słów.. bardzo mi na nim zależało. Nie odeszłam, nie miałam siły to on mnie odtrącił.. przecież byłam taka zła, zawsze go właśnie prowokowałam. Wszyscy z moich znajomych i rodziny mówią, ze jestem super kompromisowa i zawsze można ze mną rozsądnie porozmawiać, a od moich dwóch słyszałam że prowokuję i prowokuję.. Po rozstaniu z tamtym myślałam, że nie przeżyję, na prawdę to był prawdziwy koszmar, a on obnosząc się tym jak beze mnie mu dobrze nie ułatwiał mi tego. Po pół roku, kiedy już zaczęłam dochodzić do siebie i czułam się znów szczęśliwa siedząc nawet sama w domu poznałam następnego. Byłam wtedy silniejsza , racjonalna, oceniałam jego cechy pod każdym kątem . Wydawał się przeciwieństwem, traktował jak księżniczkę, zabiegał. Nie chciałam związku, nie pociągał mnie, ale , że na prawdę nie miałam mu nic do zarzucenia, zaczęłam się do niego przekonywać. Niestety w  momencie jak tylko oficjalnie zgodziłam się z nim być zmienił się nie do poznania. Sama nie wiem czy czuję coś do niego czy nie, bo przeżywam taki szok w związku z jego zachowaniem, że aż nie umiem się odnaleźć. Jesteśmy razem około pół roku. Nie wyznał mi nigdy uczucia, a nawet wręcz powiedział nie kocham Cię nie wiem , czy umiem się zaangażować. Taki sam tekst usłyszałam od byłego. Tylko , ze były od początku chamem był, a ten zapewniał mnie przed związkiem " przekonam Cię do facetów, nigdy Cię nie zranie". Jak mu to przypomniałam powiedział 'pomyliłem się". Przedwczoraj w trakcie na prawdę drobnej wymiany zdań powiedział do mnie " spierdalaj":(Oczywiście go sprowokowałam według niego. Tak jak pisała jedna z Was wpadłam z deszczu pod rynnę. Najgorsze jest to, że coraz bardziej myślę , że to ze mną jest coś nie tak, że po prostu mnie nie da się kochać. Myślę, że błąd popełniłam pakując się za szybko w drugi związek, ale na prawdę nie spodziewałam się , że ktoś kto po prostu był aniołem , gdy mi nie zależało, jak tylko pokaże trochę zaangażowania zacznie mnie tak traktować. Także trzymam dziewczyny za Was kciuki i radzę pobyć dłużej singlem niż ja, aby ustrzec się przed taki wilkami w skórze baranka. Niesamowite jest , jak przyciągamy ten sam typ facetów, moi nawet mówią te same teksty, mają słabości do byłych, krzyczą i uważają , że wszystko to moja wina, bo prowokuję i gdybym była inna to by mnie pokochali. Ja niestety już chyba nie mam siły podejmować o siebie walki, chociaż tak bardzo po prostu chciałam kochać i być kochaną, jak najbardziej banalnie to brzmi:(

20

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Dziś był telefon. Oczywiście, jak gdyby nigdy nic, pytanie kiedy przyjade. Na moją odpowiedź, że narazie nie, bo jestem w połowie remontu, poza tym mam zjazd w szkole w sobotę i przede wszystkim nie chcę, bo muszę odpocząć a i jemu może przydałoby się nad tym cyrkiem zastanowić.... dostałam odpowiedź, że dalej głupoty mi się w głowie trzymają, że on oczywiście nic złego nie robi a ja nim pomiatam jakby nie wiadomo jaki zły był. I na końcu, że jeśli jutro nie chce przyjechac, to mam sie lepiej nie odzywać, bo on sobie sam czas zorganizuje.
Pierwszy raz nie zrobiło to na mnie wrażenia.... A sobie organizuj !

Oczywiście ja się pierwsza nie odezwałam, to on zadzwonił. Byłam spokojna, pytał o remont to spokojnie powiedziałam na jakim etapie jestem. Całą rozmowe byłam miła i spokojna, nawet po tych jego słowach, odpowiedziałam, że "dobrze, skoro tak wolisz. Miłego dnia." I się rozłączyłam. Nie napiszę ani się nie odezwę.

