netkobietyWszystkie działy
Zdrowie kobiety

Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

26 odpowiedzi5 698 wyświetleńzałożony przez Paola12501, 15.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Wypowiedzi na forum to doświadczenia i opinie użytkowniczek, a nie porada medyczna. W sprawach zdrowia skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.


Forum Kobiet » ZDROWIE KOBIETY » Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Witajcie,
Po ostatnich wiadomościach widzianych przeze mnie w telewizji, gdzie poruszano kwestię usunięcia obu piersi przez Angeline Jolie, gdyż odziedziczyła nowotwór raka piersi po matce i ryzyko to wynosi 50%...
Zaczęłam się nam tym wszystkim zastanawiać, ponieważ moja mama zmarła na raka, a konkretnie na chłoniaka. Jak mi wiado o jest to rak odpornościowy, spadek jakiś białych krwinek.
Czy istnieje ryzyko, iż ja jestem również w grupie ryzyka zachorowania na raka lub mój brat?
Czy nie zaszkodzi mi pójść do onkologa zbadać się w tej kwestii?
Bardzo proszę o radę!
Chcę interweniować wcześniej niż jak będzie już za późno .... ;/

2

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

ja bym na Twoim miejscu po prostu poszla sie przebadac. tego nikt Ci nie zabroni.
Moja mama tez miala raka, na szczescie przezyla,wygrala walke z rakiem. U niej byl to jakis zmutowany gen, w sumie cos podobnego do tego co miala Jolie, tylko ze jak moja mama chorowala to technika byla daleeeeko do tylu.

3

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Paola, troszkę chyba źle się wyraziłaś. Angelina NIE odziedziczyła nowotworu, tylko wadliwy gen, który w znacznym stopniu daje jej duże prawdopodobieństwo na zachorowanie na tą właśnie chorobę.
Moja mamusia też zmarła na raka (płuc), tak jak jej brat, i jej rodzice. Sądzę, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że przekazała mi wadliwy gen. Na razie mam inne problemy zdrowotne z którymi się muszę uporać, więc może później zajmę się jakimiś badaniami w tą stronę.

Z tego co wiem, to można wykonać jakieś badania wykrywające te "wadliwe geny", jakie to badania nie wiem. Być może są różne w zależności od występowania raka. Myślę, że jeśli chcesz to sprawdzić to powinnaś zgłosić się do lekarza i wypytać o szczegóły i możliwości. Czy od razu do onkologa? ja chyba bym najpierw poradziła się lekarza pierwszego kontaktu - mam do niego zaufanie. Sama znasz najlepiej swojego lekarza i ocenisz czy jest na tyle kompetentny, żeby umiał wskazać Ci drogę postępowania w tym przypadku. Bo odpornościowy, od krwinek? to może po prostu powinnaś być pod kontrolą hematologa (lek. od krwi), albo immunologa (lek. od odporności), a niekoniecznie onkolog.

4

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Jeśli w rodzinie zdarzały się nowotwory, to najbliżsi mogą być nosicielami wadliwych genów, predysponujących do zwiększonego ryzyka rozwoju choroby. Takie osoby w ramach profilaktyki bez problemu otrzymują (a przynajmniej powinny) skierowanie na wykonanie specjalistycznych badań, które to są wówczas refundowane. Z problemem można udać się od razu do onkologa, do którego nie potrzebujemy skierowania.

5

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Post przeniesiony:

wont napisał/a:

Do tej pory sądziłem, że rak piersi wcześnie wykryty jest uleczalny i można często uratować pierś.

Poszukałem chwilę w internecie i tak, miałem rację. Taką informację podaje m.in. strona Narodowej Fundacji na rzecz Walki z Rakiem.
http://www.rak.supermedia.pl/okowoko.html

O co chodzi w takim razie z Andżeliną Jolie? A raczej o co chodzi z tym wszechobecnym aplauzem w naszych mediach dla jej decyzji. Jestem facetem i po prostu nie rozumiem dlaczego zamiast co miesiąc poddawać się badaniu piersi i szybkiemu reagowaniu w przypadku ewentualnego wykrycia nowotworu ona po prostu usunęła sobie piersi. Możecie mi choć trochę wyjaśnić o co w tym chodzi?

