znalazłam się w dość dziwnej sytuacji, zrobiłam coś , czego nawet nie jestem sobie w stanie racjonalnie wytłumaczyć i , co najgorsze, wcale nie mam zamiaru tego odkręcić, ale do rzeczy..
kiedy miałam niecałe 15 lat po raz pierwszy miałam chłopaka. teraz z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę jak irracjonalne i dziecinne było traktowanie tego związku nie wiadomo jak serio. ale w tamtym okresie byłam w tym chłopaku baaardzo zakochana. mało tego , nawet planowałam z nim wspólną przyszłość. między nami bywało różnie , oboje byliśmy niedojrzali , on sprawiał mi wiele przykrości , oszukiwał , ale mimo wszystko spędziliśmy ze sobą 1,5 roku.
kiedy byliśmy ze sobą on nie szanował za bardzo ani mnie , ani naszego związku, dopiero jak doszło do rozstania uciekał się do różnych sposobów odzyskania mnie ; od błagania , poprzez odgrażanie się odebraniem sobie życia , do prób zniszczenia mojego nowego związku w rózne , nieraz bardzo podstępne , perfidne sposoby. niestety , na nic zdały się jego starania , nie zgodziłam się do niego wrócić.
kiedy On w końcu zdał sobie sprawę , że prawdopodobieństwo tego że jeszcze ze sobą będziemy jest bardzo małe, praktycznie zerowe, zdecydował się zgodzić na moją propozycję przyjaźnienia się.
pomimo że dalej coś do mnie czuł , a temat ponownego bycia razem poruszał często, pozostawaliśmy cały czas w relacji kolega-koleżanka. chociaż nie zawsze , tak samo jak w związku, było między nami idealnie , to ta znajomość przetrwała niezły kawał czasu. w ostatnim czasie nasze relacje były całkiem ok, często się spotykaliśmy , fajnie spędzaliśmy czas. tyle , że on akurat był w związku , a jego dziewczyna nie była zachwycona naszymi spotkaniami. On się tym nie przejmował , nie zależało mu za bardzo na niej , niejednokrotnie powtarzał mi że jedno moje słowo wystarczyło by , żeby ją rzucił i wrócił do mnie. w sumie było między nimi na tyle źle , że rozstali się. tyle , że po kilku dniach od tego właśnie rozstania okazało się , ze ona jest w ciązy. wtedy podjęli decyzję , ze jednak będą ze sobą, On na swój sposób cieszy się z tego dziecka , chciał być ojcem, tyle że ta dziewczyna.. no cóż, nie jest spełnieniem jego marzeń.
a wtedy.. nie wiem co strzeliło mi do tego głupiego łba. powiedziałam mu , że jest mi szkoda bo właśnie jak się dowiedziałam o ich rozstaniu , to chciałam zaproponować mu zebyśmy spróbowali jeszcze raz, że zależy mi na nim.. tylko ta ciąza wszystko skomplikowała. był bardzo zaskoczony , zrobiłam mu tym wyznaniem niezły mętlik w głowie. co najgorsze , on wcale nie jest zdecydowany odrzucić tej propozycji , cały czas ją rozważa , przez co coraz bardziej odsuwa się od tej dziewczyny. wszystko było by , myślę do przełknięcia , gdyby nie to , że to, co mu wyznałam było wymyślone na poczekaniu. bo ani mi na nim nie zależy , ani nigdy przenigdy , w zadnych okolicznościach nie chciałabym z nim już byc. jestem tego pewna. i wcale nie chodzi o jakąś zazdrość o niego czy lęk że strace go , choćby jako przyjaciela. właściwie sama nie wiem o co mi chodzi , po co to zrobiłam. i jak już wyżej wspomniałam jakoś nie spieszy mi się z uświadomieniem go , że skłamałam.
czy ze mną jest coś nie tak ? chociaż chyba nie musicie odpowiadać, wiem że to co zrobiłam jest chamskie i idiotyczne.
ale wciąż nie mogę sobie tego na tyle mądrze przetłumaczyć , zeby to odkręcić