Zatęskni to się odezwie, jak zwykle, będzie płacz. A jak nie, to jeszcze lepiej dla mnie.

Ot, wielkie rzeczy. Idę myć okna, ha !

21

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

a i jemu może przydałoby się nad tym cyrkiem zastanowić.... dostałam odpowiedź, że dalej głupoty mi się w głowie trzymają, że on oczywiście nic złego nie robi a ja nim pomiatam jakby nie wiadomo jaki zły był. I na końcu, że jeśli jutro nie chce przyjechac, to mam sie lepiej nie odzywać, bo on sobie sam czas zorganizuje.
Pierwszy raz nie zrobiło to na mnie wrażenia.... A sobie organizuj !

To ze ja - czytaj Ty - mam problem z "tym" czy z "tamtym", to nie znaczy, ze mam problem z smile
Czego nijak nie moge powiedziec o Tobie.

rowerowa napisał/a:

Oczywiście ja się pierwsza nie odezwałam, to on zadzwonił. Byłam spokojna, pytał o remont to spokojnie powiedziałam na jakim etapie jestem. Całą rozmowe byłam miła i spokojna, nawet po tych jego słowach, odpowiedziałam, że "dobrze, skoro tak wolisz. Miłego dnia." I się rozłączyłam. Nie napiszę ani się nie odezwę.

Zuch dziewczyna, gratki wink

rowerowa napisał/a:

Zatęskni to się odezwie, jak zwykle, będzie płacz. A jak nie, to jeszcze lepiej dla mnie.

Odezwie sie jak ogarnie swoja qwete, bo poki co to dalej robi do swojego gniazda trzymajac reke w nocniku wink

rowerowa napisał/a:

Ot, wielkie rzeczy.

Male jest piekne... big_smile

22

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

I na razie blada dupa...
Jakieś tam wiadomosci dostaje, ale raczej wyglądające jak meldunku - bylem tam, idę tam. Nie wiem po co ? Wcześniej tak nie robil, moze to jakas reakcja ?
Pytal o co mi własciwie znowu chodzi, to powiedzialam po raz kolejny. Niepotrzebnie chyba. Reakcja ? Obraza majestatu...skoro on taki zly to powinnam sobie poszukac swojego idealu.
Później milczenie. I znów pytanie, kiedy w końcu przyjadę... Jak gdyby nigdy nic.

Jak na karuzeli...

23

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Kolejna dolina... Usłyszałam po raz nie wiem już który, że jestem beznadziejna, że robie cyrki, że to on się przy mnie marnuje. Że wszystko co złe jest przeze mnie i to ja niszcze ten związek a od niego oczekuje jakiś magicznych przemian, które - on ma w głębokim poważaniu. Jak mi sie nie podoba to nie musze wcale przyjeżdżać, tylko mam mu później nie truć dupy telefonami ani smsami jak mi rozum do głowy przyjdzie.

Boże... I ja to chciałam jeszcze ratować ? Za co się pytam, czym ja sobie do cholery na to zasłużyłam ? Poświęceniem swoim, nerwami, pomaganiem mu... To jakieś chore ;(((

24

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

Kolejna dolina...
Boże... I ja to chciałam jeszcze ratować ? Za co się pytam, czym ja sobie do cholery na to zasłużyłam ? Poświęceniem swoim, nerwami, pomaganiem mu... To jakieś chore ;(((

To teraz widzisz ile sprzeczności jest w tym, co robisz i w tytule Twojego wątku do jego postawy. Chciałabyś cos zrobic - najlepiej we dwoje - a jemu nijak to pasuje, bo za kazdym razem, to on by chciał rozdawać karty. W tym wypadku "my" to niestety fikcja, wracasz do pierwotnego układu "ja i ty" i choc formalnie razem, to jednak osobno. Paradoksalnie tak bedzie lepiej dla Ciebie, byś Ty w tym zwiazku żyła jednak "all inclusive" na własny rachunek. Im szybciej, tym lepiej i łatwiej zerwać okowy jakby nie patrzec chorego zwiazku.