6 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-05-17 22:00:54)

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Co do postu wonta, to odpowiedź jest prosta: rak nie wiąże się jedynie z usunięciem guza (czy wycięcia wszelkich chorych tkanek w obrębie) ale z chemioterapią, radioterapią, wyczerpaniem organizmu i myślami do końca życia, czy nie powróci (zresztą nie każdemu się udaje przejść pomyślnie chemię)... a z guzami piersi jest niestety tak, że bardzo często przez długi czas są bardzo malutkie, tak że ciężko je wykryć lekarzowi podczas badania, a co dopiero nam samym podczas samobadania, a potem nagle zaczynają w szybkim tempie rosnąć, albo złośliwieć, nie dając wcześniej żadnych objawów i często jest już za późno. Ona miała aż 87% że będzie miała raka, więc wolała tego wszystkiego uniknąć, zwłaszcza, że jest matką szóstki dzieci.

Mężczyznom ciężko temat zrozumieć, bo piersi nie posiadają. A z tą obserwacją gruczolako-włókniaków (bo zapewne o to chodziło wontowi) to też jest to kiepska metoda i stresująca, bo wiąże się z częstymi biopsjami (które wcale nie są bezbolesnym badaniem), albo badaniem USG, które prawdę mówiąc gówno daje.

Ja podziwiam Angelinę od wielu lat za jej działalność spoza show biznesu, a teraz to po prostu jest dla mnie wielkim kobiecym autorytetem. Ja bym się nie odważyła, a nawet jeśli - nie ogłaszałabym tego, a ona to robi mimo, a może przede wszystkim dlatego, że jest znana na całym świecie. Tym samym zwraca uwagę na profilktykę raka piersi i raka jajników. I bardzo dobrze! Może coś do tych zaciemnionych babskich umysłów w końcu trafi, żeby chodzić do ginekologa częściej niż gdy się zajdzie w ciążę (czyli średnio 2/3 razy w życiu ;/)

7

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Przeczytałam dziś - dla mnie kontrowersyjne - słowa publicysty Tomasza Terlikowskiego, który we ,,Frondzie" stwierdził:

,,Rak piersi czy jajników jest w przypadku Angeliny Jolie wydarzeniem czysto wirtualnym, a operacja, której poddała się aktorka, jest jak najbardziej realna i niesie ze sobą cały szereg skutków ubocznych czy zagrożeń. Usunięcie jajników, które zapowiada obecnie Jolie, będzie skutkowało w całym jej życiu, a wielu z jej skutków nie da się usunąć, a mastektomia także nie jest usunięciem pryszczy, ale operacją, która narusza integralność cielesną człowieka.
W przypadku choroby nowotworowej to właśnie ona jest usprawiedliwieniem radykalnych i niekorzystnych skutków ubocznych chirurgicznej ingerencji. Nie jest jednak takim usprawiedliwieniem, jak się zdaje, samo prawdopodobieństwo choroby. Jeśli zgodzimy się na takie myślenie, to medycyna przekształci się z leczenia w okaleczanie zdrowych (a Angelina Jolie była zdrowa) ludzi. A na to nie powinno być naszej zgody, szczególnie, że ? z innych statystyk wynika, że odpowiednio wcześnie wykryty rak piersi czy jajników, także ten wywołany mutacjami genetycznymi, jest w pełni wyleczalny. Prewencją są więc regularne badania, ewentualnie mastektomia czy usunięcie jajników, gdy do choroby już dojdzie. Okaleczenie pozostaje zaś okaleczeniem."

Oczywiście można tu rozpatrywać wszystkie za i przeciw, jestem jednak pewna, że ta decyzja została przez Angelinę Jolie starannie przemyślana. Przyznaję też, że takie wypowiedzi, jak Terlikowskiego, przyprawiają mnie o gęsią skórkę - to jest jej życie i jej ciało, jej strach i jej ból, nikt, zawłaszcza ten, kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, nie powinien oceniać tego w kategoriach etycznych. Jeśli ktoś ma aż 87% ryzyka zachorowania na raka, które może zmniejszyć do 5%, jeśli ma dzieci i szczęśliwe życie, a za sobą traumę spowodowaną najpierw walką stoczoną z tą straszną chorobą przez własną matkę, a potem jej odejściem, to taka prewencyjna decyzja wydaje się w pełni zasadna. Onkolodzy zresztą twierdzą, że choć tak heroiczna, kontrowersyjna i daleko idąca, to mastektomia była słuszna. 

