Witam wszystkich. Postanowiłam tu zajrzeć powtórnie, ponieważ potrzebuję porady. Mam problem z moim mężem. Na początek krótko opisze swoją sytuacje rodzinną. Jesteśmy małżeństwem od 13 lat. Mamy dwójkę dzieci 12-latke i 2-latka.Pół roku temu zmieniliśmy mieszkanie na większe. Oczywiście nie obyło się bez kredytu, który teraz spłacamy. Obecnie żyjemy ?od miesiąca do miesiąca?. Mamy drobne oszczędności, które pozostały z zaciągniętej pożyczki na tzw. ?czarną godzinę?.
A teraz sedno mojego problemu. Otóż mój mąż zapragnął tego lata zrobić sobie kurs szybowcowy. ?Targujemy? się o to od ponad dwóch miesięcy. Mąż oczywiście oczekuje, a można wręcz powiedzieć, że wymusza na mnie akceptacje jego hobby. Ja nie jestem temu przychylna argumentując to tym, że jest to kosztowne jak na nasze możliwości, niebezpieczne i czasochłonne. Jako kompromis zaproponowałam mu, że wyrażę zgodę, ale żeby to zrobił za dwa lata ( w tym czasie można odłożyć na ten cel pieniążki), dziecko będzie starsze i będzie mi wówczas łatwiej. Niestety uparł się, że musi to być teraz bo on już jest ?stary? (41 lat). Wczoraj odbyliśmy kolejną rozmowę na ten temat. No i właśnie? Wyszło na to, że on mimo braku mojej aprobaty powiedział, że i tak zrobi ten kurs.
Moje pytanie co byście zrobiły na moim miejscu? Co powinnam zrobić gdy mój mąż faktycznie zacznie latać bez mojej zgody (zresztą już pewne kroki podjął). Czy to jest w porządku wobec nas, że tak stawia sprawę? Mam żal o to do męża i nawet jak się zgodzę, to i tak tego do końca nie zaakceptuję, co na pewno bardzo mocno odbije się na naszym małżeństwie. Po prostu zaczynam nie widzieć sensu bycia razem skoro on wybiera latanie. Co mam o tym wszystkim sądzić?
Proszę o wyrażenie Waszego zdania?
Podobne tematy
Po pierwsze faceci to duże dzieci. Jak się uprą to mogiła. Po drugie powiedz mu, ze jak go stać na takie hobby to stać na spłatę rat za mieszkanie a Ty sobie też znajdziesz jakieś dodatkowe zainteresowania. Po trzecie co znaczy problem z takim hobby w porównaniu z ciężką chorobą, śmiercią bliskiej osoby czy rozwodem.
Najlepsze rozwiązanie to postaw jemu warunek. Albo rezygnuje z kursu szybowcowego albo robicie go razem. Szczena mu opadnie i wszelkie jego argumenty wezmą w łeb.
" Po prostu zaczynam nie widzieć sensu bycia razem skoro on wybiera latanie." - a przedstawiłaś mu swoje argumenty? Np. ten?
Rozumiem i Ciebie, i Twojego męża.
Wiesz co.... jeśli Wasza sytuacja materialna nie jest najwspanialsza, a mąż i tak się upiera by zrobić ten kurs, może zaproponuj mu na początek by coś z tego było. By to hobby jakoś wykorzystał w celach zarobkowych.
No i przede wszystkim, nie kłóćcie się- ja wiem, że trudno o to w takich chwilach, ale jednak postawcie na szczerą i rzeczową rozmowę.
Ja myślę tak...
Twój mąż zaczyna wchodzić w tak zwany wiek średni.
Na takim etapie mężczyzna przeważnie ma juz ugruntowaną pozycję rodzinną, zawodową. Zbudował dom, posadził drzewo..
I nagle staje przed takim dylematem....czyżbym juz nic więcej w zyciu miał nie osiągnąć, nie przezyć??
Boi się, ze jego zycie nie przyniesie już żadnej adrenaliny, nic go juz więcej nie zaskoczy.....to tak jakby go nagle dopadła smierć za zycia....
I co wtedy??
Jedni zaczynają się odmładzać, nosić młodzieżowo, kupuja sobie różne gadżety, zabaweczki...jak go stać, to sprawia sobie motor, o którym zawsze marzyć, czy czerwone ferrari....