25

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Chciałam coś zrobić, tak niestety chciałam. Miałam nadzieje, że gdy powiem mu co czuje i odsune się to prędzej czy póżniej coś zrozumie. Ja chciałam byc silniejsza przez to odsunięcie, ale też miło by było, gdyby on to zauważył i przemyślał dlaczego to zrobiłam.
Cóż. Nadzieja matką głupich.

Po tym co usłyszalam czuje się jak wrak... Najgorsze, że nie ma nawet z kim porozmawiać, nikt nie poklepie po plecach, bo nikogo dookoła mnie nie ma.

26

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Tu jest własnie cały wic, ze choc temat uczuć wiedzie prym w związku, tak tutaj w tym temacie toksyka, jest on i jemu podobne tez wazny, ale od dalece posunietego szarego końca. Brzydko mowiac musisz byc dla niego zimna s...a i nie gadać o nich, dopoki on sam nie zacznie. Co jest bardziej jak pewne, ze to i tak nie nastąpi. Jego musi byc zawsze na wierzchu. Metoda 34 kroków to podstawa dla Ciebie. Poczytać wątek anytgony i zwroc uwage tam na posty Karolci.

27

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

No proszę, gość się rozkręca...
Dostałam już 3 smsy w ciągu 10 min.
Że jestem beznadziejna, że zachowuje sie jak gówniara wymyślając jakieś chore problemy, których w rzeczywistości nie ma, powinnam lepiej zająć się kolorowankami bo to na moim poziomie... Że żaden normalny facet nigdy ze mną nie będzie bo mam cos z głowa... Że skoro on jest taki zły dla mnie to powinnam trafić na takiego co mnie wykorzysta i zostawi to dopiero bym mogła powiedzieć, że ktoś jest zły...

Cud, miód i orzeszki...

Znając jego, ze złości na mnie oczywiście, założy sobie dziś setki kont na portalach żeby poflirtować z tymi "fajnymi dupami" a nie takimi beznadziejnymi jak ja, coby mi na złość zrobić...

Żal mi nie wiem czy jego, czy siebie, że tak długo znosilam to wszystko i jeszcze liczyłam na zmianę...

Szkoda tylko, że zostałam z tym całkiem sama sad

28

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Nie załamuj się!! Sama niedawno wyszłam z toksycznego związku.. Po jakimś czasie chciał wrócić - ale wybili mi to z głowy! Forum pomaga. Rady Bagsa są nieocenione..

Gdy się od tego oderwiesz poczujesz ile jesteś warta! Ja to właśnie czuje. W końcu mogę się uśmiechnąć, nikt krzywo nie patrzy, nie krytykuje, nie bije! Toksyczni faceci niszczą nas by sami poczuć się lepiej. Uwierz, że to uzależnienie zacznie słabnąć. Jesteś młodą wartościową kobietą, to on sprawił, że czujesz inaczej. Nie daj mu tej satysfakcji. Odejdź!!!

29

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

apel do pani ruchowej; blog "moje dwie głowy"; "molestwanie moralne" i "wredni ludzie" Jay Cartera tak na cito do poczytania nie zaszkodzi tez "zanurzyc" sie w bloku Ehdi z linku w Jej stopce.

30

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

No proszę, gość się rozkręca...


Żal mi nie wiem czy jego, czy siebie, że tak długo znosilam to wszystko i jeszcze liczyłam na zmianę...

Szkoda tylko, że zostałam z tym całkiem sama sad

rowerowa u mnie bylo niemal identycznie, nie bylo "nas" bylam ja i on. ciagle zylam nadzieja i marzeniami, ze sie zmieni, ze da mi to czego oczekuje i potrzebuje tj.milosc, wsparcie, wdziecznosc, sczescie... a co dostalam? dostalam zatracenie siebie, poczucie zalu, niechec do zycia, poczucie beznadziejnosci z samotnoscia w gratisie! tez jestem sama, zostalam z tym g.. zupelnie sama! ale z kazdym dniem jest coraz lepiej, mniej mysle, a wiecej widze, zaczynam dostrzegac swoja naiwnosc w tym wszystkim! obiecywal, mowil ze bedzie dobrze, gdy to ja sie k...a zmienie.... ŻAL!!!! uczynilam z niego priorytet, podczas gdy ja bylam tylko opcja... nadal tak jest, bo chyyba chce miec ze mna kontakt, bo od czasu do czasu odezwie sie, ale po co ? pewnie po to by kogos pobzykac! K...a!!! czasami nie daje juz rady!

ps. jak to ufo przyleci to niech i jego zabiera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam! big_smile big_smile big_smile

31

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

A więc KONIEC....