Dr Dariusz Godlewski, onkolog z Ośrodka Profilaktyki i Epidemiologii Nowotworów oraz inicjator kampanii społecznej ,,Policzmy Się", powiedział wręcz:
,,Decyzja Angeliny Jolie jest odważna, ale potrzebna. My także tym pacjentkom, które mają odpowiednie wskazania, zalecamy taki zabieg - mówi dr Godlewski. W Polsce to może być około tysiąca pacjentek rocznie. Ich decyzje są różne, części brakuje odwagi, boją się utraty "kobiecości". Tymczasem w czasie tego samego zabiegu wszczepiane są implanty. Otoczenie może w ogóle nie zorientować się, że kobieta przeszła mastektomię. Tym bardziej ogłoszenie tego faktu przez Angeline Jolie powinno wzbudzić uznanie. Musimy więcej mówić o raku, bo w Polsce aż 15% pacjentów nie podejmuje leczenia. Tymczasem trwająca właśnie kampania "Policzmy się" dobitnie pokazuje, że rak to nie wyrok. Przykład tych, którzy pokonali nowotwór powinien być inspiracją dla innych."

8

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów
Olinka napisał/a:

Przeczytałam dziś - dla mnie kontrowersyjne - słowa publicysty Tomasza Terlikowskiego, który we ,,Frondzie" stwierdził:

,,Rak piersi czy jajników jest w przypadku Angeliny Jolie wydarzeniem czysto wirtualnym, a operacja, której poddała się aktorka, jest jak najbardziej realna i niesie ze sobą cały szereg skutków ubocznych czy zagrożeń. Usunięcie jajników, które zapowiada obecnie Jolie, będzie skutkowało w całym jej życiu, a wielu z jej skutków nie da się usunąć, a mastektomia także nie jest usunięciem pryszczy, ale operacją, która narusza integralność cielesną człowieka.
W przypadku choroby nowotworowej to właśnie ona jest usprawiedliwieniem radykalnych i niekorzystnych skutków ubocznych chirurgicznej ingerencji. Nie jest jednak takim usprawiedliwieniem, jak się zdaje, samo prawdopodobieństwo choroby. Jeśli zgodzimy się na takie myślenie, to medycyna przekształci się z leczenia w okaleczanie zdrowych (a Angelina Jolie była zdrowa) ludzi. A na to nie powinno być naszej zgody, szczególnie, że ? z innych statystyk wynika, że odpowiednio wcześnie wykryty rak piersi czy jajników, także ten wywołany mutacjami genetycznymi, jest w pełni wyleczalny. Prewencją są więc regularne badania, ewentualnie mastektomia czy usunięcie jajników, gdy do choroby już dojdzie. Okaleczenie pozostaje zaś okaleczeniem."

Ah, uwielbiam Terlikowskiego i ten spaczony obraz rzeczywistości... Od lat szukam jego dilera.

Przecież nikt jej do tej operacji nie zmusił? To była jej świadoma decyzja. Której osobiście się nie dziwię, bo 87% a 5% to jednak spora różnica. A skoro nie czuje się źle z implantami, to bardzo dobrze. To indywidualna sprawa, czy komuś bardziej zależy na "naturalnych" piersiach i ryzyku, czy woli implanty i spokojny sen w nocy. Skoro można oszczędzić sobie kłopotu, to czemu tego nie zrobić? Ciało człowieka jest jego własnością i może z nim robić co tylko chce. I nikt nie ma prawa się w to wtrącać (a zwłaszcza ten nawiedzony gość).

Co do głównego tematu wątku - cóż, regularne wykonywanie kompletu badań raczej nigdy nie jest złym pomysłem wink

9

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Ta wiadomość była dla mnie szokiem! Ryzyko 50 % tak jak ktoś tam na początku zauważył, a taki krok? Nie wiem czym to było podyktowane, moze Ameryka ma inne doświadczenia z chorobami nowotworowymi ?! Nie wiem.

10

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Czasymira, 50% ryzyka zachorowania na nowotwór jajnika, ale na nowotwór piersi aż 87%.