Sa gorsze sytuacje.....zaczyna się oglądać za innymi kobietami, żeby sobie udowodnić, że jeszcze jest atrakcyjny, że jeszcze potrafi zainteresować sobą inne kobiety......
Jeszcze inni popadają w depresję, dopada ich zniechęcenie...
A inni z kolei zaczynają realizować swoje młodzieńcze marzenia, których nie zdążyli zrealizować wcześniej, bo trzeba było pracować na rodzinę, wychowywac małe dzieci, pomagać swojej partnerce w tych rodzinnych obowiązkach.
I na hobby po prostu juz brakowało czasu....
Myślę, że spokojna, rzeczowa rozmowa, wyznanie swoich obaw, związanych z pomysem męża powinno pomóc. Nie sądze, żeby mąż zrezygnował ze swojego marzenia, ale może rozłozy to bardziej w czasie, a może znajdzie jakieś dodatkowe źródło jego finansowania!
Wiem, że taki kurs można spłacac w ratach, więc moze tędy jakaś droga i kompromis?
6 2013-05-10 10:35:25 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-05-10 10:36:29)
ja natomiast inaczej patrze na ten problem
widze małżeństwo "zatopione" w obowiązkach
jedyny sens aktywności to aktywności zmierzające do spełnienia obowiązków, których aniu widzisz mnóstwo, które są cięzkie, które cię stresują i których się boisz
odchodząc od twojego męża...
a jak wygląda tówj wolny czas? zainteresowania? rozwijanie sienbie?
co robisz dla swojej przyjemności? jak spędzacie razem czas?
może działanie twojego męża to kryzys wieku średniego... a może fascynacja i marzenie, które ma od lati boi się, że już nie starczy mu czasu na jego realizację?
dla mnie fakt, że ty "musisz Zaakceptować" jego hobby oznacza, że traktujesz go pewnie jak jeszcze jedno dziecko
czy on naprawde jest niedojrzałym, nieodpowiedzialnym meżczyzną, który nie wspiera waszej rodziny, nie uczestniczy w zapewnieniu jej bytu i warunków do życia?
czemu się boisz, że jego decyzja może zagrozić sytuacji materialnej waszej rodziny??
gdyby mój mąż miał takie pragnienie, pewnie zapytałabymn, skąd się pojawiło. dowiedziała się jak jest dla niego wazne
potem bym ppowiedziała- zastanówmy się, jak je możemy spełnić, czy w goółe możemy?
oznacza to, że nie pojedziemy w tym roku na wakacje, albo że będziesz musiał poparacowac w nadgodzinach przez ileś godzin
albo zrezygnujemy z opiekunki i poszukamy złobka dla malucha -jest już duży i bystry chłopak
okreslenie "targowanie" oznacza, że ty matka żona i władczyni w domu trzymasz kasę i decydujesz o wszystkim
naprawdę hobby to traGEDIA?/
NIE ma sensu bycie razem - BO ON NIE CHCE SIĘ TOBIE PODPORZĄDKOWAC?
tak ja to czytam
nagle twój poukładany światek się rozwala bo twój od dwudziestu lat - tylko twój i twoja własność - mąż, zapragnął spełnić marzenie, zachciankę, hobby,m jAK ZWAŁ TAK ZWAŁ
a tobie zawala się świat
mnie się to nie podoba
albo jest odpowiedzialnym facetem i wie co robi
albo nie rozumiem, co ty z nim robisz?
Mam mieszane uczucia. Nie macie za dużo pieniędzy, a hobby jest kosztowne. I z tego względu rozumiem Cię.
Z żadnego innego. Uważam, że życie ma się jedno i jak się chce czegoś to powinno się to próbować zdobyć.
Prawdę mówiąc stawiam się w pozycji męża i jeśli byłabym nim i zarabiała (zakładam , że on pracuje) to bym powiedziała , że ciężko pracuje i że chce coś z tego mieć , a Tobie nic do tego.
Nie wyobrażam sobie też siebie w Twojej pozycji mówiącej 'zaczynam nie widzieć sensu bycia razem bo on wybiera latanie/rajdy/projektowanie mebli czy cokolwiek innego co można tam wstawić'
Życie to nie same obowiązki.
ninafairlady - ja bym nawet dodała, że tutaj wyraźćnie widać, że ania traktuje pomysł meża jako fanaberie a to znaczy, że tylko ona ma prawo okreslać co jest wazne dla nich, dla ich rodziny, dla związku i dla przyszłości.
Tak, mam takie odczucie.