Usłyszałam dzisiaj, że jestem chora psychicznie, że tak jak on chce jest lepiej, bo on wie co jest dla niego dobre. Jak mi się tak bardzo nie podoba życie z nim to mam sobie zostać w domu i znaleźć swój pieprzony ideał. On ma dosyć wysłuchiwania moich wielkich żali tego jaki to on jest niedobry. On chce sobie żyć spokojnie, a nie budzić się i mieć obok wielką histeryczke, której wszystko nie pasuje.
Powiedział, że on się zmieniać nie ma zamiaru, bo tak jest dobrze. A to ja powinnam się leczyć, bo mam coś z głową.
Stwierdził na koniec, że mam mu dać swięty spokój, bo męcze go swoimi wymysłami a on ma lepsze zajęcia niż wchodzenie mi w tyłek.

Po tej rozmowie... rycze jak bóbr po prostu ! Myślałam, że jestem silniejsza. On narawde niczego nie widzi...

Rozwaliłam się na milion kawałków

32

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

No proszę, gość się rozkręca...
Dostałam już 3 smsy w ciągu 10 min.
Że jestem beznadziejna, że zachowuje sie jak gówniara wymyślając jakieś chore problemy, których w rzeczywistości nie ma, powinnam lepiej zająć się kolorowankami bo to na moim poziomie... Że żaden normalny facet nigdy ze mną nie będzie bo mam cos z głowa... Że skoro on jest taki zły dla mnie to powinnam trafić na takiego co mnie wykorzysta i zostawi to dopiero bym mogła powiedzieć, że ktoś jest zły...

Cud, miód i orzeszki...

Znając jego, ze złości na mnie oczywiście, założy sobie dziś setki kont na portalach żeby poflirtować z tymi "fajnymi dupami" a nie takimi beznadziejnymi jak ja, coby mi na złość zrobić...

Żal mi nie wiem czy jego, czy siebie, że tak długo znosilam to wszystko i jeszcze liczyłam na zmianę...

Szkoda tylko, że zostałam z tym całkiem sama sad

Boże...po naszych rozstaniach wcześniejszych słyszałam TO SAMO  od swjego męża. Dokładnie... żebym sobie posuzkała innego i ciekawe kto ze mna wytrzyma...że zachowuje sie jak gówniara i tylko do mamusi umiem uciekać...

33

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Tak, my wszystkie przecież mamy "coś z głowami".
To jest jakieś chore. Kompletnie chora sytuacja. Przez chwile rozmawia normalnie, a po chwili znowu jedzie. Masakra.
Najlepsze, że usłyszałam dzisiaj, że ja napewno coś ćpam jak jestem u siebie w domu, bo przecież to niemożliwe, że można się tak zachowywać normalnie.

Szok po prostu. Co za gnojek...

34

Odp: Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...
rowerowa napisał/a:

A więc KONIEC....

Po tej rozmowie... rycze jak bóbr po prostu ! Myślałam, że jestem silniejsza. On narawde niczego nie widzi...

Rozwaliłam się na milion kawałków

nie ma roztan bez emocji, wiekszych czy mniejszych, aale nie ma!!! pomimo tego, ze bylysmy z kims kto nas gnoil to i tak w jakims stopniu tesknimy i mamy poczucie zalu, a to wszystko przez przyzwyczajenie ... daj czasowi czas, a wszystko bedzie dobrze, poskladasz sie z miliona kawalkow znow w jeden! mysl pozytywnie i nie dopatruj sie w tym swojej winy! nie daj sobie wmowic, ze jestes nienormalna!!!
trzymam za Ciebie kciuki! mnie sie prawie udalo, jestem na dobrej drodze to i Tobie sie uda!!!!!!
:*

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Powolne dojrzewanie do uwolnienia się od toksyka...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026