11

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Ja przypuszczam, ze zrobilabym to samo co Angelina, jakbym miala na to srodki. Choc nie jestem pewna co do refundacji takich zabiegow. Napewno sa refundowane dla osob, ktore sa po amputacji.
Jak juz pisalam, u mojej mamy doszlo do amputacji, jednak moja ciotka miala guza zlosliwego, ale obylo sie bez. Wycieli guza, chyba jest nawet bez chemioterapii, i choc minelo juz 20lat, nic jej nie wrocilo...
Co do rekonstrukcji piersi. Mama sie dowiadywala kiedys o tym, nie wiem czy Angelinie wycieto rowniez cala skore z piersi i sutki, jednak rekonstrukcja polegana tym, ze wycinana jest skora z brzucha oraz czesc lechtaczki, z ktorej robiony jest sutek. Dziwilo mnie, ze mama nie chce sie na to zgodzic, bo chcac nie chcac, to  jest jakis  kompleks, posiadanie protezy nie jest widoczne, jednak glebokie dekolty odpadaja... Ale mama mowila, ze boi sie tego bolu pooperacyjnego, a juz tyle lat zyje bez, ze juz sie przyzwyczaila(w momencie kiedy to weszlo mama byla15lat po usunieciu). Dodam, ze bardzo dlugo chodzila do klubu "Amazonka", gdzie wlasnie kobiety po raku sie spotykaly, wspieraly etc. Niestety bardzo duzo kobiet zmarlo na przerzuty, a na szczescie moja mama jest juz zdrowa. Wygrala ta walke.

12

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Mery, przepraszam, że zapytam, ale Twoja mama jest po amputacji piersi, Twoja ciocia (jej siostra?) miała guza złośliwego - czy Ty myślałaś o tym, aby się pod tym kątem przebadać, sprawdzić czy Twoje geny też przypadkiem nie są wadliwe? Ja wiem, że często mamy w sobie jakiś irracjonalny lęk, ale jak widać choćby na przykładzie Angeliny, wiedza może nam pomóc - przy czym nie mówię już o tak radykalnych decyzjach, ale możesz albo w pełni się uspokoić, albo działać profilaktycznie, czyli obserwować swój organizm, regularnie poddawać się badaniom, prowadzić taki tryb życia, który zmniejszy ryzyko.

13

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów
Olinka napisał/a:

Mery, przepraszam, że zapytam, ale Twoja mama jest po amputacji piersi, Twoja ciocia (jej siostra?) miała guza złośliwego - czy Ty myślałaś o tym, aby się pod tym kątem przebadać, sprawdzić czy Twoje geny też przypadkiem nie są wadliwe? Ja wiem, że często mamy w sobie jakiś irracjonalny lęk, ale jak widać choćby na przykładzie Angeliny, wiedza może nam pomóc - przy czym nie mówię już o tak radykalnych decyzjach, ale możesz albo w pełni się uspokoić, albo działać profilaktycznie, czyli obserwować swój organizm, regularnie poddawać się badaniom, prowadzić taki tryb życia, który zmniejszy ryzyko.

Olinko, ciocia, ktora miala guzek to siostra mojego ojca. Ale tak, caly czas badam sobie piersi sama, jak jestem u ginekologa tez mu mowie, zeby to zrobil(bo nie kazdy od siebie to robi) jednak zastanawiam sie nad konkretnymi badaniami, nie tylko badanie piersi. wiadomo cytologia tez. a przyznam szczerze i bez bicia, ze cytologii juz nie mialam jakis czas robionej... teraz jestem poza krajem chwilowo, ale zastanawiam sie czy nie wybrac sie do lekarza, ktory operowal moja mame, chce miec pewnosc, bo wiadomo, mojej mamie i cioci sie udalo, ale niekoniecznie musi udac sie i mnie

14

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Angelina musi mieć jakies poważne powody dla których to robi. Ciekawa jestem co na to jej mąż - Brat Pitt oraz gromadka jej dzieci (własnych oraz adoptowanych).

15

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów
czasymira napisał/a:

Angelina musi mieć jakies poważne powody dla których to robi.

Może świadomość jak wygląda realna walka z rakiem (mówię tu o chemii, itd)? Nie wiem czy widziałaś, czy miałaś styczność z osobą chorą na raka. Ja tak. Jak już wcześniej wspomniałam... więc wiem co to znaczy. Jak wygląda człowiek po dużych dawkach morfiny, zwijający się z bólu.

16

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Ja nie rozumiem tylko co w tym jest az tak dziwnego, ze to zrobila. Co ma na to jej partner i ich dzieci? To nie tylko dla siebie robila a rowniez dla nich. Jak juz pisalam jesli ja bym miala takie duze ryzyko jak ona i stac by mnie bylo, zrobilabym to samo. Z implantami, bez jsjnikow da sie zyc, a po przegranej z rakiem Cie poprostu nie ma..  co wybierasz?

17

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Mnie zastanawia inny aspekt - czy mając świadomość potencjalnego nowotoworu, czy chciałabym się z tym "dzielić", czy zdecydowałabym się wtedy na dzieci. Myślę, że świadomość ryzyka choroby, mogłabym wypłynąć na moją decyzję o posiadaniu dzieci - czy chciałabym, by rodzina obserwowałam walkę z nowotworem?, czy chciałabym dzieci osierocić?, albo czy chciałabym im przekazać taką chorobę?
Posiadanie genu, to jedno, ale na chorobę się pracuje całymi latami. Nie wydaje mi się, by samo usunięcie ZDROWEGO organu coś zmieniło. To tak jakby wyrwać małemu dziecku zęby, bo istnieje w rodzinie duże ryzyko próchnicy i pozwolić dziecku objadać się dalej słodyczami. Czy jest w tym jakiś sens?
Nowotowory wykrywa się na ogół, gdy są w zaawansowanym stadium, gdy leczenie jest trudne. Mając świadomość większego zagrożenia - myślę, że należy bardziej dbać o siebie i kontrolować, a nie usuwać zdrowy organ.

18

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów
Averyl napisał/a:

Mnie zastanawia inny aspekt - czy mając świadomość potencjalnego nowotoworu, czy chciałabym się z tym "dzielić", czy zdecydowałabym się wtedy na dzieci. Myślę, że świadomość ryzyka choroby, mogłabym wypłynąć na moją decyzję o posiadaniu dzieci - czy chciałabym, by rodzina obserwowałam walkę z nowotworem?, czy chciałabym dzieci osierocić?, albo czy chciałabym im przekazać taką chorobę?
Posiadanie genu, to jedno, ale na chorobę się pracuje całymi latami. Nie wydaje mi się, by samo usunięcie ZDROWEGO organu coś zmieniło. To tak jakby wyrwać małemu dziecku zęby, bo istnieje w rodzinie duże ryzyko próchnicy i pozwolić dziecku objadać się dalej słodyczami. Czy jest w tym jakiś sens?
Nowotowory wykrywa się na ogół, gdy są w zaawansowanym stadium, gdy leczenie jest trudne. Mając świadomość większego zagrożenia - myślę, że należy bardziej dbać o siebie i kontrolować, a nie usuwać zdrowy organ.

dokładnie zgadzam się z Tobą
a co mają zrobić ludzie u których w rodzinie był nowotwór np.płuc? wyciąć płuca zawczasu? albo białaczka,co ktoś taki ma zrobić? albo nowotwór kości? wycinać sobie je po kolei tak dla pewności?

19

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Mnie zastnawia jedno, ok rozumiem że ma wysokie ryzyko szansy na zachorowanie ale....usunie sobie wszystko, co może stać się "łupem raka" a nie liczy się z tym, że nie wyjdzie cało z operacji ?

20

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Boze, w polsce to wszystko jest nie tak, wszystko jest krytykowane...87% to jest bardzo duze ryzyko, i wydaje mi sie, ze wiekszosc osob by zrobila tak jak ona, watpie, ze ktokolwiek by chcial czekac az ten rak sie pojawi i tak jak dziewczyny piszecie, czekalby na moment, kiedy dochodzi do radioterapii i chemioterapii?? nad tym bym sie bardziej zastanowila.

21

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Ja zamierzam zrobić to samo.
Moim zdaniem totalnie bezsensowne jest krytykowanie wycinania 'zdrowego organu' i porównywanie tego do zębów chociażby.
Cycki to niepotrzebne bomby zegarowe w tej sytuacji i tyle. Nie zęby bez których nie da się gryźć , nie płuca bez których nie da się oddychać. Ludzie żołądek usuwają jak wszyscy w rodzinie mieli raka żołądka. 
Jak ktoś chce ryzykować życie i marnować czas na wielki stres ok, jego sprawa. Ale nikt niema prawa w takiej sytuacji krytykować tej decyzji. Badania profilaktyczne nie zmniejszają wystarczająco lęku, ani nie ochronią od powstania raka. 
To jak usunięcie ciąży zagrażającej życiu.

22

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów
NinaLafairy napisał/a:

Ja zamierzam zrobić to samo.
Moim zdaniem totalnie bezsensowne jest krytykowanie wycinania 'zdrowego organu' i porównywanie tego do zębów chociażby.
Cycki to niepotrzebne bomby zegarowe w tej sytuacji i tyle. Nie zęby bez których nie da się gryźć , nie płuca bez których nie da się oddychać. Ludzie żołądek usuwają jak wszyscy w rodzinie mieli raka żołądka. 
Jak ktoś chce ryzykować życie i marnować czas na wielki stres ok, jego sprawa. Ale nikt niema prawa w takiej sytuacji krytykować tej decyzji. Badania profilaktyczne nie zmniejszają wystarczająco lęku, ani nie ochronią od powstania raka. 
To jak usunięcie ciąży zagrażającej życiu.

dokladnie...

23

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Tak i niestety....ale jak rak już się pojawi to wyleczenie go nawet w lekkim stadium do najłatwiejszych nie należy. I niestety nawet profilaktyczne badania czasem nie są w stanie zapobiec śmierci. One tylko dają szanse na uratowanie człowieka i wyleczenie.

24 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-05-22 19:09:45)

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Nowotwory uwarunkowane dziedzicznie to około 5-10% wszystkich zachorowań na nowotwory. Przy założeniu ok 160000 zachorowań na rok to daje jakieś 16 000 max, więc w całej populacji naszego kraju średnie ryzyko przeciętnego obywatela  na to że posiada jakiś gen predysponujący go do zachorowania wynosi jakieś 0,05%. Przy czym wcale nie rozkłada się równomiernie tylko będzie znacznie wyższe u osób które mają historię rodzinną nowotworów występujących dziedzicznie,w niektórych przypadkach do 50% (co znacznie podwyższa średnią) a osoby bez albo z nieznamienną historią rodzinną będą miały ryzyko jeszcze bardziej zbliżone do zera.
Mimo że pewna predyspozycja rodzinna istnieje dla prawie wszystkich nowotworów, to jednak określone mutacje i szczególnie wysokie ryzyko znane jest tylko dla pewnej wąskiej grupy, BRCA i rak piersi i jajnika to jedna z nich. Inne to np. zespół polipowatej gruczolakowatości rodzinnej (rak jelita grubego),zespół Lynch (rak j grubego, żoładka,narządu rodnego).
W związku z powyższym do poradnictwa genetycznego kierowane są osoby, u których na podstawie wywiadu rodzinnego stwierdza się kryteria znacznego ryzyka, a należą do nich występowanie nowotworów z określonych zespołów, szczególnie u 2 lub więcej krewnych I linii (matka,siostra), wystepowanie nowotworów w młodym wieku (ale tylko jeśli średni wiek zachorowania jest znacznie wyższy - np rak jądra u 20letniego mężczyzny nie budzi podejrzenia predyspozycji rodzinnej) itp.
Nie dajmy się zwariować i nie lećmy od razu wszyscy badać się genetycznie!

25

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Ogólnie co ja wiem na temat raka..hmm..U mnie na szczęście nie było w rodzinie takich przypadków...tutaj już chce mi się pisać o mojej rodzinie..ale nie o tym chce wspomnieć, lecz o tym, że ktoś mi kiedyś powiedział, że każdy z nas ma komórki rakowe i że u jednych one się uaktywniają a u innych nie....i że to wygląda mniej więcej tak że coś się jakby psuje, albo jakby coś zjada to coś zdrowego. To jest straszne...Współczuje tym , którzy muszą tego doświadczać.

26 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2013-12-07 09:42:47)

Odp: Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Bez względu na przypadki w rodzinie profilaktyka jest ważna. Musimy dbać o zdrową dietę i regularnie się badać bo rak we wczesnych fazach często jest wyleczalny. Właśnie regularna badanie uratowało życie mojej mamie, mimo że cały czas ma przerzuty, to dzięki wczesnemu wykryciu i tamu że wciąż jest pod obserwacją i sama się obserwuje udaje się utrzymać raka w ryzach.
Dziewczyny, badajcie się, szczególnie mam na myśli badanie piersi, wystarczy poświęcić chwilę na samobadanie raz w tygodniu a może wam to uratować życie. Cytologia i komplet podstawowych badań raz w roku też nie zabierze dużo czasu, a może wam zapewnić dodatkowe lata życia z waszymi rodzinami

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZDROWIE KOBIETY » Angelina Jolie - mówmy o genetycznym dziedziczeniu nowotworów

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026